Michalkiewicz: Improwizacja i metodyczność

Komentarz   tygodnik „Goniec” (Toronto)   27 marca 2011

No i powiedzcie Państwo sami – jakże tu nie podkreślać zalet biedy, zwłaszcza w sytuacji, gdy operacja ochraniania bezbronnych libijskich cywilów weszła nie tyle może z decydującą, co kłopotliwą fazę? Jak wiadomo, premier Tusk zdecydował, że nasz nieszczęśliwy kraj nie weźmie w tej operacji udziału.

Nie dlatego bynajmniej, że swego w niej udziału odmówiła Nasza Złota Pani Aniela – co to, to nie. Ta decyzja premiera Tuska, podobnie zresztą jak wszystkie inne, jest absolutnie suwerenna, tak samo, jak decyzja generała Jaruzelskiego o wprowadzeniu stanu wojennego, za którą – jak pamiętamy – Konstanty Czernienko dał mu platynowo-złoty Order Lenina. Warto jednak zapoznać się bliżej z uzasadnieniem tej suwerennej decyzji.

Decydującym argumentem była okoliczność, że Polska tak bardzo jest zaangażowana w Afganistanie, iż nie stać ją na otwarcie jeszcze jednego frontu. Misja humanitarna – aaa, to co innego – a zwłaszcza – pomoc w przeprowadzeniu w Libii transformacji ustrojowej. Może się powtarzam, ale jestem pewien, że pułkownik Kadafi miał w Libii tylu tajnych współpracowników, że nie ma mowy, by transformacja ustrojowa alla polacca się tam nie udała.

Zanim jednak do tego dojdzie, „grupa kontaktowa” będzie musiała zdecydować, co zrobić z tamtejszym tyranem. Francja, w której marksiści opanowali edukację i media, najwyraźniej myślała, że zgodnie z nieubłaganymi strofami „Międzynarodówki” libijski tyran będzie „drżał” – jak to czynią w takich sytuacjach tyrani, tymczasem – nic z tych rzeczy. Nie tylko nie „drży”, to znaczy – może tam i drży – ale na zewnątrz się odgraża.

Co więcej – mimo pokojowych nalotów i bombardowań okazuje się, że nadal są tam jakieś wojska „wierne Kadafiemu”, co najwyraźniej zaczyna konfundować ochotniczych wykonawców rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, bo żaden z nich nie kwapi się do objęcia dowodzenia tą operacją i wzięcia za nią odpowiedzialności. W rezultacie Alain Juppe, od 27 lutego br. francuski minister spraw zagranicznych, na poczekaniu kombinuje jakieś karkołomne formuły o „grupie kontaktowej”, co to będzie korzystała ze „wsparcia” NATO i Unii Europejskiej.

Potwierdza to starą prawdę, że pośpiech jest wskazany jedynie w dwóch przypadkach: przy biegunce i przy łapaniu pcheł – natomiast przy budowie nawet kieszonkowego imperium w postaci Unii Śródziemnomorskiej, wskazane byłoby poprawienie proporcji między przygotowaniem, a improwizacją.

W dodatku Nasza Złota Pani Aniela najwyraźniej awantury tej nie pochwala, podobnie jak zimny rosyjski czekista Putin, więc cóż innego przystoi w tej sytuacji czynić premieru Tusku, jak suwerennie trzymać się od niej z daleka? Któż jednak może z całą pewnością powiedzieć, że gdyby rząd miał więcej pieniędzy, to nie uległby pokusie podstawienia nogi w miejscu, gdzie kują konie? Pewności takiej nie ma zwłaszcza, że politycy PiS i PJN, co prawda – z drugiej ligi, ruszyliby na Libię bez wahania, nawet gdyby mieli do tyrana strzelać bez prochu.

Wszystko to pokazuje, że bieda staje się dla naszego nieszczęśliwego kraju prawdziwym błogosławieństwem, ratując go, a to przed pakowaniem pieniędzy w „sektor finansowy”, to znaczy – w rozmaitych grandziarzy, a to przed podłączeniem się do „grupy kontaktowej” bez najmniejszych nadziei na dopuszczenie do podziału łupów po tyranie – o ile, ma się rozumieć, udałoby się go z Libii wykurzyć i nastręczyć tamtejszym bezbronnym cywilom jakiegoś „naszego sukinsyna”.

