Archive for June, 2015

Michalkiewicz: Spes unica nas urządzi

June 18, 2015

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    17 czerwca 2015

Kiedy ten felieton ukaże się w druku, będę już w naszym nieszczęśliwym kraju, który teraz zresztą ostrożnie zaczyna pogrążać się w szczęśliwości, w związku z zakończonymi szczęśliwie wyborami prezydenckimi. Jak to opisywał w „Panu Tadeuszu” Wojski, przedstawiając zgromadzonym na obiedzie u Sędziego Soplicy generałom i szlachcie historię sejmiku? „A tam po drugiej stronie pan przekreskowany, sam jeden, czapkę wcisnął na łeb zadumany, żona przed domem czeka, zgadła, co się dzieje. Biedna – oto na ręku pokojowej mdleje…” No, może aż tak źle i z „panem przekreskowanym” i z żoną nie będzie, bo chyba najważniejsza, niepisana zasada konstytuująca III Rzeczpospolitą – że „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych” – obowiązuje nadal, zwłaszcza w gronie ugrupowań poważnych, a nie, dajmy na to, takiego świszczypały Pawła Kukiza, którego zresztą „Matka Kurka” w ramach przygotowań do jesiennych wyborów, już zdemaskowała, jako wydmuszkę systemu. Skoro tak, skoro Paweł Kukiz jest wydmuszką systemu, to spes unica nasza w panu prezesie Jarosławie Kaczyńskim i gronie pomocników, którzy co jak co – ale system to znają od samej podszewki i wreszcie nas urządzą – no bo chyba nie w obozie zdrady i zaprzaństwa, który zresztą szykuje się do przeskoczenia na przygotowaną przez zapobiegliwą razwiedkę tratwę ratunkową, dowodzoną przez pana Ryszarda Petru.

Tedy, gdy felieton ukaże się w druku, będę już w naszym, ostrożnie przymierzającym się do szczęśliwości kraju, ale piszę go jeszcze w Chicago, gdzie miałem trzy spotkania z tamtejszą publicznością, w trakcie których próbowałem przekonać słuchaczy o potrzebie wzniesienia się ponad istniejące w Polonii amerykańskiej podziały i animozje, by przemówić jednym głosem przynajmniej w sprawach stanowiących obiektywny interes narodu i państwa. Takim obiektywnym interesem narodu i państwa jest przeciwstawienie się żydowskim roszczeniom majątkowym, wysuwanym wobec Polski. W razie bowiem realizacji tych roszczeń, szacowanych na 60, może nawet 65 miliardów dolarów, środowisko dysponujące takim majątkiem miałoby w Polsce dominującą pozycję ekonomiczną, a co za tym idzie – dominującą pozycję społeczną i polityczną. Byłaby to po prostu szlachta, wobec której nasz mniej wartościowy naród tubylczy zostałby we własnym do niedawna kraju zdegradowany do roli narodu drugorzędnego, zaś państwo zostałoby okupowane przez starszych i mądrzejszych, którym razwiedka, tradycyjnie przedstawiła ofertę pomocy w utrzymywaniu tubylców w ryzach, w zamian za umożliwienie korzystania z okruchów ze stołu pańskiego – podobnie jak to było za czasów sowieckich. Zatem przeciwstawienie się tym roszczeniom stanowi obiektywny interes narodu i państwa, bez względu na to, który Umiłowany Przywódca został akurat prezydentem, czy która partia uzyska stanie na czele rządowej koalicji po jesiennych wyborach.

Polonia amerykańska, podobnie zresztą jak i kanadyjska, może w tej sprawie wyświadczyć narodowi polskiemu i Polsce wielką przysługę, jeśli przemawiając jednym głosem zacznie przekonywać polityków w obydwu krajach, że odtąd polskich głosów nie będą już dostawać za darmo, tak, jak nie dostają za darmo głosów żydowskich. Polska bowiem hałasy żydowskie jakoś przetrzyma; najwyżej sami zaczniemy też hałasować – natomiast może nie przetrzymać nacisków ze strony USA, tak samo, jak nie przetrzymała ich Szwajcaria. Chodzi zatem o to, by tutejsi politycy zrozumieli, iż angażowanie się w popieranie rabunku Polski nie wyjdzie im na zdrowie, a nawet może przyczynić się do wypchnięcia ich z polityki. Takie zaangażowanie Polonii po stronie polskich interesów nie uchybia w niczym obywatelskiej lojalności wobec Stanów Zjednoczonych czy Kanady, bo nasza sprawa jest czysta, zarówno od strony moralnej, jak i prawnej. Żywa i pełna zrozumienia reakcja publiczności w każdym kanadyjskim i amerykańskim mieście, jakie podczas dwumiesięcznej peregrynacji odwiedziłem pokazuje, że apel pada na podatny grunt i jeśli tylko polonijne organizacje potrafią stanąć na wysokości zadania i zapewnią odpowiednie wsparcie logistyczne.

Dlatego też z ogromną irytacją, żeby nie powiedzieć – wściekłością – przyjąłem wiadomość podana przez „The Jerusalem Post”, iż w polskim Sejmie powstało proizraelskie lobby pod kierownictwem pana posła Dziedziczaka z PiS i pana posła Szaramy z PO. Co ma bowiem oznaczać kreowanie proizraelskiego lobby w polskim Sejmie w momencie, gdy Izrael, w osobie swojego prezydenta, otwarcie angażuje się w egzekwowanie od Polski wspomnianego haraczu? Jakie konkretne dowody miłości do Izraela zamierzają złożyć panowie posłowie? Wprawdzie pan poseł Dziedziczak wiadomość podaną przez „The Jerusalem Post” zdementował, ale ja w żadne jego demencje nie wierzę. Po pierwsze dlatego, że – podobnie jak książę Gorczakow – nie wierzę nie zdementowanym wiadomościom. Po drugie – że już raz, w roku 2006, urzędnik kancelarii premiera Kazimierza Marcinkiewicza zdementował wiadomość, jakoby pan Kazimierz obiecał był w rozmowie panu Dawidowi Harrisowi, dyrektorowi Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego, iż sprawa roszczeń zostanie załatwiona „jeszcze w tym roku”. Zdementował – ale cóż z tego, kiedy na stronie internetowej Światowego Kongresu Żydów ukazała się relacja z tej rozmowy, potwierdzająca w całej rozciągłości to, co ujawniłem wówczas w felietonie na antenie Radia Maryja? Dlatego nie tylko nie wierzę w żadne demencje pana posła Dziedziczaka, ale w dodatku podejrzewam, że po prostu zląkł się on konsekwencji wychlapania przez stronę żydowską tej wiadomości przed wyborami parlamentarnymi. Co prawda, podczas swoich amerykańskich prelekcji zwracałem uwagę słuchaczy, że zarówno razwiedka, jak i Umiłowani Przywódcy w Polsce już dawno przestali dbać o polskie interesy narodowe i państwowe i WŁAŚNIE DLATEGO trzeba dokonać w naszym nieszczęśliwym kraju zmiany władzy – ale zawsze nieprzyjemnie po raz kolejny przekonać się, że to prawda – nawet jeśli potwierdza to moją ulubioną teorię spiskową.

Stanisław Michalkiewicz

Advertisements

Stary kiejkut daje głos

June 17, 2015

Były prezydent Aleksander Kwaśniewski postanowił o sobie przypomnieć i wydal odgłos paszczą na temat Andrzeja Dudy:

http://www4.rp.pl/artykul/1209307-Aleksander-Kwasniewski-w-TVN24-o-Andrzeju-Dudzie.html

Nie podoba sie potencjalnie naszemu kiejkutowi religijność prezydenta-elekta – bo może wzbudzić uczucie wykluczenia u części elektoratu. Przez dwie kadencje Aleksander Kwaśniewski bardzo starannie budował u Polaków poczucie wspólnoty – jako że od radosnego momentu (odejścia tego pana z Belwederu) mija właśnie dziesięć lat, przypomnijmy co bardziej intensywne wyczyny prezydenta wszystkich Polaków:

I ze specjalną dedykacją dla ludzi przejętych tym, jak będzie reprezentował Polskę prezydent-elekt: Aleksander Kwaśniewski na cmentarzu zamordowanych przez NKWD Polaków (a kto nie rozumie wymowy tego faktu, niech spróbuje sobie wyobrazić pijanego prezydenta Izraela podczas obchodów rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz).

iu

Poniżej poziomu tego indywiduum nie da się już spaść. Cytując jego francuskiego kumpla: stracił okazję, by siedzieć cicho.

I ty zostaniesz homofobem

June 16, 2015

Co jakiś czas wypływa w mediach – zwłaszcza latem, kiedy niewiele się dzieje w polityce – temat gejów. A to “parada równości” nie dostała pozwolenia na przemarsz pod kościołem, a to media niewystarczająco entuzjastycznie opisały irlandzkie referendum w sprawie homozwiązkow (homofobia bezobjawowa)… Ostatnio, jak się dowiedziałem, zawodowi działacze LGBT dopatrzyli się przejawów homofobii w Holandii:

http://nu.nl/algemeen/4046825/derde-van-nederlanders-ziet-liever-geen-zoenende-homos.html

Jedna trzecia Holendrów nie ma ochoty oglądać publicznego okazywania sobie afektu przez pary homo, co zdaniem ministra ds emancypacji jest sytuacją bardzo poważną i wymaga uwagi (czytaj: większych nakładów m.in. z moich podatków na “edukację”). Można by ten tekst polecić wszystkim specjalistom od walki o nowy wspaniały świat w Polsce (w rodzaju zawodowego geja Jacka Poniedziałka, który lęka się nadejścia Iranu) – niech zobaczą, że  pranie mózgów przez parę dekad to naprawdę nie jest właściwa droga, bo akcja wywołuje reakcję… Ale takie podejście wymagałoby założenia, że ta czerwona hołota umie czytać ze zrozumieniem – a gdyby tak było, nie byliby czerwoni, wiec daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia…

Absurdalne, pomyślałby ktoś – ot, nudzi się jakiś aktywista i czepia się kogo popadnie. Ale sprawa jest znacznie poważniejsza: jak w każdej (obyczajowej, ale nie tylko) rewolucji, ważna jest podkładka naukowa – w końcu rewolucja nie udaje się dzięki zdeterminowanym fanatykom, tylko z powodu obojętności większości, której po prostu wszystko zwisa (a takich najłatwiej spacyfikować metodą “na autorytet”). No a jak taki autorytet publikuje w “Bioethics”, po angielsku, i jeszcze wisi toto w internetach to klękajcie narody: prawda objawiona na miarę naszych możliwości.

Do rzeczy, Banachewicz, do rzeczy: najnowszy przykład takiego uczonego tłumaczącego masom, jak będzie wyglądał nowy wspanialy świat, to Timothy Murphy – zapamiętajcie to nazwisko, bo to może być nowy Trofim Łysenko:

http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/bioe.12168/full

I cóż postuluje pan bioetyk?

– sprzeciw wobec adopcji dzieci przez pary homo jest zły, bo przecież ludzie często najpierw mają dzieci, a dopiero potem dokonują coming out, więc nie można ich dyskryminować na tej podstawie

– uznanie adopcji przez gejów za dopuszczalne wyłącznie jeśli nie ma innej możliwości (tzn pary hetero) to zło i przejaw pogardy dla LGBT

– in vitro i zamrażanie spermy powinno być dostępne dla osob transgender (nie mam pojecia jak to przelozyc na polski – transseksualista to nie to samo)

– syntentyczna sperma i gamety, co pozwoli osobom LGBT na wyrażanie swojej tożsamości poprzez rodzicielstwo.

 

 

Bolszewików też na początku nikt nie traktował poważnie.

 

Christopher Lee 1922 – 2015

June 11, 2015

CHN7USTW0AEAmS3

Marcin Król mówi jak było

June 5, 2015

Od zarania dziejów każdą władzę wspierają klakierzy: uzależnieni od pańskiej łaski artyści plujący w zadanym kierunku; funkcjonariusze w służbie ciszy zamilczający w mediach te tematy, ktore zamilczeć trzeba – i oczywiście filozofowie. Z wiekiem dochodzę do wniosku, że – moze z wyjątkiem ekonomistów i teologów – nie ma bardziej szkodliwej profesji niż zawodowy filozof. W przeważającej większości są to ludzie pozbawieni kontaktu z rzeczywistością, zaczadzeni własnym wyśnionym poczuciem elitarności, gotowi uzasadnić pięknym językiem największą podłość i najgorszą bzdurę – i mający wpływ na studencką młodzież: naprawienie spustoszenia poczynionego przez takich ludzi w umysłach młodych tumanistów to syzyfowa praca.

Rząd dusz to fajna sprawa, ale nie wystarcza: czasem trzeba się jeszcze pogrzać w blasku reflektorów – i jak takiego intelektualistę-filozofa przyciśnie potrzeba, to wydaje książkę (jak w starym kawale: Co trzeba było zrobić, żeby zostać w III RP autorytetem moralnym? Wydać jedną książkę i dwóch kolegów). Najnowszy przykład takich umysłowych wydzielin to “Bylismy głupi” Marcina Króla.

Jak na wielkie i ważne dzielo przystało, przemyślenia pana profesora można znaleźć na stronach TOKFM – gdyby nie ten zasłużony portal (i oczywiście wydawany przez “Politykę” Niezbędnik Inteligenta), statystyczny wyborca kolejnych wcielen udecji (ROAD / UW / PO – i jeszcze jakieś kanapy po drodze) nie wiedziałby co myśleć. O czym?

  • o historii (konkretnie o Żołnierzach Wyklętych):
    Byli to bardzo biedni ludzie, którzy słusznie obawiali się powrotu do normalnego życia
  • o historii najnowszej (po 1991):
    Od tego czasu Kościół znajdował sie na zapleczu wszystkiego, co zdarzyło się w Polsce
  • o współczesności:
    Nie ma oligarchôw, nie ma łobuzów (jak na przykład w Czechach)

    Na tle państw europejskich, a zwłaszcza postkomunistycznych, w Polsce korupcja czy zwyczajne złodziejstwo na szczytach władzy nie istnieją

Ludzi o mocnych nerwach i żołądkach zachęcam do zapoznania się z większymi fragmentami na TOKFM, a kto skłonny pozbyć się 26 złotych, może katować się calością.

Móglbym się jeszcze pastwić nad tym dziełem, ale po co – pan profesor Król podsumował się sam:

Historycy i publicyści mało o tym piszą. Rozumiem ich. Bardzo trudno jest podać fakty, które by świadczyły o tym, jak Kościół wpływał na polską scenę polityczną. Ja jednak mogę spekulować, więc myśląc o narodzinach i rozwoju polskiej sceny politycznej, mówię więcej, niż wiem.

I wychodzi na to, że autor ma rację: rzeczywiście byli głupi – on i jego środowisko – a niektórym z nich niestety nie poprawilo się z wiekiem nic a nic.