FFWW: Battlestar Galactica

Mnóstwo jest na świecie filmów, seriali i książek opowiadających o wojnie: jak do niej doszło, kim były strony konfliktu, jak przebiegały kolejne bitwy… I dużo jest też rozważań o koegzystencji ze twórcy ze stworzeniem: jak się do nas odniesie, czy będzie posłuszne czy wręcz przeciwnie… Twórcy “Battlestar Galactica” znają te wszystkie konwencje i gatunkowe konwenanse – i niespecjalnie się nimi przejmują.

Ludzkość stworzyła sztuczną inteligencję w postaci (robotów) Cylonów, rzeczone roboty zbuntowały się przeciw ludziom, wybuchła wojna, po niej było kilka dekad pokoju, a potem roboty zaatakowały po raz drugi. Jak się dowiadujemy – skutecznie. Po pierwszej godzinie serialu już wiemy, że nie będzie spektakularnych bitew, szarż do zwycięstwa i innych atrakcji tego typu: ludzkość przegrała wojnę i jest pozamiatane. Został jeden bojowy statek, flota cywilnych transportowców – a wokół czające się na niedobitków maszyny.

No i w tym momencie spora część potencjalnych widzów krzywi się z niesmakiem że roboty, kosmos, statki – musi dziecinada i w ogóle to przecież nie jest coś dla poważnych ludzi – i rzeczona część robi cholerny błąd. Science fiction jest tu potrzebne troszkę na takiej zasadzie jak western na przykład w “Rzece bez powrotu”: żeby pokazać ekstremalne cechy siedzące w ludziach, trzeba tych ludzi najpierw wepchnąć w ekstremalną sytuację. Tego się nie da zrobić w środku pełnego ludzi miasta – musi być dzicz, brak cywilizacyjnych wygód i człowiek zdany sam na siebie.

I na podobnej zasadzie funkcjonuje ten kosmos w BSG: owszem, sytuację osaczenia można by pokazać też poprzez, nie wiem, bunkier albo okop – ale zawsze mógłby znaleźć się jakiś malkontent, który spyta “a czemu stamtąd nie uciekli”. A tutaj “nie ma dokąd spierdalać“, że tak pojadę Sapkowskim: nasz dom wyleciał w powietrze (nawet nie to że z hukiem, bo obserwowaliśmy całość z kosmicznej próżni), w każdej chwili mogą się nas rzucić chcące nas dorżnąć roboty, wokół jacyś przypadkowi ludzie (w końcu czy ktoś sobie wybiera z kim będzie leciał samolotem?), lecimy na oparach paliwa i lada chwila może nam się skończyć żywność, której nie ma za bardzo jak uzupełnić.

Czy wspomniałem, że wśród załogi są agenci wroga – ludzie jeszcze o tym nie wiedzą, ale nowa generacja Cylonów to humanoidalne androidy, których bez specjalnej aparatury nie da się odróżnić od homo sapiens? I rzeczona piąta kolumna marzy tylko o jednym: żeby dokończyć rozpoczętą masakrę i doprowadzić do ostatecznego rozwiązania kwestii ludzkiej.

Poczuliście ten klaustrofobiczny syf? No, to teraz na scenę wkracza komandor William Adama: zawodowy wojskowy, człowiek który właściwie nie istnieje bez munduru. Jako wieloletni dowódca okrętu “Galactica” miał odprowadzić statek na zasłużoną emeryturę, a potem sam się udać na własną – ale tak się nieszczęśliwie złożyło, że akurat wybuchła wojna ostateczna, więc odpoczynek musi chwilę poczekać.

Oprócz karnej i wyszkolonej załogi, ma teraz na głowie bandę przestraszonych cywili, którym oprócz wiktu i miejsca do spania musi jeszcze dać jakiś cel. Najchętniej wsadziłby połowę z nich do karceru żeby nie przeszkadzali mu dowodzić statkiem – ale w komandorze siedzi też William Adama – obywatel, który rozumie, że konstytucyjnych cugli nie narzucono armii dlatego, że ktoś miał takie widzimisię, tylko z cokolwiek ważniejszych powodów.

Nie samym wojskiem człowiek żyje: jedyny ocalały członek administracji rządowej to sekretarz oświaty Laura Roslin – więc mimo braku parcia na władzę, zostaje zaprzysiężona na prezydenta. Z jednej strony musi zachowywać przynajmniej pozory cywilnego życia (bo inaczej może równie dobrze oddać rządy Adamie i ogłosić dyktaturę), z drugiej – rozumie, że tylko wojsko może obronić cywilną populację i flota ostrzeliwana przez Cylonów to ani, czas ani miejsce na dyskusje o podziale kompetencji między władzę cywilną i wojskową.

Lekceważona z początku przez wielu, inteligentna kobieta o nerwach ze stali – i zmagająca się z prywatnym dramatem, który musi ukryć przed światem, bo ludzie potrzebują twardego przywódcy, a nie zwykłej kobiety, ze zwykłymi ludzkimi słabościami.

Poza tą dwójką jest jeszcze całe mnóstwo świetnych postaci, których relacje rzutują na całokształt: gdzie indziej dałoby się jakoś rozładować ukryte animozje, ale tutaj? Znów klaustrofobia: faceta rzuciła żona, odeszła do jego kumpla, ale nie można trzasnąć drzwiami skoro codziennie widzisz tego gościa przy pracy – obaj jesteście mechanikami i bez waszej zgodnej współpracy któryś z pilotów jutro nie wróci z bojowego lotu, bo nie dopilnowaliście chłodzenia w silniku. Trącące telenowelą sytuacje nabierają zupełnie innego wymiaru: tutaj naprawdę czyjeś życie znaleźć się w niebezpieczeństwie wskutek chwili nieuwagi.

BSG może kryć się za dekoracjami SF, ale nie stroni bynajmniej od współczesnych problemów, nad którymi powinien zastanowić się czasem każdy z nas: rasizm, postęp technologiczny i jego konsekwencje, tolerancja religijna, etyka wojny – czy cel uświęca środki… I jak większość wybitnych dzieł, najlepiej czuje się w etycznej szarej strefie: tu nie ma łatwych odpowiedzi i prostych wyborów. Udać, że nas to nie interesuje? Nie da rady – każde z tych zagadnień prędzej czy później (a serial liczy cztery sezony, więc twórcy nie musieli się ograniczać)  wypłynie na powierzchnię – a od tego, co zrobią bohaterowie, zależeć będzie bardzo wiele.

Na oczywisty wymiar konfliktu, czyli agresorzy (Cyloni) i napadnięci (ludzie) nakłada się jeszcze aspekt religijny – i to mocno odróżnia BSG on innych pozycji fantastycznych. Uciekinierzy to w większości wyznawcy politeistycznej religii: zniszczony ludzki dom to 12 kolonii, którym patronowało 12 bogów z panteonu – natomiast roboty wyznają monoteistyczny amalgamat religii abrahamicznych.

Czy wolno posłać zamachowca-samobójcę do walki z dziesiątkującym ludzi wrogiem? Zniszczyć pełen cywili statek aby ocalić pozostałych? Negocjować z terrorystami? Adama, Roslin i ich podwładni cały czas stawiani są przed takimi wyborami i muszą żyć ze świadomością skutków swoich decyzji – a przecież nie są superbohaterami, tylko zwykłymi, często bardzo zmęczonymi i omylnymi ludźmi.

Strasznie się rozpisałem o tym co odróżnia BSG od reszty produkcji z gatunku science-fiction, ale są oczywiście elementy kanonu: nowe światy? Tak. Złowrogie i nie tylko roboty? Spektakularne strzelaniny w kosmosie? Wybuchy? Jak najbardziej. Niektórzy piszą, że BSG to fantastyka “militarna” – ale to ma mniej więcej tyle sensu, co stwierdzenie, że Johnny Cash grał country a Michał Anioł malował sufity.

Space opera totalna, ze sporą dawką psychologii,  polityki i religii – a do tego znakomita muzyka, dialogi i bohaterowie, do których człowiek, chcąc nie chcąc, zaczyna się przywiązywać. Pokażcie mi kinowy film udanie żonglujący tyloma tematami – i w takim stylu!

Warto. Naprawdę warto.

Tags: , ,

2 Responses to “FFWW: Battlestar Galactica”

  1. Wojo Says:

    Zgadzam się z Tobą. Serial jest naprawdę dobry i zadaje ciekawe pytania. Oczywiście zdarzają się słabsze odcinki ale generalnie naprawdę trzyma poziom a niektóre odcinki naprawdę potrafią wgiąć w fotel. Również polecam.

    A przy okazji ostatnio całkiem mi się spodobał brytyjski serial Paradox – może nie wybitny jeżeli chodzi o treść ale naprawdę trzymający w napięciu.

    • Banan Says:

      “Oczywiście zdarzają się słabsze odcinki” – no jak dla mnie najsłabszy był środek trzeciej serii z lekko telenowelowym klimatem, ale wynagradzają to dwie rzeczy (w obrębie tegoż sezonu): świetne klimaty z okupacją i zamachami na początku sezonu, tudzież absolutnie genialne zakończenie z użyciem “all along the watchtower”.

      “A przy okazji ostatnio całkiem mi się spodobał brytyjski serial Paradox” – sprawdzę, wypowiem się 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: