Multi kontra kulti

Ja wiem, że nie wypada rechotać, że o naszych starszych “braciach” w wierze mówić należy wyłącznie w postawie klęczącej – ale nic na to nie poradzę, że jojczenia na temat antysemityzmu wywołują u mnie głównie rozbawienie. W odmianie polskiej, złość przedstawicieli wyznania handlowego skierowana przeciw gojom (nie uznającym ich statusu ludu wybranego –  nie bardzo wiadomo do czego) skupia się na kościele katolickim: a to czciciel płonącej stodoły wyda nowy zestaw bajek dla dorosłych, a to znów biskupi wprowadzą – ani chybi w celu urozmaicenia liturgii – Dni Judaizmu (wiadomo: pojednanie, dialog, Jedwabne, największa tragedia w historii galaktyki, skrucha za ksenofobię, Jedwabne, odszkodowania za mienie, Jedwabne, dialog i pojednanie, starsi bracia, PAW PANORAMICZNY)…

Ten pakiet jest sprawdzony i przetestowany: wygenerować poczucie winy, wydusić benefity – a potem jest już z górki. Ale co zrobić w krajach, gdzie kościoła de facto nie ma, albo jest kierowany przez ludzi jeszcze bardziej postępowych niż TW “Filozof”? No bo weźmy taką Holandię: jeśli chodzi o przeszłość z czasów przed multi-kulti, standardowy Holender właściwie od małego nauczony jest, że ma przepraszać za dyskryminację, rasizm i prześladowanie, którego dopuszczali się jego przodkowie.

Podczas II WŚ mieszkańcy Niderlandów nie wykazali się, mówiąc oględnie, przesadnym heroizmem – i wprost proporcjonalnie do odczuwanego kaca moralnego, traktują dom Anny Frank jak świętość (na tyle, na ile możliwe są świętości w społeczeństwie ufundowanym na relatywizmie i “tolerancji”). W zeszłym roku – o matko! – spróchniało i padło stojące przed domem drzewo, które Anna opisała w swoim pamiętniku.

Lewicowi dziennikarze (czyli większość) jęczeli i załamywali ręce jakby co najmniej umarł im ktoś z rodziny. Ci sami dziennikarze, zatroskani o żydowskie dziedzictwo, nawalają równocześnie na Izrael – uznając go za zło wcielone i główne zagrożenie dla pokoju na świecie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że tutejsza “prawica”, czyli Geert Wilders, to największy filosemita po tej stronie Drogi Mlecznej – a że Wildersem lewica straszy swoje dzieci (w każdym razie – te, które uniknęły jakimś cudem skrobanki), więc przez indukcję Izrael też jest “be”.

Pisałem o tym w kontekście turbaniarzy i ciepłych braciszków: próbując dogodzić wszystkim mniejszościom naraz, Holendrzy władowali się w ślepą uliczkę. Ponieważ wyznawane przez różnych pieszczoszków lewicy wartości (o ile, patrząc na gejów i muzułmanów, można zestawiać Koran z seksem analnym) są wzajemnie sprzeczne, siłą rzeczy rodzi to konflikty. Chcąc dogodzić gejom, człowiek naraża się muzułmanom; chcąc wyrazić troskę o Palestyńczyków podpada człowiek Żydom – a znowuż troszcząc się o Żydów, naraża sie muzułmanom (w ogóle turbaniarzom narazić się nie jest trudno)…

Znak czasów, proszę państwa: jeszcze dwadzieścia, trzydzieści  lat temu diatryba o holenderskim antysemityzmie poskutkowałaby atakiem – przynajmniej pozorowanej – skruchy. A teraz? Tak zwana milcząca większość równo zlewa żydowskie roszczenia do wyjątkowości.

Ciekawe co zrobią, jak nowymi “wybrańcami” zaczną się głośno mienić ciapiaci.

Tags: , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: