Michalkiewicz: Najnikczemniejsi z nikczemnych

Felieton   tygodnik „Najwyższy Czas!”   18 lutego 2011

Ach, w jakim nieszczęśliwym kraju żyjemy! Nie dość, że zaciska się wokół nas imadło strategicznych partnerów, nie dość, że „światowej sławy historycy” – przy pomocy tubylczych kolaborantów, spośród których wielu – jak wynika z książki Romana Graczyka o konfidentach SB w „Tygodniku Powszechnym” – kolaborowało na wszystkie strony – „upokarzają Polskę na arenie międzynarodowej”, zgodnie z rozkazem rzuconym w kwietniu 1996 roku przez malwersanta Izraela Singera ze Światowego Kongresu Żydów, nie dość, że państwo szybkim marszem zmierza ku bankructwu – to jeszcze rządzące naszym nieszczęśliwym krajem Siły Wyższe dokonują systematycznej selekcji negatywnej w środowisku naszych Umiłowanych Przywódców.

W rezultacie Polska sprawdzają się w całej budzącej zgrozę rozciągłości słowa Winstona Churchilla, że nasz nieszczęśliwy kraj rządzony jest przez „najnikczemniejszych z nikczemnych”. Jeśli ktokolwiek miał jeszcze co do tego wątpliwości, to powinny rozwiać mu się ostatecznie na widok afery, jaką rozpętał poseł Platformy Obywatelskiej z Kędzierzyna-Koźla Robert Węgrzyn.

Orłem, to zdaje się on nie jest, ale przecież, podobnie jak inni posłowie, odgrywał dotychczas rolę naszego Umiłowanego Przywódcy w sposób nie zwracający niczyjej uwagi. Inna sprawa, że mamy obecnie rok wyborczy, kiedy to w środowisku naszych Umiłowanych Przywódców rozpoczyna się walka na kły i pazury o umieszczenie na partyjnych listach, co oczywiście sprzyja wzajemnemu się podsrywaniu pod każdym pretekstem – ale to wszystkiego nie tłumaczy, bo klangor wszczęli nie tylko Umiłowani Przywódcy z Platformy Obywatelskiej, ale również – z innych partii, chociaż poseł Węgrzyn dla nich nie jest żadnym konkurentem.

A poszło o to, że zagadnięty przy jakiejś okazji o sodomitów i gomorytki poseł Węgrzyn zacytował był wypowiedź swego partyjnego kolegi Andrzeja Czumy, że do gejów nie na żadnej ciekawości, natomiast chętnie popatrzyłby na lesbijki. Podniósł się niebywały klangor. Poseł Tomasz Tomczykiewicz z PO uznał, że wypowiedź posła Węgrzyna była „głupia” i „nieodpowiedzialna”. Dlaczego – tego już nie wyjaśnił, ale bo też poseł Tomczykiewicz jak zwykle się myli. Wypowiedź posła Węgrzyna ani nie była „głupia”, ani – tym bardziej – „nieodpowiedzialna”, tylko zwyczajnie – szczera.

Ale właśnie to najwyraźniej budzi w naszych Umiłowanych Przywódcach odrazę. Partyjny kolega posła Węgrzyna, poseł Krzysztof Gadowski z Jastrzębia Zdroju dał do zrozumienia, że jeśli nawet poseł – co oczywiście graniczy z niepodobieństwem – ma jakieś własne poglądy, to uzewnętrznianie ich „posłowi zwyczajnie nie przystoi”. Ja oczywiście rozumiem, że większość naszych Umiłowanych Przywódców nigdy niczego samodzielnie nie myśli, wypowiadając tylko opinie zatwierdzone przez oficerów prowadzących i dlatego widok czyjejś szczerej wypowiedzi wprawia ich w konsternację – ale żeby do tego stopnia nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji własnego postępowania – tego nawet ja się nie spodziewałem, chociaż wydawało mi się, że trudno przesadzić w przypisywaniu im bezmyślności. Okazało się, że są głupsi, niż przewiduje ustawa.

Nie mówię, dajmy na to, o pośle Jerzym Wenderlichu z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który z przesadnie, żeby nie powiedzieć – kabotyńsko odegranym oburzeniem orzekł, że „ta wypowiedź pokazuje wsteczność Platformy Obywatelskiej” – bo wiadomo, że SLD podlizuje się każdemu, a już specjalnie – postępakom, toteż i poseł Wenderlich musi się do nich jakoś akomodować. Trudno natomiast pojąć motywy, jakie przyświecały posłance PiS Beacie Kempie, kiedy wypowiadała opinię, iż „kiedy poseł publicznie uwłacza godności kobiety, nie można powiedzieć, że to jest żart (…) Obok przeprosin oczekuję od posła żalu za grzechy i postanowienia poprawy”.

Odnoszę wrażenie, że posłance Kempie od uczestnictwa w comiesięcznych liturgiach smoleńskich mogło zwyczajnie pomieszać się w głowie, skoro zaczyna przemawiać katechizmowymi formułami, ale mniejsza już o te odmienne stany świadomości, bo jeszcze dziwaczniejsza jest merytoryczna treść tej deklaracji. Po pierwsze – jakie uwłaczanie godności kobiety? Przecież gomorytki ze swoją gomorią publicznie się obnoszą, a volenti non fit iniuria. Najwyraźniej jeśli posłanka Kempa próbuje im się podlizać, to akurat strzeliła kulą w płot. I za jakie „grzechy” miałby przepraszać ją (dlaczego u diabła akurat ją?) poseł Węgrzyn?

Oto na stronie internetowej Stowarzyszenia Kampania Przeciw Homofobii czytam, że 25 stycznia br. w warszawskiej kawiarni „Tel Aviv” odbyło się uroczyste ogłoszenie wyników plebiscytu portalu homiki.pl na najważniejsze wydarzenie kulturalne, społeczne i polityczne minionego 10-lecia. Zwyciężyła kampania „Niech Nas Zobaczą”, polegająca – jak pamiętamy – na pokazywaniu sodomitów i gomorytek na wielkich ulicznych billboardach. Niech nas zobaczą!

A poseł Węrzyn chciałby właśnie sobie popatrzeć – co prawda tylko na gomorytki, bo sodomici specjalnie go nie rajcują – ale przecież de gustibus… i tak dalej. Więc wyszedł naprzeciw najskrytszym marzeniom gomorytek. Tymczasem posłanka Kempa dopatruje się w tym pragnieniu „uwłaczania godności kobiety”. Mówią wprawdzie niektórzy, że kobieca logika jest trochę inna od zwyczajnej, tej dwuwartościowej, ale żeby aż do tego stopnia? Ładny interes! To co to będzie, kiedy na skutek parytetów udział kobiet wśród naszych Umiłowanych Przywódców jeszcze się powiększy? Chyba pora umierać.

Wracając do strony SKPH, hasło „Zobacz, co robimy” ilustruje fotografia przedstawiająca sodomitę już rozebranego, którego od tyłu zachodzi drugi, jeszcze ubrany. Trudno o większą dosłowność, ale nie o dosłowność tu chodzi, tylko znowu – o nawoływanie do oglądania. Nie dziwię się posłowi Węgrzynowi, że nie chciał oglądać sodomitów; mnie też taki widok brzydzi, ale tak czy owak nie da się przecież ukryć, że sodomici chcą, by ich oglądać.

Dlaczego zatem Tomasz Szypuła, prezes zarządu Stowarzyszenia Kampania Przeciw Homofobii wystąpił ze skargą na posła Węgrzyna do Rzecznika Praw Obywatelskich i jakiegoś jeszcze innego operetkowego dygnitarza? Czyżby dewiacje seksualne rzucały się jednak na mózg? Może aż tak źle nie jest, może tylko musi wykazać aktywność, żeby Aleksander Smolar, najbardziej wpływowy w Polsce cadyk, przyznał mu kolejną transzę forsy z Fundacji Batorego – ale dobrze byłoby, gdyby, tak na wszelki wypadek, tę sprawę jednak zbadał jakiś weterynarz.

Ale nie ma tego złego, bo by na dobre nie wyszło. Każdy może się przekonać, że PiS też nie ma żadnej spójnej wizji, że PiS też nie jest żadną partią zasad, że dla partyjnego interesu gotowe jest torować drogę nawet sodomskiemu i gomoryckiemu terrorowi i wydać nas na jego pastwę.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Tags:

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: