Archive for May, 2011

John Grant “Queen of Denmark”

May 27, 2011

Nie da się powiedzieć żeby to była miłość od pierwszego odsłuchania: usłyszałem “Marz” w radiu u Piotra Kosińskiego i owszem, nawet sympatyczne to był0 (zwłaszcza te rozbiegane klawisze na początku) ale żeby jakieś trzęsienie ziemi? Przypuszczam, że wątpię.

Ale circa tydzień później DJ Kosiak puścił “Where dreams go to die” i odpadłem: niby nic odkrywczego – głos, pianino, delikatne smyczki – ale jakoś nie chciało się toto odczepić. Troszkę szukania i okazało się, że “Queen of Denmark” (tak się solowy debiut pana Granta nazywa) pozamiatało większość plebiscytach w miejscach, gdzie wrażliwość słuchaczy nie kończy się na Lady Zgadze.

Co tu mamy? Bardzo różne klimaty: czasami lirycznie jak w “Where dreams go to die“, a za chwile absurdalne słowne gierki (i takiż teledysk) przy dźwiękach “Chicken bones“.

Słychać Simona i Garfunkela: głos nie aż tak “anielski”, ale podobna wrażliwość. Jeff Buckley, choć cokolwiek mniej depresyjny (ale to może być kwestia barwy głosu). Ja tu słyszę Nicka Drake’a: siedzi sobie facet z gitarą / pianinem i w minimalistycznej formie smęci. Ale jak cudownie smęci! Takiej płyty nie da się słuchać z doskoku, nie idzie z niej wykroić radiowego brzęczka albo dzwonka na komórofon – tu trzeba siąść, wczuć się w klimat, najlepiej sącząc dobre wino.

Stare zgredy w rodzaju niżej podpisanego pamiętają jeszcze taki zespół Alan Parsons Project. Nie żeby John Grant leciał w syntezatorowe klimaty w stylu lat 80tych, ale cudowne harmonie w refrenach aż się proszą o takie porównanie. Co ciekawe, chociaż pan Grant nie jest Pavarottim, potrafi sam pociągnąć łagodnie wciągającą melodię – troszeczkę tylko pomagają mu skrzypce. Wyczytałem, że ten typ głosu to baryton: no więc baryton JG to jeden z mocniejszych punktów “Queen of Denmark”.

Osobny temat to teksty: bez wjeżdżania w jarmarczną psychologię spod znaku “co poeta miał na myśli”, powiedzmy że pan Grant postanowił na tej płycie egzorcyzmować siedzące mu w głowie demony. Nie bez znaczenia jest fakt, że JG jest gejem, który dorastał w dusznawym miasteczku gdzieś we “flyover country” (ewentualnie  świrem wyciągającym z Biblii błędne wnioski – jak ktoś śpiewa “Jesus hates faggots” to albo ma dystans do siebie, albo jest psychopatą – a na takowego sympatyczny brodacz nie wygląda).

Rozmaitej maści lewicowi pomyleńcy doszukaliby się tu pewnie manifestu gejowskiej sztuki – ewidentnie nikt im nie powiedział, że muzyka nie dzieli się na hetero/bi/homo tylko na dobrą i złą. A jaka jest ta płyta? Bardzo, bardzo dobra. Używki, poczucie osamotnienia, lęki wrażliwego faceta… Mogło z tego wyjść ponure cierpiętnictwo, a zamiast tego mamy pogodną, trochę smutną, trochę ironiczną płytę, na której z każdym kolejnym przesłuchaniem odkrywa się nowe smaczki.

W moim prywatnym rankingu “Queen of Denmark” to muzyczne odkrycie wiosny 2011: raptem rok po premierze to – jak na mnie –  i tak całkiem szybko….

PS. Oczywiście w zalanych badziewiem sklepach muzycznych nie idzie tej perełki znaleźć, ale dzięki Bogu za sklepy internetowe: 

http://www.bellaunion.com/index.php/site/news/queen_of_denmark1

PS2. Miałem napisać że warto tej płyty posłuchać, ale Misza zagroził sankcjami jak jeszcze raz użyję tego zwrotu…


Advertisements

Witold Pilecki 1901 – 1948

May 25, 2011

Sześćdziesiąt trzy lata temu w mokotowskim więzieniu został zamordowany rotmistrz Witold Pilecki.

Na brunatnej Ukrainie – luty 1944

May 25, 2011

W cyklu “pocztówki z piekła”: bohaterscy miłośnicy samostyjnej Ukrainy wolnej od niewłaściwego elementu etnicznego korzystają z okazji.

WYDARZYŁO SIĘ 65 LAT TEMU: WOŁYŃ  / GALICJA / LUBELSZCZYZNA – LUTY 1944

W lutym 1944 roku wojska Armii Czerwonej kontynuowały odbijanie z rąk niemieckich Wołynia (zdobywając m.in. Równe i Łuck) oraz dotarły do granic Galicji/Małopolski Wschodniej. Zapewne zaważyło to na podjęciu przez OUN-UPAdecyzji o rozpoczęciu masowej eksterminacji galicyjskich Polaków. Wydane zostałyrozkazy, by ich „w pień wycinać”.

Badaczom ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów udało się ustalić, że w lutym 1944 roku w wyniku ok. 400 różnorakich ataków zginęło na Kresach Południowo-Wschodnich i Lubelszczyźnie co najmniej 7700 Polaków. W tej liczbie zawiera się ponad 2300 ofiar zbrodni niemiecko-ukraińskich. Podane liczby nie zawierają szacunków.
W rozbiciu na województwa II RP przedstawia się to następująco (w nawiasach liczba ofiar zbrodni niemiecko-ukraińskich):

Tarnopolskie – 2725 zabitych (1100 – SS „Galizien” wraz z UPA)
Lubelskie – 2273 zabitych (1215 – SS „Galizien” wraz z Niemcami i Kałmukami)
Stanisławowskie – 1270 zabitych (0)
Wołyńskie – 1082 zabitych (0)
Lwowskie – 443 zabitych (0)

Największe ludobójcze akty:
1-2.02.1944 – seria pacyfikacji Niemców, Kałmuków i SS „Galizien” we wsiach na Lubelszczyźnie: Borów, Łążek Zaklinowski, Szczecyn, Wólka Szczecka, Ostrów Lubelski – łącznie około 1055 zabitych,
2.02.1944 – atak UPA na Hanaczów(woj. Tarnopol), 112 ofiar,
Noc z 3 na 4.02.1944 – atak na 120 leśniczówek w powiatach brodzkim, kamioneckim i sokalskim (Tarnopolskie/Lwowskie),
15-22.02.1944 – ludobójcza orgiaOUN-UPA w powiecie rohatyńskim (woj. Stanisławów) – ok.700 ofiar,
21-22.02.1944 – rajd bojówki SB OUN i zabicie ok. 600 osób w Wiśniowcu i Berezowicy Małej,
28.02.1944 – Huta Pieniacka, 1100 ofiar SS „Galizien” (podaję ilość ofiar za opracowaniem Komańskiego i Siekierki). Tego samego dnia UPA zabiła 131 osób w Korościatynie (pow. Buczacz, Tarnopolskie),
Luty 1944 (brak daty dziennej) – eksterminacja wsi Bereść i Mieniany (pow. Hrubieszów, Lubelskie) przez UPA, łącznie ponad 500 ofiar.

