FFWW: Black Swan

Właściwie to nie wiem, czemu poszedłem na ten film: jeden plus, czyli Natalie Portman, do której słabość mam co najmniej od czasu “Mrocznego widma” (jej obecność to jedna z nielicznych zalet tej porażki) – i góra potencjalnych minusów, zaczynając od faktu że film jest o balecie (kanonicznym przykładzie dziedziny sztuki, gdzie forma przerosła treść) a reżyseruje Darren Aronofsky (facet niewątpliwie wybitnie zdolny, ale konia z rzędem temu, kto po obejrzeniu “Requiem dla snu” będzie miał prędko ochotę na powtórkę).

Może to sprawa braku sensownej alternatywy (no bo litości: “Green Hornet”? “Season of the witch”?), a może rekomendacji Rogera Eberta – od śmierci Kałużyńskiego, jedynego krytyka filmowego którego warto czytać w mediach?

Tak czy owak, w lutowy czwartek Banachewicz poszedł na “film o balecie” i jest z tej decyzji bardzo, ale to bardzo zadowolony.

Po pierwsze dlatego, że to nie jest film o balecie – a w każdym razie w nie większym stopniu, niż “Million dollar baby” jest filmem o boksie. Owszem, wszystkie istotne postaci są lub były związane z baletem, ale  – przynajmniej takie mam wrażenie – to mógłby równie dobrze być teatr, tylko wtedy pokazanie niszczącej siły pasji byłoby sporo trudniejsze. To raz, a dwa – niewiele dziedzin sztuki wymaga tak straszliwego wysiłku fizycznego i psychicznego równocześnie…

Właśnie, psychicznego: jak nietrudno się zorientować z trailera, fabuła nie jest porażająco odkrywcza. Młoda tancerka Nina (Natalie Portman) obsesyjnie dąży do perfekcji a miarą osiągnięcia tejże ma być główna rola w “Jeziorze łabędzim”, którego nową wersję szykuje właśnie Thomas, reżyser ożeniony chyba ze swoją pracą i przekonany o własnej wielkości. Dziewczyna jest nieśmiała, stłumiona przez matkę (niespełnioną baletnicę) i zachowuje się jak przegląd neuroz.

Dołóżcie do tego stres związany z rywalizacją o rolę i mamy przepis na drugi najulubieńszy – plastycznie – temat wszystkich filmowców (pierwszy to oczywiście wojna): szaleństwo. Ninie pomalutku zaczyna odbijać – zachowania wyglądające z początku na lekką psychozę natręctw stopniowo lecą w obsesje, a po jakimś czasie nie wiemy już: czy to, co widzimy na ekranie, dzieje się naprawdę – czy tylko w poddanym straszliwemu ciśnieniu umyśle dziewczyny?

Niezależnie od przyczyn, mamy do czynienia ze świrem wyjątkowo malowniczym, dzięki czemu reżyser możę się przespacerować po swoich ulubionych ponurych zakątkach ludzkiej psychiki.W zrozumieniu tej równi pochyłej w obłęd pomaga, acz nie jest konieczna, znajomość fabuły “Jeziora łabędziego” – na szczęście Aronofsky nie nakręcił filmu tylko dla fanatyków baletu i dość szybko można się zorientować jaka jest relacja między psychicznym cierpieniem Niny i jej rolą.

W zasadzie ten film opiera się na dwóch filarach: po pierwsze, Darren Aronofsky kocha balet. To znaczy: ja nigdy reżysera nie spotkałem i być może prywatnie facet ma alergię na tancerzy w obcisłych kostiumach i chude jak szczapa tancerki, ale “Black Swan” sfilmowany jest tak, że po prostu nie idzie oderwać oczu od tego, co dzieje się na parkiecie. Tu nie ma się co rozpisywać, to po prostu trzeba zobaczyć.

Co ciekawe, przy całej miłości do estetyki tańca, Aronofsky bynajmniej nie idealizuje: urzekające estetyką sceny przeplatane są zbliżeniami na nienaturalnie wygięte stopy i sztywne ciała. Za stworzone na scenie piękno ktoś płaci fizycznym cierpieniem teraz i obietnicą ciągu dalszego w przyszłości: popatrzcie na sceny z matką Niny, kiedy kamera zatrzymuje się na jej rękach czy nogach.

No ale pisałem o dwóch filarach, na których stoi “Black Swan” – a ten drugi to oczywiście aktorski koncert, który daje absolutnie zjawiskowa Natalie Portman. Kamera ją kocha i śledzi ją z wytrwałością fetyszysty: ostatni raz coś takiego widziałem u Tarantino, który chyba wielbi ziemię, po której stąpa Uma Thurman (a w każdym razie wielbił na wysokości “Kill Bill”). I tu jest coś podobnego – Nina sznuruje baletki, Nina uwodzicielsko pląsa w barze, Nina płacze na poduszce, Nina z twarzą ściągniętą z bólu tańczy rolę swojego życia…

I w dramatycznych momentach, i w prozaicznych scenach w rodzaju jazdy metrem – Portman hipnotyzuje widza przeskokami, które w miarę rozwoju akcji robią się coraz częstsze. Łagodny Biały Łąbędź drżący ze strachu – i wyuzdany Czarny Łabędź z błyskiem okrucieństwa w oczach. Delikatna dziewczyna obraca się w stronę lustra, a stamtąd spogląda na nią drwiąco uśmiechnięty wamp.

A w tle – świetna ścieżka dźwiękowa mieszająca Clinta Mansella z Czajkowskim. Sztuka wymieszana z życiem, pokazana tak, że wciąga nawet człowieka trzymającego się na ogół z dala od baletu i pochodnych aktywności, zjawiskowa Natalie Portman (chyba się powtarzam, ale naprawdę jest powód)…

Warto. Naprawdę warto.

Tags: , , , ,

10 Responses to “FFWW: Black Swan”

  1. Wojo Says:

    “Właściwie to nie wiem, czemu poszedłem na ten film:” – proste masz Pathe Unlimited🙂

    A serio, dzięki za recenzję. Sam się zastanawiałem nad tym filmem i po tym co napisałeś myślę że mi się spodoba. Może wreszcie złamię na nim klątwę długiej nieobecności w kinie.

    Przy okazji “Requiem dla Snu” uważam za genialny, ale poziom doła jaki ten film generuje jest faktycznie sprawia że nie chce się do niego wracać.

    • Banan Says:

      no ba, wlasnie wczoraj o Tobie przed filmem myslalem – mialem malo czasu wiec poszedlem zjesc falafela zamiast czegos porzadnego🙂

      a co do PU – mialem zrezygnowac, bo analogiczna klatwa trzymala mnie dwa miesiace, ale chyba sie przelamie.

  2. Wojo Says:

    PU jest jedną (z nielicznych) rzeczy jakie przeniósłbym do Polski bez zmrużenia okiem.

    W sumie falafela okazyjnego też bym wciągnął🙂

  3. grześ Says:

    Hm, właściwie to nie wiem, czemu nie poszedłem na ten film w ostatnią sobotę:)

    Znaczy wiem, acz wszystkie przyczyny pozafilmowe były, ale po przeczytaniu twojego tekstu żałuje bardziej niż wcześniej.

    A co do “Requiem dla snu”, obejrzałem, ale z trudem, nie jest to film łatwy, ale nawet to nie o to chodzi, dla mnie on jest toksyczny lekko.

    Bo trudne i dziwne filmy czasem lubię, ale “Requiem…” przekracza wszelkie normy chyba:), acz muzyka świetna.

    • Banan Says:

      “nie jest to film łatwy, ale nawet to nie o to chodzi, dla mnie on jest toksyczny lekko.” – no mówię: więcej niż raz to jest wyzwanie…

      “ale “Requiem…” przekracza wszelkie normy chyba:),” – nie aż w takim stopniu jak np “Przełamując fale”, które ja przypłaciłem dwudniową depresją.

  4. grześ Says:

    “Pathe Unlimited ”

    Hm, a co to za ustrojstwo?

    • Banan Says:

      Karta “stałego widza” w sieciówce kinowej: płacisz miesięczniej równowartość 2 biletów i oglądasz ile dusza zapragnie.

  5. grześ Says:

    Poszedłem dziś i teraz przeczytałem twój tekst i jednak zachwytu nie podzielam.
    Albo inaczej, to jednak nie jest kino dla mnie zupełnie.Zeschizowany film totalnie jest.
    Natalie Portman też mnie nie powaliła, ale to nie jej wina, acz filmu.
    CFilm jest dobry, ale totalnie meczący i jak dla mnie nie ma tego, co dla mnie najważniejsze w sztuce: nie chwyta, ciągle widząc go, pamiętałem, że to film, nie wczułem się, nie wspólczułem, nie było mi nikogo żal, nikogo z tego filmu nie polubiłem itd
    No może jedynie matki bohaterki było mi szkoda:), acz nie była też raczej pozytywną postacią,.
    te ciągłe zbliżenia pokazywały więcej brzydoty niż piekna baletu.
    Oczywiście film broni się jako opowieśc o tym jak sztuka przeplata się z szaleństwem, ale mam takie wrażenie, jak przy filmach Lyncha niektórych (pewnie i Tarantino bym pod to podciągnął, gdybym znał lepiej jego twórczość)
    One sa puste.
    Piękne, ale puste jednak. A ja jako człek wygodny wolę z dwojga złego puste komedie oglądać niż puste zeschizowane filmy.

  6. grześ Says:

    P.S. “Przełamując fale” mnie dawno temu zachwyciło, drugi raz oglądałem kilka lat później i to już nie było to.

    A znasz najnowsze dzieło Triera “Antychryst”, widziałem fragmenty i wnioskuje po nich, że to jest dopiero kuriozum i film nieudany.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: