Archive for the ‘Polska’ Category

Nasi przyjaciele z Waszyngtonu

May 28, 2016

 

 

Dużą częścią świata, niestety, rządzą czerwoni. Część z nich to socjaliści jawni (np. we Francji), a część – przeflancowani, np. neoconi w USA – kiedyś trockiści, teraz amerykańscy patrioci… Ale jak ktoś się kurwą urodził, to kanarkiem nie umrze, więc zamiłowanie do trockistowskich metod typu “niesiemy płomień rewolucji” im pozostało, tylko teraz mówi się o “szerzeniu demokracji”.

 

W ramach rzeczonego szerzenia, wpadli na pomysł instalowania w Europie Wschodniej tarczy rakietowej, co oczywiście spotkało się z ogromnym entuzjazmem ekipy PiS (każdy zasraniec musi mieć jakąś metropolię: PO pada na twarz przed Berlinem, SLD przed Moskwą / Brukselą – a PiS przed Waszyngtonem). Nie za bardzo mogłem pojąć czemu: ewentualna amerykańska obecność wojskowa nie wystarczy do odparcia jakiejkolwiek agresji (Białoruś jest w stanie spuścić WP solidny łomot, a co dopiero Rosja), personel wojskowy przy instalacjach podlega dowództwu amerykańskiemu (a nie NATOwskiemu, o polskim nie wspominając)…

 

Jednym słowem, malujemy sobie na plecach tarczę strzelniczą i drażnimy Ruskich (no bo chyba nikt normalny nie wierzy, że bronić ma nas ta tarcza przed Iranem) licząc, że przeszłości ślad dłoń nasza zmiata, przed ciosem naszym tyran drży… Niestety, zimny czekista Putin (ukłony dla autora tego określenia, pana Stanisława Michalkiewicza) ani myśli drżeć:

http://www.reuters.com/article/us-russia-europe-shield-idUSKCN0YI2ER

No i w tym momencie ciężko nie zadać pytania: na co właściwie liczy polski rząd? Po ich POprzednikach nie spodziewałem się niczego: jak przystało na odpady kiepskiej jakości, płynęli z głównym nurtem. Ale o co chodzi ekipie PiS? Zeby w razie konfliktu wciągnąć USA w wojnę z Rosją po naszej stronie? Ile warte są zachodnie gwarancje przekonaliśmy się w 1939 i może dobrze by było wreszcie zacząć wyciągać wnioski z historii: na pomoc “sojuszników” możemy liczyc wyłącznie wtedy, gdy im się to będzie opłacać… A jaką motywację mają Anglia, USA czy ktokolwiek inny żeby pomóc Polsce – skoro wszystko, czego chcą, przyzwyczaili się dostawać za darmo?

 

Dopóki rządzący Polską nie zrozumieją, że twardy egoizm to jedyna niesamobójcza postawa w relacjach międzynarodowych, dopóty Polska skazana będzie na miotanie się od ściany do ściany. Wielka wojna PiS z PO będzie trwała w najlepsze – “Bogurodzica” w kościołach i spazmy KODomitów… Aż przyjdzie gajowy i wypierdoli wszystkich z lasu.

Advertisements

Michalkiewicz: Spes unica nas urządzi

June 18, 2015

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    17 czerwca 2015

Kiedy ten felieton ukaże się w druku, będę już w naszym nieszczęśliwym kraju, który teraz zresztą ostrożnie zaczyna pogrążać się w szczęśliwości, w związku z zakończonymi szczęśliwie wyborami prezydenckimi. Jak to opisywał w „Panu Tadeuszu” Wojski, przedstawiając zgromadzonym na obiedzie u Sędziego Soplicy generałom i szlachcie historię sejmiku? „A tam po drugiej stronie pan przekreskowany, sam jeden, czapkę wcisnął na łeb zadumany, żona przed domem czeka, zgadła, co się dzieje. Biedna – oto na ręku pokojowej mdleje…” No, może aż tak źle i z „panem przekreskowanym” i z żoną nie będzie, bo chyba najważniejsza, niepisana zasada konstytuująca III Rzeczpospolitą – że „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych” – obowiązuje nadal, zwłaszcza w gronie ugrupowań poważnych, a nie, dajmy na to, takiego świszczypały Pawła Kukiza, którego zresztą „Matka Kurka” w ramach przygotowań do jesiennych wyborów, już zdemaskowała, jako wydmuszkę systemu. Skoro tak, skoro Paweł Kukiz jest wydmuszką systemu, to spes unica nasza w panu prezesie Jarosławie Kaczyńskim i gronie pomocników, którzy co jak co – ale system to znają od samej podszewki i wreszcie nas urządzą – no bo chyba nie w obozie zdrady i zaprzaństwa, który zresztą szykuje się do przeskoczenia na przygotowaną przez zapobiegliwą razwiedkę tratwę ratunkową, dowodzoną przez pana Ryszarda Petru.

Tedy, gdy felieton ukaże się w druku, będę już w naszym, ostrożnie przymierzającym się do szczęśliwości kraju, ale piszę go jeszcze w Chicago, gdzie miałem trzy spotkania z tamtejszą publicznością, w trakcie których próbowałem przekonać słuchaczy o potrzebie wzniesienia się ponad istniejące w Polonii amerykańskiej podziały i animozje, by przemówić jednym głosem przynajmniej w sprawach stanowiących obiektywny interes narodu i państwa. Takim obiektywnym interesem narodu i państwa jest przeciwstawienie się żydowskim roszczeniom majątkowym, wysuwanym wobec Polski. W razie bowiem realizacji tych roszczeń, szacowanych na 60, może nawet 65 miliardów dolarów, środowisko dysponujące takim majątkiem miałoby w Polsce dominującą pozycję ekonomiczną, a co za tym idzie – dominującą pozycję społeczną i polityczną. Byłaby to po prostu szlachta, wobec której nasz mniej wartościowy naród tubylczy zostałby we własnym do niedawna kraju zdegradowany do roli narodu drugorzędnego, zaś państwo zostałoby okupowane przez starszych i mądrzejszych, którym razwiedka, tradycyjnie przedstawiła ofertę pomocy w utrzymywaniu tubylców w ryzach, w zamian za umożliwienie korzystania z okruchów ze stołu pańskiego – podobnie jak to było za czasów sowieckich. Zatem przeciwstawienie się tym roszczeniom stanowi obiektywny interes narodu i państwa, bez względu na to, który Umiłowany Przywódca został akurat prezydentem, czy która partia uzyska stanie na czele rządowej koalicji po jesiennych wyborach.

Polonia amerykańska, podobnie zresztą jak i kanadyjska, może w tej sprawie wyświadczyć narodowi polskiemu i Polsce wielką przysługę, jeśli przemawiając jednym głosem zacznie przekonywać polityków w obydwu krajach, że odtąd polskich głosów nie będą już dostawać za darmo, tak, jak nie dostają za darmo głosów żydowskich. Polska bowiem hałasy żydowskie jakoś przetrzyma; najwyżej sami zaczniemy też hałasować – natomiast może nie przetrzymać nacisków ze strony USA, tak samo, jak nie przetrzymała ich Szwajcaria. Chodzi zatem o to, by tutejsi politycy zrozumieli, iż angażowanie się w popieranie rabunku Polski nie wyjdzie im na zdrowie, a nawet może przyczynić się do wypchnięcia ich z polityki. Takie zaangażowanie Polonii po stronie polskich interesów nie uchybia w niczym obywatelskiej lojalności wobec Stanów Zjednoczonych czy Kanady, bo nasza sprawa jest czysta, zarówno od strony moralnej, jak i prawnej. Żywa i pełna zrozumienia reakcja publiczności w każdym kanadyjskim i amerykańskim mieście, jakie podczas dwumiesięcznej peregrynacji odwiedziłem pokazuje, że apel pada na podatny grunt i jeśli tylko polonijne organizacje potrafią stanąć na wysokości zadania i zapewnią odpowiednie wsparcie logistyczne.

Dlatego też z ogromną irytacją, żeby nie powiedzieć – wściekłością – przyjąłem wiadomość podana przez „The Jerusalem Post”, iż w polskim Sejmie powstało proizraelskie lobby pod kierownictwem pana posła Dziedziczaka z PiS i pana posła Szaramy z PO. Co ma bowiem oznaczać kreowanie proizraelskiego lobby w polskim Sejmie w momencie, gdy Izrael, w osobie swojego prezydenta, otwarcie angażuje się w egzekwowanie od Polski wspomnianego haraczu? Jakie konkretne dowody miłości do Izraela zamierzają złożyć panowie posłowie? Wprawdzie pan poseł Dziedziczak wiadomość podaną przez „The Jerusalem Post” zdementował, ale ja w żadne jego demencje nie wierzę. Po pierwsze dlatego, że – podobnie jak książę Gorczakow – nie wierzę nie zdementowanym wiadomościom. Po drugie – że już raz, w roku 2006, urzędnik kancelarii premiera Kazimierza Marcinkiewicza zdementował wiadomość, jakoby pan Kazimierz obiecał był w rozmowie panu Dawidowi Harrisowi, dyrektorowi Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego, iż sprawa roszczeń zostanie załatwiona „jeszcze w tym roku”. Zdementował – ale cóż z tego, kiedy na stronie internetowej Światowego Kongresu Żydów ukazała się relacja z tej rozmowy, potwierdzająca w całej rozciągłości to, co ujawniłem wówczas w felietonie na antenie Radia Maryja? Dlatego nie tylko nie wierzę w żadne demencje pana posła Dziedziczaka, ale w dodatku podejrzewam, że po prostu zląkł się on konsekwencji wychlapania przez stronę żydowską tej wiadomości przed wyborami parlamentarnymi. Co prawda, podczas swoich amerykańskich prelekcji zwracałem uwagę słuchaczy, że zarówno razwiedka, jak i Umiłowani Przywódcy w Polsce już dawno przestali dbać o polskie interesy narodowe i państwowe i WŁAŚNIE DLATEGO trzeba dokonać w naszym nieszczęśliwym kraju zmiany władzy – ale zawsze nieprzyjemnie po raz kolejny przekonać się, że to prawda – nawet jeśli potwierdza to moją ulubioną teorię spiskową.

Stanisław Michalkiewicz

Stary kiejkut daje głos

June 17, 2015

Były prezydent Aleksander Kwaśniewski postanowił o sobie przypomnieć i wydal odgłos paszczą na temat Andrzeja Dudy:

http://www4.rp.pl/artykul/1209307-Aleksander-Kwasniewski-w-TVN24-o-Andrzeju-Dudzie.html

Nie podoba sie potencjalnie naszemu kiejkutowi religijność prezydenta-elekta – bo może wzbudzić uczucie wykluczenia u części elektoratu. Przez dwie kadencje Aleksander Kwaśniewski bardzo starannie budował u Polaków poczucie wspólnoty – jako że od radosnego momentu (odejścia tego pana z Belwederu) mija właśnie dziesięć lat, przypomnijmy co bardziej intensywne wyczyny prezydenta wszystkich Polaków:

I ze specjalną dedykacją dla ludzi przejętych tym, jak będzie reprezentował Polskę prezydent-elekt: Aleksander Kwaśniewski na cmentarzu zamordowanych przez NKWD Polaków (a kto nie rozumie wymowy tego faktu, niech spróbuje sobie wyobrazić pijanego prezydenta Izraela podczas obchodów rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz).

iu

Poniżej poziomu tego indywiduum nie da się już spaść. Cytując jego francuskiego kumpla: stracił okazję, by siedzieć cicho.

Marcin Król mówi jak było

June 5, 2015

Od zarania dziejów każdą władzę wspierają klakierzy: uzależnieni od pańskiej łaski artyści plujący w zadanym kierunku; funkcjonariusze w służbie ciszy zamilczający w mediach te tematy, ktore zamilczeć trzeba – i oczywiście filozofowie. Z wiekiem dochodzę do wniosku, że – moze z wyjątkiem ekonomistów i teologów – nie ma bardziej szkodliwej profesji niż zawodowy filozof. W przeważającej większości są to ludzie pozbawieni kontaktu z rzeczywistością, zaczadzeni własnym wyśnionym poczuciem elitarności, gotowi uzasadnić pięknym językiem największą podłość i najgorszą bzdurę – i mający wpływ na studencką młodzież: naprawienie spustoszenia poczynionego przez takich ludzi w umysłach młodych tumanistów to syzyfowa praca.

Rząd dusz to fajna sprawa, ale nie wystarcza: czasem trzeba się jeszcze pogrzać w blasku reflektorów – i jak takiego intelektualistę-filozofa przyciśnie potrzeba, to wydaje książkę (jak w starym kawale: Co trzeba było zrobić, żeby zostać w III RP autorytetem moralnym? Wydać jedną książkę i dwóch kolegów). Najnowszy przykład takich umysłowych wydzielin to “Bylismy głupi” Marcina Króla.

Jak na wielkie i ważne dzielo przystało, przemyślenia pana profesora można znaleźć na stronach TOKFM – gdyby nie ten zasłużony portal (i oczywiście wydawany przez “Politykę” Niezbędnik Inteligenta), statystyczny wyborca kolejnych wcielen udecji (ROAD / UW / PO – i jeszcze jakieś kanapy po drodze) nie wiedziałby co myśleć. O czym?

  • o historii (konkretnie o Żołnierzach Wyklętych):
    Byli to bardzo biedni ludzie, którzy słusznie obawiali się powrotu do normalnego życia
  • o historii najnowszej (po 1991):
    Od tego czasu Kościół znajdował sie na zapleczu wszystkiego, co zdarzyło się w Polsce
  • o współczesności:
    Nie ma oligarchôw, nie ma łobuzów (jak na przykład w Czechach)

    Na tle państw europejskich, a zwłaszcza postkomunistycznych, w Polsce korupcja czy zwyczajne złodziejstwo na szczytach władzy nie istnieją

Ludzi o mocnych nerwach i żołądkach zachęcam do zapoznania się z większymi fragmentami na TOKFM, a kto skłonny pozbyć się 26 złotych, może katować się calością.

Móglbym się jeszcze pastwić nad tym dziełem, ale po co – pan profesor Król podsumował się sam:

Historycy i publicyści mało o tym piszą. Rozumiem ich. Bardzo trudno jest podać fakty, które by świadczyły o tym, jak Kościół wpływał na polską scenę polityczną. Ja jednak mogę spekulować, więc myśląc o narodzinach i rozwoju polskiej sceny politycznej, mówię więcej, niż wiem.

I wychodzi na to, że autor ma rację: rzeczywiście byli głupi – on i jego środowisko – a niektórym z nich niestety nie poprawilo się z wiekiem nic a nic.

Michalkiewicz: Ormowcy w służbie CIA

May 27, 2015

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    27 maja 2015

Wygląda na to, że kształtuje się u nas rodzaj nowej świeckiej tradycji, częściowo politycznej, częściowo biznesowej. Oto okazało się, że Polska zapłaciła odszkodowanie za tortury, jakimi w tajnym więzieniu CIA w Starych Kiejkutach byli poddawani ludzie podejrzewani przez Amerykanów o terroryzm. Warto zwrócić uwagę, że CIA nie urządziła tajnych więzień, w których mogłaby podejrzanych torturować, ani na terenie Stanów Zjednoczonych, ani na terenie Wielkiej Brytanii, ani na terenie Francji. Na terenie Stanów Zjednoczonych i tamtych krajów obowiązuje bowiem prawo zakazujące torturowania podejrzanych nawet o terroryzm. W Polsce co prawda takie prawo też obowiązuje, ale najwyraźniej CIA skądś wie, że w naszym bantustanie prawo wprawdzie obowiązuje, ale nikt specjalnie nie czuje się nim związany, a już szczególnie nie czują się nim związane stare kiejkuty, co to były zatrudniane przy mokrej robocie jeszcze za sowieciarzy, w zamian za możliwość pasożytowania na mniej wartościowym narodzie tubylczym.

Toteż kiedy CIA w dowód szczególnego zaufania udzieliła starym kiejkutom radosnego przywileju wyświadczenia usług kuplerskich i stania na świecy podczas torturowania podejrzanych, to jestem pewien, że stare kiejkuty nie posiadały się z radości. Oto bowiem uzyskały namacalny dowód inwestytury ze strony nowego sojusznika. Że również nowy sojusznik docenia ich użyteczność, może nie tyle przy mokrej robocie, bo mokrą robotę załatwia przy wykorzystaniu własnych pierwszorzędnych fachowców, ale przy czynnościach pomocniczych, w rodzaju stania na świecy, słowem – że docenia ich użyteczność, jako ormowców w służbie CIA, gwarantując im w zamian pasożytowanie na mniej wartościowym narodzie tubylczym. Krótko mówiąc – sytuacja starych kiejkutów nie uległa pogorszeniu mimo sławnej transformacji ustrojowej i odwrócenia sojuszów. Przewidział to jeszcze przed wojną Konstanty Ildefons Gałczyński w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś”, w którym czytamy m.in.: „Po obiedzie Tatuś zasłania okna mapą (z rolety krawaty) i liczy wydatki na podatki i składki, a jak liczy, to ciska obelgi na władców matki. Czyli, że co do tych okien – to każdy kraj ma gestapo.” Każdy kraj ma gestapo! Skoro tak, to nic dziwnego, że bezpieczniacy z CIA tak sprawnie dogadali się z bezpieczniakami z razwiedki: „ja z Lublina, ty z Lublina; kto z Lublina – równy gość!

Ale oprócz korzyści, nazwijmy to – politycznych, jakie stare kiejkuty odniosły z transformacji ustrojowej i odwrócenia sojuszy, nie obyło się bez korzyści materialnych. Jak zauważył Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak”, stare kiejkuty „brudną i mokrą swą robotą przecież parają się nie po to, by takie odnieść stąd korzyści, że obłąkany świat się ziści. (…) Kiedy zwycięskie toczą boje ze straszną reakcyjną hydrą, to chcą mieć pewność, że na zawsze zdobędą to, co hydrze wydrą.” Oczywiście hydra raz jest reakcyjna, a raz – powiedzmy – terrorystyczna, w zależności od mądrości etapu – ale tak czy owak zawsze coś tam można jej wydrzeć i zdobyć.

Toteż stare kiejkuty zostały przez swoich łaskawych panów z CIA obdarowane napiwkiem w wysokości – powiadają – 15 milionów dolarów. Ani to dużo, ani mało – ale na założenie kilku starych rodzin w naszym bantustanie wystarczy w sam raz tym bardziej, że pan minister Szczurek, co to – jak słychać – zamierza opodatkować nawet prezenty komunijne (już widzę, jak siepacze z urzędów skarbowych biorą na tormenta dzieci tuż po przyjęciu Pierwszej Komunii Świętej, a więc – w stanie łaski uświęcającej – żeby wydobyć z nich zeznania, kto, co i ile im dał z tej okazji w prezencie. Bez pomocy pierwszorzędnych fachowców z bezpieki tu się na pewno nie obejdzie, więc użyteczność starych kiejkutów sprawdza się nie tylko w totalitaryzmie, ale i w demokracji.) – tedy ten energiczny pan minister Szczurek przecież nie ośmielił się sprawdzić, czy stare kiejkuty zapłaciły od tego napiwku jakiś podatek. Najwyraźniej skądś wie, że gdyby odważył się na takie wścibstwo, zaraz by mu przypomniano, skąd wyrastają mu nogi. Dzieci komunijne – to co innego!

Ale – czego nie wolno tobie, smrodzie, to przecież wolno wojewodzie! Będąc w Los Angeles zauważyłem w jednej z tamtejszych gazet artykuł sugerujący, że tylko patrzeć, a Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller będą musieli zatańczyć i zaśpiewać przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze. Jeśli to prawda, to przepytają ich tam nie tylko o usługi kuplerskie i stanie na świecy, nie tylko o wspólników – bo nie sądzę, by Aleksander Kwaśniewski, czy Leszek Miller osobiście stawał na świecy w Starych Kiejkutach – no i ma się rozumieć – o napiwek – ile każdy wziął i gdzie schował. Ładny interes! To pewnie dlatego razwiedka na gwałt szykuje na scenie politycznej podmiankę, a właściwie dwie podmianki – jedną „prawicową” w postaci partii prof. Leszka Balcerowicza i Władysława Frasyniuka, a drugą „lewicową” w prof. Janem Hartmanem, Wandą Nowicką i nieśmiertelną bojowniczką genderactwa, Magdaleną Środziną (powiedziała nam Środzina, że chłopakom powyrzyna, a dziewczynom powypala) – żeby mniej wartościowy naród tubylczy miał się na jesieni w kogo wpatrywać jako w jasnego idola, bo ta Haga, to mogą być los ultimos podrigos obydwu starych kiejkutów. Ciekawe, że jeszcze w XIX wieku zauważył to rosyjski poseł, pisząc do centrali w Petersburgu, że „Gaga samyj skucznyj gorod w mirie”, co się wykłada, że Haga to najnudniejsze miasto świata. Już tam się oni wynudzą za wszystkie czasy, zwłaszcza gdyby trafili za kratki, bo przecież co ma wisieć – nie utonie.

Ale mniejsza o los obydwu starych kiejkutów, bo ważniejsza jest oczywiście nowa, świecka tradycja. Najwyraźniej politycy amerykańscy, a za nimi amerykańscy bezpieczniacy przyzwyczaili się do tego, że w zamian za różne usługi, które – jak zauważył przenikliwie Radosław Sikorski – Polska spełnia im za darmo – nasz nieszczęśliwy kraj dodatkowo będzie musiał do tego wszystkiego jeszcze dopłacać. Tak jest w przypadku starych kiejkutów i tak może być w przypadku polskiego zaangażowania na Ukrainie – za co być może już niedługo przyjdzie zapłacić Żydom 65 miliardów dolarów haraczu. Ale może Polonia amerykańska wreszcie się zreflektuje i zacznie odzwyczajać tamtejszych polityków od tego, że polskie głosy dostają za darmo.

Stanisław Michalkiewicz

Cisza wyborcza

May 22, 2015

cthulhu-na-prezydenta-czarny-5645.800x1200c

Michalkiewicz: Zygoty wyrośnięte i przerośnięte

March 7, 2012

Komentarz    serwis „Pod Lupą” (www.podlupa.pl)    5 marca 2012

Powszechnie wiadomo, że filozofowie są coraz głupsi – o czym każdy może się przekonać dzięki „Gazecie Wyborczej”, w której publikuje pani filozofowa, prof. Magdalena Środa. Pani Środa uchodzi za niezwykle tęgą głowę, szermierza postępu i w ogóle – ale tylko w tutejszym demi-mondzie, który – co tu ukrywać – wprawdzie dzisiaj – jak powiada poeta – „mieszka w pałacu”, ale jeszcze niedawno „srać chodził za chałupę”.

Wskutek tego postępactwo splata się tu przedziwnie z nieprawdopodobnymi zabobonami. Tymczasem na świecie postępactwo tak brawurowo idzie do przodu, że chwilami aż się zapomina. Oto pani Franciszka Minerwa, filozofowa i etyk medyczny z Oxfordu doszła do wniosku, że dzieci, a konkretnie – niemowlęta, to nie tylko zakała ludzkości – co, mówiąc nawiasem, już dawno zauważył Henryk Sienkiewicz – ale w dodatku – jeszcze nie ludzie, więc jeśli komuś przyszedłby do głowy taki pomysł, to powinien mieć prawo ich zabijania.

No dobrze – ale dlaczego ograniczać to prawo tylko do niemowląt? Przecież starsze dzieci, na przykład – 30 letnie, bywają jeszcze bardziej uciążliwe dla otoczenia, niż niemowlęta, więc cóż właściwie przemawia za ich oszczędzaniem? Kiedyś Barbara Labuda, która wprawdzie nie jest żadnym filozofem, tylko romanistką, ale intelektualnie filozofom dorównuje, skrytykowała Kościół katolicki, że chciałby z „zygoty” uczynić wartość chronioną konstytucyjnie.

Najwyraźniej nie zauważyła, że ona sama też jest zygotą, tylko bardziej wyrośniętą, podobnie jak poseł Ryszard Kalisz, który jest zygotą przerośniętą. Być może, że takie wyrośnięte, a zwłaszcza – przerośnięte zygoty też powinno się móc bez żadnych przeszkód abortować – i pewnie któryś filozof już wkrótce dojdzie do takiego wniosku.

Ale zarówno on, jak i pani filozofowa Franciszka Minerwa nie powinni zapominać, że od każdej, nawet najsłuszniejszej zasady, istnieją wyjątki – bo chyba zasada swobodnego zabijania noworodków nie dotyczy noworodków pochodzenia żydowskiego? Zezwolenie na zabijanie noworodków pochodzenia żydowskiego stanowiłoby bowiem karygodny, iście faraoński antysemityzm, który, zwłaszcza dla filozofów, gorszy jest przecież od śmierci.

Stanisław Michalkiewicz

Kurwy zuchwałe i bezczelne – edycja 6.03.2012

March 6, 2012

Jest sobie takie czasopismo / środowisko  “Krytyka Polityczna”, znane z paru rzeczy:

  • zajebistego lokalu, który dostali w centrum Warszawy w (de facto) prezencie od miasta reprezentacyjnej siedziby przy Nowym Świecie
  • zapraszania lewackich bandytów z Niemiec na obchody Święta Niepodległości walki z odradzającym się polskim faszyzmem
  • charyzmatycznego lidera Sławomira S., o którym pisane są sztuki teatralne lidera, który jest nadzieją na nową lewicę w Polsce, wolną od komunistycznego bagażu
  • zachwycania się dziełami Lenina i komentatorami tychże nowatorsko krytycznego podejścia do filozofii
I ogólnie promowania wolności (współobywateli od kasy), równości (w dotowaniu i gejów, i lesbijek, i komuchów), wolnej miłości i pokoju. Jeden z reprezentantów pokojowego podejścia do świata to Cezary Michalski: człowiek, który zdążył już być religijny, prawicowy, alter – a teraz jest lewicujący. Jak przystało na osobę o poglądach lewicowych, deklaruje spokojne podejście do debaty publicznej:

Jeśli Rybiński rzeczywiście jest dla współczesnego kapitalizmu reprezentatywny (a patrząc wam w oczy nie potrafię skłamać, że na pewno nie jest), wówczas będę musiał powrócić do dziecięcych fascynacji grupą Baader-Meinhof, tyle że pierwszym i na razie jedynym bankierem, którego zamknę w samochodowym bagażniku będzie właśnie Rybiński. Przynosi on bowiem wstyd nie tylko kapitalizmowi (z natury nieco bezwstydnemu), nie tylko kaście ekonomistów i bankierów (jak wyżej), ale właściwie całemu ludzkiemu gatunkowi, do którego ja także należę, więc za Rybińskiego, chcąc nie chcąc, też muszę się wstydzić.

Coż dodać? Człowiek zafascynowany grupą Baader-Meinhof, który obnosi się z tym faktem… Pożyczyłbym mu rychłego pójścia w ślady jego idoli, ale to chyba trochę nie wypada.

Jeśli tak ma wyglądać “nowa lewica” w Polsce, to ja już chyba wolę park jurajski spod znaku Millera i Oleksego. Jedyna gorsza rzecz od skorumpowanych cyników to płomiennoocy idealiści (nawet jeśli oczy płoną im kolejny raz, do kolejnej ostatecznej idei)…

PS. Za chwilę Dzień Kobiet, więc ja ze swej strony też chciałbym zrobić coś specjalnego na cześć płci pięknej: uczcić nadchodzącą XIII Manifę

Nie, nie będę się wyzłośliwiał – feminizm w takim wydaniu to bardzo szkodliwa ideologia i nikt nie ucierpi na niej tak, jak kobiety właśnie. Nie ma co tępić Szczuki czy Bakuły, bo to z nich zrobi męczenniczki; lepiej, jeśli skompromitują się same.

A jeśli komuś pasuje lejący się przez te siedem minut bełkot – cóż, niektórym po prostu nie da się pomóc.

Michalkiewicz: Wariacje

January 30, 2012

Felieton    „Nasz Dziennik”    28 stycznia 2012

Ósma godzina z minutami, jedzie pociąg z wariatami” – śpiewało się w piosence popularnej wśród moich rówieśników z dzieciństwa. Przypomniało mi się to, kiedy na antenie Polskiego Radia słuchałem rozmowy między posłami na temat ACTA. Poseł PiS, które w tej sprawie się „pomyliło” dyskutował z posłem z PO, który w pewnym momencie użył argumentu z autorytetu – że mianowicie niemożliwe jest przecież, by ci wszyscy dygnitarze z różnych państw, które podpisały ACTA, byli wariatami.

Zapewne miało z tego wynikać, że skoro wariatami nie są, a twierdzą, że ACTA niczyjej wolności nie zagraża, to znaczy, że ci, którzy się tego obawiają… no nie, wariatami też może nie są, ale są źle poinformowani. Tak w każdym razie uważa pan minister Sikorski – że młodzież została „niepotrzebnie” nastraszona.

Warto się nad tym chwilę zatrzymać. Po pierwsze dlatego, że nie ma najmniejszego dowodu, że wśród przywódców państw nie ma wariatów. Już łatwiej byłoby dostarczyć przykładów przeciwnych, świadczących, że w tym środowisku od wariatów nie tylko się roi, ale również – że są to wariaci bardzo niebezpieczni. I żeby było jasne – wcale nie dotyczy to tylko przeszłości.

Wystarczy oglądać telewizję, by się przekonać, że nawet wśród naszych Umiłowanych Przywódców, którzy przecież żadnej władzy nie mają, a tylko służą za parawan, za którym naszym nieszczęśliwym krajem rządzą rozmaite bezpieczniackie watahy, nie brakuje ludzi albo o zszarpanych nerwach, nadających się w sam raz na pacjentów dla weterynarza – albo wariatów w sensie medycznym, cierpiących na manię wielkości.

Skoro tak, to cóż dopiero musi się dziać w krajach o większym politycznym ciężarze gatunkowym od naszego? Tam siła przyciągania wariatów musi być jeszcze większa, a skoro tak, to i odsetek wariatów też. O ile mi wiadomo, żeby zostać zawodowym kierowcą, czy nawet policjantem, trzeba najpierw przebadać się również pod kątem zdrowia psychicznego. Tymczasem Umiłowanym Przywódcą zostaje się bez żadnych tego rodzaju badań, a przecież jest to trampolina, z której można zrobić karierę ministra, premiera, a nawet – prezydenta.

Nic zatem dziwnego, że potem Antoni Słonimski opisuje, jak to austriacki generał Potiorek w ramach swoich zainteresowań naukowych badał ciężar gatunkowy żołnierzy, których w tym celu, w pełnym oporządzeniu zanurzał w beczce z wodą, a potem zapisywał, wiele wody wypierają. I nikomu to nie przeszkadzało dopóty nie zapragnął zbadać tą samą metodą ciężaru gatunkowego oficerów swego sztabu. Wówczas odwieziono go w plecionce do infirmerii – ale przedtem dowodził dywizją, czy nawet korpusem w sposób nie zwracający niczyjej uwagi.

Zresztą po cóż przytaczać jakieś przykłady, kiedy najlepszym dowodem zaburzeń psychicznych jest widoczne wśród Umiłowanych Przywódców, niepohamowane pragnienie rządzenia innymi? Tymczasem Franciszek ks. de La Rochefoucauld zauważa, że „trudniej jest nie dać rządzić sobą, niż rządzić innymi”. Zatem jest bardzo prawdopodobne, że wśród naszych Umiłowanych Przywódców nie tylko musi być mnóstwo wariatów, ale w dodatku – wariatów idących na łatwiznę. W tej sytuacji młodzież, która usiłuje nie dopuścić, by wariaci przejęli nad nią pełnię władzy, zasługuje nie tylko na szacunek, ale i na naśladowanie.

Tylko czy minister Radosław Sikorski jest jeszcze w stanie to zrozumieć? Dowodzi on, że mnóstwo kagańcowych i kneblujących praw zostało już wprowadzonych i ACTA niewiele tu zmienia. Czy to jednak ma to świadczyć o złym poinformowaniu młodzieży, czy raczej o tym, że wreszcie poznała się na łajdactwie?

Niedawno poseł Antoni Macierewicz urządził konferencję, podczas której przedstawił opinie ekspertów podważające ustalenia raportu komisji ministra Millera. Na marginesie pojawiła się też informacja, że skrzydło tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku zostało rozdarte OD TYŁU. Na takie dictum poseł Paweł Olszewski z PO oświadczył, że „nikt” nie traktuje posła Macierewicza poważnie. Pomijam już to, skąd poseł Olszewski może wiedzieć takie rzeczy – bo takie kategoryczne stwierdzenia dowodzą raczej, że po prostu nie wie, co mówi – ale nie ma racji merytorycznie.

Poseł Macierewicz w 1979 roku, a więc wtedy, kiedy poseł Olszewski dopiero się urodził, był znaną postacią w opozycji demokratycznej, gdzie trzeba było mieć trochę więcej odwagi i charakteru, niż jest potrzebne do zostania posłem Platformy Obywatelskiej – bo tu podobno wystarcza udawać głupszego od szefa.

Stanisław Michalkiewicz

Obrazek z witrynki

January 24, 2012

Miałem coś napisać o przyjęciu przez Polskę umowy ACTA – bo i cieć dał głos, i rząd zobaczył, że nie każdego da się spacyfikować TVNem… Ale  znalezione w necie podsumowanie (na czyimś profilu na FB, więc autora rysunku z góry przepraszam za ewentualne naruszenie praw) jest tak celne, że po prostu nie mogę sobie odmówić wstawienia go tutaj. Wszystkim głosującym na Ryżego lemingom z dedykacją.