Archive for March, 2011

Na brunatnej Ukrainie – listopad 1943

March 30, 2011

W cyklu “pocztówki z piekła” Dymitr opisuje, jak bohatersko walcząca o samostyjną Ukrainę UPA razem z Gestapo kontynuuje czyszczenie elementu niesłusznego pochodzenia.

WYDARZYŁO SIĘ 65 LAT TEMU: WOŁYŃ/GALICJA WSCH. – LISTOPAD 1943

Listopad 1943r. był dla ludności polskiej na Kresach Południowo-Wschodnich okresem “względnego” spokoju. Badaczom genocydu ukraińskich nacjonalistów udało się ustalić, że w tym miesiącu z ich rąk zginęło ok. 550 osób, w tym 173 na Wołyniu, 193 w b. woj. tarnopolskim, 121 w b. woj. lwowskim i 35 w b. woj. stanisławowskim. Liczby te nie uwzględniają szacunków.

Największe ludobójcze akcje OUN i UPA w listopadzie 1943r:

11.XI – zabicie w kolonii Świętocin (pow. włodzimierski, Wołyń) 23 Polaków, członków pacyfistycznej sekty sztundystów, oszczędzonych podczas poprzednich rzezi,
16.XI – odparty przez samoobronę i AK atak UPA na Hutę Starą, gdzie schroniło się ok. 10.tys. ludzi,
Akcje, których data dzienna nie została ustalona:
zabicie we wsi Worotniów (pow. Łuck, Wołyń) 12 rodzin ukraińskich (ok. 48 osób), sympatyków komunistów,
zabicie 24 osób we wsi Nagórzanka (pow. Czortków, Tarnopolskie)
zabicie 22 osób z 7 polskich rodzin we wsi Małnowska Wola (pow. Mościska, Lwowskie)

Ludobójczy charakter miał też atak na Kupiczów (patrz walki polsko-ukraińskie, poniżej).

Spadek ilości ludobójczych napadów (jak się okaże, nie trwający długo) można wiązać z wydaniem rozkazu przez OUN-UPA nakazującego „kategorycznie wstrzymać wszelkie antypolskie wystąpienia i akcje, które stanowią odchylenie od politycznej linii organizacji.” (27.X.1943). Zakazanie mordów było z pewnością motywowane względami propagandowymi. W tym samym czasie wydawano oświadczenia, że OUN-UPA nie ma nic wspólnego z rzeziami i – wobec klęski faszyzmu w II wojnie – tworzono wizerunek OUN jako organizacji demokratycznej.

Większe walki niemiecko-ukraińskie (upowskie):

2-3.XI – szereg antypartyzanckich akcji Niemców: m.in. zbombardowano Stepań, wyparto UPA z jej bazy w Kołkach, przeprowadzono szereg pacyfikacji.
3-4.XI po zajęciu przez UPA miasteczka Mizocz, Niemcy spalili 3 wsie ukraińskie i zbombardowali upowski szpital
22.XI – oddział UPA rozbił ekspedycję rekwizycyjną, Niemcy mieli stracić 18 zabitych i rannych,
24.XI – Bój oddziału „Rizuna” z niemiecką policją w Czarnym Lesie pod Stanisławowem. Wg banderowskiej historiografii Niemcy mieli stracić 45 zabitych a UPA tylko czterech.

W sumie wg danych ukraińskiego nacjonalistycznego historyka Szankowśkiego UPA w październiku i listopadzie 1943r. miała 47 starć z Niemcami, a wiejskie samoobrony 125. Wiele z tych starć miało charakter obronny. Dokonując rachunku analogicznego jak w notce październikowej, na potrzeby tego blogu można oszacować realne straty zadane Niemcom przez UPA w listopadzie 1943r. na około 200 zabitych.

A więc w okresie, gdy UPA wyciszała ataki na Polaków, ofiary polskie 2,5-krotnie przekroczyły straty rzeczywistego okupanta. Jak widać, “margines jej walki” (copyright by Marcin Wojciechowski) był niezwykle szeroki.

Walki polsko-ukraińskie i odwety:

11.XI do Kupiczowa Czeskiego (pow. kowelski, Wołyń) wtargnęła bojówka upowska, która aresztowała czeski aktyw i zażądała podporządkowania się Czechów UPA i zdania broni. Grożono zabiciem 40 Czechów w razie nieposłuszeństwa. Upowcy wycofali się wobec presji tłumu mieszkańców wsi, jednak już w nocy wokół Kupiczowa rozłożyły się oddziały upowskie czyniąc wrażenie przygotowań do napadu. W tej sytuacji Czesi wezwali na pomoc Polaków z pobliskich Zasmyk. 12 listopada o świcie, po nocnym marszu do Kupiczowa dotarł oddział AK por. Władysława Czermińskiego „Jastrzębia” i wraz z czeską samoobroną okopał się we wsi, wykorzystując m.in. poniemieckie rowy i bunkry.
UPA wspierana przez chłopów ukraińskich uzbrojonych w widły i siekiery, krzyczących „rizaty czechiw”, przez cały 12.listopada szturmowała Kupiczów, tracąc 27 zabitych. Po stronie obrońców było tylko trzech rannych. Po zwycięskiej bitwie „Jastrząb” pozostawił w Kupiczowie 35 partyzantów, którzy stali się zalążkiem polsko-czeskiej samoobrony.
17.XI UPA zażądała od czeskiej ludności Kupiczowa wyniesienia się za Bug. W przeciwnym wypadku Czesi mieli być wymordowani a wieś spalona. Po niespełnieniu ultimatum, 22 listopada UPA ponownie podjęła próbę zdobycia Kupiczowa. W krytycznym momencie, gdy obrońcom zaczynało brakować amunicji a do walki zgłaszali się Czesi z widłami, siekierami, cepami itp. bronią, kupiczowianom ponownie przybył z odsieczą oddział „Jastrzębia”. Podczas walki i przepędzania napastników została spalona prawie cała ukraińska część Kupiczowa.

25.XI batalion polskiej samoobrony z Przebraża z zaskoczenia opanował ukraińską wieś Żurawicze, gdzie UPA w byłym sanatorium zgromadziła inwentarz zrabowany Polakom. Upowcy nie podjęli walki i wycofali się do lasu. Udało się odzyskać blisko tysiąc sztuk bydła, które rozdano uchodźcom koczującym w Przebrażu.

26.XI oddział „Jastrzębia”, na prośbę Czechów ze wsi Dażwa (pow. kowelski, Wołyń), rozpędził bojówki UPA, które opanowały tę wieś szykanując jej czeskich mieszkańców. Tamtejsi Czesi zostali ewakuowani do Kupiczowa.

W tym miesiącu oddział partyzancki AK ppor. Władysława Cieślińskiego „Piotrusia” wyparł z kolonii Liski (pow. włodzimierski, Wołyń) upowców i Ukraińców-cywili. W walce zginęło kilkunastu Ukraińców. Stacjonując we wsi oddział dokonał odwetu na Ukraince, która pod wpływem nacjonalistycznej agitacji zabiła męża-Polaka. Zabito również jej matkę. Mężobójczynię zdemaskował jej własny syn.

Pod koniec miesiąca oddziały samoobrony z Przebraża w sile ok. 1000 ludzi dokonały demonstracyjnego przemarszu przez okoliczne wioski ukraińskie. Tylko w Omelnie doszło do potyczki z grupką banderowców. Celem akcji było nastraszenie przeciwnika.

Inne wydarzenia godne uwagi:

Na początku miesiąca we wsi Staje (pow. Rawa Ruska, woj. Lwów) dwóch nacjonalistów ukraińskich zabiło Ukraińca Stefana Krila, znanego z krytyki antypolskich wystąpień. Policja ukraińska w toku śledztwa skierowała podejrzenie na Polaków, przez co pogrzeb Krila miał manifestacyjny, antypolski charakter. Dwa tygodnie po pogrzebie „w odwecie” banderowcy podstępnie zabili 9 Polaków.

6.XI dowódca sowieckiego oddziału partyzanckiego, dotychczas wspomagającego Przebraże, płk. Prokopiuk, zaprosił akowca por. Jana Rerutkę „Drzazgę” na przyjęcie z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej. Następnego dnia znaleziono „Drzazgę” i towarzyszących mu dwóch żołnierzy zabitych strzałami w plecy i tył głowy.

18.XI gestapo i ukraińskie Kripo rozstrzelały w Równem 160 więźniów, w tym co najmniej stu członków konspiracji AK. Zginął m.in. Mieczysław Kamiński, zastępca wołyńskiego Delegata Rządu RP. Egzekucje odbywały się także w inne dni. W sumie zginęło 320 osób różnej narodowości.

W dniach 21-22 listopada OUN przeprowadziła operetkową „I Konferencję Zniewolonych Narodów Europy Wschodniej i Azji”. Brało w niej udział 39 „delegatów” z 13 państw (delegaci w cudzysłowie, gdyż wszyscy zostali wybrani przez banderowców). Polaków wśród nich nie było. Protokół z obrad był tak kompromitujący, że – wg zeznań M. Stepaniaka – został zniszczony. W dokumentach konferencji potępiono niemiecki i sowiecki imperializm. Impreza ta była propagandową próbą budowania nowego wizerunku przez OUN.

W dniach 28.XI – 1.XII odbyła się konferencja w Teheranie, gdzie Wielka Trójka – Stalin, Roosevelt i Churchill – zdecydowała o przynależności ziem położonych na wschód od Bugu do Związku Sowieckiego (ustalenia te utajniono). W tym czasie Armia Czerwona docierała już do wschodniej granicy II RP.

Wielka Trójka na konferencji teherańskiej. Zdjęcie z Wikipedii.

Źródła:

W. Filar, „Przebraże bastion polskiej samoobrony na Wołyniu”, Warszawa 2007

G. Motyka, “Ukraińska partyzantka 1942-1960”, Warszawa 2006

W. Siemaszko, E. Siemaszko, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945”, Warszawa 2000.

H. Komański, S. Siekierka, „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939-1946”. Wrocław 2006.

S. Siekierka, H. Komański, K. Bulzacki, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939-1947”, Wrocław 2006

S. Siekierka, H. Komański, E. Różański, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939-1946”

Władysław Filar, Michał Klimecki, Myhajło Szwahulak, „Chronologia wydarzeń na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1939-1945 (projekt)”; „Polska-Ukraina trudne pytania”, t. 6, Warszawa 2000

Blog Dymitra na S24: http://www.65-lat-temu.salon24.pl

Advertisements

Śniadanie mistrzów na jakich zasługujemy

March 28, 2011

A już, już wydawać się mogło, że coś się zmienia: wyczuwający instynktownie lokalizację konfitur ludzie kultury (i ludzie sztuki, posłowie i posłanki oraz ludzie nauki, że tak Kultem polecę) zaczęli się przyznawać do braku zachwytu Ryżym i jego ferajną, więc mozna było nabrać nadziei na zwinięcie ochronnego parasola PR nad najgłupszym rządem ostatniej dekady…

Oj naiwny jesteś Banachewicz, naiwny – stare toto, a w bajki wierzy. Ryży dostał po łapkach za majstrowanie przy OFE, ale jak się okazuje – potworny straszak kaczyzmu wciąż działa. Żeby jednak nie olać fochów artystów tak zupełnie, Ryży spotkał się z artystami na debacie. W charakterze neutralnego gruntu: studio TVN i program Marcina Mellera.

Jako krytyczna wobec rządu widowni: Zbigniew Hołdys (o Kaczyńskim: “Żaden ubek znany mi z imienia i nazwiska nie narobił tyle gnoju w relacjach między Polakami, co ten posraniec. Najbardziej parszywa postać, jaką pamiętam, a pamiętam nawet Władka Gomułkę dobrze. Powinno się go wpakować do Wastoka iwystrzelić w kosmos bez możliwości powrotu kiedykolwiek.”), Tomasz Lipiński (“Zrobiłbym to samo, bo rządy PiS były czymś, czego nie chciałbym jeszcze raz przeżywać, a PO była jedyną siłą, która mogła zatrzymać Kaczyńskiego“), Marcin Meller (“Gdybym miał skrytykować PO jeszcze raz, to bym się zastanowił“)… I doczepiony chyba jako kwiatek do kożucha Paweł Kukiz.

Czego można było się po takiej “debacie” spodziewać? Pustosłowia Ryżego grającego kartą “dobry car i źli bojarzy” “sprawny premier i źli urzędnicy plus straszna opozycja” i może jakichś delikatnych foszków ze strony zaproszonych muzyków (na zasadzie “bolączek” i stękającego na złe urzędy Lipińskiego, bo przecież co do zasady – że nie ma alternatywy- wszyscy się zgadzają)… No, w każdym razie wszyscy inteligentni, wykształceni etc…

Moją uwagę zwróciły tak naprawdę dwa fragmenty: pierwszy, kiedy – znający konstytucję w stopniu najlepiej z zaproszonych do studia osób – Paweł Kukiz próbował się czegoś dowiedzieć na temat POwskiej obietnicy wprowadzenia JOW. Niestety, Ryży jest facetem, który ślizgałby się pod górę, więc próba przygwożdżenia go merytorycznym pytaniem była z góry skazana na niepowodzenie.

I fragment drugi, kiedy Tusk wyjaśnił radość, jaką stanowi jazda samochodem po polskich drogach faktem, że jest ciężko, bo dużo się buduje (gdzieś już ten argument słyszałem – wychodzi na to, że PRowcy Ryżego są warci swojej ceny).

Jeśli ktoś miał niskie oczekiwania, to się nie zawiódł: mamlanie, bolączki, expose Ryżego przy kawie – i prowadzący pilnujący, żeby przypadkiem rozmowa nie odbiegła od scenariusza, który sprawiał wrażenie gospodarskiej wizyty Gierka przeniesionej w XXI wiek. Wicie, rozumicie, macie rację, tylko co ja mogę… A to opozycja niedobra, a to gdzie indziej premier / szef partii może więcej – generalnie, Tusk przyjął linię obrony pod hasłem “impotencja”: i o dziwo, to przeszło (przynajmniej jeśli uznać opinie wyrażane w internetowych komentarzach za miernik nastroju).

I jedno mnie tylko zastanawia: co w tym towarzystwie robi Paweł Kukiz? Nietrudno zauważyć, że w zestawie TVNowych biesiadników wokalista Piersi to jedyny człowiek nie płynący z prądem: i co, nagle uwierzył że Ryży zachowa się jak facet z jajami? Przecież słuchając “wypowiedzi” Hołdysa, Lipińskiego i Mellera można z góry przewidzieć co powiedzą…

Panie Pawle, wiosna panu do głowy uderzyła i zakłóciła kontakt z rzeczywistością? Towarzystwo potakujących wazeliniarzy naprawdę do pana nie pasuje…

Michalkiewicz: Improwizacja i metodyczność

March 28, 2011

Komentarz   tygodnik „Goniec” (Toronto)   27 marca 2011

No i powiedzcie Państwo sami – jakże tu nie podkreślać zalet biedy, zwłaszcza w sytuacji, gdy operacja ochraniania bezbronnych libijskich cywilów weszła nie tyle może z decydującą, co kłopotliwą fazę? Jak wiadomo, premier Tusk zdecydował, że nasz nieszczęśliwy kraj nie weźmie w tej operacji udziału.

Nie dlatego bynajmniej, że swego w niej udziału odmówiła Nasza Złota Pani Aniela – co to, to nie. Ta decyzja premiera Tuska, podobnie zresztą jak wszystkie inne, jest absolutnie suwerenna, tak samo, jak decyzja generała Jaruzelskiego o wprowadzeniu stanu wojennego, za którą – jak pamiętamy – Konstanty Czernienko dał mu platynowo-złoty Order Lenina. Warto jednak zapoznać się bliżej z uzasadnieniem tej suwerennej decyzji.

Decydującym argumentem była okoliczność, że Polska tak bardzo jest zaangażowana w Afganistanie, iż nie stać ją na otwarcie jeszcze jednego frontu. Misja humanitarna – aaa, to co innego – a zwłaszcza – pomoc w przeprowadzeniu w Libii transformacji ustrojowej. Może się powtarzam, ale jestem pewien, że pułkownik Kadafi miał w Libii tylu tajnych współpracowników, że nie ma mowy, by transformacja ustrojowa alla polacca się tam nie udała.

Zanim jednak do tego dojdzie, „grupa kontaktowa” będzie musiała zdecydować, co zrobić z tamtejszym tyranem. Francja, w której marksiści opanowali edukację i media, najwyraźniej myślała, że zgodnie z nieubłaganymi strofami „Międzynarodówki” libijski tyran będzie „drżał” – jak to czynią w takich sytuacjach tyrani, tymczasem – nic z tych rzeczy. Nie tylko nie „drży”, to znaczy – może tam i drży – ale na zewnątrz się odgraża.

Co więcej – mimo pokojowych nalotów i bombardowań okazuje się, że nadal są tam jakieś wojska „wierne Kadafiemu”, co najwyraźniej zaczyna konfundować ochotniczych wykonawców rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, bo żaden z nich nie kwapi się do objęcia dowodzenia tą operacją i wzięcia za nią odpowiedzialności. W rezultacie Alain Juppe, od 27 lutego br. francuski minister spraw zagranicznych, na poczekaniu kombinuje jakieś karkołomne formuły o „grupie kontaktowej”, co to będzie korzystała ze „wsparcia” NATO i Unii Europejskiej.

Potwierdza to starą prawdę, że pośpiech jest wskazany jedynie w dwóch przypadkach: przy biegunce i przy łapaniu pcheł – natomiast przy budowie nawet kieszonkowego imperium w postaci Unii Śródziemnomorskiej, wskazane byłoby poprawienie proporcji między przygotowaniem, a improwizacją.

W dodatku Nasza Złota Pani Aniela najwyraźniej awantury tej nie pochwala, podobnie jak zimny rosyjski czekista Putin, więc cóż innego przystoi w tej sytuacji czynić premieru Tusku, jak suwerennie trzymać się od niej z daleka? Któż jednak może z całą pewnością powiedzieć, że gdyby rząd miał więcej pieniędzy, to nie uległby pokusie podstawienia nogi w miejscu, gdzie kują konie? Pewności takiej nie ma zwłaszcza, że politycy PiS i PJN, co prawda – z drugiej ligi, ruszyliby na Libię bez wahania, nawet gdyby mieli do tyrana strzelać bez prochu.

Wszystko to pokazuje, że bieda staje się dla naszego nieszczęśliwego kraju prawdziwym błogosławieństwem, ratując go, a to przed pakowaniem pieniędzy w „sektor finansowy”, to znaczy – w rozmaitych grandziarzy, a to przed podłączeniem się do „grupy kontaktowej” bez najmniejszych nadziei na dopuszczenie do podziału łupów po tyranie – o ile, ma się rozumieć, udałoby się go z Libii wykurzyć i nastręczyć tamtejszym bezbronnym cywilom jakiegoś „naszego sukinsyna”.

Jakiż inny wniosek można wyciągnąć po deklaracji byłego ministra obrony Janusza Onyszkiewicza, według którego operacja w Libii na pewno nie jest wojną o ropę? Ciekawe, skąd Janusz Onyszkiewicz może wiedzieć takie rzeczy i to w dodatku – „na pewno” – skoro nie słychać, by ani prezydent Obama, ani prezydent Sarkozy, ani premier Berlusconi mu się zwierzali?

Nie tylko zresztą oni. Nie zwierza się mu również rosyjski prezydent Dymitr Miedwiediew, który ponoć osobiście zakazał przedstawicielowi Rosji wetowania rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie zakazu lotów nad Libią. Prezydent Miedwiediew skrytykował nawet premiera Putina, kiedy ten powiedział, że libijska operacja przypomina średniowieczne wyprawy krzyżowe. Najwyraźniej musi wiedzieć coś, czego nie wie, albo czego nie docenia premier Putin – a czego mógł dowiedzieć się podczas ubiegłorocznego szczytu w Deauville.

Co prezydent Sarkozy oraz Nasza Złota Pani Aniela mu obiecali w zamian za powściągliwość wobec francuskiej próby wykrojenia sobie ze światowego tortu własnego kieszonkowego imperium? Bo przecież o tym, by uczynił to bezinteresownie chyba nie ma mowy, nieprawdaż? Obawiam się, by ceny za tę lojalność prezydenta Miedwiediewa nie musiał zapłacić nasz nieszczęśliwy kraj, który w związku z tym znowu będzie musiał podjąć jakąś suwerenną decyzję.

Na razie suwerenną decyzję podjął minister Sikorski, kierując pod adresem władz litewskich notę wyrażającą niezadowolenie z powodu uchwalenia przez tamtejszy parlament ustawy zagrażającej tamtejszemu polskiemu szkolnictwu. Warto podkreślić, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych, podobnie jak Kongres Polonii Amerykańskiej, zostały wyrwane z drzemki dzięki panu Jackowi Marczyńskiemu z Waszyngtonu, który niezmordowanie bombardował w tej sprawie listami rozmaite amerykańskie osobistości, spośród których jedne nie reagowały, ale inne – owszem, jak najbardziej.

Pokazuje to – po pierwsze – jak wiele może uczynić nawet jeden człowiek, a po drugie – że sugestie, jakie padły na niedawnym Walnym Zebraniu USOPAŁ, by Polonia przyszła naszemu nieszczęśliwemu krajowi „z odsieczą”, nie były bezpodstawne. Kto wie, czy to nie jest właśnie przyczyna, dla której tubylczy kacykowie i ich trefnisie tak na ten USOPAŁ ujadają, że „antysemityzm” i w ogóle. „Nasze grzechy, ciągle te same i nudne, zadomowiły się w nas” – śpiewał Stanisław Sojka. Doprawdy, za pieniądze, jakie doją z państwowej telewizji, trefnisie mogliby wykazać się większą inwencją. Tymczasem – jakaś fiksacja na punkcie Żydów; tylko antysemityzm i antysemityzm – jakby nie było na świecie np. Eskimosów.

Być może jednak nie chcą, bo spekulują na to, iż festiwal „światowej sławy historyka”, jaki właśnie rozpoczął się w związku z pojawieniem się „Złotych żniw” w księgarniach, musi zakończyć się jakimś efektownym politycznym finałem w ramach scenariusza rozbiorowego. Na taką możliwość wskazywałoby również zalecenie, jakie Prokurator Generalny, pan Andrzej Seremet, skierował do swoich podwładnych, by z większą uwagą i surowością traktowali przestępstwa na tle antysemickim.

Niby nic – ale w kontekście decyzji podjętej niedawno przez izraelski rząd o uruchomieniu programu rewindykacji „mienia żydowskiego” w Europie Środkowej, polecenie to znakomicie wpisuje się w taki scenariusz, sprzyjając nie tylko obezwładnieniu polskiej opinii publicznej, ale również donosicielstwu, które i teraz, dzięki coraz liczniejszym „organizacjom pozarządowym”, zatroskanym kondycją sumienia naszego mniej wartościowego tubylczego narodu, rozwija się co najmniej tak dynamicznie, jak dług publiczny.

Ciekawe, czy w języku hebrajskim istnieje jakiś odpowiednik folksdojcza. Jeśli tak, to jak najszybciej powinniśmy sobie to określenie przyswoić, bo kandydatów z pewnością nam nie zabraknie.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

 

WikiBronek – edycja 24.03.2011

March 24, 2011

Kolejny tydzień, kolejny pokaz hrabiowskich manier i szlacheckiej kultury w wykonaniu Bredzisława. Tym razem na szczęście nie podpisuje się w obecności kamer, tylko przyjmuje odwiedzającego Polskę prezydenta Węgier.

Ojczyzna Ferenca Puskasa to jeden z niewielu krajów, z którymi Polska miała – historycznie patrząc – dobre stosunki więc można by pomyśleć, że prezydent RP postanowi jakoś godnie podjąć gościa, prawda? No, myśleć sobie można, tylko w kontekście ludzi wywodzących się z kręgów UDecji, z myślenia jeszcze nic dobrego nie wynikło.

Przyjazd Pala Shmitta przypadł na Dzień Przyjaźni Polsko – Węgierskiej i z tej okazji planowane było odsłonięcie w Warszawie pamiątkowej tablicy upamiętniającej węgierską pomoc podczas wojny 1920 roku: w przeciwieństwie do paru innych sąsiadujących z nami nacji, Węgrzy rzeczywiście postanowili pomóc – i to w momencie, kiedy mocarstwa Ententy kroiły ich własne terytorium przy użyciu traktatu z Trianon.

I co? I Bredzisław postanowił się nie pojawiać na uroczystości, bo udział polskiej głowy państwa mógłby zostać źle odebrany przez stronę rosyjską. Cóż, przynajmniej Bredzisław jest spójny: w imię płaszczenia się przed Kremlem chciał stawiać pomniki sowieckiej dziczy, teraz – w imię tegoż płaszczenia – demonstracyjnie olewa Węgrów.

Wprawdzie udało się konflikt zażegnać, ale niesmak jednak zostaje… Wszystkim głosującym na PO w nadziei na poprawę stosunków z sojusznikami (i zaprzestanie kłótni z zagranicą) mówię z całego serca:

lofasz a segedben, tępe lemingi.


To samo od nowa, to samo od nowa

March 23, 2011

Mechanizm się nie zmienia: władza chce dobrze, więc wprowadza jakiś przepis. Na ogół rzeczoną władzę tworzą ludzie mający umiarkowane pojęcie o prawdziwym świecie (bo albo spędzili życie na państwowych posadach, albo na uczelni – co zresztą w kontekście realizmu na jedno wychodzi), więc skutki są dokładnie odwrotne do zamierzonych. Władza zamiast przyznać się do porażki i ograniczyć straty brnie w zaparte, obwiniając Żydów / masonów / kułaków / spekulantów… Niepotrzebne skreślić.

Najświeższy przykład to cukier. Najpierw unijni mędrcy postanowili, że właściwie nie są nam potrzebne cukrownie, bo nadprodukcja, subsydia i w ogóle siedem plag egipskich – a jak przyjdzie co do czego, można dokupić cukier w Brazylii. Więc komisarze zaplanowali, że trzeba polikwidować uprawy i cukrownie (co obłędnie pomogło gospodarczo na przykład mojemu rodzinnemu Lublinowi i okolicom) – i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie paskudny nieurodzaj u producentów, połączony z pędem Brazylii do biopaliw (opłaca im się przerabiać na etanol).

I co? I żaden kryzys, tylko kolejny raz rezultat. No ale przecież władza nie może przyznać się do wtopy: więc władza szuka winnych.

http://www.wprost.pl/ar/236996/Tusk-mowimy-nie-wulgarnej-spekulacji-Zarty-sie-skonczyly/

Proszę zwrócić uwagę: Ryży krytykuje spekulację wulgarną (wniosek: istnieje spekulacja subtelna, do której rząd nie ma zastrzeżeń) i równocześnie wspomina, że “40 proc. rynku cukru to jest cukier ze spółki, która jest własnością Skarbu Państwa”. Jaki z tego wniosek? ‘Jeżeli cukier jest tak drogi, to należy go – w mojej ocenie – sprzedawać w skali maksymalnej – po to, żeby spółka mogła zarobić, ale jednocześnie, żeby cukier taniał.”

Że co? Przepraszam, czy ktoś mógłby to przełożyć na polski? Ech, i dlatego nie głosuję na Ryżego: PO prostu jestem za głupi żeby zrozumieć, że dzięki tej władzy spółka może zarobić na wzroście ceny, konsumenci skorzystać na tańszym cukrze, kraj urośnie w siłę, a ludzie będą żyli dostatniej – a jeśli nie, to wina spekulantów (i Kaczyńskiego!)…

Ponieważ kamrat Ryżego Bredzisław troszczy się o różnych ludzi zasłużonych dla minionego systemu (w rodzaju towarzysza Andrzeja W.), to nie od rzeczy będzie przypomnieć pokrótce co ciekawsze epizody z walki ze spekulacją w Polsce – w hołdzie dla Krula Bulu, wersja z wikipedii:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Inspekcja_Robotniczo-Chłopska

http://pl.wikipedia.org/wiki/Afera_mięsna

Wszystkim POludziom chwalącym wolnorynkową linię obecnej władzy życzymy smacznej, słodkiej herbaty.

Na brunatnej Ukrainie – październik 1943

March 23, 2011

W cyklu “pocztówki z piekła” Dymitr opisuje UPA bohatersko walczącą z polskimi cywilami – teraz już także poza Wołyniem.

WYDARZYŁO SIĘ 65 LAT TEMU: WOŁYŃ/GALICJA WSCH. – PAŹDZIERNIK 1943

Mamy koniec kolejnego miesiąca, więc tradycyjnie przedstawiam podsumowanie miesięczne genocydu Polaków na Kresach Południowo-Wschodnich. W październiku 1943r. nacjonaliści ukraińscy z OUN-UPA dokonali ludobójstwa na ok. 600 Polakach. Na Wołyniu zginęło 214 osób a we Wschodniej Galicji 376 osób, w tym: 166 ofiar w woj. stanisławowskim, 148 ofiar w woj. tarnopolskim, 62 ofiary w woj. lwowskim*.

Ważniejsze ludobójcze akcje UPA:
4.10.1943 – odparty przez samoobronę atak upowców na klasztor w Wiśniowcu Nowym (pow. Krzemieniec, Wołyń), w którym schroniło się ponad 800 osób.
Początek października (data dzienna nie ustalona) – napad na miasteczko Berezne (pow. Kostopol, Wołyń) – co najmniej 30 zabitych.
8.10.1943 – Netreba (pow. Zbaraż, woj. Tarnopol, Galicja) – 30 zabitych.
15.10.1943 – Panasówka (pow. Zborów, woj. Tarnopol, Galicja) – 30 zabitych, w tym dowódca miejscowej samoobrony, ranny w obie nogi, przywiązany do słupa telegraficznego, obłożony słomą, oblany naftą i podpalony.
Bołszowce (pow. Rohatyn, woj. Stanisławów, Galicja) – 70 zabitych (data dzienna nie ustalona).

Jak wynika z przedstawionych liczb, ludobójcza akcja dogasała na Wołyniu a rozwijała się w Galicji, poczynając od jej południowo-wschodnich rubieży. Październik 1943r. był pierwszym miesiącem, w którym liczba zabitych w Galicji przewyższyła liczbę zabitych na Wołyniu. Działo się tak m.in. z powodu przenoszenia się bojówek UPA z Wołynia do Galicji. Według świadków, mordy w Netrebie i Panasówce zostały dokonane przez Wołyniaków.

Mimo wyżej wymienionych aktów agresji październik 1943r. był dla polskiej ludności na Kresach Południowo-Wschodnich – w porównaniu do poprzednich i przyszłych miesięcy – relatywnie spokojnym okresem.

Walki polsko-ukraińskie i odwety (Wołyń)
2.10.1943 – oddział samoobrony z Przebraża wspólnie z partyzantami sowieckimi kapitana Kowalenki rozbił szkołę podoficerską UPA w Omelnie. Jak piszą Siemaszkowie, ludność cywilna nie ucierpiała a wzięci do niewoli upowcy zostali puszczeni wolno. W trakcie walki zabito prawdopodobnie 10 upowców.

5.10.1943 – oddziały partyzanckie AK por. Kazimierza Filipowicza – “Korda” i por. Władysława Czermińskiego – „Jastrzębia” przeprowadziły akcję odwetową na siły UPA w Połapach i Sokole, odpowiedzialne za wymordowanie pod koniec sierpnia polskich miejscowości w powiecie lubomelskim. Banderowcy zostali rozbici a wsie spalone („spaliły się w wyniku walki”, jak piszą Siemaszkowie). Żołnierze AK mieli zakaz atakowania kobiet i dzieci podczas akcji.

W pierwszej połowie października na podstawie wyroku sądu podziemnego w kolonii Różyn oddział AK „Jastrzębia” zastrzelił dwóch Ukraińców, prowodyrów mordów. W odwecie UPA zaatakowała 16-go października Różyn i Truskoty. Atak został odparty przez oddział AK por. M. Fijałki -„Sokoła”. Po walce jeden z Polaków dokonał samowolnie odwetu za dwóch Ukrainkach.

28.10.1943 – wspólny atak przebrażan i partyzantów sowieckich Kowalenki na bazę UPA w Sławatyczach (pow. Łuck). Celem akcji było przeciągnięcie na swoją stronę znajdujących się tam zbiegłych własowców, co nastąpiło po zwycięskiej walce.

Październik 1943 – w odwecie za zabicie 16 Polaków z Peresieki (pow. Kowel) partyzanci AK z oddziału „Jastrzębia” zabili przywódcę UPA z kolonii Karolinka oraz duchownego prawosławnego z Ozieran, który podżegał do mordów.

Ważniejsze walki niemiecko-ukraińskie:
Wołyń:
1.10.1943 – ukraińska samoobrona w Toczewykach zabiła 21 „grabiących” Niemców.
8.10.1943 – zagon im. Konowalca miał zdobyć nieuszkodzony czołg niemiecki.
12.10.1943 – w odwecie za zniszczenie swego pododdziału Niemcy spalili w okolicach Ostroga kilkanaście ukraińskich wsi zabijając ok. 500 cywili. W pacyfikacjach brała również udział polska policja.
15.10.1943 – starcie z niemiecką ekspecycją we wsi Sribne. Niemcy stracili jakoby 13 zabitych przy dwóch rannych Ukraińcach
Galicja:
5.10.1943 – starcie UPA z Niemcami na połoninach k. Kosmacza. Straty niemieckie – 20 zabitych.
30.10.1943 – niemieckie oddziały („dwa pułki”) otoczyły obóz UPA k. Nedilnej (pow. Sambor). Ukraińcy wydostając się z okrążenia stracili 34 ludzi a Niemcy rzekomo 160 (z pewnością kilkakrotnie mniej).

Starcia UPA z Niemcami miały głównie charakter obronny, gdyż wówczas na Wołyniu Niemcy przeprowadzali ekspedycje antypartyzanckie i rekwizycyjne. Z kolei w Galicji zaniepokojeni organizowaniem się podziemia ukraińskiego starali się zdławić je w zarodku poprzez różne działania represyjne.
Wg danych ukraińskiego podziemia, a więc niewątpliwie zniekształconych przez jego propagandę, w październiku i listopadzie Niemcy mieli stracić w walkach z UPA łącznie 1,5 tys. zabitych i rannych. Sam G.Motyka uznaje to za liczbę zawyżoną. UPA zaś (bez oddziałów samoobrony) miała stracić 414 zabitych. Redukując straty Niemców do realistycznych rozmiarów, na potrzeby porównań na tym blogu, można oszacować je na ok. 200 zabitych w październiku 1943r. (równowartość strat UPA).

Inne wydarzenia godne uwagi:
W październiku 1943r. Niemcy przewidując rychłe wycofanie się na zachód, rozpoczęli akcję likwidacji aresztowanych więźniów (głównie Ukraińców i Rosjan). Rozstrzelano ich na Wołyniu kilkuset.
6.10.1943 – w Wyżwie (pow. Kowel, Wołyń) upowcy zamordowali 16 Ukraińców podejrzewanych o współpracę z partyzantką sowiecką. W odwecie Sowieci zabili 9 nacjonalistów.
10.10.1943 – w związku ze zbliżaniem się frontu Niemcy ogłosili w Galicji stan wojenny.
Jesienią 1943r. (być może w październiku) inspekcję na Wołyniu przeprowadzał referent wojskowy OUN Roman Szuchewycz, przyszły głównodowodzący UPA. Po inspekcji Szuchewycz stał się zwolennikiem „wołyńskiej taktyki” i przeniósł ją na tereny galicyjskie.

_________

* dane tylko części powiatów woj, lwowskiego.


Źródła:

W. Filar, „Przebraże bastion polskiej samoobrony na Wołyniu”, Warszawa 2007
G. Motyka, “Ukraińska partyzantka 1942-1960”, Warszawa 2006
W. Siemaszko, E. Siemaszko, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945″, Warszawa 2000.
H. Komański, S. Siekierka, „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939-1946”. Wrocław 2006.
S. Siekierka, H. Komański, K. Bulzacki, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939-1947”, Wrocław 2006
S. Siekierka, H. Komański, E. Różański, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939-1946”

Blog Dymitra na S24: http://www.65-lat-temu.salon24.pl

Nietzsche umarł. A Bóg?

March 22, 2011

Powiedzmy sobie szczerze: nowe rzeczy dzieją się głównie w naukach ścisłych, natomiast jeśli chodzi o “nauki” humanistyczne to mamy do czynienia z nieustającym międleniem tych samych tematów i jeśli coś nie wraca, to z uwagi na politpoprawność (casus choćby eugeniki – bo już marksizm szczerzy swoje paskudne oblicze z co drugiej katedry “gender studies“).

Dziwnym nie jest, jak mawia klasyk, że wraca także wrogość do religii.  W Polsce do partii nagłośnionych medialnie osobistych nieprzyjaciół Boga zaliczają się głównie tytani intelektu pokroju Penisorękiego albo “etyczki” czy Dominatrix – natomiast w świecie anglojęzycznym, jak się okazuje, bakcyl ateizmu zagnieździł się wśród naukowców.

Jak dowodzi przykład Richarda Dawkinsa, przebieg choroby jest często dosyć smutny: z ciekawego i kontrowersyjnego czasem biologa, Dawkins stoczył się do poziomu toczącego pianę z pyska faceta, którego argumentacja sprowadza się do “jeśli się ze mną nie zgadzasz, to jesteś chrześcijaninem i jesteś głupi“.

Taki Niesiołowski, tylko trochę bardziej schludny.

Natomiast za oceanem wyskoczyło ostatnio trzech panów: Abrams, Yaple i Wiener. Jak donosi nieustająco znane z obiektywizmu BBC, rezultaty ich badań wskazują, że religia może po prostu zaniknąć z braku wyznawców – i w dodatku, na poparcie tej tezy, panowie sfomułowali matematyczny model.

Uuu, nie ma żartów… To już nie jest Palikot asystujący przy apostazji jednego z drugim pajaca: matematyczny model? No nie ma lekko, uciekaj Ciemnogrodzie, nadchodzi światło rozumu.

Ale tak się składa, że niżej podpisany napisał z matematyki doktorat, więc w przeciwieństwie do tumanistów, nie wpadam w epileptyczne drgawki na widok całek i pochodnych – a że jestem z natury sceptyczny, postanowiłem obejrzeć oryginał artykułu:

http://arxiv.org/abs/1012.1375

Pobieżna lektura nasunęła mi kilka obserwacji:

  • panowie AYW znają się na mechanice statystycznej
  • natomiast na teorii reprezentacji (jak wybrać reprezentatywną próbę krajów) i szeregach czasowych (kiedy przyjąć założenie stałości parametrów procesu) – chyba nieszczególnie; dobrano sporo krajów Europy Zachodniej – ale Ameryki Południowej czy Afryki, gdzie chrześcijaństwo ma się całkiem nieźle już nie. Chyba, że chodzi o modelowanie zachowań białych ludzi… I co, tempo zmian ma być stałe ad mortem defecatum?
  • bardzo po łebkach potraktowana demografia: de facto mamy założenie stałości populacji, w której proporcje zmieniają się wg podanego przez autorów równania. W kontekście Holandii (starzejący się biali ateiści i rozmnażający się śniadzi wyznawcy Proroka) brzmi to szczególnie absurdalnie.
  • no i problem ogólny: artykuł (a zwłaszcza jego streszczenie w BBC) pisane są pod określoną z góry tezę – przy rozpatrywanym horyzoncie czasowym i ilości założeń, równie dobrze można wyciągnąć dokładnie przeciwne wnioski.

Ale w przeciwieństwie do trzech panów z konferencji, ja mam zdolność krytycznej oceny własnego rozumowania – więc może ten artykuł jest znacznie lepszy z naukowego punktu widzenia niż mi się zdaje i rzeczywiście czegoś dowodzi, a moją logike zakłóca wyznanie?

Chętnie posłucham…

Trener Jarząbek – edycja 21.03.2011

March 21, 2011

Moja ulubiona reinkarnacja trenera Jarząbka nie przestaje inspirować: patrząc na niego już wiem, dlaczego wszyscy aspirujący do bycia elitą i wyczuleni na obciach głosują na PO. Jak w soczewce, dzielny wybraniec narodu Janusz Sepioł uosabia inteligencję, wiedzę o świecie i świadomość obywatelską typowego wyborcy Ryżego.

Tym razem pan senator mówi nam, co mysli o demokracji (podpowiedź: nie można przesadzać):

Władcy Europy:Berlusconi i Putin – po 12 lat na topie,Zapatero 7,Merkel 6,Sarkozy 4.Czas aby polski premier nie był, jak zawsze, nowicjuszem

Wszystkim wyborcom PO serdeczne gratulacje z powodu wyboru ludzi… A, co ja się właściwie wysilam? Macie, lemingi, na co zasługujecie…

Michalkiewicz: O zaletach biedy

March 21, 2011

Komentarz   tygodnik „Goniec” (Toronto)   20 marca 2011

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – chociaż na pierwszy rzut oka pogląd taki wydaje się mało prawdopodobny. Weźmy na przykład biedę. Bieda uważana jest za coś złego – bo przecież gdyby było inaczej, to czyż możni, potężni i bogaci zwalczaliby biedę?

Tymczasem walkę z biedą prowadzi Organizacja Narodów Zjednoczonych, urządzając konferencje, podczas których wybrani ludzie dobrej woli, w przerwach między bankietami, namawiają się, jakby tu najskuteczniej walczyć z biedą. Podobnie rządy poszczególnych państw. Nikt nigdy nie słyszał o żadnym polityku, który pragnąłby biedy. Wszyscy chcieliby ją zniszczyć. Ale mimo tych herkulesowych wysiłków, bieda trwa. Najwyraźniej musi wspierać ją jakieś potężne, anonimowe mocarstwo.

W rezultacie, skoro biedy nie można pokonać, to wysiłki potężnych szermierzy kierowane są na jej ograniczenie. Niechże przynajmniej niektórzy wydobędą się z biedy! No a którzy „niektórzy”? Ano ci najbardziej wartościowi, ci, którzy bezinteresownie walczą z biedą, to chyba jasne. I rzeczywiście – czy ktoś kiedyś widział biednego polityka? Nikt – i nawet znalazło to wyraz w polskiej literaturze, której wybitny przedstawiciel, pozbawiony złudzeń biskup Krasicki, napisał był we „Wstępie do bajek”: „Był minister rzetelny – o sobie nie myślał”.

Przypominam sobie, jak to były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa zwołał naradę w sprawie biedy. Żaden z jej uczestników nie był biedny, co wydaje mi się słuszne, bo ktoś, kto sam tkwi w biedzie nie jest przecież nikomu skutecznie poradzić, jak z nią walczyć. Nie to zatem było osobliwe, ale to, że każdy z uczestników tej narady wydobył się z biedy akurat wtedy, gdy został politykiem. Zwracając uwagę na tę koincydencję radziłem, by w takim razie stworzyć każdemu obywatelowi szansę zostania politykiem choćby na pół roku i jak w tym czasie nie zdąży wydobyć się z biedy, to znaczy, że jest sam sobie winien.

Mniejsza jednak o te dygresje, bo chodzi o to, że bieda musi być uważana za zło. Może nie absolutne, jak na przykład – antysemityzm, niemniej jednak. Tymczasem okazuje się, że i ona ma pewne zalety, a mówiąc szczerze – ogromne zalety. Weźmy na przykład sprawę kryzysu finansowego. Bogate rządy Stanów Zjednoczonych i zachodniej Europy pod pretekstem kryzysu finansowego wpompowały w sektor finansowy ogromne pieniądze odebrane wcześniej biednym podatnikom – a rząd premiera Tuska tego nie uczynił, chociaż opozycja bardzo naciskała, żeby zrobił to, „co wszyscy”.

On tymczasem tego nie uczynił i to bynajmniej wcale nie dlatego, że jest taki mądry. O tym w ogóle nie ma mowy. Nie uczynił tego, bo zwyczajnie nie miał żadnych pieniędzy, którymi pod pretekstem kryzysu mógłby dodatkowo nafutrować finansowych grandziarzy. Dodatkowo – bo przecież i tak ich futruje tytułem tzw. obsługi długu publicznego. W bieżącym roku koszty tej obsługi prawdopodobnie wyniosą 38 miliardów złotych, co oznacza, że każdy obywatel, wśród których – jak to w nieszczęśliwym kraju – biednych jest zdecydowana większość, będzie musiał lichwiarskiej międzynarodówce zapłacić 1000 złotych rocznie.

Ani dużo, ani mało – ale jakby tak biedak nie musiał tego płacić, a dodatkowo tylu wysokich podatków, to kto wie – może by mu się nawet poprawiło? No tak – ale wtedy dobroczyńcy ludzkości nie mogliby walczyć z biedą, a dzięki temu – z wielką dla siebie korzyścią – mogą.

Albo teraz – rząd premiera Tuska, któremu brakuje pieniędzy kombinuje różne ustawy – i w zależności od tego, jaką grupę społeczną zamierza przy ich pomocy trochę oskubać – aplikuje albo uzasadnienia wolnorynkowe – jak w przypadku pielęgniarek – albo socjalistyczne, a nawet bolszewickie – jak w przypadku ujednolicenia marż handlowych i cen lekarstw w aptekach i hurtowniach.

Te przykłady pokazują, że Aleksy de Tocqueville miał absolutną rację twierdząc, że nie ma takiego okrucieństwa, ani takiej niesprawiedliwości, jakiej nie dopuściłby się nawet łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy. Niemniej jednak i z tej sytuacji możemy w ramach myślenia pozytywnego wyprowadzić korzyść w postaci wzrostu ekonomicznej edukacji społeczeństwa i to zarówno w duchu socjalistycznym, jak i wolnorynkowym jednocześnie.

Czegóż chcieć więcej – zwłaszcza, że na najbliższy poniedziałek państwowa telewizja zapowiedziała debatę między ministrem Jackiem Rostowskim a samym profesorem Leszkiem Balcerowiczem. I słusznie – bo skoro rosną ceny chleba i cukru, to niechże nasi Umiłowani Przywódcy dostarczą nam przynajmniej igrzysk!

Ale to jeszcze nic wobec oświadczenia, jakie ośmielił się wygłosić minister spraw zagranicznych naszego nieszczęśliwego kraju Radosław Sikorski w odpowiedzi na „rozczarowanie”, jakie w imieniu władz Stanów Zjednoczonych wyraziła Hilaria Clintonowa, kiedy to premier Tusk wstrzymał prace nad ustawą reprywatyzacyjną, po której kapitanowie przemysłu holokaustu tak wiele sobie obiecywali.

Nawiasem mówiąc, oświadczenie pani Hilarii pokazuje, że miałem wiele racji twierdząc, iż po odstąpieniu prezydenta Obamy od aktywnej polityki w Europie, obecna administracja traktuje Polskę wyłącznie jako skarbonkę dla jamochłonów. Taki pogląd został wówczas uznany przez autorytety moralne za antysemicki, a tymczasem – sam minister Sikorski nie tylko przypomniał pani Hilarii o umowach idemnizacyjnych zawartych z rządami państw, których obywatele utracili w Polsce mienie wskutek jego nacjonalizacji, ale nawet zarządził wydrukowanie umowy z USA na stronie internetowej MSZ.

Nawet nie śmiem przypuszczać, że ściągnął tekst z mojej strony, na której pozwoliłem sobie ją przed kilkoma miesiącami opublikować – ale kto powróci mi łzy wylane w nieutulonym żalu i rozpaczy po tych oskarżeniach o antysemityzm? Okazuje się bowiem, że odmowa zgody na ograbianie Polski przez organizacje wiadomego przemysłu żadnym antysemityzmem nie jest. A nie jest – bo rządowi premiera Tuska – jak zresztą sam expressis verbis stwierdził – zabrakło pieniędzy. Trochę biedy – i oto jakie rezultaty! Więc jeśli nawet nadal traktujemy biedę, jako coś złego, to musimy przyznać, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło!

Inna sprawa, że buńczuczne oświadczenie ministra Sikorskiego jest nieco zagadkowe w kontekście niedawnej pielgrzymki ad limina, którą rząd premiera Tuska odbył do Izraela wkrótce po podobnej wizycie delegacji rządu niemieckiego i po informacji, jaką 18 lutego podał izraelski dziennik „Haarec”, że tamtejszy rząd podjął decyzję o rozpoczęciu realizacji programu rewindykacji tzw. mienia żydowskiego w Europie Środkowej – a także po spotkaniu, jakie w końcu lutego minister Sikorski odbył z Hilarią Clintonową w USA.

Zarówno podczas wizyty ad limina, jak i bliskiego spotkania III stopnia z Hilarzycą musiano się przecież jakoś namawiać – więc skąd dzisiaj taka niespodziewana zuchwałość naszych Umiłowanych Przywódców? Czy to aby nie rodzaj bratniej pomocy ze strony starszych i mądrzejszych, którzy na tym etapie, to znaczy – na etapie przedwyborczym, chcą stworzyć premieru Tusku okazję zademonstrowania niezłomnej woli bronienia własną piersią Polski przed rabuśnikami, za co miliony Polaków w podskokach oddadzą mu swoje głosy po to, by po wyborach, kiedy już żadnych pozorów nie trzeba będzie zachowywać, załatwić po cichu wszystko, jak się nasi Umiłowani umówili?

Czas pokaże, czy moja podejrzliwość była uzasadniona – ale przy okazji chciałbym zwrócić uwagę, że na nagła wojna ministra Sikorskiego z Hilarzycą może sprzyjać przekonaniu nawet „młodych, wykształconych” do „pojednania z Rosją” – co w połączeniu z ewentualną realizacją żydowskich roszczeń po wyborach ułatwiłoby realizację kolejnego etapu scenariusza rozbiorowego.

Co tu ukrywać; to byłaby dopiero bieda – ale skoro nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, to czego dobrego moglibyśmy się w takiej sytuacji dopatrywać? Chyba tylko tego, że wtedy już nie trzeba byłoby troszczyć się o nasz nieszczęśliwy kraj, bo – jak to się wśród polityków mówi – „odpowiedzialność” za niego wzięliby starsi i mądrzejsi.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

 

Nadciąga apokalipsa…

March 20, 2011

… albo niżej podpisanemu wiosna rzuciła się na mózg, zaćmiewając jasność osądu i zdolność logicznego myślenia: tertium non datur. Jakie by jednak nie było właściwe wytłumaczenie, fakty są nieubłagane: w ciągu mniej niż 48 godzin dwaj (dwaj! więcej niż jeden!) przedstawiciele ekipy Ryżego powiedzieli coś sensownego – i podjęli decyzje nie będące kompletnym idiotyzmem.

Najpierw minister Sikorski błysnął elokwencją (której nie będę komentował, bo musiałbym używać głównie epitetów karalnych), ale za to chwilę później wykazał się kręgosłupem, o który kompletnie go nie podejrzewałem: krótko i węzłowato odniósł się do (wspieranych przez rząd USA) roszczeń organizacji żydowskich:

http://news.money.pl/artykul/sikorski;usa;mogly;pomoc;zydom;w;43;roku,25,0,795417.html

Że sojusznikom? Środkowy palec? W samym środku kampanii promującej autoryteta Grossa, pseudonim “Ponury Żniwiarz”? Po wizycie u braci starszych?

Jeszcze nie opadłem z szoku, a tu sam Ryży zabrał głos na temat “interwencji” w Libii (kuriozum samo w sobie: operacja wojskowa kierowana przez Francuzów – nację powszechnie znaną z waleczności):

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/tusk-nie-bedziemy-uczestniczyc-w-akcji-zbrojnej,1,4215606,wiadomosc.html

W przeciwieństwie do poprzedników z prawa i lewa, ekipa Ryżego najwyraźniej nie zamierza pchać Polski w kolejne bagno – jak pokazują przykłady Iraku i Afganistanu, cnotę straciliśmy, a rubla zarobić się nie udało. Oczywiście umiar Ryżego w propagowaniu demokracji może wynikać z faktu, że wskutek reform psychiatry Klicha nie bardzo mamy armię, ale nie czepiajmy się detali… Przynajmniej nie pakujemy się w bajzel, który – będąc szybką, zwycięską wojenką – ma wyciągnąć francuskiego gnoma z sondażowego piekła (i zatrzeć potencjalnie kłopotliwe informacje – na miejscu innych darczyńców zacząłbym się martwić).