Jakiż inny wniosek można wyciągnąć po deklaracji byłego ministra obrony Janusza Onyszkiewicza, według którego operacja w Libii na pewno nie jest wojną o ropę? Ciekawe, skąd Janusz Onyszkiewicz może wiedzieć takie rzeczy i to w dodatku – „na pewno” – skoro nie słychać, by ani prezydent Obama, ani prezydent Sarkozy, ani premier Berlusconi mu się zwierzali?

Nie tylko zresztą oni. Nie zwierza się mu również rosyjski prezydent Dymitr Miedwiediew, który ponoć osobiście zakazał przedstawicielowi Rosji wetowania rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie zakazu lotów nad Libią. Prezydent Miedwiediew skrytykował nawet premiera Putina, kiedy ten powiedział, że libijska operacja przypomina średniowieczne wyprawy krzyżowe. Najwyraźniej musi wiedzieć coś, czego nie wie, albo czego nie docenia premier Putin – a czego mógł dowiedzieć się podczas ubiegłorocznego szczytu w Deauville.

Co prezydent Sarkozy oraz Nasza Złota Pani Aniela mu obiecali w zamian za powściągliwość wobec francuskiej próby wykrojenia sobie ze światowego tortu własnego kieszonkowego imperium? Bo przecież o tym, by uczynił to bezinteresownie chyba nie ma mowy, nieprawdaż? Obawiam się, by ceny za tę lojalność prezydenta Miedwiediewa nie musiał zapłacić nasz nieszczęśliwy kraj, który w związku z tym znowu będzie musiał podjąć jakąś suwerenną decyzję.

Na razie suwerenną decyzję podjął minister Sikorski, kierując pod adresem władz litewskich notę wyrażającą niezadowolenie z powodu uchwalenia przez tamtejszy parlament ustawy zagrażającej tamtejszemu polskiemu szkolnictwu. Warto podkreślić, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych, podobnie jak Kongres Polonii Amerykańskiej, zostały wyrwane z drzemki dzięki panu Jackowi Marczyńskiemu z Waszyngtonu, który niezmordowanie bombardował w tej sprawie listami rozmaite amerykańskie osobistości, spośród których jedne nie reagowały, ale inne – owszem, jak najbardziej.

Pokazuje to – po pierwsze – jak wiele może uczynić nawet jeden człowiek, a po drugie – że sugestie, jakie padły na niedawnym Walnym Zebraniu USOPAŁ, by Polonia przyszła naszemu nieszczęśliwemu krajowi „z odsieczą”, nie były bezpodstawne. Kto wie, czy to nie jest właśnie przyczyna, dla której tubylczy kacykowie i ich trefnisie tak na ten USOPAŁ ujadają, że „antysemityzm” i w ogóle. „Nasze grzechy, ciągle te same i nudne, zadomowiły się w nas” – śpiewał Stanisław Sojka. Doprawdy, za pieniądze, jakie doją z państwowej telewizji, trefnisie mogliby wykazać się większą inwencją. Tymczasem – jakaś fiksacja na punkcie Żydów; tylko antysemityzm i antysemityzm – jakby nie było na świecie np. Eskimosów.

Być może jednak nie chcą, bo spekulują na to, iż festiwal „światowej sławy historyka”, jaki właśnie rozpoczął się w związku z pojawieniem się „Złotych żniw” w księgarniach, musi zakończyć się jakimś efektownym politycznym finałem w ramach scenariusza rozbiorowego. Na taką możliwość wskazywałoby również zalecenie, jakie Prokurator Generalny, pan Andrzej Seremet, skierował do swoich podwładnych, by z większą uwagą i surowością traktowali przestępstwa na tle antysemickim.

Niby nic – ale w kontekście decyzji podjętej niedawno przez izraelski rząd o uruchomieniu programu rewindykacji „mienia żydowskiego” w Europie Środkowej, polecenie to znakomicie wpisuje się w taki scenariusz, sprzyjając nie tylko obezwładnieniu polskiej opinii publicznej, ale również donosicielstwu, które i teraz, dzięki coraz liczniejszym „organizacjom pozarządowym”, zatroskanym kondycją sumienia naszego mniej wartościowego tubylczego narodu, rozwija się co najmniej tak dynamicznie, jak dług publiczny.

Ciekawe, czy w języku hebrajskim istnieje jakiś odpowiednik folksdojcza. Jeśli tak, to jak najszybciej powinniśmy sobie to określenie przyswoić, bo kandydatów z pewnością nam nie zabraknie.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

 

Tags:

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: