Piękny umysł

May 24, 2015

John Forbes Nash Jr. odszedł 23 maja 2015.

Advertisements

Cisza wyborcza

May 22, 2015

cthulhu-na-prezydenta-czarny-5645.800x1200c

Eric Arthur Blair wielkim pisarzem był

May 16, 2015

Oj Banachewicz, Banachewicz – stare toto, a naiwne jak podfruwajka jakaś. Tak się złożyło, że w zeszłym tygodniu byłem w Londynie akurat w dniu wyborów parlamentarnych, więc – chcąc nie chcąc – śledziłem na bieżąco rozwój sytuacji: komentarze gadających głów, uroczych w swym braku szacunku dla polityków dziennikarzy, coraz ciekawsze próby tłumaczenia czemu sondażownie dały ciała… Wygrali konserwatyści, a lewica tradycyjna (Labour) dostała cięgi przestraszliwe. Dobre i to, można by pomyśleć: jacy by konserwatyści nie byli, przynajmniej jeden kraj w Europie nie dostanie się w łapy oszalalych wyznawcow Keynesa.

A potem, jak pisał poeta “Tak wylazła z Archanioła stara świnia reakcyjna: absolutnie apolityczna i zupełnie bezpartyjna“: okazało się, że posławszy na polityczna emeryturę czerwonego Eda, Brytyjczycy powierzyli powtórnie ster facetowi, ktory ewidentnie czytał Orwella – tylko chyba nikt mu nie powiedział, że to nie jest instrukcja.

Do mediów przedostaly sie fragmenty nowych pomysłów Davida Camerona na uczynienie z Wielkiej Brytanii jeszcze bardziej bezpiecznego miejsca (ewidentnie bycie krajem z największym zagęszczeniem kamer CCTV na świecie im nie wystarczy). Dwa kluczowe fragmenty:

  • For too long, we have been a passively tolerant society, saying to our citizens: as long as you obey the law, we will leave you alone. It’s often meant we have stood neutral between different values. And that’s helped foster a narrative of extremism and grievance. This Government will conclusively turn the page on this failed approach.
    Czyli mówiąc po ludzku: nie wystarczy przestrzegać prawa, musisz jeszcze kochac Wielkiego Brata. Ponurej ironii dodaje tej inicjatywie fakt, że w dniu wyborów przywódcy głównych partii spotkali się z weteranami II WS: ostatnimi ludźmi z pokolenia, które walczyło na trzech kontynentach z totalitarnym koszmarem, który zaczynał od dość podobnie sformułowanych praw – wbrew powszechnej opinii, niemiecki faszyzm nie zaczął się od obozów koncentracyjnych, tylko od palenia niesłusznych książek.
  • Rząd Jej Królewskiej Mości będzie zwalczał wszelkie zagrożenia. Jak definiujemy zagrożenia? Oprócz standardu (nękanie, zamieszki i tak dalej) jest też nowa kategoria: “threat to the functioning of democracy“. Piękne, prawda? Praktycznie dowolna krytyka poczynań rządu spokojnie łapie się pod tak ogólne sformułowanie: nie podoba ci się kolejna misja wprowadzania demokracji na Bliskim Wschodzie? Zagrażasz demokracji. Jako katolik krytykujesz adopcję dzieci przez pary homoseksualne? Podważasz fundamenty ustroju, czyli zagrażasz demokracji. A może nie masz niewłaściwe preferencje polityczne (na przykład UKIP)? Takie sytuacje na razie potrafią skończyć się odebraniem dzieci rodzinie adopcyjnej, ale jak sądy się odpowiednio rozgrzeją…

    Kłaniają się stare dobre sowieckie wzorce i pakowanie niesłusznych ludzi do szpitala psychiatrycznego z diagnozą “schizofrenii bezobjawowej”.

Ciężkie czasy, jak powiedział krasnoarmiejec kradnąc zegar z hali dworca w Lublinie.

Jon Lord 1941 – 2012

July 16, 2012

Dzisiaj po południu do największej orkiestry świata odszedł Jon Lord.

Precz z komuną 2012

July 10, 2012

Ja wiem, to bardzo brzydki odruch, ale nic na to nie poradzę: co jakiś czas lubię obejrzeć, jak ktoś dostaje łomot – i nie mówię tu bynajmniej o polskiej reprezentacji piłkarskiej. Jako podatnik, regularnie jestem dymany przez klaunów rządzących gospodarką, dla których jedynym lekarstwem na gospodarcze bolączki Europy jest jeszcze większa dawka tego samego leku, przez który jesteśmy tam gdzie jesteśmy: pękła spekulacyjna bańka w nieruchomościach? Musimy nadąć nową, żeby rozruszać gospodarkę. Jest problem z zadłużeniem? Dodrukujmy pieniędzy, żeby państwo mogło się zadłużyć jeszcze bardziej…

A co najgorsze, modlący się do faszyzującej cioty Keynesa ludzie rządzą po obu stronach Atlantyku, co znacząco ogranicza możliwości wymiksowania się z tego bałaganu… Ale nadzieję, drogi Czytelniku, daje nam to, co podtrzymuje na duchu wszelkiej ofiary gospodarczej opresji: praw przyrody nie unika się oszukać i oparty na absurdzie system gospodarczy musi się w końcu zawalić (nawet jeśli, jak przypadku Sojuza, trwa to dekady). Zanim nastąpi ten piękny moment, nacieszmy się w lipcowy wtorek publicznym przeczołganiem dwóch twarzy (choć słowo ryj byłoby znacznie bardziej na miejscu, z uwagi na reprezentowaną przez nich ideologię): Hermana “Golluma” van Rompuya i Paula Krugmana.

Gollum van Rompuy jest przewodniczącym RE i prawdę powiedziawszy trochę mi go żal: rzut oka wystarczy do stwierdzenia, że facet nie ma bladego pojęcia o gospodarce i czołganie go za ekonomiczne idiotyzmy płynące z Brukseli jest trochę nie fair; z drugiej strony, nikt go nie zmuszał do pchania się do zewnętrznych znamion władzy… Panie i panowie, przed Wami nemesis eurodurniów – Nigel Farage.

Ale jak zabawne nie byłoby publiczne czołganie Rompuya, ten facet to mała płotka – co on realnie może? Niewiele, bo – przynajmniej na razie – co głupsze pomysły eurodurniów blokują Niemcy (swoją drogą to przerażające: nasza nadzieja w Niemcach). Znacznie groźniejsi są ekonomiści: 1. nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za to, co piszą 2. jedną książką, która wejdzie do programu uczelni, mogą zatruć więcej umysłów niż znajdzie się stron w unijnych regulacjach dotyczących handlu kapustą 3. zakompleksieni swoim – na ogół kiepskim – poziomem wykształcenia, ludzie mający realną władzę często ich słuchają. A jeśli na dodatek jeden z tych pasożytów ma Nobla?

Wtedy, proszę państwa, mamy do czynienia z intelektualnym odpowiednikiem powierzeniem Rzeźnikowi z Rostowa nadzoru nad siecią przedszkoli.

I takim właśnie człowiekiem jest Paul Krugman: ziomal Czarnego Mesjasza, bloger z biegunką klawiatury, uniwersalny autorytet od wszystkiego, co dotyczy gospodarki… Tym większą radością napełnia moje czarne serce widok Krugmana, którego grzecznie i uprzejmie miesza z błotem człowiek rozumiejący pewne rewolucyjne prawdy w rodzaju “nie można długofalowo wydawać więcej niż się ma” i nie zgadzający się z tezą, że najbardziej odpowiednimi ludźmi do wyciągnięcia nas z gospodarczego bagna są ci sami ludzie, którzy nas do niego wprowadzili. Panie i panowie, moment na który wszyscy czekali: profesor Pedro Schwarz.

Michalkiewicz: Zygoty wyrośnięte i przerośnięte

March 7, 2012

Komentarz    serwis „Pod Lupą” (www.podlupa.pl)    5 marca 2012

Powszechnie wiadomo, że filozofowie są coraz głupsi – o czym każdy może się przekonać dzięki „Gazecie Wyborczej”, w której publikuje pani filozofowa, prof. Magdalena Środa. Pani Środa uchodzi za niezwykle tęgą głowę, szermierza postępu i w ogóle – ale tylko w tutejszym demi-mondzie, który – co tu ukrywać – wprawdzie dzisiaj – jak powiada poeta – „mieszka w pałacu”, ale jeszcze niedawno „srać chodził za chałupę”.

Wskutek tego postępactwo splata się tu przedziwnie z nieprawdopodobnymi zabobonami. Tymczasem na świecie postępactwo tak brawurowo idzie do przodu, że chwilami aż się zapomina. Oto pani Franciszka Minerwa, filozofowa i etyk medyczny z Oxfordu doszła do wniosku, że dzieci, a konkretnie – niemowlęta, to nie tylko zakała ludzkości – co, mówiąc nawiasem, już dawno zauważył Henryk Sienkiewicz – ale w dodatku – jeszcze nie ludzie, więc jeśli komuś przyszedłby do głowy taki pomysł, to powinien mieć prawo ich zabijania.

No dobrze – ale dlaczego ograniczać to prawo tylko do niemowląt? Przecież starsze dzieci, na przykład – 30 letnie, bywają jeszcze bardziej uciążliwe dla otoczenia, niż niemowlęta, więc cóż właściwie przemawia za ich oszczędzaniem? Kiedyś Barbara Labuda, która wprawdzie nie jest żadnym filozofem, tylko romanistką, ale intelektualnie filozofom dorównuje, skrytykowała Kościół katolicki, że chciałby z „zygoty” uczynić wartość chronioną konstytucyjnie.

Najwyraźniej nie zauważyła, że ona sama też jest zygotą, tylko bardziej wyrośniętą, podobnie jak poseł Ryszard Kalisz, który jest zygotą przerośniętą. Być może, że takie wyrośnięte, a zwłaszcza – przerośnięte zygoty też powinno się móc bez żadnych przeszkód abortować – i pewnie któryś filozof już wkrótce dojdzie do takiego wniosku.

Ale zarówno on, jak i pani filozofowa Franciszka Minerwa nie powinni zapominać, że od każdej, nawet najsłuszniejszej zasady, istnieją wyjątki – bo chyba zasada swobodnego zabijania noworodków nie dotyczy noworodków pochodzenia żydowskiego? Zezwolenie na zabijanie noworodków pochodzenia żydowskiego stanowiłoby bowiem karygodny, iście faraoński antysemityzm, który, zwłaszcza dla filozofów, gorszy jest przecież od śmierci.

Stanisław Michalkiewicz

Kurwy zuchwałe i bezczelne – edycja 6.03.2012

March 6, 2012

Jest sobie takie czasopismo / środowisko  “Krytyka Polityczna”, znane z paru rzeczy:

  • zajebistego lokalu, który dostali w centrum Warszawy w (de facto) prezencie od miasta reprezentacyjnej siedziby przy Nowym Świecie
  • zapraszania lewackich bandytów z Niemiec na obchody Święta Niepodległości walki z odradzającym się polskim faszyzmem
  • charyzmatycznego lidera Sławomira S., o którym pisane są sztuki teatralne lidera, który jest nadzieją na nową lewicę w Polsce, wolną od komunistycznego bagażu
  • zachwycania się dziełami Lenina i komentatorami tychże nowatorsko krytycznego podejścia do filozofii
I ogólnie promowania wolności (współobywateli od kasy), równości (w dotowaniu i gejów, i lesbijek, i komuchów), wolnej miłości i pokoju. Jeden z reprezentantów pokojowego podejścia do świata to Cezary Michalski: człowiek, który zdążył już być religijny, prawicowy, alter – a teraz jest lewicujący. Jak przystało na osobę o poglądach lewicowych, deklaruje spokojne podejście do debaty publicznej:

Jeśli Rybiński rzeczywiście jest dla współczesnego kapitalizmu reprezentatywny (a patrząc wam w oczy nie potrafię skłamać, że na pewno nie jest), wówczas będę musiał powrócić do dziecięcych fascynacji grupą Baader-Meinhof, tyle że pierwszym i na razie jedynym bankierem, którego zamknę w samochodowym bagażniku będzie właśnie Rybiński. Przynosi on bowiem wstyd nie tylko kapitalizmowi (z natury nieco bezwstydnemu), nie tylko kaście ekonomistów i bankierów (jak wyżej), ale właściwie całemu ludzkiemu gatunkowi, do którego ja także należę, więc za Rybińskiego, chcąc nie chcąc, też muszę się wstydzić.

Coż dodać? Człowiek zafascynowany grupą Baader-Meinhof, który obnosi się z tym faktem… Pożyczyłbym mu rychłego pójścia w ślady jego idoli, ale to chyba trochę nie wypada.

Jeśli tak ma wyglądać “nowa lewica” w Polsce, to ja już chyba wolę park jurajski spod znaku Millera i Oleksego. Jedyna gorsza rzecz od skorumpowanych cyników to płomiennoocy idealiści (nawet jeśli oczy płoną im kolejny raz, do kolejnej ostatecznej idei)…

PS. Za chwilę Dzień Kobiet, więc ja ze swej strony też chciałbym zrobić coś specjalnego na cześć płci pięknej: uczcić nadchodzącą XIII Manifę

Nie, nie będę się wyzłośliwiał – feminizm w takim wydaniu to bardzo szkodliwa ideologia i nikt nie ucierpi na niej tak, jak kobiety właśnie. Nie ma co tępić Szczuki czy Bakuły, bo to z nich zrobi męczenniczki; lepiej, jeśli skompromitują się same.

A jeśli komuś pasuje lejący się przez te siedem minut bełkot – cóż, niektórym po prostu nie da się pomóc.

Kurwy zuchwałe i bezczelne – edycja 1.03.2012

March 1, 2012

Naprawdę chciałem odpuścić: ileż można sie przejmować intelektualnymi bękartami Stalina? W końcu Ministerstwo Prawdy na Czerskiej jest znane z paru rzeczy, ale nie z zamiłowania do patriotyzmu (w każdym razie polskiego patriotyzmu). Adam Michnik dostrzegający etyczne dramaty komunistycznych bandytów pacyfikujących strajki, Michał Cichy opluwający powstańców warszawskich, promowanie Donalda “polskość to nienormalność” Tuska czy Janusza Penisorękiego… Kto ciekaw (albo obdarzony mocnymi nerwami), może sobie tę listę wydłużyć, nihil novi.

Ale mimo całego półpancerzyka praktycznego,  świeży tekst Seweryna Blumsztajna wywołał u mnie mieszane uczucia – z jednej strony odruch wymiotny, z drugiej bardzo niechrześcijańskie myśli pod adresem autora.

Zostawcie tych żołnierzy“… Aż się prosi o odpowiedź w tej samej, ukochanej przez czerwonych stylistyce: niedoczekanie wasze, wy bando czerwonych skurwysynów. Wasi ojcowie czy bracia uniknęli sprawiedliwości? Trudno, tak bywa – w przeciwieństwie do nich, ja uważam, że nie należy ludzi wieszać bez sądu: nawet Helenie Wolińskiej, Stefanowi Michnikowi albo Salomonowi Morelowi przysługuje domniemanie niewinności. Ale wara wam, hołoto, od tego jakim bohaterom oddajemy cześć. Zakazywaliście tego przez pół wieku, ale już nic nie możecie – im szybciej związana z tym frustracja was wykończy, tym lepszy będzie świat.

Patriotyczny wrzask i szmira” – jeśli chodzi o polski patriotyzm, wiadomo już skąd swoje przemyślenia czerpał czterooki TVNowy piździelec mówiący o “demonach” polskiego patriotyzmu… Szmirą nie jest oczywiście “Lista Schindlera” czy promowane wszędzie do urzygania “W ciemności“, że nie wspomnę o “Oporze” – no, ale tam mówimy o słusznej historii, dotyczących słusznych i wartych upamiętnienia postaci. A Polacy? Hej, płonie stodoła – i więcej nie trzeba. Może niech do stu umieją zliczyć, jak przyjdzie się zrzucić na HEART

Teraz los tego straconego pokolenia ” – taki czuły na ludzką krzywdę jest redaktor B.: cztery paragrafy o PiS, dwa o ludzkim dramacie młodych którzy “żyli prawem wilka”… I jedno maleńkie zdanie o tym, skąd “Lalek” czy “Zapora” się w tym lesie wzięli. A kto tworzył kadry UB? Ani chybi Marsjanie: tak jak w III Rzeszy, w której zbrodni nie dopuszczali się Niemcy, tylko jacyś bezpaństwowi “naziści” – a w Polsce przestępcy z UB, którzy na szczęście nie mieli dzieci ani karier, tylko wzięli i zniknęli A.D. 1989.

I ostatnie zdanie: zastanawianie się “komu to służy“. Komuszana mentalność w praktyce: pierwsze podstawowe kryterium to użyteczność – furda pamięć, szacunek dla historii… Tak jak u oszalałego z nienawiści muchołapa, wszystkie chwyty dozwolone, bo trzeba dowalić Kaczorowi.

Jak ktoś się kurwą urodził, to kanarkiem nie umrze – i jeśli jest na tym świecie jakaś sprawiedliwość, to pan S.B. (bardzo dobre inicjały do pary z poglądami, swoją drogą) doczeka się nowego wspaniałego świata. Jeśli oprócz sprawiedliwości jest jeszcze ironia, jutrzenkę świetlanej przyszłości przyniosą mu buty zakapiorów z ukochanej przez niego Antify.

Lalek

March 1, 2012

Autorem tekstu jest pan Mirosław Kokoszkiewicz , publikacja za zgodą Autora.

Jest noc z 20 na 21 października 1963 roku. Historycznie rzecz ujmując dzieje się to kwadrans temu.

Półtora roku wcześniej odbył się pierwszy koncert niebiesko-czarnych. Tego roku olbrzymią popularność zdobywa zespół The Beatles wydając dwie płyty Please Please Me i With The Beatles.

Tegoż 1963 roku szczęśliwie wróciła na Ziemię Walentyna Tierieszkowa po 48 okrążeniach naszego globu. Dwa lata temu powrócił w glorii chwały na Ziemię Jurij Gagarin, pierwszy człowiek kosmonauta.

Pierwsze pokolenie powojenne osiąga dorosłość. Druga wojna światowa wydaje się być daleką przeszłością. Dzieci w szkołach czytają lekturę „O człowieku, który się kulom nie kłaniał”.Podziwiają bohaterskiego generała „Waltera”, Karola Świerczewskiego, tego samego, który wraz z bolszewicką armią w 1920 roku zabijał polskich obrońców ojczyzny.

Na Kremlu już od 10 lat zasiada Nikita Chruszczow zastąpiwszy ojca narodów Stalina. W Polsce rządzi niepodzielnie Polska Zjednoczona Partia Robotnicza z Władysławem Gomułką na czele. Nie ma już Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, jest za to Służba Bezpieczeństwa i oddziały ZOMO.

Właśnie tej nocy z 20 na 21 października trwa tajna operacja tych służb. Czego może ona dotyczyć niemal dwadzieścia lat po wojnie? Co spowodowało, że kilkuset osobowy oddział służb specjalnych komunistycznego państwa dotarł potajemnie nocą do małej lubelskiej wsi Stary Majdan?

Powodem jest jeden człowiek.

Znalazł się zdrajca, który przy pomocy radzieckiego urządzenia podsłuchowego liliput postanowił za trzy tysiące ówczesnych złotych wydać na śmierć ostatniego walczącego partyzanta Rzeczpospolitej Józefa Franczaka ps. Lalek.

Imię i nazwisko kapusia ustalił niedawno lubelski oddział IPN. Zachowało się również pokwitowanie odbioru tych trzydziestu srebrników. Był to członek rodziny niedoszłej żony Józefa Franczaka. Niedoszłej, gdyż żaden ksiądz nie chciał udzielić im ślubu bądź to z tchórzostwa bądź z obawy przed esbecką prowokacją.

Dotychczas hańba i posądzenie niesłusznie dotykało niewinnej rodziny, mieszkańców tej właśnie wioski, u których często Lalek się ukrywał.

Zorientowawszy się w zasadzce Józef Franczak nie poddał się. Podczas próby wymknięcia się ostrzeliwał esbeków. Zginął przeszyty serią z karabinu maszynowego. Według raportu umierał około dwóch minut. W aktach znajduje się nawet zdjęcie zabitego ostatniego partyzanta RP z widocznymi na piersiach śladami postrzałów.

Swoją walkę o wolną Polskę rozpoczął w 1939 roku w wieku 21 lat zaś zakończył bohaterską śmiercią po 24 latach mając lat 45. Był żołnierzem zgrupowania cichociemnego Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Po śmierci swego dowódcy w 1949 roku nie złożył broni i jak wielu innych z tego oddziału walczył jeszcze w czasach tak dla nas nieodległych.

4 marca 1957 r. poległ ostatni partyzant na Białostocczyźnie, ppor. Stanisław Marchewka “Ryba” z WiN. W aktach IPN zachowała się notatka oficera SB mówiąca o tym, że leśny bunkier “bandyty” udekorowany był obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Dopiero w lutym 1959 r. schwytano Michała Krupę ps. “Wierzba”, a w 1961 roku Andrzeja Kiszkę „Dęba”.

Ostatni polski partyzant ,Józef Franczak jako zawodowy podoficer dostał się w 1939 roku do rosyjskiej niewoli, z której brawurowo zbiegł. Po powrocie do domu zaangażował się natychmiast w podziemną walkę.

W 1944 roku ujawnił się chcąc wstąpić do drugiej armii Wojska Polskiego. Skierowano go do obozu internowania w Kąkolewnicy. Właśnie nieopodal tej miejscowości stacjonował sąd polowy, w którym masowo wyroki śmierci podpisywał człowiek, który się kulom nie kłaniał, wiecznie zataczający się alkoholik w polskim mundurze niejaki gen. Karol Świerczewski. Zwłoki zamordowanych, co wykazała ekshumacja w 1990 roku, grzebano potajemnie w Uroczysku Baran.

Wtedy to „Lalek” poprzysiągł walkę z komunistami do samej śmierci. Po ucieczce z Kąkolewnicy powrócił do partyzanckiej walki kontynuując ją jeszcze 19 lat.

Mieliśmy po odzyskaniu niepodległości hasła grubej kreski, wybierzmy przyszłość. Zapomniano jednak chyba celowo o pięknej przeszłości i wielkich prawie nieznanych bohaterach.

Na próżno do niedawna było szukać jakiegokolwiek pomnika ostatniego polskiego partyzanta. Nie ma ulicy jego imienia, placu, ronda czy nawet niewielkiego klombu. Młodzież w szkołach nie ma zielonego pojęcia, że jeszcze w latach sześćdziesiątych byli tacy, którzy nie pogodzili się z komunistycznym zniewoleniem i walczyli z bronią w ręku.

Żaden Polski filmowiec nie sięgnął do życiorysu Józefa Franczaka, choć jego życie i walka to temat wymarzony na scenariusz filmowy.

Polska po 1989 roku zapomniała o swoich bohaterach. Zapomniała, gdyż zajęta była czczeniem i szybką produkcją nowych autorytetów i wzorów do naśladowania, do których postać „Lalka” i jemu podobnych nijak nie pasowała.

1 marca – dzień pamięci “Żołnierzy Wyklętych”

March 1, 2012