Wyliż mi popiół z wulkanu, czyli negocjacje po islandzku

Islandia znana jest z paru rzńczy, choćby na płaszczyźnie kultury – ale spektakularne rozmiary nie są jedną z tych rzeczy. No bo powiedzmy sobie szczerze: 300 tysięcy ludzi (mniej niż mój rodzinny Lublin) rozsianych po wulkanicznej wyspie… Czy to brzmi jak poważna siła, z którą należy się liczyć?

Większość obywateli UE powiedziałaby (pomijając oficjalny bełkot) że raczej niekoniecznie – i jak to często z większością bywa, byliby w błędzie… Ale po kolei. Nie samą kulturą człowiek żyje i nic dziwnego, że – nie mając wiele poza zdolnymi i wykształconymi współobywatelami – islandzki biznes postawił na usługi finansowe jako źródło rozwoju.

Islandzkie banki rozpełzły się po Europie, oferując atrakcyjne warunki m.in. obywatelom Holandii i Wielkiej Brytanii. Rzeczonych obywateli nie trzeba było długo namawiać: nie zwracając uwagi na detale (jakim cudem ktoś może oferować tak wysokie oprocentowanie lokat nie ponosząc dodatkowego ryzyka)…

No i stało się, stało to co miało się stać: przyszedł rok 2008, krach na światowych giełdach – i IceSave wzięli diabli. Duża ilość niezadowolonych obywateli to kiepski interes dla brytyjskiego czy holenderskiego rządu w sytuacji, gdy za pasem wybory – więc stosowni ministrowie finansów pokryli sporą część strat z budżetu.

Ale że wyborcy chcieliby zjeść ciastko (nie ponieść straty) i mieć je nadal (nie doświadczać skutków zwiększonego deficytu), rządy Holandii i Zjednoczonego Królestwa zwróciły się do władz Islandii z żądaniem zwrotu poniesionych kosztów – łącznie c.a. połowa rocznego islandzkiego PKB.

Islandia powiedziała “NIE”. Oj działo sie, proszę państwa działo – szczytowy etap histerii to Gordon Brown de facto wciągający Islandię na listę państw-terrorystów: w myśl brytyjskiego prawa, można zamrozić aktywa organizacji terrorystycznej bez wyroku sądu i to właśnie spotkało islandzki bank. Dziwnym nie jest, że Islandczycy się wściekli a rok później przez parlament przewędrowała zmodyfikowana ustawa.

Którą prezydent zawetował i poddał referendum: ponad 93% wyborców kazało brytyjskiemu rządowi spadać na bambus. W zeszłym tygodniu miała miejsce powtórka z rozrywki: parlament chce do UE więc przepycha ustawę pozwalącą MFW, hm, powiedzmy “zdominowanie” Islandii, obywatelom się to nie podoba, prezydent wetuje…

Na razie nie wiadomo, co zrobi islandzki rząd: w końcu UE ma kilka asów w rękawie, w rodzaju islandzkiej aplikacji o przyjęcie do Unii albo pakietu pomocowego z MFW (oczywiście, jak nieustająco podkreślają oficjele, te zagadnienia są niezależne od spłaty brytyjsko – holenderskich zobowiązań – sama intensywność tych dementi może być powodem do niepokoju). Nie rzutuje to bynajmniej na fakt, że środkowy palec pokazany brukselskiej klasie próżniaczej korzystnie odróżnia rząd w Reykjaviku od wielu innych.

W szczególności: od rządzących Polską bezkręgowców.

Tags: ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: