FFWW: True Grit

Ucieka występny, choć go nikt nie goni

Jeśli film zaczyna się od cytatu z Księgi Przysłów, w trailerze Johnny Cash śpiewa “God’s gonna cut you down“, a pierwsze kadry filmu pokazują leżącego w błocie trupa i uciekającego konno w śnieżycę jeźdźca, to wprowadzenie w klimat zasadniczo mamy załatwione: będzie western i to klasyczny, po Bożemu, bez postmodernistycznych udziwnień i zabaw konwencją, od których John Ford przewraca się w grobie.

Co ciekawe, autorami tego stylistycznego ćwiczenia są bracia Coen – najzdolniejszy tandem artystyczny, jaki pojawił się w amerykańskim kinie ostatniego ćwierćwiecza. Przyznam się szczerze, że fascynują mnie ci faceci: w jaki sposób udaje im się funkcjonować tak długo i sygnując swoim nazwiskiem piętnaście filmów nie zaliczyć ani jednej ewidentnej wtopy? Weźmy choćby ostatnią pięciolatkę: “No country for old men“, “Burn after reading“, “Serious man” – a teraz “True grit“… Bez nadprzyrodzonych wytłumaczeń (iskra Boża / magia, zależy od indywidualnego stosunku do eschatologii) po prostu nie da rady.

lecz prawy jest ufny jak młody lew.

I taka, w rzeczy samej, jest Maddie: główna postać kobieca. Na początku mała dziewczynka, która chce pomścić śmierć ojca zastrzelonego przez najemnego pracownika. Tak naprawdę cały czas może liczyć tylko na siebie: matka jest uziemiona w domu z młodszym rodzeństwem Maddie (i niezbyt bystra), więc to na rezolutną czternastolatkę prowadzenie rachunków i doglądanie mnóstwa aspektów biznesu.

Maddie dorasta na amerykańskim pograniczu cywilizacji  i środowisko nie pozostaje bez wpływu na jej osobowość: to jest świat twardych zasad, brutalnego wymierzania sprawiedliwości… I selektywnie pojmowanej religii: zasadniczo jest oczywiście wiara w Boże miłosierdzie, ale właściwie cała reszta to starotestamentowy, surowy Stwórca który może i nagradza za dobre uczynki, ale przede wszystkim karze za złe.

I to widać w jej reakcjach: bez mrugnięcia okiem ogląda egzekucję trzech skazańców, spędza noc w kostnicy żeby zaoszczędzić pieniądze – i wynajmuje najbardziej bezwględnego faceta, jakiego jest w stanie znaleźć. Nie interesuje jej nic innego poza faktem, że morderca jej ojca ma umrzeć.

Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę

Chaney zastrzelił ojca Maddie i myślał, że skoro nikt go z miejsca nie aresztował, to nie ma problemu – ale za darmo jest tylko Boże miłosierdzie, wszystko inne na tym świecie ma swoją cenę. Dziewczyna chce pomścić ojca, chce by jego morderca zapłacił za swoją zbrodnię, ale “True grit” mówi jasno, że wszystkie nasze czyny mają konsekwencje: dotyczy to i bandyty Chaneya, i kierowanej – zrozumiałym przecież – pragnieniem zemsty Maddie.

Dziewczyna jest realistką i wie, że sama nie poradzi sobie z pościgiem: wynajmuje więc wspomnianego już wyżej rewolwerowca Cogburna (w polskim prawie nie ma bezpośredniego odpowiednika kategorii “marshall” – więc nie wiem jak to przełożyć). Facet chleje, śpi na zapleczu chińskiego sklepiku, komunikuje się ze światem burknięciami…

Chyba, że akurat pracuje: mimo przebłysków bufonady (niektóre sceny z jego udziałem nadają się na coś w stylu “The Dude in the Wild West”), Rooster Cogburn jest zawodowcem z mocnym moralnym kręgosłupem. Jego finałowa walka z bandą Neda Peppera (facet szarżuje konno trzymając uzdę w zębach, w każdej ręce rewolwer, a wali na niego czterech ludzi – czy muszę mówić więcej?)  i późniejszy desperacki wyścig z czasem to dobitna ilustracja tych cech.

Albowiem grzech nie powinien nad wami panować, skoro nie jesteście poddani Prawu, lecz łasce.

Poznajemy Cogburna jako bucowatego pijusa – a pod koniec filmu spod tej brudnej otoczki wyszedł na wierzch zupełnie, ale to zupełnie inny człowiek. Na początku Maddie to mała dziewczynka, która przedwcześnie musiała dorosnąć – ale dojrzała kobieta, której opowieść z offu spina klamrą cały film, wyciągnęła wnioski z ceny, którą przyszło jej zapłacić za pragnienie zemsty.

Czy ten film zaskakuje jakoś szczególnie? Niespecjalnie: źli ludzie pozostają źli, dobrzy pozostają dobrzy, i nawet tych “pomiędzy” coś pcha do odkupienia. Ale to dobrze: w czasach dominującej etycznej szarości, kiedy bohaterami masowej wyobraźni są ludzie z etycznego rynsztoka, potrzebny jest jasny przekaz ze świata, gdzie zły człowiek wali się w ostatniej scenie w zakrwawiony piach, a bohater odjeżdża w stronę zachodzącego słońca.

Mówimy tu o filmie braci Coen, więc wariacje wokół powyższego schematu oczywiście są: mamy w filmie równouprawnienie i Maddie jest równie istotną bohaterką co Cogburn… Feministyczny western? Biblijna przypowieść wstawiona w Dziki Zachód, okraszona najlepszymi dialogami, jakie od dłuższego czasu dane było mi słyszeć? Najlepiej idźcie przekonać się sami.

Warto. Naprawdę warto.

Cytaty z Księgi Przysłów i Listu do Rzymian – za Biblią Tysiąclecia.

Tags: , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: