Symphony X “Iconoclast”

Do czego służy power metal – zwłaszcza w odmianie symfonicznej? Zasadniczo – przynajmniej zdaniem niżej podpisanego – do wprowadzania się w nastrój, a konkretnie w nastrój bojowy… Przy czym nie w sensie po prostu przyładowania komuś, tylko bardziej w stylu “bij bolszewika, kto w Boga wierzy” (niewierzących oczywiście też zapraszamy jeśli mają ochotę się przyłączyć).

W zależności od zespołu, wiązanki pieśni bojowych przenoszą nas w różne miejsca i epoki: Rhapsody to “Władca pierścieni”, Blind Guardian to bardziej “Gra o tron”… Kiczowate? Chwilami na pewno – orkiestrowe aranżacje, podniosłe zaśpiewy w chórkach i naiwne miejscami teksty o walce dobra ze złem.

Z drugiej strony: w czasach, kiedy praktycznie wszyscy twórcy biorą swoje dzieła w obowiązkowy nawias ironii i dystansu, jest coś odświeżającego w facetach ubranych na czarno, którzy wybrali sobie stylistykę i są jej wierni bez względu na modę.

A gdzie w tym spektrum bojowych pieśni umiejscowić Symphony X i “Iconoclast? Z uwagi na chropowatość i zgrzyty, powiedziałbym że jakaś odległa przyszłość a’la uniwersum Warhammera 40000; tak, wiem że to gra – co poradzę, że mroczne filmy o przyszłości to w większości psychologia i nie ma tam nawalanek na dużą skalę…

Na tej płycie Symphony X nie bierze jeńcow: zaczyna się od “Iconoclast’ – niby jakieś tam chórki i damskie wokalizy, ale po chwili wjeżdżamy w metalową sieczkę, której nie powstydziliby się trashowi klasycy. Slayer plus klawisze – o ile takie porównanie ma w ogóle sens – a do tego naprawdę bardzo dobry śpiew.

Ciekawa sprawa, bo wokal to  element często po macoszemu traktowany przez grających ciężko. Jak komuś Bóg poskąpił skali (vide: Mustaine), to może jeszcze nadrabiać manierą – ale przecież wszelkie twory spod znaku death / extreme / hardcore / cośtam cośtam to jest jakaś tragedia: pisk na zmianę z wymiotami do mikrofonu.

A tu? Może nie jest to Dio (no ale taką armatę w gardle to mało kto ma), ale pan Allen bardzo przyjemnie przeskakuje po rejestrach i tempach.

“The end of innocence” warto posłuchać nawet dla samej partii perkusji, choć utwór jako całość też niczego sobie. “Bastards of the machine” zwalnia chwilami (żeby basista rozgrzał palce), a potem uderza jeszcze potężniejszą ścianą dźwięku. A właśnie: znakomicie jest ta płyta wyprodukowana, proszę państwa. Nawet pomijając takie porażki jak “Death magnetic”, rzadko się słyszy takie eleganckie, przestrzenne i ostre jak brzytwa instrumenty – zwłaszcza w metalu.

Tak właściwie nie ma za bardzo sensu wymieniać pojedynczych utworów, bo płyta jest bardzo wyrównana i (może poza “When all is lost”) nie ma wypełniaczy. Ciekawa sprawa jest z melodiami: nie ma tu przebojowych refrenów do nucenia pod nosem (i nawet nie to żeby zaraz człowiek ABBY w metalu oczekiwał, ale jednak Megadeth czy Metallica popełnili kilka wpadających w ucho motywów), a mimo tego płyta wciąga i chce się do niej wracać.

Spora w tym zasługa inteligentnych zmian tempa: niby nic wielkiego, ale słychać że panowie mieli jakiś pomysł na kolejne utwory, a nie tylko “mrok, ciemność, przyjdź szatanie” i bekanie do mikrofonu (w stylistyce wyczynów Dody polskiego metalu, czyli Behemotha).

Riffy, jeszcze cieższe riffy, perkusja jak człowiek sprzężony z maszyną, riffy doprawione klawiszowymi przejściami, wokalista z górnej półki, jeszcze trochę dobrych riffów a czasem solówka – jeśli tak ma wyglądać ścieżka dźwiękowa do dystopijnej przyszłości, to może nie wszystko będzie takie całkiem ponure.

Tags: ,

2 Responses to “Symphony X “Iconoclast””

  1. [muzyka] Phideaux “Snowtorch” « Aaaa Hot « Maddogowo | Magazyn Internetowy Says:

    […] Ciut więcej czasu mam ostatnio, to można się wziąć za nadrabianie zaległości kulturalnych: wprawdzie staram się być z muzyką na bieżąco (przynajmniej jeśli chodzi o rocka-więcej-niż-trzy-akordowego), ale parę płyt w 2011 mi umknęło – a jedna z to właśnie “Snowtorch” Amerykanów z Phideaux. Nie usłyszałbym o niej gdyby nie dobrzy ludzie z progarchives: nie ma to tamto, jeśli jakaś płyta bije w podsumowaniu 2011 i Dream Theater, iSymphony X? […]

  2. TO NIE JEST MADDOGOWO – [muzyka] Phideaux “Snowtorch” Says:

    […] Ciut więcej czasu mam ostatnio, to można się wziąć za nadrabianie zaległości kulturalnych: wprawdzie staram się być z muzyką na bieżąco (przynajmniej jeśli chodzi o rocka-więcej-niż-trzy-akordowego), ale parę płyt w 2011 mi umknęło – a jedna z to właśnie “Snowtorch” Amerykanów z Phideaux. Nie usłyszałbym o niej gdyby nie dobrzy ludzie z progarchives: nie ma to tamto, jeśli jakaś płyta bije w podsumowaniu 2011 i Dream Theater, iSymphony X? […]

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: