Archive for the ‘kryzys’ Category

Precz z komuną 2012

July 10, 2012

Ja wiem, to bardzo brzydki odruch, ale nic na to nie poradzę: co jakiś czas lubię obejrzeć, jak ktoś dostaje łomot – i nie mówię tu bynajmniej o polskiej reprezentacji piłkarskiej. Jako podatnik, regularnie jestem dymany przez klaunów rządzących gospodarką, dla których jedynym lekarstwem na gospodarcze bolączki Europy jest jeszcze większa dawka tego samego leku, przez który jesteśmy tam gdzie jesteśmy: pękła spekulacyjna bańka w nieruchomościach? Musimy nadąć nową, żeby rozruszać gospodarkę. Jest problem z zadłużeniem? Dodrukujmy pieniędzy, żeby państwo mogło się zadłużyć jeszcze bardziej…

A co najgorsze, modlący się do faszyzującej cioty Keynesa ludzie rządzą po obu stronach Atlantyku, co znacząco ogranicza możliwości wymiksowania się z tego bałaganu… Ale nadzieję, drogi Czytelniku, daje nam to, co podtrzymuje na duchu wszelkiej ofiary gospodarczej opresji: praw przyrody nie unika się oszukać i oparty na absurdzie system gospodarczy musi się w końcu zawalić (nawet jeśli, jak przypadku Sojuza, trwa to dekady). Zanim nastąpi ten piękny moment, nacieszmy się w lipcowy wtorek publicznym przeczołganiem dwóch twarzy (choć słowo ryj byłoby znacznie bardziej na miejscu, z uwagi na reprezentowaną przez nich ideologię): Hermana “Golluma” van Rompuya i Paula Krugmana.

Gollum van Rompuy jest przewodniczącym RE i prawdę powiedziawszy trochę mi go żal: rzut oka wystarczy do stwierdzenia, że facet nie ma bladego pojęcia o gospodarce i czołganie go za ekonomiczne idiotyzmy płynące z Brukseli jest trochę nie fair; z drugiej strony, nikt go nie zmuszał do pchania się do zewnętrznych znamion władzy… Panie i panowie, przed Wami nemesis eurodurniów – Nigel Farage.

Ale jak zabawne nie byłoby publiczne czołganie Rompuya, ten facet to mała płotka – co on realnie może? Niewiele, bo – przynajmniej na razie – co głupsze pomysły eurodurniów blokują Niemcy (swoją drogą to przerażające: nasza nadzieja w Niemcach). Znacznie groźniejsi są ekonomiści: 1. nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za to, co piszą 2. jedną książką, która wejdzie do programu uczelni, mogą zatruć więcej umysłów niż znajdzie się stron w unijnych regulacjach dotyczących handlu kapustą 3. zakompleksieni swoim – na ogół kiepskim – poziomem wykształcenia, ludzie mający realną władzę często ich słuchają. A jeśli na dodatek jeden z tych pasożytów ma Nobla?

Wtedy, proszę państwa, mamy do czynienia z intelektualnym odpowiednikiem powierzeniem Rzeźnikowi z Rostowa nadzoru nad siecią przedszkoli.

I takim właśnie człowiekiem jest Paul Krugman: ziomal Czarnego Mesjasza, bloger z biegunką klawiatury, uniwersalny autorytet od wszystkiego, co dotyczy gospodarki… Tym większą radością napełnia moje czarne serce widok Krugmana, którego grzecznie i uprzejmie miesza z błotem człowiek rozumiejący pewne rewolucyjne prawdy w rodzaju “nie można długofalowo wydawać więcej niż się ma” i nie zgadzający się z tezą, że najbardziej odpowiednimi ludźmi do wyciągnięcia nas z gospodarczego bagna są ci sami ludzie, którzy nas do niego wprowadzili. Panie i panowie, moment na który wszyscy czekali: profesor Pedro Schwarz.

Advertisements

All your base are belong to us

January 30, 2012

Wygląda na to, że wybitny socjalistyczny przywódca Adolf Hitler (tak w trosce o ACTA powiem, że prawa autorskie do tego określenia ma pan Stanisław Michalkiewicz) był żałosnym partaczem.

No bo pomyślmy: zachciało się chłopu przejąć kontrolę nad Europą, to i zbrojenia trzeba było zacząć, i mniejszości mordować (co pociąga koszta finansowe i fatalną reputację), i utrzymywać struktury okupacyjne… Jednym słowem, strasznie dużo roboty – a efekty, powiedzmy sobie, niespecjalnie imponujące.

A taka Angela Merkel? Jeśli jej plany się powiodą, po faktycznej wasalizacji Francji przejmie kontrolę nad Grecją bez jednego wystrzału:

http://www.reuters.com/article/2012/01/29/us-eurozone-germany-greece-idUSTRE80S0HO20120129

Mało tego: wszyscy będą ją chwalić (na przykład Radek Sikorski) za wzięcie na swoje barki odpowiedzialności za przewodzenie Europie, dzięki czemu wreszcie wyjdziemy z zawinionego przez okropnych finansistów kryzysu i będziemy razem harmonijnie rozwijać się ku chwale naszej socjalistycznej ojczyzny naszego wspólnego europejskiego domu. Hura!

A mogli, wzorem Islandii, po prostu pokazać wszystkim środkowy palec…

Dla ludzi o mocnych żołądkach, kluczowe fragmenty niemieckiej unijnej propozycji można znaleźć TUTAJ.

Kocham cię jak Irlandię – edycja 23.01.2012

January 23, 2012

Mój druh serdeczny Misza twierdzi od lat, że jednym z powodów notorycznego ponuractwa niżej podpisanego jest dobra pamięć. Nie wiem czy jest to przyczyna jedyna, ale z całą pewnością jest coś na rzeczy – na liście moich brzydkich nałogów jest na przykład czytanie wiadomości i sporo z wylewającego się z mendiów szlamu przylepia mi się do mózgu.

Jeden z przykładów tego szlamu to propaganda obietnice miłościwie nam panującego Słońca Peru (wypowiedzianie podczas sławetnej debaty z Prezesem Samo Zło w 2007):

“Mam plan stworzenia dobrego rządu. Ja wierzę w to, że kiedy ma się zaufanie do ludzi, do własnej ojczyzny, to można zrobić cud. Prawdziwy cud gospodarczy. Naprawdę. To się udało w Irlandii, w Estonii, w Hiszpanii. Dlaczego w Polsce ma się nie udać? Dlaczego nasze dzieci mają myśleć w perspektywie wyłącznie wyjazdu? Ja ten dobry rząd zrobię, jeśli mi pomożecie, ja bardzo proszę was o pomoc.”

Jakby ktoś był ciekawy jak w praktyce wygląda ten sukces, do którego aspirowała ekipa Donalda T., tudzież europejska solidarność, to świeżego przykładu dostarcza konferencja prasowa pana z EBC z udziałem irlandzkiej prasy.

Różnie to z Irlandczykami historycznie bywało, ale na trzy rzeczy w ich wykonaniu zawsze można było liczyć: 1. robią świetną whisky 2. jeszcze lepszą muzykę 3. niespecjalnie się certolą jeśli chodzi o mówienie co im na wątrobie leży:

PS. Na wypadek youtube’a strzelającego fochy,  link zastępczy: http://boingboing.net/2012/01/22/irish-journalist-humiliates-eu.html

Krowy nie dają mleka

November 23, 2011

Jeśli wierzyć wypowiedziom unijnych oficjeli, trzeba ratować europejską jedność bo inaczej nastąpi Armageddon (jak w tytule) – z jakiegoś powodu, jedyny zrozumiały dla tych pasożytów sposób to kontynuacja status quo: ECB musi drukować pieniądze żeby skupować obligacje zadłużonych krajów.

Furda, że jedna z głównych przyczyn obecnego kryzysu to nadmiar długów – i to zarówno na poziomie indywidualnym (ludzie kupujący samochód i plazmę na krechę) jak i “zagregowanym” (zadłużone po uszy czubków rządy). Ma być tak jak było, bo jak nie to…

No właśnie: jak nie to co? Dość rzeczową odpowiedź na to pytanie daje Charles Hugh Smith prowadzący bloga Of Two Minds. Ponieważ nie bardzo mam czas tłumaczyć cały tekst na polski, wrzucam w oryginale.

CHARLES HUGH SMITH: WHAT’S LOST WITH THE DEMISE OF THE EURO? ONLY WHAT WAS UNSUSTAINABLE

Scaremongering aside, the demise of the euro does not end European integration. It only means that which is unsustainable has been relinquished and a return to stability is finally possible.

So the euro is doomed. Toast. History. This will lead to:

1. the end of civilization

2. the end of European integration

3. the start of new Dark Ages

4. the return to a sustainable reality

The correct answer is 4. The euro was an unsustainable, self-destructing extension of the integration that has long simplified trade, travel and work throughout the EU (European Union).  At the risk of over-saturating you with more euro-related material, here are the basics we need to keep in mind as the third act plays out.

A common currency seemed like a good way to simplify trade and lower transaction costs. As I noted yesterday in Some Heretical Thoughts on the U.S. Dollar, such “folk” convictions rest on “sole-source causation”: in this case, that a single currency would only offer more benefits of integration because it lowered complexity and transaction costs.

The euro supporters forgot or ignored the primary purpose of national currencies:to account for differences in transparency, productivity, trust, money creation and risk between nations’ economies and their Central Banks/States.

If you remove this means of accounting for these fundamental differences, then you have removed a feedback loop from a dynamic system, and thus removed an absolutely essential flow of information and transparency.

What you’re left with is a system of lies, officially sanctioned opacity, misinformation, disinformation, cooked books, artifice and propaganda, i.e. exactly what Europe has become. With the euro, there was no way for the system to account for thr vast differences in debt loads, credit risks, transparency, productivity and a dozen other fundamentals that are expressed in foreign exchange rates.

By all accounts, Greece and Italy have painfully dysfunctional national finances and political Elites resistant to admitting the dysfunction is unsustainable. Once those nations revert to national currencies, then their currencies will reflect the market’s assessment of their economy and their national/Central Bank policies.

The same will hold true for all the other EU member states: the market will shift through the various metrics and feedback loops and reach an equilibrium around the value of each nation’s currency.

Profligate, over-indebted nations with dysfunctional Elites and systems plagued by political corruption and gridlock will see their currencies devalued and the interest rates they must pay to borrow money raise to the point that borrowing will no longer be an option to escape the consequences of profligacy, and the devalued currency will preclude buying imports from strong-currency nations.

These feedback loops are essential to providing the citizenry and their economy with the transparency and information they need to adapt to reality. The euro has erased all that vital information, leaving only interest rates as the sole expression of differences between economies.

Interest rates are simply not a rich enough source of information and market feedback to express the differences between national economies; the global markets need the information and feedback loop provided by currencies.

As I attempted to describe yesterday, currencies are not explicable with “sole-source causality” or “folk” understandings; they are distillations of numerous information feeds and feedback loops that only a transparent market can generate.

I have little doubt the euro is being held aloft by cloaked Central Bank intervention; the Elites are desperately attempting to cloak the system’s intrinsic dysfunction and stop the market from repricing the euro based on the inevitable return to national currencies.

Rather than fear this return to transparent feedback, we should welcome it and hurry it along. Systems which cut off feedback and choke transparency with artifice and lies are doomed to implode. If Europe ditches the failed “folk” experiment called the euro, then the process of recognizing and pricing dysfunction can begin, and the stability that only transparency and feedback can provide will soon return to the EU.

This may sound counter-intuitive, but it’s the only way forward to a sustainable, stable reality. The immense hubris of Europe’s dysfunctional Elites precludes their recognition that reality eventually trumps artifice and intervention. Their feeble, addled cries cannot turn back the tide, even if their bloated self-importance is infinite.

KB: I żeby było coś pod klimat

Lengyel, Magyar – két jó barát?

November 22, 2011

Nasz wspólny europejski dom przypomina coraz bardziej ogarniętą pożarem melinę rodziny patologicznej: jedni balują i czekają na mannę z nieba, inni demolują co popadnie w ramach słusznego protestu uciśnionych – a w tle niemiecka matrona robi swoje, pomalutku przerabiając Europę na swoją modłę (nie bez znaczenia są ciepłe relacje z psychopatycznym sąsiadem dwa bloki dalej).

Dłuższy czas wydawało się, że Węgry radzą sobie w tej powodzi lewackiego szaleństwa całkiem przyzwoicie – zwłaszcza jak na kraj tych rozmiarów. Orban zabrał się do porządkowania interesu po rządach socjalistów, ba: dozło nawet do potwornej zbrodni, bo rząd zamierzał przeczołgać przed sądem byłych przywódców lewicy.

Niestety: o ile pomysły na politykę miał niezłe, to z gospodarką nie było już tak różowo. Co do przyczyn gospodarczych kłopotów Węgier zdania są podzielone: zdaniem jednych to bałagan zostawiony w spadku przez lewaków, według innych – Fidesz skręcił w gospodarczy populizm i ręczne sterowanie niektórymi sektorami (że nie wspomnę o selektywnym opodatkowaniu np. supermarketów i banków). Jak by nie było, w końcu stało się, ach stało się co musiało się stać – Węgry muszą prosić o pomoc MFW:

http://uk.reuters.com/article/2011/11/21/uk-hungary-imf-idUKTRE7AK0TO20111121

Dodatkowa sól w ranie odniesionej przez węgierską dumę to fakt, że rząd Orbana zerwał rozpoczęte przez socjalistów negocjacje, więc teraz trzeba wracać jako potulny petent. Zobaczymy, co będzie dalej.

 Analogię z piosenką Queen zainspirował mój ulubiony europejski polityk.

PS. A siedziba europejskich instytucji niosących nam szczęście doczesne nadal – od półtora roku – nie ma rządu. I nic – jak tu nie wierzyć, że Belgia to nie jest kraj tylko zbuntowana holenderska prowincja?

Larum grają nad Menem, czyli Mały Rycerz na miarę naszych możliwości

November 21, 2011

Unia Europejska ma problem: miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle – masa długów niemożliwych do spłacenia, rozleniwieni socjalem ludzie i coraz bardziej wkurzeni tym bałaganem Niemcy (a ten stan, jak wiadomo z historii, rzadko kiedy kończy ma pozytywne skutki). Rządy większości krajów UE jest zadłużona po czubki uszu

więc robi co? Zaciąga nowe długi na pokrycie starych. Banki oczywiście pożyczają – jakby co, zawsze można liczyć na państwo (czytaj: przerzucenie kosztów na podatnika), rządy wygrywają wybory na kolejne kadencje… Tylko w którymś momencie wpadamy w spiralę zadłużenia, z której jedynym wyjściem jest bankructwo.

Ale to jest überhaupt niedopuszczalne, bo prestiż, bo polityka, bo jak to… Więc ktoś te obligacje musi kupować. Ale kto? I za co? Smutno to przyznać, ale niestety główny gwarant finansowej poczytalności to Niemcy (nie z dobroci serca, po prostu statystyczny Hans ma zakodowane na poziomie odruchu Pawłowa: dodruk => inflacja => Weimar => Hitler)…

Generalnie, banki (ze zrozumiałych względów – bez bailoutu nie będzie bonusów) i ekonomiści (którzy w uniwersyteckim zaciszu przeczytali Keynesa, ale niestety nic nie zrozumieli) w kółko opowiadają, że ECB po prostu MUSI drukować pieniądze bo… i tu następuje długa lista plag egipskich:

  • banki zbankrutują
  • nie będzie emerytur
  • zawali się gospodarka
  • psy zaczną szczekać dupami
  • krowy przestaną dawać mleko

a słońce będzie wschodzić na południowym zachodzie… Ale wbrew naciskom prasy i polityków na całym prawie kontynencie, Angela twardo odpowiada “nein”. Zobaczymy, czy starczy jej wytrwałości.

Ponieważ POd rządami Słońca Peru POlska wreszcie jest w Europie, nasz rząd nie może pozostać w drugim szeregu entuzjastów – a kto lepiej nadaje się do dania głosu na temat niż europejski ekonomista z manierami i sukcesami? I Jacek V. nie zawodzi: zdaniem tego wybitnego finansisty, ECB musi drukować pieniądze, żeby uchronić Europę przed katastrofą, która może skończyć się wojną:

http://www.rtl.nl/components/financien/rtlz/nieuws/2011/47/polen_ecb-moet-oorlog-voorkomen.xml

Teraz będzie wersja skrócona specjalnie dla młodych wykształconych (nie żebym podejrzewał ich o czytanie tego bloga, ale kto wie? jakiś nieszczęsny elektorat TVN mógł się tu zaplątać):

interwencja ECB = zakup obligacji rządowych => konieczność dodruku pieniądza => INFLACJA (o skutkach tejże można doczytać w ulubionym źródle wiedzy Bredzisława Oby Żył Wiecznie Komoruskiego – albo spytać rodziców o końcówkę lat 80tych)

Prościej już się naprawdę nie da… Jeśli po takich kwiatkach sadzonych publicznie (i uskutecznianych w polityce wewnętrznej przez Jacka V.) ktoś dalej popiera politykę gospodarczą obecnej ekipy, to naprawdę zasługuje tylko na jedno: przeżycie na własnej skórze wszystkich skutków.

Szkoda tylko, że razem ze stadem lemingów oberwie wielu porządnych ludzi, ale niestety – współobywateli nikt sobie nie wybiera…

BONUS TRACK: Trener Jarząbek nie daje o sobie zapomnieć – oprócz architektury (w tej działce ponoć faktycznie jest specjalistą wysokiej klasy) zna się też na polityce, kulturze, literaturze … i oczywiście gospodarce

W 2014 Polska zostanie zaproszona do strefy euro ponad dotychczasowymi procedurami

Protection from zee Germans

November 19, 2011

Grecja nie ma problemów, Grecja sobie poradzi, w Grecji wszystko jest pod kontrolą… Ups, Grecja nie jest w stanie sprzedać obligacji (bo nikt normalny nie pożyczy bankrutowi) i ECB musi kupić te śmieci. W międzyczasie Grecy zieją nienawiścią do UE w ogólności (i Angeli M. konkretnie) i kraj jest w stanie permanentnego strajku.

Włochy nie mają problemów, Włochy sobie poradzą, we Włoszech wszystko jest pod kontrolą… Ups.

Irlandia nie ma problemów, Irlandia sobie poradzi, w Irlandii wszystko jest pod kontrolą… Ups.

Czy to moja paranoja, czy jednak istnieje korelacja między intensywnością, z jaką unijni oficjele negują rzeczywistość, a powagą sytuacji finansowej? Irlandia właściwie trochę niezasłużenie jest w tym składzie (PIIGS), bo w przeciwieństwie do południowców, rodacy Neila Jordana wzięli się do roboty – i co dostali w zamian? Plaskacza mokrą ścierką w twarz:

W międzyczasie gospodarką Hiszpanii ma się dobrze a nawet jeszcze dobrzej – i Hiszpania absolutnie nie będzie potrzebować unijnej pomocy. To dobrze, prawda? W końcu był kiedyś taki dokument jak traktat z Maastricht – czy on aby nie zakazywał bezpośredniej interwencji?

No, chyba że wspomaganie nierentownych jakoby stoczni jest be (pozdrowienia, panie ministrze Grad) ale  dorzutka do strajującej bandy nierobów jest jak najbardziej zgodna z ideałami wolnego rynku… Kiedyś takie dwójmyślenie nazywało się mądrością etapu, ale genetyczne ścinki głosujące na PO raczej nie rozumieją takich trudnych słów.

A kto najlepiej podsumował cały ten ambaras? Oczywiście niezawodny Nigel Farage:

Bezradnie mamroczący Buzek, tępo wpatrzony w papiery Barroso, rozparty tłuścioch Schultz z bezczelnym uśmiechem na swoim teutońskim ryju… Witajcie w nowym wspaniałym świecie.

Ryże antyszambrowanie

November 17, 2011

Jak już człowiek zaczyna mieć mdłości od słuchania propagandy o wielkości i europejskim formacie naszego premiera Donalda Oby Żył Wiecznie Tuska, dobrze popatrzeć na sprawy z nieco innej perspektywy – konkretnie z Brukseli. Oczywiście wszystko jest super, Polska przewodzi UE, 300 obiecanych w kampanii miliardów już płynie, Donalda lubią i szanują w Europie, teraz tworzy nowy rząd pełen fachowców… Prawda?

No więc nie do końca, na całe szczęście. Na forum krajowym Ryży zgłuszył wystarczającą ilość absolwentów socjologii, dziennikarstwa i gender studies żeby wygrać wybory – ale w PE zasiadają też ludzie mający imprimatur z Czerskiej w baaaardzo głębokim poważaniu.

Na przykład Nigel Farage, którego retoryką zachwycałem się już parokrotnie. Oczywiście trochę smutno, że w krajowej polityce nie ma nikogo zdolnego do przeczołgania naszej wspaniałej władzy w takim stylu, ale takie czasy – może Farage to ten jeden Brytol, na którego Polacy rzeczywiście mogą liczyć (choć historia nakazuje w przypadku synów Albionu daleko posunięty sceptycyzm).

Wierzącym w UE propagowane przez Farage’a treści nie pasują, ale powiedzmy sobie szczerze: widzom TVN zaludniającym płytki koniec puli genetycznej pomóc może albo lobotomia, albo długa terapia…

Śniadanie mistrzów na jakich zasługujemy

March 28, 2011

A już, już wydawać się mogło, że coś się zmienia: wyczuwający instynktownie lokalizację konfitur ludzie kultury (i ludzie sztuki, posłowie i posłanki oraz ludzie nauki, że tak Kultem polecę) zaczęli się przyznawać do braku zachwytu Ryżym i jego ferajną, więc mozna było nabrać nadziei na zwinięcie ochronnego parasola PR nad najgłupszym rządem ostatniej dekady…

Oj naiwny jesteś Banachewicz, naiwny – stare toto, a w bajki wierzy. Ryży dostał po łapkach za majstrowanie przy OFE, ale jak się okazuje – potworny straszak kaczyzmu wciąż działa. Żeby jednak nie olać fochów artystów tak zupełnie, Ryży spotkał się z artystami na debacie. W charakterze neutralnego gruntu: studio TVN i program Marcina Mellera.

Jako krytyczna wobec rządu widowni: Zbigniew Hołdys (o Kaczyńskim: “Żaden ubek znany mi z imienia i nazwiska nie narobił tyle gnoju w relacjach między Polakami, co ten posraniec. Najbardziej parszywa postać, jaką pamiętam, a pamiętam nawet Władka Gomułkę dobrze. Powinno się go wpakować do Wastoka iwystrzelić w kosmos bez możliwości powrotu kiedykolwiek.”), Tomasz Lipiński (“Zrobiłbym to samo, bo rządy PiS były czymś, czego nie chciałbym jeszcze raz przeżywać, a PO była jedyną siłą, która mogła zatrzymać Kaczyńskiego“), Marcin Meller (“Gdybym miał skrytykować PO jeszcze raz, to bym się zastanowił“)… I doczepiony chyba jako kwiatek do kożucha Paweł Kukiz.

Czego można było się po takiej “debacie” spodziewać? Pustosłowia Ryżego grającego kartą “dobry car i źli bojarzy” “sprawny premier i źli urzędnicy plus straszna opozycja” i może jakichś delikatnych foszków ze strony zaproszonych muzyków (na zasadzie “bolączek” i stękającego na złe urzędy Lipińskiego, bo przecież co do zasady – że nie ma alternatywy- wszyscy się zgadzają)… No, w każdym razie wszyscy inteligentni, wykształceni etc…

Moją uwagę zwróciły tak naprawdę dwa fragmenty: pierwszy, kiedy – znający konstytucję w stopniu najlepiej z zaproszonych do studia osób – Paweł Kukiz próbował się czegoś dowiedzieć na temat POwskiej obietnicy wprowadzenia JOW. Niestety, Ryży jest facetem, który ślizgałby się pod górę, więc próba przygwożdżenia go merytorycznym pytaniem była z góry skazana na niepowodzenie.

I fragment drugi, kiedy Tusk wyjaśnił radość, jaką stanowi jazda samochodem po polskich drogach faktem, że jest ciężko, bo dużo się buduje (gdzieś już ten argument słyszałem – wychodzi na to, że PRowcy Ryżego są warci swojej ceny).

Jeśli ktoś miał niskie oczekiwania, to się nie zawiódł: mamlanie, bolączki, expose Ryżego przy kawie – i prowadzący pilnujący, żeby przypadkiem rozmowa nie odbiegła od scenariusza, który sprawiał wrażenie gospodarskiej wizyty Gierka przeniesionej w XXI wiek. Wicie, rozumicie, macie rację, tylko co ja mogę… A to opozycja niedobra, a to gdzie indziej premier / szef partii może więcej – generalnie, Tusk przyjął linię obrony pod hasłem “impotencja”: i o dziwo, to przeszło (przynajmniej jeśli uznać opinie wyrażane w internetowych komentarzach za miernik nastroju).

I jedno mnie tylko zastanawia: co w tym towarzystwie robi Paweł Kukiz? Nietrudno zauważyć, że w zestawie TVNowych biesiadników wokalista Piersi to jedyny człowiek nie płynący z prądem: i co, nagle uwierzył że Ryży zachowa się jak facet z jajami? Przecież słuchając “wypowiedzi” Hołdysa, Lipińskiego i Mellera można z góry przewidzieć co powiedzą…

Panie Pawle, wiosna panu do głowy uderzyła i zakłóciła kontakt z rzeczywistością? Towarzystwo potakujących wazeliniarzy naprawdę do pana nie pasuje…

Don Fabrizio Corbera na Wiejskiej

February 13, 2011

Głosujący na Ryżego POludzie oczywiście tego nie wiedzą (bo są młodzi, wykształceni i z dużych miast – więc po co im znajomość historii? To jest jakieś tam moherowe marudzenie, lepiej wzorem towarzysza Tarasa czerpać wiedzę od Dana Browna), ale istniało kiedyś takie pojęcie jak “mądrość etapu”. W dużym skrócie chodziło o to, że 2 + 2 = 3,5, 12 – ale czasami także 4 – w zależności od tego, co akurat postanowiła głosić jedynie słuszna przewodnia siła rządząca Polską z kremlowskiego nadania.

I jak się okazuje, od tamtej pory zmieniło się wszystko – i tak naprawdę bardzo niewiele. W czarnych latach kaczystowskiej nocy beknięcie dowolnego brukselskiego dziennikarza miało rangę prawdy objawionej (przy założeniu, że rządzące Polską “Mira” i “Zbychy” w cokolwiek wierzą), a już jeśli coś palnął socjalistyczny pedofil to fiu fiu… Klękajcie narody!

Ale teraz? Kiedy Polską rządzi najlepszy gabinet w historii, który “nie ma z kim wygrać”? O, proszę państwa: tamta krytyka z Brukseli i obecna krytyka z Brukseli to zupełnie inna krytyka – rzec by można, że to dwie zupełnie różne krytyki i w żadnym razie nie można ich ze sobą porównywać.

Choćby ostatnio: Bruksela – ustami przyszłego samodzierżcy Irlandii Oli Rehna – domaga się od Jacka Vincenta detali planu oszczędnościowego, a Jacek Vincent co? Leje sobie na takie wymogi (podpowiedź dla POludzi: bo to i tak wina PiS). I nagle wymogi Brukseli nie są już takie ważne, bo przecież – w trosce o ludzi żyjących tu i teraz – można przepieprzyć kasę z emerytur na zasiłki.

A najzabawniejsze jest to, że krytykujący Rostowskiego (całkiem słusznie) towarzysz Rehn udaje, że nie widzi znacznie większych problemów w obrębie Starej Unii… No, ale towarzysz komisarz pamięta, skąd mu nogi wyrastają – i kto jest głównym płatnikiem netto do puli, z której pochodzi jego wynagrodzenie.

Wszystkim głosującym na Ryżego POludziom, nieustające życzenia niskich podatków i wysokiej emerytury – chyba, że nie dożyją tej ostatniej bo odepną ich ludzie wcielający w życie pomysły posłanki Muchy…