Seweryn Krajewski “Jak tam jest”

Jak człowiek troszkę po tym świecie pochodzi, to niezależnie od wszelkich okoliczności spotka go kilka rzeczy: trochę przytyje, zrobi się bardziej cyniczny, mniej mu się będzie chciało przejmować… I poogląda sobie, jak ludzie kiedyś godni szacunku coraz mniej na ten szacunek zasługują.

Świetnym przykładem na to, że czasem bohaterowie żyją za długo, jest galeria klasyków polskiego rocka. Kora, Markowski, Hołdys, Lipiński, Waglewski: jednym mózg wyżarła wóda, innym grzybki, jeszcze inni rozmienili talent na drobne i robią za propagandzistów wspierających jedynie słuszną opcję…

I jest jeden z nielicznych wyjątków od tej reguły: Seweryn Krajewski

Facet, który nie musi już robić absolutnie nic, bo miejsce w panteonie polskiej muzyki XX wieku i tak ma zapewnione: można jego kompozycje lubić albo nie, ale statusu kanonu nikt im nie odmówi. Do przebojów Czerwonych Gitar trzeba doliczyć drugie tyle klasyków z muzyką Krajewskiego, które nagrywali inni wykonawcy (od Maryli Rodowicz po Piaska).

Jego muzyka to tak naprawdę zbiór standardów – sporo ludzi uczy się grać na jego kompozycjach, czasem pewnie nawet nie wiedząc że zawdzięczają ich istnienie otwockiemu samotnikowi.

I ten brak ciśnienia się czuje: płyta spokojnie sobie płynie, Krajewski śpiewa pogodne wersy o życiu, do ciepłych, przyjaźnie wpadających w ucho melodii. Raczej nie usłyszycie tej płyty w radiu czy telewizji, ale szczerze: wyobrażacie sobie “Kiedy mnie już nie będzie”  czy “Kołysankę dla okruszka” oceniane przez wypudrowaną dzicz zasiadającą w jury takich pereł kultury jak “Bitwa na głosy” czy “X Factor”? Ja też nie… W głównym nurcie mediów tryumfuje prawo Kopernika-Greshama i nic nie wskazuje na rychłą zmianę tego stanu.

Ale wpadłem na chwilę w ponurość i o mało co zapomniałbym o sporym pozytywnym zaskoczeniu na “Jak tam jest”: tekstach Andrzeja Piasecznego. Facet, którego kojarzyć można głównie z, hm, zmiennej jakości popem w ostatniej dekadzie (a młodzi inaczej, tacy jak ja, mogą jeszcze pamiętać zespół Mafia) napisał naprawdę dobre słowa do muzyki Krajewskiego: zgrabna polszczyzna, bez przekleństw, bezpretensjonalne, lekkie… Ja wiem, że to powinna być norma: ale w dobie Feel i Dody, normalność staje się osiągnięciem.

Jak spora część twórczości Krajewskiego płyta jest troszkę smutna, odrobinę melancholijna… Nie żeby tłuc słuchacza po głowie depresją i psychozą a’la wczesny Cave: bardziej klimat typu masz wolny dzień, nic cię nie goni, więc wreszcie możesz sobie podumać – i czasem ci od tego radośnie, a czasem wręcz przeciwnie. Smutek, ale jednocześnie ciepło: z okładki “Jak tam jest” Seweryn Krajewski patrzy trochę spode łba, ale już w dołączonej książeczce z tekstami uśmiecha się pod nosem.

Co słychać na tej płycie? Oczywiście przede wszystkim słychać Krajewskiego: mogą się zmieniać muzyczne mody, style i co tam jeszcze, ale ten Głos pozostaje ten sam. Wpadające w ucho refreny, charakterystyczny timbre – jeśli ktoś ma choć cień pojęcia o polskiej muzyce ostatniego półwiecza, nie idzie tego głosu pomylić z nikim. Dużo gitary akustycznej, sporo smyczków w tle: jeśli kojarzycie późne płyty Gordona Haskella, to mniej więcej taki klimat się unosi w powietrzu.

Muzycznie obaj panowie są dość odlegli, ale nowa płyta Seweryna Krajewskiego skojarzyła mi się z “Unearthed” Johnny Casha: panoszą się smarkacze bez jednej oryginalnej nuty, pusząc jakby co najmniej napisali nowe “Smoke on the water” i “Enter sandman” razem wzięte – a potem wychodzi sześćdziesięcioletni szpakowaty pan i pokazuje pozerom, gdzie ich miejsce. I nawet się przy tym specjalnie nie męczy.

Stylowy, elegancki pop: wbrew sączącej się z mediów papce, to jest możliwe. Każdy choć trochę wrażliwy człowiek potrzebuje od czasu do czasu wysmucić smutki – i ciężko znaleźć do tego lepszą muzykę niż “Jak tam jest”.

Tags: , ,

2 Responses to “Seweryn Krajewski “Jak tam jest””

  1. grześ Says:

    Ooo, zajrzałem do ciebie i się zdziwiłem, że przegapiłem ten tekst.
    Bardzo mnie się tekst podoba, Krajewskiego cenię od zawsze jak wiadomo (acz co do zespołu Czerwone Gitary to wole etap Klenczonowy)

    No i racja co do tego rozmieniania się na drobne wielu artystów, wielu też traci głos i talent w sumie.Acz są i przykłady pozytywne i budujące, no.

    P.S.

    “a młodzi inaczej, tacy jak ja, mogą jeszcze pamiętać zespół Mafia”
    ja też pamiętam i te głupawe piosenki Piaska z Chojnackim “prawie do nieba” i “Budzikom śmierć”.

    pzdr

    • Banan Says:

      “Ooo, zajrzałem do ciebie i się zdziwiłem, że przegapiłem ten tekst” – to może być kwestia tego, że “przed” i “po” jechałem po Bronku … a tu sobie zrobiłem odskocznię do czegoś pozytywnego. W końcu ileż można się wkurwiać na ten rynsztok etyczny?

      “Acz są i przykłady pozytywne i budujące” – w Polsce poza Krajewskim? Może jeszcze Kult i Dżem, ale to jednak młodsze pokolenie…

      “ja też pamiętam i te głupawe piosenki Piaska z Chojnackim ” – eee, na dyskotekach u mnie w liceum rządziły😀

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: