Posts Tagged ‘historia’

Generał Emil Fieldorf 1895 – 1953

February 24, 2011

Pięćdziesiąt osiem lat temu zainstalowani przez Moskwę polskojęzyczni zdrajcy zamordowali wielkiego polskiego patriotę – generała Emila Augusta Fieldorfa.

Cześć Jego Pamięci – ten apel jest wciąż aktualny dziś, gdy Generał nie ma nawet prawdziwego grobu – a jego morderców:

  • Heleny Wolińskiej
  • Beniamina Wejsblecha
  • Pauliny Kern
  • Marii Gurowskiej
  • Bronisława Malinowskiego
  • Mieczysława Szymańskiego
  • Emila Merza
  • Gustawa Auscalera
  • Igora Andrejewa

nigdy nie dosięgła sprawiedliwość.

Ale nie wszyscy zapomnieli.

Advertisements

17.09 – pamiętamy (przynajmniej niektórzy)

September 17, 2010

Siedemdziesiąt lat temu na teren II RP wdarła się bolszewicka dzicz chcąca dokończyć robotę przerwaną w 1920 Bitwą Warszawską. Za czasów słusznie minionych temat oczywiście nie istniał, a po 1989 jak zwykle: dwóch Polaków, trzy opinie… Z jednej strony bogoojczyźniani patrioci popadający w martyrologiczne klimaty o zdradzieckim ciosie w plecy (w końcu Stalin był najsłynniejszym polonofilem po tej stronie Drogi Mlecznej), z drugiej – towarzysze z Lewicy bez Cenzury (ku memu nieustającemu ubolewaniu, nie zostali wyskrobani przez swoje matki propagujące aborcję jako podstawowe prawo człowieka), dla których sowiecki atak to „przetrącenie karku pańskiej Polsce”…

Właściwie wszystkie takie klimaty są znane i oklepane – ale na szczęście Polską rządzi aktualnie tandem marzeń: mądry i koncyliacyjny premier i wspaniale reprezentacyjny prezydent. Dzięki katastrofie w Smoleńsku zniknęły przeszkody (właściwie to jedna) na drodze do pełnego pojednania polsko-rosyjskiego, więc efekty zaczynają być widoczne. Najpierw ekonomiczne (umowa z Gazpromem, na której niedorzeczność zwrócili uwagę nawet tępi biurokraci z Brukseli), potem symboliczne (zaproszenie szefa rosyjskiego MSZ Ławrowa na naradę polskich ambasadorów) – a teraz konkretne działania w sferze politycznej.

Szef MSZ czeczeńskiego rządu na emigracji Zakajew bywał w Polsce parę razy. Bogiem a prawdą to wiele taki minister nie może: Czeczenia tkwi pod rosyjskim butem i z uwagi na wybicie do nogi chyba wszystkich zdolnych do noszenia broni pełnoletnich mężczyzn nie zanosi się na prędką zmianę tego stanu (przynajmniej do momentu, aż dzisiejsze dzieciaki dorosną na tyle, żeby udźwignąć Kałasznikowa). I jakoś podczas poprzednich wizyt nikomu specjalnie jego obecność nie wadziła – choć list gończy Rosjanie wystawili już ładnych parę lat temu. Aż tu nagle w tym roku, łubu dubu, zwinęli Czeczena akurat jak jechał stawić się na wezwanie prokuratury. Nie żebym był przesadnie przywiązany do symboliki i innej numerologii, ale fakt aresztowania Zakadowa na podstawie rosyjskiego listu gończego akurat 17 września aż się prosi o skojarzenia…

Wynurzenia z powyższych trzech akapitów, jak sobie właśnie uświadomiłem, to dowód na moje zacofanie. Ponieważ bardzo chciałbym być młody, wykształcony i z dużego miasta, więc teraz spróbuję wpasować się w stylistykę i wzorem towarzysza Tarasa proponuję grupę na Facebooku: Przestańmy obchodzić 17 września, bo na chuj i komu takie jątrzenie społeczeństwa?

Na brunatnej Ukrainie – odsłona styczeń 1945

March 22, 2010

Miałem dłuższą przerwę w blogowaniu, wskutek czego zaniedbałem niestety “przedruki” ze znakomitego bloga, którego na temat mordów na Wołyniu prowadzi Dymitr. Bez zbędnych wstępów, oddaję głos autorowi.

Galicja / Lubelszczyzna / Wołyń – styczeń 1945

ozpoczynam gorącą informacją od ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego: „W piątek 5 lutego o g. 15.00 odbędzie się ogólnopolska akcja protestacyjna przeciwko gloryfikacji Stepana Bandery i Ukraińskiej Powstańczej Armii przez prezydenta Wiktora Juszczenkę.” Odbędą się pikiety pod ambasadą Ukrainy przy u. Szucha w Warszawie oraz pod konsulatami w Krakowie, Lublinie i Wrocławiu. Zachęcam do udziału wszystkich, którzy chcą wyrazić swoją dezaprobatę wobec ostatnich ruchów prezydenta Ukrainy. Więcej szczegółów na blogu księdza .

A teraz kolej na „tradycyjne” miesięczne podsumowanie ludobójstwa dokonanego przez nowo kreowanych „bohaterów” Ukrainy. Badaczom tego genocydu udało się zgromadzić dane o 1143 osobach (głównie Polakach), zabitych w styczniu 1945 roku, w tym terytorialnie (wg przedwojennych województw):

wołyńskie: 6 zabitych
lubelskie: 14 zabitych
stanisławowskie: 60 zabitych
lwowskie: 129 (większość ofiar na terenie Polski Ludowej)
tarnopolskie: 934 zabitych

Podane liczby te nie obejmują szacunków (ekstrapolacji). Jak widać, areną ludobójstwa było głównie b województwo tarnopolskie, szczególnie powiat Zaleszczyki, gdzie zabito 442 osoby.

Największe masakry (wszystkie w woj. tarnopolskim):

1. stycznia – Uhryńkowice (pow. Zaleszczyki) – 150 zabitych
4. stycznia – Głęboczek (pow. Borszczów) – 97 zabitych
15. stycznia – ludobójcza orgia w powiecie zaleszczyckim i zabicie łącznie 234 osób (Błyszczanka – 64 ofiar, Kułakowce – 80, Latacz – 90);
26. stycznia – Majdan (pow. Kopyczyńce) – 118 zabitych

Świadectwa:

Po drodze przez wieś widziałam wiele trupów (…). Michałowi Grzecznemu oprawcy wycięli orła na piersi, musiał konać w męczarniach. [Maria Mamij, Majdan]

Do mnie podszedł jeden czerwony od krwi bandyta i zaczął mnie bić. Mąż osłonił mnie swoim ciałem, za co został zastrzelony. Potem oblali nas benzyną po to, aby spalić żywcem. Zdecydowaliśmy się uciekać. Za nami biegli bandyci. Mnie udało się wyrwać z rąk wrogów. Całą noc przesiedziałam w zaroślach. Rano wróciłam do wsi i zobaczyłam, że z mego domu pozostała tylko dogasająca kupka popiołu. [Regina Tempa, Majdan]

Banderowiec stojący za mną wyjął zza pasa pistolet, przyłożył lufę z tyłu do mojej głowy tak mocno, że pochyliłem się nad rozpadliskiem. Zaraz potem usłyszałem trzask iglicy. Pistolet nie wypalił. Strzelający cofnął broń, a ja, prostując głowę, zerknąłem na drugiego [banderowca]. Stał obok, a karabin miał zarzucony na ramię. – Trzymaj go! – usłyszałem za moimi plecami. Ale zanim ten zdążył silniej złapać moje ramię, uderzyłem go łokciem w piersi i skoczyłem w dół jaru, w śnieg. Biegłem najszybciej jak mogłem. Dopiero po kilkunastu sekundach usłyszałem dwa strzały karabinowe (…). Jednak żaden z pocisków nie przeleciał nawet w moim sąsiedztwie. Biegłem jeszcze jakiś czas, prawie na oślep, dopóki zmęczenie nie dało znać o sobie. [Michał Szuter, Świrz]

Po wielu dniach starań dziadek Karpiński uzyskał wreszcie wojskową eskortę i razem z nią udał się do wsi Torskie po zwłoki mamy. Przywiózł zamarznięte i strasznie okaleczone jej ciało. Nam dzieciom nie pozwolono na nie popatrzeć. Dopiero kilka lat później dziadek opowiedział nam w jakim stanie one były. (…) nasza mama była zupełnie naga, z obciętą piersią, bez uszu, z bagnetem w kroczu i wieloma ranami kłutymi i postrzałowymi na ciele. [Czesław Bednarowski, Torskie, pow. Zaleszczyki]

We wsi Białogłowy mieszkała rodzina ukraińsko-polska Szeremetów. On był Ukraińcem, ona Polką. (…) Zgodnie z panującym zwyczajem [ich] syn był ochrzczony w cerkwi, a córka w kościele. Syn Szeremety stopniowo ulegał wpływom ideologii szerzonej przez OUN i wkrótce stał się zagorzałym nacjonalistą, był w UPA i brał udział w mordowaniu Polaków na Wołyniu w 1943 roku. Pewnej styczniowej nocy 1945 roku pojawił się z grupą upowców w swoim domu. Zażądał od ojca, by ten zamordował swoją żonę, a jego matkę. Mimo próśb ojca, syn rozkazał podległym mu upowcom zabić swoją matkę, a potem ojca. Z niewiadomych powodów darował życie swojej siostrze. [Michał Gerc, Białogłowy, pow. Zborów]

UPA vs Sowieci

8 stycznia 1945 upowcy z kurenia „Zalizniaka” stoczyli walkę z pododdziałami 64 Dywizji NKWD. Miejscem starcia był przysiółek Tepiły k. Nowego Lublińca. Ukraińcy stracili kilkunastu zabitych, Sowieci co najmniej 7.

17.01 oddział UPA „Czarnych Hajdamaków” zaatakował rajcentr (ośrodek administracyjny) Horodnica w obwodzie Żytomierskim. Zginęło 6 Sowietów. W Galicji zaatakowanych ośrodków w tym czasie było 5 (tylko 1 na Tarnopolszczyźnie). W obwodzie stanisławowskim trwały sowieckie obławy na banderowców. Od 18.01 do 10.02.1945 wg sowieckiego sprawozdania zabito tam 1678 „bandytów”, ujęto 1716.

26 stycznia w okolicach Kamienia Koszyrskiego (Polesie) kompania NKWD rozbiła oddział UPA i wzięła do niewoli wysokiego rangą upowca Jurija Stelmaszczuka „Rudego”. Stelmaszczuk w trakcie śledztwa udzieli Sowietom wielu bezcennych informacji o UPA.

Jak widać, na Tarnopolszczyźnie, gdzie eksterminowano Polaków, UPA nie była specjalnie zainteresowana walką z Sowietami. Tym z kolei mordy na Polakach były na rękę, bo wymuszały ich ekspatriację.

W styczniu 1945 zachód USRR wizytował Nikita Chruszczow, gdzie m.in. mobilizował aktyw do większej walki z OUN i UPA. 10 stycznia Biuro Polityczne KC KP(b)U wydało uchwałę „O nasileniu walki z ukraińsko-niemieckimi nacjonalistami w zachodnich obwodach Ukrainy.”

UPA vs Polska Ludowa
W styczniu 1945 w walce z OUN i UPA zginęło co najmniej 7 milicjantów. Wg A. Baty w tym miesiącu UPA przystąpiła do likwidacji posterunków MO w powiatach brzozowskim, leskim i sanockim. W Wetlinie (Bieszczady) miały miejsce dwie potyczki MO z UPA.

Inne wydarzenia godne uwagi:

Do dowódcy UPA R. Szuchewycza dotarł Jurij Łopatyńśkyj, łącznik od Bandery, zrzucony przez Niemców. W swoim liście Bandera wyrażał gotowość powrotu na Ukrainę (do czego jednak nie doszło).

Według R.Wnuka i G.Motyki w styczniu 1945 r. doszło ze strony UPA do pierwszych prób kontaktu z polskim podziemiem w celu wspólnej walki przeciw Sowietom.

21.01.1945 z Pawłokomy (pow. Brzozów) uprowadzono 7 Polaków, po których ślad zaginął. Polscy mieszkańcy wsi posądzili o porwanie UPA. W marcu będzie to przyczyną odwetowego mordu. Ukraińcy twierdzą, że Polaków uprowadziło NKWD.

W styczniu 1945 z Tarnopolszczyzny wyruszyły pierwsze transporty ekspatriowanych Polaków. Dwa ze Zborowa, a 28 stycznia 1945 r. z Borszczowa.

19 stycznia gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” wydał rozkaz rozwiązujący Armię Krajową. „Żołnierze Armii Krajowej! Daję wam ostatni rozkaz. Dalszą swoją pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości Państwa i ochrony ludności polskiej przed zagładą.”

Literatura:
A. Bata, „Bieszczady w ogniu”, Rzeszów 1987
S. Jastrzębski, „Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyżnie w latach 1939-1947”, Wrocław 2007
H. Komański, S. Siekierka, „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939-1946”. Wrocław 2006.
G. Motyka, “Ukraińska partyzantka 1942-1960”, Warszawa 2006
G. Motyka, „Tak było w Bieszczadach”, Warszawa 1999
G. Motyka, R. Wnuk, „Pany i rezuny”, Warszawa 1997
S. Siekierka, H. Komański, K. Bulzacki, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939-1947”, Wrocław 2006
S. Siekierka, H. Komański, E. Różański, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939-1946”
W. Siemaszko, E. Siemaszko, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945”, Warszawa 2000
S. Żurek, „UPA w Bieszczadach”, Wrocław 2007

Seta dla towarzysza pułkownika

March 21, 2010

Jak powiedział kiedyś Oskar Wilde, nie ma czegoś takiego jak historia – są tylko historycy. Nie można oczywiście dopuścić do sytuacji, gdy ludzie zainteresowani takimi sprawami snują się samopas nie mając nic do roboty… I jak świat światem, historia jest na nowo oceniana, interpretowana, wreszcie: przepisywana. Dwadzieścia lat temu pewna specjalistka od pokazywania gołego tyłka ogłosiła, że komunizm w Polsce zdechł; nikt jakoś wówczas nie pomyślał, że zawsze należy być podejrzliwym w sytuacji, gdy coś krwawi, krwawi i nie zdycha. Skutki tego dnia żywych trupów widać w Polsce do dziś w bardzo wielu aspektach, między innymi wśród ludzi zajmujących się historią.

Z jednej strony mamy specjalistów od bełkotu bogoojczyźnianego: jesteśmy narodem wybranym (nie bardzo tylko wiadomo do czego), przedmurzem chrześcijaństwa, obrońcą Europy, bohatersko stawiającym opór komu popadnie… Popastwiłbym się jeszcze chwilę nad ich upiorną stylistyką rodem z zatęchłej kruchty, ale jest to zajęcie cokolwiek jałowe: i tak nie mają specjalnego wpływu na debatę publiczną, w szczególności na kształcenie młodzieży.

W przeciwieństwie do ich odbicia z drugiej strony lustra, czyli duchowych spadkobierców KPP – zasiadających gremialnie w Ministerstwie Prawdy na Czerskiej. Ci ludzie, razem z użytecznymi idiotami w rodzaju byłego szefa IPN Leona K., wzięli sobie za punkt honoru jedno: obrzydzić Polakom ich własną historię, przedstawiając ją jako mieszaninę porażek i hańbiących incydentów. Jeśli mowa o ważnych osoby okresu powojennego, to naturalnie fetujemy Jaruzelskiego (zwerbowanego “bez wiedzy i zgody” – czy wszyscy kapusie dostali tę samą instrukcję na wypadek dekonspiracji?), wyśmiewając równocześnie pomysł uczczenia pamięci bohaterów takich jak rotmistrz Pilecki. Jeśli piszemy o Powstaniu Warszawskim, to oczywiście z paragrafu o antysemityzm – a najważniejsze wydarzenie lat 1939 – 1945 to płonąca w Jedwabnem stodoła. Pół wieku komunistycznej okupacji to incydent, którego analiza to “grzebanie w przeszłości” – chyba że jakiś endek dał w zęby komuś wyznania mojżeszowego… Wtedy i sto lat nie pozwala uznać czynu za przedawniony. Stefana Michnika czy Heleny Wolińskiej nie można tknąć bez narażania się na zarzut antysemityzmu – ale Demianiuka można sądzić nawet parokrotnie.

A jednym z bardziej fascynujących przykładów instrumentalnego podejścia do historii jest sprawa mordów na Wołyniu: prawdziwe porozumienie ponad podziałami. Z jednej strony Kartofel Mniejszy, dla którego przyjaźń z parchatym bękartem UPA to fundament polskiej polityki wschodniej, z drugiej “GW” i pochodne, dla których “piękna Julia” to najlepsze, co zdarzyło się naszej części Europy w ostatnim stuleciu. Mimo wszystkich demonstrowanych publicznie różnic, łączy ich jedno: chęć spuszczenia zasłony milczenia na ofiary z Wołynia, które ani chybi pomordowały się same.

Dwadzieścia lat ciężkiej pracy edukatorów z “partii zagranicy” przyniosło wreszcie skutek: jak donosi “Der Dziennik”, jeden na trzech Polaków nie wie, kto stoi za mordem polskich oficerów w Katyniu. Cóż mogę powiedzieć? Mimo niezbyt ciepłych uczuć, które żywię pod adresem edukatorów “wybierających przyszłość“, nie da się im odmówić fachowości (a nawet jeśli nie im samym, to na pewno ich oficerom prowadzącym).

Fryderyk Wielki powiedział kiedyś “wprawdzie można posługiwać się kanaliami, ale w żadnym razie nie wolno się z nimi spoufalać” – i stosowni funkcjonariusze z ministerstw nad Moskwą i Szprewą z pewnością dobrze sobie tę maksymę przyswoili. Dobra robota, panowie.