Michalkiewicz: Cele i środki

Felieton    „Nasz Dziennik”    7 stycznia 2012

Co jest ważniejsze – cele, czy środki? Wprawdzie środki też są ważne i na przykład państwo oczekujące, że obywatele będą zachowywali się przyzwoicie, samo też nie powinno posługiwać się środkami niegodziwymi, na przykład – prowokacją. W tym sensie środki są ważniejsze – ale tylko w tym sensie, bo przecież środki, wszystko jedno – godziwe, czy nie – generalnie służyć mają osiągnięciu celu.

A co jest celem państwa, dlaczego właściwie godzimy się na ten monopol na przemoc, jakim jest państwo? Bardzo ładnie objaśniali to starzy Polacy, jeszcze za I Rzeczypospolitej. Twierdzili, że państwo jest po to, „byśmy wolności naszych zażywali”. I rzeczywiście; gdyby przemoc, jaką monopolizuje państwo nie pozostawała w służbie wolności i sprawiedliwości, nie byłoby żadnego moralnego powodu, by taki monopol akceptować.

Pozornie przemoc wyklucza wolność, ale niepodobna też nie zauważyć, że Wolność potrzebuje Mocy, która by ją ubezpieczała i gwarantowała. Wolność bez Mocy długo nie przetrwa – i dlatego państwo jest nie tylko konieczne, ale i pożyteczne.

Nie możemy jednak zapominać, że państwo istnieje dla wolności – a nie, dajmy na to, dla demokracji. Bo demokracja jest tylko środkiem, tylko narzędziem, które czasami może służyć wolności, a czasami nie. Na przykład dwaj panowie na bezludnej wyspie w każdej sytuacji przegłosują towarzyszącą im panią, która wskutek tego, wprawdzie w całkowitej zgodności z procedurami demokratycznymi, niemniej jednak musiałaby znosić okropną niewolę. W tej sytuacji powinniśmy zdawać sobie sprawę, co jest celem, a co tylko środkiem i jeśli środek z jakichś powodów przestaje służyć celowi, bez żalu go porzucić.

Wspominam o tych wszystkich oczywistych oczywistościach pod wpływem wiadomości nadchodzących z Węgier. Właśnie w Budapeszcie odbyły się demonstracje przeciwko rządowi Wiktora Orbana, zorganizowane przez Partię Socjalistyczną, słusznie uznaną niedawno za organizację przestępczą. To, że partia uznana za organizację przestępczą może w stolicy państwa urządzać demonstracje, świadczy o panującej na Węgrzech wolności, może nawet przesadnej.

Tymczasem rząd węgierski staje się przedmiotem coraz ostrzejszej krytyki nie tylko ze strony Komisji Europejskiej, która ustami jej przewodniczącego Józefa Manuela Barroso domaga się wycofania ustaw przyjętych przez parlament wybrany w powszechnym głosowaniu, a więc – zgodnie z demokratycznymi procedurami, ale również – Hilarzycy Clintonowej, według której demokracja na Węgrzech jest zagrożona, a także ze strony finansowych grandziarzy, którzy na demokracji robią kokosowe interesy.

Jak wiadomo, demokratyczne rządy podtrzymują iluzję płynności finansowej swoich państw za cenę sprzedawania własnych obywateli w coraz głębszą i sroższą niewolę lichwiarskiej międzynarodówce. Do tego bowiem sprowadza się powiększanie długu publicznego, którego zabezpieczeniem są przyszłe podatki, a więc – przyszłe dochody obywateli. Demokratyczne rządy zastawiają przyszłe dochody obywateli na całe dziesięciolecia u finansowych grandziarzy i skaczą przed nimi z gałęzi na gałąź w nadziei, że „rynki finansowe”, które dla obecnej zdegenerowanej demokracji stały się ostatnią instancją polityczną i moralną, wystawią im pozytywną recenzję i umożliwią im kontynuowanie misji nadzorcy niewolników.

Pokaż mi swego wroga, a powiem ci, kim jesteś. Skoro w gronie nieprzyjaciół rządu Wiktora Orbana znaleźli się polityczni spadkobiercy komunistycznych zbrodniarzy, którzy uszli sprawiedliwości tylko ze względu na lęk przed rosyjską bombą atomową, skoro znalazły się tam władze Eurokołchozu, forsujące maksizm kulturowy jako obowiązującą ideologię, skoro jest tam również Hilarzyca Clintonowa, traktująca Polskę wyłącznie jako skarbonkę organizacji przemysłu holokaustu, to w tej sytuacji niepodobna nie odczuwać odruchowej sympatii dla rządu Wiktora Orbana, nawet gdyby oskarżenia o odchodzenie od demokracji były prawdziwe. W końcu demokracja jest tylko środkiem i jeśli za cenę jej porzucenia można by wydobyć się z niewoli finansowych grandziarzy, to właściwie czemu jej nie porzucić?

Stanisław Michalkiewicz

Tags:

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: