Archive for April, 2011

Na brunatnej Ukrainie – grudzień 1943

April 5, 2011

W cyklu “pocztówki z piekła” Dymitr opisuje krwawe święta wyprawione Polakom z Kresów przez bohaterskich bojowników o niepodległość Ukrainy.

WYDARZYŁO SIĘ 65 LAT TEMU: WOŁYŃ/GALICJA WSCH. – LISTOPAD 1943

Udało się ustalić, że w grudniu 1943r. z rąk nacjonalistów ukraińskich zginęło co najmniej 1453 Polaków, w tym: 756 na Wołyniu, 337 w b. woj. tarnopolskim, 168 w b. woj. lwowskim, 62 w b. woj. stanisławowskim oraz 130 na Lubelszczyźnie. Wliczono tu ofiary zbrodni niemiecko-ukraińskich: 72 na Lubelszczyźnie (SS-Galizien) i 52 na Wołyniu (ukraińskie Sicherdienst).

Ważniejsze ludobójcze akcje OUN i UPA:

6-7 grudnia 1943 – rzezie na północno-wschodnim Wołyniu, podczas których zginęło ok. 137 osób (miejscowości Okopy, Dołhań, Budki Borowskie).

24-26 grudnia 1943 – kolejne krwawe święta wyprawione Polakom przez banderowców. Opisy zbrodni wskazują, że napadów w tym czasie nie mógł odmówić sobie szczególnie zdemoralizowany, sadystyczny element. Podczas wieczerzy wigilijnej we wsi Wołochy (pow. Brody, woj. Tarnopol) porwano od świątecznego stołu troje ludzi, w tym Dymitra Benedyka, Ukraińca, którego zmasakrowane zwłoki znaleziono później w lesie. Mówiono, że była to kara za odmowę zamordowania polskiej żony i teścia. W Ołyce (pow. Łuck, Wołyń) w wieczór wigilijny zarąbano 42 osoby. W ataku na przedmieścia Łucka (Wołyń) zamordowano ponad 100 osób. W jednym z domów szczątki poćwiartowanych ofiar rozłożono na talerzach wieczerzy wigilijnej. Zamordowano też zamężną z Polakiem Ukrainkę o nazwisku Wójcik za to, że postawiła w polskie święto choinkę.
Pierwszego dnia świąt UPA oraz bandy chłopów ukraińskich prowadzone przez duchownego prawosławnego w szatach liturgicznych zaatakowały jednocześnie 5 polskich osiedli w powiecie kowelskim (Janówka, Radomle, Stanisławówka, Batyń i Lublatyn). Zanim napadniętym przyszła z pomocą kompania AK z Kupiczowa, zginęło ok. 100 Polaków.
Łącznie w Wigilię i święta Bożego Narodzenia 1943r. w napadach na ok. 30 miejscowości na Wołyniu i Wschodniej Galicji nacjonaliści ukraińscy zabili co najmniej 458 osób.

30. grudnia UPA zaatakowała opuszczone przez Niemców Beresteczko (pow. Horochów, Wołyń). Kilkadziesiąt polskich rodzin schroniło się w klasztorze i przyległych budynkach, bronionych przez samoobronę i polskich szucmanów. Nieskuteczne oblężenie trwało 2 doby. W podobny sposób przez kilka dni bronili się Polacy w Nieświczu (pow. Łuck).

Nie udało się ustalić daty dziennej napadów na Boratyn (pow. Sokal) i Niemirów (pow. Rawa Ruska, obie miejscowości w b. woj. lwowskim), gdzie miało paść po kilkadziesiąt ofiar.

W grudniu 1943r. w związku ze zbliżaniem się frontu sowieckiego Służba Bezpieczeństwa OUN przeprowadziła czystkę wśród własnego „niepewnego elementu” czyli osób podejrzewanych o prosowieckie sympatie. „SB na dole rozstrzeliwuje na prawo i lewo” – mówił meldunek UPA z 4.12.1943. Przykład takiej (niedoszłej) egzekucji podają Siemaszkowie: wciągniętą pod przymusem do pracy na rzecz UPA Czeszkę Holaskovą zamierzał rozstrzelać dowódca rajonu Kazmiruk. Nie dopuścił do tego inny upowiec, wcześniej czerwonoarmista, zakochany w Holaskovej, który zastrzelił Kazmiruka i zbiegł ze swoją wybranką.
W podobny sposób UPA rozprawiła się z Żydami, których wcześniej oszczędzono i wykorzystywano wykonywania prac rzemieślniczych na rzecz tej formacji. Przed nadejściem Armii Czerwonej niemal wszystkich Żydów „zlikwidowano”.

Antyniemieckie akcje UPA:
Trudno w to uwierzyć, ale w grudniu 1943 odnotowano zaledwie… jedno starcie UPA z Niemcami, i to z udziałem… Azerów, którzy przeszli na stronę ukraińskich nacjonalistów. 8.grudnia mieli oni zabić 8 Niemców we wsi Piwcze.
Oprócz tego miały miejsce dwa spięcia UNS (UPA) z Niemcami w Galicji: według G.Motyki powołującego się na upowską historiografię w rejonie Doliny 8. grudnia ”upowcy (zręcznie manewrując) uniknęli walki” a 24. grudnia „zmuszono do ucieczki” grupę rabujących Niemców we wsi Czeremoszno.
Doszło za to do porozumienia z wojskami węgierskimi (sojusznikami Niemiec), stacjonującymi na zachodniej Ukrainie, w wyniku którego UPA uzyskała większą swobodę działania. Także z Niemcami zawierano podobne lokalne porozumienia (np. z dowódcą upowskim „Sosenką” na Wołyniu).
Nietrudno się domyślić, że wygaszanie walk i porozumiewanie się UPA z okupantem niemieckim było związane z nadejściem frontu sowieckiego i niechęcią UPA do zaszkodzenia walczącym Niemcom.

Walki polsko-ukraińskie i odwety:
1.12.1943 AK w kolonii Ostwowy (pow. Luboml, Wołyń) odparła atak bojówki UPA ze Sztunia. Zginęło dwóch akowców.
Także 1.12.1943, wg ukraińskiego krajoznawcy J.Caruka, „polska bojówka napadła na wieś Strzelecka (powiat włodzimierski), zabito 47 osób”. Co ciekawe, taką samą liczbę ofiar padłych w grudniu’43 w tej miejscowości, tyle że Polaków, podają Siemaszkowie. Wypada wierzyć Siemaszkom; w kolonii Strzeleckiej mieszkało tylko kilka ukraińskich rodzin, poza tym Caruk z innych powodów jest mało wiarygodny.
8.12.1943 – wymiana ognia między oddziałem AK por. K. Filipowicza „Korda” a upowcami w Wiszniowie (pow. Luboml). Po stronie UPA były bliżej niesprecyzowane ofiary.
W połowie grudnia, w nocy UPA zaatakowała wieś Rudnia Lwa, gdzie przebywał oddział AK Władysława Kochańskiego „Bomby”. Po kilkugodzinnym boju atak został odparty a Ukraińcy stracili 17 zabitych.
18.12.1943 polski komunistyczny oddział im. Kościuszki i cz. oddziału im. Stalina zaatakowały bazę nacjonalistów w Łachwiczach (Polesie). Bojówka OUN ostrzeliwując się, wycofała się z wioski. Wg upowskiego meldunku partyzanci zabili 25 osób, spalili pół wioski i ograbili ją.
22.12.1943r. oddział AK zabił w Wydżgowie (pow. Włodzimierz Wołyński) 4 upowców i popa Pokrowśkiego, jak piszą Siemaszkowie, „mającego udział w mordowaniu Polaków”.
W grudniu 1943 (brak daty dziennej) w odwecie za dokonane napady, samoobrona z Antonówki zaatakowała ukraińskie wsie Berezie, Białostok i Litwa (pow. Łuck, Wołyń). Spalono opustoszałe Berezie i 20 zabudowań w Białostoku.
Również w grudniu 1943 (brak daty dziennej) polscy partyzanci pod dowództwem por. Sylwestra Brokowskiego „Bogorii” zabili w kolonii Karolówka (pow. Włodzimierz Wołyński) Ukraińca wsławionego mordami na Polakach, a także kilku innych Ukraińców w kolonii Strzeleckiej i Stężarzycach.
W potyczce patrolu samoobrony ze Skurcza z upowcami we wsi Watyniec (pow. Horochów, Wołyń) zginęło dwóch upowców.

Inne wydarzenia godne uwagi:

1.12.1943 Maksym Boroweć-„Taras Bulba”, którego partyzantkę rozbili i przejęli banderowcy, został aresztowany przez Niemców w Warszawie (gdzie udał się na rozmowy z nimi) i został umieszczony w Sachsenchausen.

20 (lub 22) grudnia 1943r. dowódca oddziału partyzanckiego AK z Huty Starej (Wołyń) por. Władysław Kochański „Bomba” został podstępnie porwany przez sowieckich partyzantów ze zgrupowania gen. Naumowa. Zabito przy tym 11 ludzi z otoczenia „Bomby”. Sam Kochański został przetransportowany do Moskwy i uwięziony na Łubiance. Skazany na długoletnie więzienie, do kraju powrócił dopiero w 1956r.
Strata dowództwa zaskutkowała częściowym rozkładem oddziału „Bomby”. W końcu dowodzenie oddziałem przejął Feliks Szczepaniak „Słucki”, któremu ze 180 ludźmi po 4-dniowym ciężkim marszu udało się dotrzeć do Przebraża.

W grudniu 1943 odbyła się we Lwowie II konferencja OUN Bandery. Zdecydowano o przekształceniu galicyjskiej Ukraińskiej Narodowej Samoobrony w UPA. Mógł to być zwiastun rozpoczęcia masowej „antypolskiej akcji” we Wschodniej Galicji.

Pod koniec grudnia 1943r. Armia Czerwona dotarła do wschodnich granic II RP. W związku z tym oddziały partyzanckie AK z Wołynia rozpoczęły koncentrację dla przeprowadzenia planu „Burza”.

Blog Dymitra na S24: http://www.65-lat-temu.salon24.pl

Advertisements

Michalkiewicz: Wszystko wokół Żydów

April 5, 2011

Komentarz   tygodnik „Goniec” (Toronto)   3 kwietnia 2011

Aleksander Sołżenicyn zapewniał, że z władzą radziecką nie będziesz się nudził. Ale co tam władza radziecka! Władza radziecka to mały pikuś w porównaniu z Żydami. Żydzi – jak nie tak, to owak – wkręcili się w centrum zainteresowania zarówno tubylczych mediów, jak i naszych Umiłowanych Przywódców.

Jeszcze nie przebrzmiały gorzkie słowa, jakie minister Sikorski skierował pod adresem amerykańskiego pełnomocnika Departamentu Stanu od holokaustu, który wyraził był swoje „rozczarowanie” kunktatorstwem naszych Umiłowanych, odwlekających realizację „rekompensat” na czas powyborczy – a tu uderzył kolejny grom w postaci apelu ogłoszonego przez radcę generalnego Światowego Kongresu Żydów o „bojkot Polski”.

Minister Sikorski stawił tedy miedziane czoło również radcy generalnemu, oświadczając, że Polska uprawia stosunki tylko z państwami, podczas gdy Światowy Kongres Żydów państwem nie jest – ale to prawda tylko częściowa, bo przecież jeszcze za ministerium Władysława Bartoszewskiego, Żyda honoris causa, właśnie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych ustanowiono specjalnego urzędnika w randze ambasadora do spraw kontaktów z diasporą żydowską.

Najwidoczniej Władysław Bartoszewski uważał diasporę za swego rodzaju państwo w państwie. Ciekawe, że podobny pogląd prezentują antysemitnicy. Czyżby i Władysław Bartoszewski w głębi duszy… ? Ładny interes!

Ale mniejsza już o Władysława Bartoszewskiego („plama głupstwo – mama doda – ale ponczu, ponczu szkoda!”), bo ważniejszy przecież jest bojkot! Ostatni raz z podobnym apelem wystąpił 7 sierpnia 1933 roku na łamach „New York Timesa” Samuel Untermeyer, proklamując Świętą Wojnę z Niemcami. Tym razem aż tak poważnej zastawki nie było, ale bo też nasz nieszczęśliwy kraj traktowany jest przez Światowy Kongres Żydów nie jak nieszczęśliwa miłość, tylko jak skarbonka, do której w razie potrzeby będzie można sięgać, ile dusza zapragnie zwłaszcza w sytuacji, gdy niemiecki kanclerz Gerard Schroeder jeszcze w 2000 roku oświadczył, że „okres niemieckiej pokuty dobiegł końca”.

Łatwo powiedzieć – ale w takim razie skąd organizacje wiadomego przemysłu mają wziąć szmalec? Przecież nie z gęsi, no nie? Stąd poszukiwanie winowajcy zastępczego, który odtąd pełniłby funkcję skarbonki nieprzebranej, na podobieństwo flaszki niewypitki i bułki niedojadki. A któż się do tego celu nadaje lepiej, niż nasz nieszczęśliwy kraj? Dlatego właśnie na nim zogniskowały się wysiłki „światowej sławy historyka” i jego kolaborantów – no i naciski ze strony naszego największego sojusznika, który też nie może się już doczekać. Ale kiedy tak minister Sikorski własną piersią zasłaniał Polskę przed żydowskim zaborem, władze Światowego Kongresu Żydów oświadczyły, że to wszystko nieprawda, że do żadnego bojkotu Polski nie nawoływały, że to tylko prywatny odruch serca gorejącego generalnego radcy Kongresu, pana Menachema Rosensafta.

Kamień spadł wszystkim z serca, bo – chociaż oczywiście wszystko jest ukartowane w celu przysporzenia Platformie sympatii ludzi zaniepokojonych nie na żarty chciwością diaspory – już-już wydawało się, że „finis Poloniae” – więc teraz spokojnie możemy przygotowywać się do obchodów pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej.

Najwyraźniej spędza ona sen z powiek Jego Eminencji Kazimierzowi kardynałowi Nyczowi, który w sprawie krzyża przed Pałacem Namiestnikowskim całkiem się pogubił, narażając biednych księży z kościoła św. Anny na konfuzję. Wtedy były jednak tylko modlitewne czuwania, a teraz szykują się co najmniej cztery demonstracje, więc nic dziwnego, że Jego Eminencji na samą myśl o tym cierpnie skóra. Wystąpił tedy z apelem, by zgodnie z tubylczą tradycją, po roku zakończyć wszystkie żałobne liturgie.

Wystąpienie Jego Eminencji bardzo życzliwie przyjął Salon i sfery rządowe, a także „wierny syn Kościoła”, czyli były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa. „Kościół mówi jasno, jak powinien zachować się katolik” – podsumował wystąpienie księdza kardynała „wierny syn Kościoła”. Skąd w Salonie i wśród „wiernych synów” takie nagłe przywiązanie do żałobnej tradycji katolickiej? Ano stąd, że apel Jego Eminencji jest skierowany przeciwko martyrologicznej strategii Prawa i Sprawiedliwości, która w części opinii publicznej budzi żywy rezonans pozytywny, a w innej części – równie żywy rezonans negatywny, stając się w ten sposób głównym przedmiotem nie tylko politycznego dyskursu, ale instrumentem rozhuśtywania emocji, niezbędnego przecież przy każdej kampanii.

Najwyraźniej Jego Eminencja zapomniał, że „od polityki uciec niepodobna” zwłaszcza wtedy, gdy próbuje się wyjść naprzeciw oczekiwaniom Salonu, od lat tresującego kościelnych hierarchów w „apolityczności”. Toteż i na reakcję nie trzeba było długo czekać. Rzecznik PiS Adam Hofman zauważył, że warunkiem zakończenia żałoby jest powstanie w stolicy „dobrego i godnego pomnika”.

To sformułowanie wyraża intencję kontynuowania żałobnych liturgii aż do skutku, to jest do momentu – jak mówi poeta – „aż się podłe zadziwi i zlęknie” – no i oczywiście – przegra wybory. Potem zaś tym bardziej nie ma potrzeby rezygnowania z czegoś, co przynosi takie polityczne fructa – to chyba oczywiste. Dlatego też kropkę nad „i” postawił Jarosław Kaczyński, zwracając uwagę, że „obchodzenie żałoby to jest kwestia indywidualna”, że będzie ją przeżywał do końca życia i że nikt mu tego nie zabroni.

Wygląda na to, że Jego Eminencja będzie musiał swój kielich goryczy wypić ponownie do samego dna – ale kiedyż w końcu mamy się umartwiać i pokutować, jeśli nie w Wielkim Poście?

Dlatego i Jarosław Kaczyński też ma swoje zgryzoty, a to za sprawą nagłego wysypu ochotniczych obrońców czci prezydenta Lecha Kaczyńskiego w osobach red. Tomasza Lisa, Dominiki Wielowieyskiej i europosła Michała Kamińskiego. Wszystko zaczęło się od programu red. Lisa, w którym pokazał on fragment wystąpienia Kazimierza Świtonia na Walnym Zebraniu USOPAŁ. Pan Świtoń wspomniał tam m.in. o „żydowskich parobkach” – co pan red. Tomasz Lis i pani red. Dominika Wielowieyska – z sobie wiadomych powodów – najwyraźniej uznali za osobisty przytyk na zasadzie nożyc odzywających się po uderzeniu w stół.

Podnieśli tedy straszliwy klangor przeciwko obecnym na owym zebraniu senatorom i posłowi Kowalskiemu, że „nie zareagowali”. Z okazji podłączenia się do klangoru skwapliwie skorzystał, dotychczas tylko fizycznie podobny do prosięcia, europoseł Michał Kamiński, nieubłaganym palcem wytykając Jarosławowi Kaczyńskiemu karygodny brak dbałości o cześć prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Chodziło mu o to, że pan Świtoń zauważył, iż kto z krzyżem wojuje, ten ginie – dodając przy okazji, że właśnie zginął prezydent który podpisał „haniebny traktat lizboński”.

Strzał europosła Kamińskiego był celny o tyle, że poseł Jarosław Kaczyński 1 kwietnia 2008 roku głosował za ustawą upoważniającą prezydenta do ratyfikacji traktatu lizbońskiego – no a poza tym między PiS i fan-clubem pani Joanny Kluzik-Rostkowskiej For…, to znaczy pardon – nie żadna forsa, tylko Polska Jest Najważniejsza, do którego podłączył się również europoseł Kamiński – trwa nieustające współzawodnictwo o to, kto jest lepszym kustoszem pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Kiedy więc zrobił prezesowi Kaczyńskiemu taką poważną zastawkę, ten ogłosił wszczęcie partyjnego dochodzenia. Ponieważ do wyborów już niedaleko, a do układania list wyborczych – jeszcze bliżej, idea pociągnięcia uczestników zebrania USOPAŁ-u do partyjnej odpowiedzialności na pewno znajdzie w PiS licznych zwolenników, chociaż oczywiście nie do końca bezinteresownych – ale tak już na tym świecie pełnym złości bywa, że nie ma rzeczy doskonałych i szlachetna motywacja ochrony pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego musi łączyć się przedziwnie z politycznymi kalkulacjami różnych ambicjonerów, no i przede wszystkim – „żydowskich parobków”.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).