Relacje – „migawki”:
„…podbiegł jakiś Ukrainiec, którego mundur i ręce były zbryzgane krwią, chcąc nas zastrzelić z krótkiej broni. Niemcy, którzy nas wykryli w rowie, odepchnęli go (…)” [Maria Jagiełło, Łążek Zaklinowski]

„Do dziś przeżywam tamte chwile i nieraz słyszę, jak przez sen, straszne jęki konających, mordowanych i palonych żywcem ofiar. Do dziś słyszę pijackie śpiewy i wrzaski morderców (…), którzy w ten sposób chyba zagłuszali w sobie resztki ludzkiego uczucia. Były to rzeczywiście szatańskie wrzaski (…).” [Stefania Wierzbicka-Orłowska, Huta Pieniacka]

„Rzeź trwała niemal przez całą noc. Słyszeliśmy przerażające jęki, ryk palącego się żywcem bydła, strzelaninę. Wydawało się, że sam Antychryst rozpoczął swą działalność!” [Jan Zaleski, Korościatyn]

Większe walki polsko-ukraińskie i odwety (bez walk w samoobronie):

Wołyń:
Początek lutego – oddział AK „Trzaski” wyparł UPA ze wsi Budyszcze zadając jej duże straty.
8.02.1944 – po ataku UPA na Edwardpole, kontratakujące oddziały AK i polskiej samoobrony wyparły upowców z Puzowa. Na miejscu znaleziono wiele łupów pochodzących jeszcze z 1939r., m.in. stroje jednego z ewakuujących się teatrów warszawskich. Opustoszałą wieś spalono.
20.02.1944 – w zasadzce UPA w Twerdyniach zginęło 13 żołnierzy patrolu 27. WDPAK.
20.02.1944 – żołnierze 27. WDP AK po kilkugodzinnej walce rozbili silną placówkęUPA w Stęzażycach. Zginęło 23 upowców. Po pierwszych strzałach ludność ukraińska opuściła wieś nie zaczepiana przez Polaków.
28.02.1944 – zniszczenie wsi Radziechów w odwecie za schwytanie i zakatowanie tam trzech żołnierzy AK.
29.02.1944 – trzy bataliony 27 Dywizji AK zaatakowały silną bazę UPA w Oździutyczach. Ukraińcom pomogły 3 samoloty niemieckie ostrzeliwując pozycje akowskie. Po zaciętej walce Polacy wycofali się ze stratą 7 zabitych.
29.02.1944 – oddział AK „Korda” rozbił i rozpędził dwie sotnie UPA we wsi Przekurka. Ukraińcy stracili 5 zabitych, Polacy jednego.
Luty 1944 – w odwecie za mordy na Polakach w kolonii Nowa Werba zabito ukraińską rodzinę Korzyniewskich.

Według doniesień ukraińskich, m.in. kontrowersyjnego badacza J.Caruka, 27. WDP AK w lutym 1944r. zabiła w kilku miejscowościach Wołynia (Ludmiłpol, Ochniwka, Osiekrów, Manowicze, Puzów, Stawki) łącznie kilkaset osób, w większości cywilów. Polskie źródła nie potwierdzają tego.

Trzeba zaznaczyć, że ataki wołyńskiej AK na wsie ukraińskie miały na celu usunięcie zagrożenia ze strony UPA i tzw. poszerzenie bazy operacyjnej do walki z Niemcami. Ich celem nie była eksterminacja ludności.

Galicja (Małopolska) Wschodnia:
Luty 1944 – w pościgu za sotnią UPA, która napadła na Sulatycze (Stanisławowskie), samoobrona wsi zabiła lub raniła kilkunastu Ukraińców.
25.02.1944 Komenda Obszaru (AK) nakazała natychmiastowe podjęcie na całym terenie samoobrony i kontrakcji pacyfikacyjnej. Brak danych, czy i jak objawiła się ta kontrakcja w lutym 1944. Na ograniczoną skalę podjęto ją w następnym miesiącu.

Lubelszczyzna:
7.02.1944 r. w trakcie walki oddziału BCh „Rysia” z pacyfikującymi kolonię Małków Kozakami i ukraińskimi policjantami w służbie niemieckiej, wroga wsparł pododdziałUSN (UPA) z sąsiedniej ukraińskiej wsi o tej samej nazwie. Po odparciu własowców i policjantów, kontratak BCh obrócił się przeciwko upowcom. Rozproszono ich a część wsi Małków spalono.
11.02.1944 – w zasadzce plutonu BCh w Wereszynie (pow. Hrubieszów) zginęło 4 policjantów ukraińskich i 1 Niemiec.
13.02.1944 – ponowne odparcie przez oddział „Rysia” pacyfikatorów Małkowa. Tym razem była to kompania SS-Galizien.
Po całodniowej (14.02.1944) bitwie oddziałów „Rysia” z Wehrmachtem i żandarmerią niemiecką pod Zabłociem, pobitym i wycofującym się Niemcom przyszli z pomocą członkowie SKW (chłopskie bojówki wspierające UPA) z Szychowic oraz stacjonujący tam pododdział SS-Galizien. Bitwa pod Zabłociem pokrzyżowała zamiar „Rysia” ataku na posterunek policji ukraińskiej w Sahryniu.
18.02.1944 pluton AK wraz z batalionem partyzantów sowieckich przepędził z Tarnogrodu (pow. Biłgoraj) żandarmerię niemiecką, policję ukraińską oraz 100-osobowy oddział ukraińskiego Sicherdienst (tzw. darmochwalców).
W nocy z 16 na 17.02.1944 w odwecie za mord USN (UPA) we wsi Prehoryłe, oddział „Rysia” spalił nie zniszczone jeszcze ukraińskie domy w Małkowie.
28.02.1944 r. w odpowiedzi na coraz częstsze rzezie UPA, oddziały AK obwodu tomaszowskiego zaatakowały i zdobyły wsie Kościaszyn i Liski, będące silnymi stanicami banderowców. Miejscowości częściowo spaliły się, czy też może raczej – zostały spalone.

W przeciwieństwie do wycofanej postawy lwowskiej AK, zamojskie podziemie postanowiło aktywnie podejść do ochrony ludności polskiej przed eksterminacją. Wydano rozkazy ewakuacji cywilów z zagrożonych terenów oraz o przygotowaniu przeciwuderzenia.

W dostępnej mi literaturze brak danych, które pozwoliłyby oszacować straty ukraińskie wynikające z ww. walk i odwetów.

Relacje OUN-UPA z Niemcami:

W lutym 1944r. nie odnotowano żadnych starć nacjonalistów ukraińskich z Niemcami. Trwał między nimi nieformalny rozejm. Np. dowódcę upowskiego oddziału stacjonującego we wsi Sokole (Tarnopolskie), dokonującego napadów po obu stronach Bugu, widziano kilkakrotnie u Kreishauptmanna w Kamionce Strumiłowej. Natomiast w Firlejowie (Stanisławowskie) podczas akcji eksterminacji Polaków, w ręce UPAwpadły dwa przejeżdżające samochody z niemieckimi żołnierzami. Rozbrojono ich, niektórych nawet pobito, ale wszystkich puszczono wolno.

Jak widać, na terenach objętych ludobójstwem na Polakach, OUN-UPA nie prowadziła żadnej “walki narodowowyzwoleńczej”.

Walki OUN-UPA z Sowietami

Kontynuowano drobne lecz liczne ataki na tyły wojsk sowieckich. Mogło w nich zginąć do 300 żołnierzy Armii Czerwonej. Do najbardziej głośnych epizodów należy zasadzkaUPA na kolumnę furmanek z wojskowym zaopatrzeniem (29.02.1944), w którą przypadkowo wpadł również samochód dowódcy 1 Frontu Ukraińskiego gen. Nikołaja Watutina. Generał został ranny i ostatecznie zmarł w nocy z 14 na 15.04.1944r. w kijowskim szpitalu.
W lutym 1944 miało miejsce sześć ataków UPA na tzw. rajcentry (rejonowe centra nowo zakładanej władzy sowieckiej).

Inne wydarzenia godne uwagi:

W lutym 1944r. OUN Melnyka wydała odezwę oskarżającą banderowców o prowokowanie Niemców, skrytobójstwa polityczne, stosowanie ucisku większego niż Niemcy i bolszewicy, oraz o rozpoczęcie bezsensownej ich zdaniem, antypolskiej akcji.

W lutym 1944r. banderowcy uprowadzili dwóch lekarzy niemieckich. Gdy Niemcy zagrozili rozstrzelaniem 100 chłopów ze wsi Czercze (pow. Rohatyn, Stanisławowskie), lekarzy wypuszczono. Okazało się, że w upowskich bunkrach byli wykorzystywani do leczenia rannych.

Na początku lutego we Lwowie doszło do rozmów AK i (prawdopodobnie) Okręgowego Delegata Rządu z przedstawicielami OUN. Podpisano protokół mówiący o potrzebie pokojowego ułożenia stosunków. Jak widać, była to tylko gra pozorów ze strony OUN. Jak pisał w meldunku organizacyjnym nr 240 gen. Komorowski „Lawina”: „Wobec spokojnego zachowania się ludności ukraińskiej w stosunku do Polaków, w przeciwieństwie do masowej rzezi na Wołyniu, Małopolska Wschodnia była nastawiona na rozwiązanie zagadnienia ukraińskiego przez rozładowanie istniejących antagonizmów. W tym podtrzymywały ją kroki Prowidu OUN, poszukującego możliwości porozumienia się z nami. Wobec rozpoczęcia krwawej akcji ukraińskiej przeciwko Polakom, przystąpiła Małopolska Wschodnia do organizowania samoobrony (..).

__________________
Literatura:
J. Markiewicz, „Partyzancki kraj”, Lublin 1980
G. Motyka, “Ukraińska partyzantka 1942-1960”, Warszawa 2006
J. Turowski, „Pożoga. Walki 27 Wołyńskiej Dywizji AK”, Warszawa 1990
S. Jastrzębski, „Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyżnie w latach 1939-1947”, Wrocław 2007
W. Siemaszko, E. Siemaszko, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945”, Warszawa 2000
H. Komański, S. Siekierka, „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939-1946”. Wrocław 2006.
S. Siekierka, H. Komański, K. Bulzacki, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939-1947”, Wrocław 2006
S. Siekierka, H. Komański, E. Różański, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939-1946”
J.Węgierski, “W lwowskiej Armii Krajowej”, Warszawa 1989
Władysław Filar, Michał Klimecki, Myhajło Szwahulak, „Chronologia wydarzeń na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1939-1945 (projekt)”; w: „Polska-Ukraina trudne pytania”, t. 6, Warszawa 2000

Blog Dymitra na S24: http://www.65-lat-temu.salon24.pl

Koniec żartów

May 25, 2011

Obiecywałem sobie, że już nie będę pisał o wyczynach R.Ch. i jego komandy:  primo, ile można się bezowocnie złościć, a secundo – po co mi Europejski Nakaz Aresztowania na karku? Nie żebym miał wygórowane mniemanie o poczytności tego bloga, ale zdaje się że autor antykomor.pl też miał złudzenia…

Jakie by moje szczytne postanowienia nie były, po raz kolejny wyłożyły się na pysk. Że laptopy dla dzieci, kastracja pedofili, wojna z kibicami – koncepcyjnej biegunki R.Ch. nawet nie ma sensu wyśmiewać – ale w tym miesiącu miały miejsce dwa wydarzenia, po których niżej podpisany zmuszony był zbierać szczękę z podłogi.

Najpierw bank PKO BP pozbył się Ryszarda Petru z funkcji dyrektora pionu analiz, ale zatrudnił Szymona Majewskiego do reklamowania swoich usług (przypominam, że Skarb Państwa to ciągle większościowy udziałowiec). Wydawałoby się, że taką metaforę rządów PO trudno przebić: po co nam fachowcy? Wystarczy komediant, który opowie dowcip (wiadomo na jaki temat – w końcu dowolne zdanie wypowiadane przez medialne twarze PO składa się z podmiotu, orzeczenia i Jarosława Kaczyńskiego) i wszystko będzie dobrze.

Ale nie doceniałem, oj nie doceniałem najlepszego rządu w historii galaktyki… Jak wiadomo, 1 lipca tego roku Polska obejmuje przewodnictwo w UE. Oprócz mnóstwa pieniędzy wydanych na tłumaczy, ochronę i co tam jeszcze, rządzący Polską mędrcy uznali za stosowne uczcić to wiekopomne wydarzenie koncertem. A kto wyreżyseruje rzeczony koncert na Placu Defilad i będzie jedną z najważniejszych osób w tym gronie?

Kuba Wojewódzki.

Z początku myślałem, że to czyjś głupi dowcip – ale jednak nie, informacja się potwierdziła. I to chyba dobrze: przecież to idealny reprezentant “młodego wykształconego” elektoratu PO, dzięki któremu Polska rośnie w siłę, ludzie żyją dostatniej a relacje z resztą Europy są tak dobre jak jeszcze nigdy w historii.

Dowcipy Kuby Wojewódzkiego idealnie oddają umysłowość ludzi, którzy tkwią na bezrobociu (jak pewien znany mi leming płci żeńskiej) ale cieszą się, że dzięki PO “atmosfera jest lepsza“, bo “przecież podatki nie są najważniejsze“. Spec od flagi wtykanej w psią kupę jest dokładnie taki jak ten rząd i jego wyborcy: furda podatki, do diabła z energetyką, pies trącał stosunki z byłymi demoludami… Najważniejsze, że nie rządzi Kaczyński. PiS stracił władzę 4 lata temu, rządził przez 2 – ale straszak działa dalej.

Jak mawiają papieże: niepojęte.

Michalkiewicz: Rosnąca aktualność antykomunizmu

May 23, 2011

Artykuł    miesięcznik „W naszej rodzinie”    16 maja 2011

Niedawno byłem w Krakowie, gdzie studenci zorganizowali debatę poświęconą twórczości Józefa Mackiewicza. Józef Mackiewicz słabo w Polsce znany, był jednym z trzech największych polskich pisarzy XX wieku. Ta trójka, to – moim zdaniem – Juliusz Kaden-Bandrowski, Józef Mackiewicz i Stanisław Rembek. Inni wielcy, albo za takich uznani, są wtórni, łącznie z Witoldem Gombrowiczem, który może dorównałby Kadenowi, na którym się wzoruje, gdyby się tak nie mizdrzył do Salonu. Wróćmy jednak do Mackiewicza.

Mówiąc o nim na spotkaniu przytoczyłem opinię Grzegorza Eberharda, że jest to „pisarz dla dorosłych”. Nie chodzi przy tym o wiek metrykalny, bo nie ma on nic do rzeczy. Dorosłość w tym przypadku polega na umiejętności samodzielnego myślenia, a nie na powtarzaniu po kimś innym. Ludzi w tym znaczeniu dorosłych nie ma w Polsce wielu i stąd kariera rozmaitych Adamów Michników, którzy informują rozmaite biedne, również posiwiałe w swoim infantylizmie dzieci, co akurat myślą.

Gdyby tak – nie daj Boże – zepsuł się im telefon komórkowy, to tysiące „młodych, wykształconych, z wielkich miast” nie miałoby pojęcia, co właściwie myślą. I to jest właśnie jedna z przyczyn, dla których Józef Mackiewicz nie jest w Polsce znany – bo środowisko „Gazety Wyborczej” zionie doń nieprzejednaną, zoologiczną nienawiścią.

Właśnie ta okoliczność skłoniła mnie do postawienia pytania, czy przewodnia idea Józefa Mackiewicza, jaką jest bezkompromisowy antykomunizm, ma dziś znaczenie wyłącznie historyczne, czy też nadal jest aktualna. Gdyby bowiem uznać, że antykomunizm należałoby dzisiaj wstawić do lamusa, trudno byłoby wytłumaczyć, a nawet w ogóle znaleźć przyczynę tej zimnej nienawiści, jaką do autora „Drogi donikąd” i „Nie trzeba głośno mówić” zionie michnikowszczyzna, to znaczy – te wszystkie stalinięta, fejginięta i humerczęta.

Ta nienawiść, ścigająca autora „Lewej wolnej” i „Zwycięstwa prowokacji” aż za grób, pokazuje nam, że przewodnia idea autora „Sprawy pułkownika Miasojedowa” musi być nie tylko nadal aktualna, ale w dodatku – postrzegana przez michnikowszczyznę jako poważne zagrożenie. Tak bowiem nie nienawidzi się eksponatu z lamusa. Tak się nienawidzi śmiertelnego wroga.

Józef Mackiewicz pytany o narodowość odpowiadał: „antykomunista”. Uważał bowiem, że wszelkie narodowe priorytety powinny ustąpić przed priorytetem najważniejszym, jakim jest zniszczenie komunizmu. Komunizm bowiem nie podbija narodów – jak to czynili dotychczasowi napastnicy. Komunizm podbijając narody, nieodwracalnie je niszczy, zaszczepiając im pierwiastki rozkładu. Stąd też rozróżnienie, jakie Mackiewicz przeprowadził między okupacją niemiecką, a okupacją sowiecką: „Niemcy robią z nas bohaterów, a sowieci robią z nas gówno”.

No dobrze – ale co to właściwie jest, ten cały komunizm? Powiadają: pokaż mi swego wroga, a powiem ci, kim jesteś. Toteż i komunizm najłatwiej zdefiniować poprzez pokazanie, z kim, a właściwie – z czym walczy, co uważa za swego największego wroga. Jako ideologia, komunizm – jak sama nazwa wskazuje – skierowany jest na zniszczenie własności prywatnej. Ona bowiem jest gwarancją autonomii jednostki względem władzy – a komunizm nie toleruje niczyjej autonomii.

Komunizm bowiem walczy z wolnością, którą uważa już nawet nie za przeżytek, a za przeszkodę na drodze ku nowemu, wspaniałemu światu, kiedy już „związek nasz bratni ogarnie ludzki ród” – i nastąpi koniec historii. Ludzka wolność tylko by ten marsz opóźniała, więc potrzeba tu ona, jak psu piąta noga. Ale nie to jest najpoważniejszym zarzutem wobec wolności. Według komunistów bowiem wolność jest produktem ignorancji – nieznajomości obiektywnych praw dziejowych, którym, z racji ich obiektywnego charakteru, jednostka może się tylko podporządkować. Na żadną zatem „wolność” nie ma tu miejsca, a domaganie się jej jest rodzajem wierzgania przeciwko ościeniowi.

W marszu ku świetlanej przyszłości nie ma co tracić czasu na przekonywania każdego z osobna; dlatego narzędziem zmiany świadomości jest masowa indoktrynacja wspomagana terrorem. Nieubłagane prawa dziejowe muszą być przyjęte powszechnie i bez najmniejszych zastrzeżeń, dlatego też przekaz ten nie może być zakłócany przez żadne przekazy odmienne. A ponieważ najdoskonalszym interpretatorem nieubłaganych praw dziejowych i sposobów doraźnego ich aplikowania w konkretnych sytuacjach jest Partia – to komunizm nie może tolerować żadnych innych źródeł Prawdy – z religią i Kościołem na czele.

Terror i kłamstwo, które Józef Mackiewicz słusznie uważał za immanentne cechy komunizmu, nie są celem samym w sobie. One są tylko narzędziem i wobec zasadniczych celów mają charakter służebny.

4 czerwca 1989 roku pani Joanna Szczepkowska powiedziała w telewizji, że ma dla nas dobrą wiadomość: dzisiaj właśnie upadł komunizm. Już wkrótce jej komunikat został opatrzony paradoksalną pointą; przywódca owych, właśnie „upadłych” komunistów, generał Jaruzelski, został prezydentem państwa. Dlatego chyba więcej racji ma prof. Bogusław Wolniewicz, kiedy mówi, że komunizm wcale nie upadł, że komunizm tylko mutuje, to znaczy – zmienia swoją formę, nie zmieniając istoty.

Bo znana nam dotychczas moskiewska postać komunizmu nie jest wcale jedyna. Inną postacią jest marksizm kulturowy, znany inaczej pod nazwą politycznej poprawności, którego akuszerem jest Antoni Gramsci. Próbując znaleźć odpowiedź na pytanie, jak przeprowadzić rewolucję komunistyczną w sytuacji odejścia zachodnioeuropejskiej socjaldemokracji od bolszewickiej metody zdobywania władzy, Gramsci doszedł do wniosku, że marksowska formuła, iż „byt określa świadomość” wcale nie jest uniwersalna, a prawdopodobnie – w ogóle fałszywa.

Cóż bowiem trzyma człowieka w niewoli? Czy zewnętrzna przemoc, czy kultura burżuazyjna? Oczywiście, że kultura, bo dostarcza mu ona kategorii, przy pomocy których on myśli, wartościuje, porównuje, ocenia i wybiera. Zatem jeśli chce się przeciwko niej zbuntować, to jego bunt jest groteskowy, ponieważ buntuje się on przeciwko burżuazyjnej kulturze przy pomocy kategorii, których ona mu dostarcza. Jego bunt jest daremny i przypomina bieganie wiewiórki w środku koła. Ona niby biega, ale przecież donikąd nie dobiegnie. Dlatego Gramsci postulował by rewolucję przeprowadzić przede wszystkim na terenie kultury, wprowadzając do niej „ducha rozłamu”, to znaczy – niepostrzeżenie nadając dotychczasowym kategoriom kulturowym rewolucyjna treść, by następnie faszerować nią ludzkie umysły.

I marksizm kulturowy na naszych oczach staje się nie tylko dominującą, ale obowiązującą ideologią w Unii Europejskiej. Formy walki się wprawdzie zmieniają, ale wrogowie nadal są ci sami, co za Józefa Stalina: własność, która przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie w sytuacji wszechwładzy biurokratycznej międzynarodówki i konfiskowania każdemu ponad 80 procent bogactwa, jakie swoją pracą wytwarza. Wolność – no cóż; jeszcze 100 lat temu ludzie obruszali się, że konduktor kolejowy na nich gwiżdże, a dzisiaj bez szemrania rozbierają się niemal do naga chcąc wejść do samolotu, albo na nowojorską Statuę Wolności.

W dyskursie publicznym coraz więcej tematów tabu, chronionych prawem w postaci penalizacji „antysemityzmu”, „ksenofobii”, „homofobii”, nie mówiąc już o „kłamstwach” w rodzaju oświęcimskiego, klimatycznego, wałęsowskiego, a tylko patrzeć, jak pojawi się „smoleńskie”. Dyskurs publiczny coraz bardziej zaczyna przypominać „świergolenie” o którym pisał w „Archipelagu GUŁ-ag” Aleksander Sołżenicyn – a więc powtarzanie kłamstw z udawanym, czy coraz bardziej autentycznym entuzjazmem – a na straży tego stoi nieugięcie młoda gwardia w postaci michnikowszczyzny, której trzecie już pokolenie przejęło stalinowską pałeczkę.

Może ona w każdej chwili zamienić się w maczugę – bo narzędzia terroru zostały już stworzone, zaś system właśnie jest domykany i to w skali całej Europy. W tej sytuacji nienawiść, jaką do „zoologicznego antykomunizmu” Józefa Mackiewicza zionie red. Adam Michnik jest całkowicie zrozumiała – ale oczywiste staje się też, że przewodnia idea autora „Kontry” w postaci antykomunizmu, jest nie tylko aktualna, ale staje się dramatycznie aktualna coraz bardziej.

Stanisław Michalkiewicz

Na brunatnej Ukrainie – styczeń 1944

May 22, 2011

Miałem dłuższą przerwę w blogowaniu, wskutek czego zaniedbałem niestety “przedruki” ze znakomitego bloga, którego na temat mordów na Wołyniu prowadzi Dymitr. Bez zbędnych wstępów, oddaję głos autorowi.

WYDARZYŁO SIĘ 65 LAT TEMU: WOŁYŃ  / GALICJA / LUBELSZCZYZNA – STYCZEŃ 1944

Po 2,5-letniej niemieckiej okupacji styczeń 1944 roku zapowiadał na Kresach Południowo-Wschodnich II RP rychłą odmianę. Kontynuując ofensywę zimową rozpoczętą 24 grudnia 1943r. na Wołyń wkroczyły wojska 1 Frontu Ukraińskiego. Postawiło to zarówno Ukraińców jak i Polaków przed nowymi wyzwaniami. Dowództwo wołyńskiej AK przystąpiło do realizacji operacji „Burza”. Na swój sposób na nowe warunki zareagowali również nacjonaliści ukraińscy.

Galicja (Małopolska) Wschodnia znajdowała się jeszcze całkowicie pod okupacją niemiecką.

Tradycyjnie przedstawiam podsumowanie wydarzeń dla tego okresu.

Ludobójstwo OUN-UPA w styczniu 1944:
Według ustaleń badaczy genocydu OUN-UPA, z rąk nacjonalistów ukraińskich w tym miesiącu w ok. 200 napadach zginęło co najmniej 1558 osób (w większości Polaków), w tym:

617 osób w b. woj. tarnopolskim,
400 osób na Wołyniu
329 osób w b. woj. lwowskim
114 osób w b. woj. stanisławowskim
98 osób w woj. lubelskim. Ponadto 49 osób zginęło na Lubelszczyźnie w wyniku zbrodni niemiecko-ukraińskich.
Powyższe liczby nie obejmują szacunków.

Przebieg i skala ludobójczych akcji wskazują, że dowództwo OUN-UPA nie wydało jeszcze ponownego rozkazu masowej „likwidacji” ludności polskiej. Były więc te akcje dziełem bojówek, które nie mogąc doczekać się przyzwolenia na zbrodnie, samowolnie wyszły „przed szereg”.

Największe z tych „akcji” to:
02.01.1944 – atak na wieś Bołdury (pow. Brody, woj. Tarnopol), około 100 zabitych,
10.01.1944 – napad na wieś Borki (pow. Luboml, Wołyń). Nie używając broni palnej, ze względu na bliskość miasta zajętego przez Niemców, zabito około 55 osób,
14.01.1944 – wymordowanie 57 osób, głównie mężczyzn we wsi Markowa (pow. Podhajce, woj. Tarnopol)
Napady bez ustalonej daty dziennej:
Wieś Uhrynów (pow. Sokal, woj. Lwów) – kilkadziesiąt ofiar
Wieś Suszno (pow. Radziechów, woj. Tarnopol) – zamordowanie 11 rodzin (ok. 55 osób).
Druga połowa stycznia 1944 – banderowcy w kolonii Kalinowiec (pow. Łuck, Wołyń) zabili przy pomocy siekier i innych narzędzi 65 Polaków oraz Czeszkę, żonę Polaka. Ofiary spędzono do Kalinowca z okolicznych miejscowości.

Wybrane relacje świadków:
Mieszkałem we wsi Koniuszków, oddalonej ok. 8 km od Bołdur. (…) Tej nocy widzieliśmy łunę pożaru i słyszeliśmy strzały karabinowe. (…) Rano wyjechaliśmy do Bołdur. (…) Pamiętam, gdy wszedłem do jednego z częściowo spalonych domów, ujrzałem tam leżące na komodzie około roczne dziecko. Miało rozkrzyżowane, przybite gwoździami ręce i nóżki. [Czesław Keller, Bołdury, 2.01.1944]

Tymczasem obok [miejsca, gdzie się ukryłem – D.B.], w moim mieszkaniu rozgrywał się dramat mojej rodziny. Słyszałem rozpaczliwe głosy i jęki torturowanego ojca, którego oprawcy wyprowadzili potem na podwórze i tam zamordowali. (…) miał poderżnięte gardło. (…) Najmłodszy z braci dwuletni Edzio, leżał cały we krwi z roztrzaskaną główką i wbitym nożem w piersi. Obok leżał, również cały we krwi, 16-letni brat Bronek. To jego głos, błagający o litość, słyszałem najdłużej. [Józef Wojczyszyn, Piłatkowce, Tarnopolskie, 16.01.1944]

?Banderowcy (…) zauważyli ukrytą mamę. Zabrali ją do izby i zaczęli wypytywać, gdzie jest reszta rodziny. Mama odpowiedziała im, że mąż pojechał do Brodów i jeszcze nie powrócił, a córka poszła do krewnych (…). Banderowcy, chcąc widocznie wymusić na mamie, gdzie się ukrywa rodzina, zaczęli ją bić. Słyszałem jej jęki i płacz. Nie zabili jej tylko dlatego, że była Rusinką wyznania greckokatolickiego. [Franciszek Moliński, Suchowola, Tarnopolskie, 17.01.1944]

Pamiętam, pewnego razu w nocy banderowcy szukając Polaków dokonali rewizji w domu i zagrodzie naszego sąsiada Ukraińca Mykiety Semaka. Pytali się, czy u nich nie ma Polaków. Sąsiedzi zaprzeczyli. Mnie ukryła w domu stara Ukrainka, a mamę ukryto w stodole w słomie. Podczas tej rewizji nie znaleziono nas. [Romualda Rafalska, Markowa, Tarnopolskie]

Walki polsko-ukraińskie (bez walk w samoobronie) i odwety:

WOŁYŃ
10-15.01.1944 – rozpoznanie walką na północ od Włodzimierza Wołyńskiego przez zgrupowanie AK „Osnowa” (część tworzącej się 27 WDP AK). M.in. 11.01.1944 we wsi Krać zginęło w walce z bojówką UPA 6-ciu akowców z oddziału „Olgierda”.
11.01.1944 – żołnierze oddziału „Gzymsa” zmierzając na koncentrację sił 27 WDP AK zostali otoczeni we wsi Sady Małe przez UPA. Podczas prób pertraktacji zginęło dwóch Polaków. Ostatecznie oddział polski wyrwał się z otoczenia dzięki brawurowemu atakowi tracąc tylko 2 rannych.
15.01.1944 – drużyna samoobrony z Markowicz (pow. Horochów) zastrzeliła sotnika UPA.
19.01.1944 – oddział AK zmierzając do Gnojna (pow. Włodzimierz Wołyński) w celu rozbicia silnej bazy UPA, stoczył potyczkę na przedmieściach Włodzimierza a także w Ludmiłpolu, co zaalarmowało upowców w Gnojnie. Po dotarciu do wsi okazało się, że jest ona pusta, lecz w chatach jest ciepło. Akowcy odkryli pod Gnojnem rozbudowany system korytarzy i bunkrów, w których kryli się upowcy i cywile ukraińscy. Podczas próby penetracji tych lochów doszło do walki, zginęło 5 Polaków. Oddział AK wycofał się do bazy w Bielinie i Sieliskach.
25.01.1944 – UPA z Gnojna rozochocona sukcesem uderzyła w kierunku Bielina mordując przy okazji polskich mieszkańców okolicznych wiosek. Wieczorem AK atak ten odparła.
25.01.1944 – starcie plutonu AK z bojówką upowską we wsi Błażenik (pow. Włodzimierz Wołyński). Straty polskie: 1 zabity.
27.01.1944 – w walce z upowcami zginęło 7 członków samoobrony z Kopaczówki (pow. Łuck).
29.01.1944 – w ramach tzw. poszerzania bazy operacyjnej dla 27 WDP AK oddziały partyzanckie „Sokoła” i „Jastrzębia” złamały opór UPA w Szczurzynie (pow. Łuck). Wraz z upowcami wycofała się ukraińska ludność cywilna, nie atakowana przez Polaków. W drodze do Szczurzyna oddziały polskie wyparły również Ukraińców ze wsi Babie. Straty polskie: 1 zabity, straty ukraińskie nieznane. Obie wsie spłonęły w walce.

W styczniu 1944 szucmani z Łokacz (pow. Horochów) zabili 24 upowców, sprawców mordów.

GALICJA
Połowa stycznia 1944 – Polacy z samoobrony w Kosowie (pow. Czortków, woj. Tarnopol) wraz z dwoma niemieckimi żołnierzami (?) zaatakowali bojówkę UPA. Jeden z Niemców, podoficer Wehrmachtu, zginął próbując wejść do domu, w którym znajdowali się ci Ukraińcy. Polacy obrzucili wówczas budynek granatami i wycofali się. Straty Ukraińców nieznane.
Koniec stycznia 1944 – odbicie przez AK z rąk policji ukraińskiej 6 aresztowanych Polaków. Zginął 1 partyzant, 2 policjantów rannych (k.Puźnik, pow. Buczacz, woj. Tarnopol)

LUBELSZCZYZNA:
Na początku stycznia 1944 patrol z wołyńskiego oddziału AK „Korda” dokonał wypadu na Lubelszczyznę likwidując w kilku miejscowościach konfidentów niemieckich narodowości ukraińskiej.
14.01.1944 – wypad 25-osobowej grupy szturmowej AK do Łówczy, silnej stanicy USN (UPA), w której stacjonowała również załoga niemiecka. Pobito zarówno Ukraińców jak i Niemców. Zdobyto duże ilości amunicji i ekwipunku.
31.01.1944 w zasadzkę policji ukraińskiej w rejonie Modrynia wpadło dwóch partyzantów z oddziału BCh „Rysia”. Obaj dostali się do niewoli i zostali przekazani gestapo.

Łącznie we wszystkich wyżej opisanych walkach polsko-ukraińskich mogło zginąć do 40 polskich żołnierzy i członków samoobron (podkreślam: bez walk w obronie ludności). Dokładne straty ukraińskie nieznane.

Relacje UPA z Niemcami
Styczeń 1944 to kolejny miesiąc nieformalnego zawieszenia broni między UPA a Niemcami. Dochodziło natomiast do lokalnych porozumień między nimi. Np. w Kamieniu Koszyrskim banderowcy przejęli od Niemców składy broni, wyposażenia i amunicji. W Złaźnie k. Równego uzgodniono zasady współpracy wywiadowczej.

Walki UPA-Sowieci
W styczniu 1944 sowiecka dywizja partyzancka pod dowództwem P.Werszyhory dokonała rajdu po Wołyniu. Wspólnie z AK odbiła z rąk UPA ważne strategicznie lasy świniarzyńskie. Pod koniec miesiąca przeszła na Lubelszczyznę.
W dniach 4-7.01.1944 partyzanci sowieccy ze zgrupowania gen. Begmy rozbili siły upowskie w rejonie wsi Kidry i Osowa (Wołyń). W walkach UPA miała stracić prawie 200 zabitych, 27 jeńców i 46 rannych. Straty Sowietów wieloktotnie niższe.
Natomiast jeśli chodzi o walki z Armią Czerwoną, to 25.01.1944r. „Kłym Sawur”, dowódca wołyńskiej UPA, wydał rozkaz nakazujący przejście do konspiracji, przeczekanie frontu i nie podejmowanie walk. Po przejściu frontu banderowcy dokonywali ataków na tyły Armii Czerwonej. Atakowano głównie małe grupy żołnierzy, często podstępem. I tak np. we wsi Mokwin otruto 30 czerwonoarmistów. W wiosce Liuchcza k. Sarn podpalono szpital wojskowy z rannymi, którzy spłonęli żywcem. Jak pisze Motyka, takie ataki wywarły na Sowietach duże wrażenie: „szczególną grozę budził sposób zadawania śmierci”.
W styczniu 1944r. banderowcy mogli w ten sposób zabić ok. 100-200 żołnierzy ACz.
19.01.1944 doszło do pierwszego rozbicia przez UPA tzw. rajcentra (ośrodka rejonowej władzy sowieckiej). Przy okazji zabito 25 Polaków.

Inne wydarzenia godne uwagi:
W związku z wycofywaniem się Niemców, którzy dawali polskim cywilom względną ochronę przed UPA, doszło na Wołyniu do kilku dużych ewakuacji, m.in.:

14.01.1944 z Ołyki do Przebraża zabrano ok. 300 osób,

15.01.1944 ze Skurcza do Łucka pod osłoną oddziału samoobrony ewakuowało się ok. 150 osób,

14.01.1944 we Lwowie, prawdopodobnie w porachunkach między banderowcami a melnykowcami, został zastrzelony Roman Suszko, dowódca niesławnego „legionu Suszki”

W styczniu 1944 oddziały partyzanckie AK i BCh na Zamojszczyźnie i Wołyniu stoczyły z siłami niemieckimi kilkanaście bojów. Dla zachowania zwięzłości notki pomijam ich opisy.

__________

Jak widać z powyższych zestawień, bojówki banderowskie największą aktywność przejawiały w wyniszczaniu polskiej ludności cywilnej, względnie atakach na tyły armii sowieckiej. Walka z oddziałami partyzanckimi przeciwnika przychodziła im z trudem. Do walk z oddziałami frontowymi nawet nie śmiano przystępować.
Proszę zwrócić uwagę na wzrost liczby ofiar w Galicji (Małopolsce) Wschodniej – ponad 1000 osób (miesiąc wcześniej 576, dwa miesiące wcześniej 349). Najwięcej ofiar padło tam w graniczącym z Wołyniem powiecie Brody.

________________
Literatura:
J. Markiewicz, „Partyzancki kraj”, Lublin 1980
G. Motyka, “Ukraińska partyzantka 1942-1960”, Warszawa 2006
J. Turowski, „Pożoga. Walki 27 Wołyńskiej Dywizji AK”, Warszawa 1990
S. Jastrzębski, „Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyżnie w latach 1939-1947”, Wrocław 2007
W. Siemaszko, E. Siemaszko, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945”, Warszawa 2000
H. Komański, S. Siekierka, „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939-1946”. Wrocław 2006.
S. Siekierka, H. Komański, K. Bulzacki, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939-1947”, Wrocław 2006
S. Siekierka, H. Komański, E. Różański, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939-1946”
R. Niedzielko (oprac.), „Kresowa księga sprawiedliwych 1939-1945. O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych eksterminacji przez OUN i UPA”, Warszawa 2007.
Władysław Filar, Michał Klimecki, Myhajło Szwahulak, „Chronologia wydarzeń na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1939-1945 (projekt)”; w: „Polska-Ukraina trudne pytania”, t. 6, Warszawa 2000

Blog Dymitra na S24: http://www.65-lat-temu.salon24.pl

Michalkiewicz: Korupcja mała i wielka

May 16, 2011

Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    15 maja 2011

Im słonko wyżej, tym wybory bliżej. A im wybory bliżej, tym energiczniej nasi Umiłowani Przywódcy rozglądają się, jakby tu rozwiązać sobie problemy socjalne na najbliższe cztery lata – bo wiadomo, że – po pierwsze – czasy są ciężkie i zwłaszcza osobom, które tak naprawdę niczego nie umieją poza podlizywaniem się albo Umiłowanym Przywódcom Partyjnym, albo Wyborcom, trudno będzie znaleźć sobie wygodną niszę ekologiczną, a po drugie – jakże tu pozwolić się zdegradować z Jaśnie Wielmożnego do zwykłego obywatela?

Toteż Warszawa aż huczy od plotek, zapoczątkowanych woltą posła SLD Bartosza Arłukowicza, któremu premier Tusk skutecznie złożył propozycję korupcyjną, wciągając go na członka – oczywiście członka zespołu Kancelarii Premiera w randze sekretarza stanu od „wykluczonych”. Stanowisko to – które w rządzie dubluje pani Elżbieta Radziszewska – minister od „równego traktowania” – zostało stworzone wyłącznie dla potrzeb owego transferu – ale w naszym nieszczęśliwym kraju tego rodzaju polityczna korupcja w stylu posłanki Renaty Beger z „Samoobrony” nikogo już nie gorszy, co pokazuje, iż wiele racji miał Stanisław Lem, pisząc w „Głosie Pana” że nawet konklawe można doprowadzić do ludożerstwa, byle postępować cierpliwie i metodycznie – no i Robert Penn Warren, który w „Gubernatorze” zauważa, iż kiedy człowiek politykuje, to jego sumienie politykuje także.

Casus posła, a właściwie już ministra Arłukowicza, którego Platforma Obywatelska wpisze teraz na pierwsze miejsce swojej listy partyjnej w Szczecinie, podziałał mobilizująco na wielu innych Umiłowanych Przywódców. Prasa brukowa podaje na przykład, że Umiłowana Przywódczyni zbawiennego ruchu Forsa, to znaczy – pardon – oczywiście nie żadna „forsa”, tylko Polska – Polska jest Najważniejsza, pani posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska prawie na pewno dostanie pierwsze miejsce na którejś liście Platformy, podobnie jak poseł Poncyliusz. Oczywiście wszyscy energicznie zaprzeczają, ale – po pierwsze – już gołym okiem widać, że PJN nie ma przed sobą świetlanej przyszłości, a po drugie – któż nie wierzy nie zdementowanym informacjom prasowym?

Wygląda na to, że cały ten ruch Forsa, to znaczy – pardon – jaka tam znowu „forsa” – nie żadna „forsa”, tylko Polska – Polska Jest Najważniejsza, serio potraktował biedny naiwniak Jan Filip Libicki, który z zazdrości o Jarosława Kaczyńskiego właśnie próbuje rozpętać wojnę przeciwko Radiu Maryja, kamuflując przyziemne motywy patetycznymi deklaracjami katolickimi. Ale – jak zauważył 200 lat temu w rozmowie z biskupem Massalskim wileński bazylianin Atanazy Nowochacki – „Pan Bóg swoje, a diabeł swoje odbierze” – i w rezultacie pan poseł Jan Filip Libicki może zostać – jak to się mówi – z fiutem w garści.

Ale trudno; co ma wisieć – nie utonie, a la guerre comme a la guerre – straty muszą być. Pogłoski o transferze pani Joanny Kluzik-Rostkowskiej szalenie nie spodobały się Januszu Palikotu, który zdaje się dopiero teraz zorientował się, że próżno wierzgać przeciwko ościeniowi – to znaczy – ustaleniom Sił Wyższych. Skoro nadały one tubylczej scenie politycznej pożądany kształt, to nie po to przecież, by jacyś ambicjonerzy, którym bimber uderzył do głowy, szlajali się po niej samopas od ściany do ściany.

Podczas kiedy we dworze sztab wesoły łyka”, to znaczy – kiedy w sztabach partyjnych układane są listy wyborcze, przyprawiając o serca gorejącego palpitację naszych Umiłowanych Przywódców, nasz nieszczęśliwy kraj właśnie dostał prztyczka w nos od trybunału w Strasburgu, który orzekł, że litewska transkrypcja polskich nazwisk w Republice Litewskiej jest w jak najlepszym porządku. Widać coraz wyraźniej, że rozwód Jadwigi z Jagiełłą pogłębia się już nie z roku na rok, a z miesiąca na miesiąc.

Przyczyna tego stanu rzeczy tkwi zapewne w niechęci Litwinów do folgowania ambicjom i pragnieniom litewskich Polaków, ale ta niechęć wspierana jest przekonaniem o bezsilności Polski, która w coraz bardziej widoczny sposób tańcuje tak, jak zagrają jej strategiczni partnerzy oraz bezcenny Izrael. Skoro Polska idzie na pasku Niemiec, które tradycyjnie sprzyjały wypieraniu polskiej obecności na obszarze dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, to dlaczego litewscy nacjonaliści mieliby się krępować nieśmiałymi polskimi protestami?

Zresztą – powiedzmy sobie szczerze – rząd nawet nie ośmieli się kiwnąć palcem w bucie, bo „Gazeta Wyborcza”, tradycyjnie zwalczająca tak zwany „polski nacjonalizm”, zaraz rozsmarowałaby go na podłodze, podobnie jak rozsmarowuje te środowiska polonijne, które próbują w tej sprawie cokolwiek działać. Nic by premieru Tusku nie pomogło rozpętanie wojny z kibicami, karconymi w ten sposób za sprofanowanie pana red. Adama Michnika, któremu na poznańskim stadionie kibice rozwinęli na szerokość całej trybuny transparent z napisem „Szechter! Przeproś za ojca i brata!!!

Takiego „chuligaństwa stadionowego”, takiego świętokradztwa premier Tusk oczywiście nie mógł puścić płazem. Z drugiej strony niepodobna nie zauważyć, że w miarę jak środowiska opiniotwórcze i stada autorytetów moralnych, zaczadzone własną propagandą, głupieją w postępie geometrycznym, kibice zaczynają nabierać cech ruchu politycznego. Ciekawe, że podobnie było w starożytnym Rzymie, kiedy to w miarę upadku ducha republikańskiego, rolę partii politycznych przejmowały tzw. stronnictwa cyrkowe.

Kiedy więc trybunał w Strasburgu dawał Polsce przytyczka w nos, minister Sikorski, zapewne pragnąc uniknąć konfuzji, a także podlizać się amerykańskiemu prezydentowi Obamie przed spodziewaną wizytą w Polsce, poleciał z narażeniem życia do Libii, by tam sobie pogadać jak rewolucjonista z rewolucjonistą. Co z tych pogaduszek wyniknie – nie wiadomo, bo przecież libijscy buntownicy wiedzą doskonale, że minister Sikorski w Unii Europejskiej może co najwyżej robić miny i groźnie kiwać palcem w bucie.

Nawiasem mówiąc, nawet i teraz minister Sikorski wystąpił jako postillon d’amour pani Ashton, która wśród mnóstwa zalet ma również i tę, że spośród unijnych dygnitarzy jest najbardziej podobna do konia. Przekazała ona rozkaz, że w Libii potrzebne jest „pojednanie”, w związku z czym minister Sikorski zaproponował Muammarowi Kadafiemu, żeby zrzekł się władzy, bo „czterdzieści kilka lat wystarczy”. Skąd minister Sikorski, który sam ma zaledwie 48 lat, może wiedzieć takie rzeczy – Bóg jeden wie, ale skoro wcześniej do Tunezji poleciał były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa, to pewnie już i tam wszyscy zdążyli zorientować się w możliwościach naszych Umiłowanych Przywódców.

Bo kiedy tak minister Sikorski z narażeniem życia sobie hasa, Izrael przystąpił do realizacji programu „odzyskiwania mienia żydowskiego” w Europie Środkowej. Program ten siłą rzeczy koncentruje się również na naszym nieszczęśliwym kraju, a ponieważ wydarcie Polsce 65 miliardów dolarów oznaczałoby ruinę finansów państwa, toteż nie można wykluczyć, że zapowiedziane w komunikacie MSZ rozmowy naszych Umiłowanych Przywódców z prezydentem Obamą na temat gazu łupkowego będą koncentrowały się wokół programu oddania tych złóż bezcennemu Izraelowi w arendę w ramach „rekompensat”.

Nie można tego wykluczyć również i z tego powodu, że jak dotąd możliwościami eksploatacyjnymi takich złóż dysponują firmy amerykańskie, które w tej sprawie mogą pójść ręka w rękę z własnym rządem. Czy nie przypadkiem nie taką właśnie sytuację miał na myśli Władysław Bartoszewski, oświadczając po pamiętnej wizycie tubylczego rządu ad limina w Izraelu, że wszystkie ugrupowania parlamentarne są do Izraela usposobione niezmiennie przyjaźnie? Przekładając tę deklarację na język ludzki można wyciągnąć wniosek, że bez względu na wynik jesiennych wyborów i rodzaj przyszłej koalicji rządowej, izraelski program rewindykacji majątkowych nie jest zagrożony? Jeśli o to właśnie chodziło, to i na sensacyjne transfery międzypartyjne naszych Umiłowanych Przywódców możemy patrzeć z większym dystansem i spokojem.

Stanisław Michalkiewicz