Michalkiewicz: Bez mydła się nie obejdzie

Bo trzeba doić, strzyc to bydło, a kiedy padnie – zrobić mydło!” – powiadał Towarzysz Szmaciak. I co Państwo powiecie? W 22 roku sławnej transformacji ustrojowej, kiedy naród polski, który tak wiele wycierpiał z rąk okupanta hitlerowskiego, no i w ogóle, został potraktowany jak „stado baranów”. Tak powiedział sam pan prof. Balcerowicz, więc nie wypada zaprzeczać, bo wiadomo, że kto sprzeciwia się panu prof. Balcerowiczowi, to nie tylko jest wrogiem ludu pracującego miast i wsi, ale również – faszystą, który niezwłocznie powinien zostać zdemaskowany i zadenuncjowany do niezawisłego sądu przez delatorską agencję „Nigdy Więcej”, albo jakąś inną formację ochotniczą.

Nie wypada zaprzeczać tym bardziej, że zdaniem pana prof. Balcerowicza naród polski, który, tak wiele… i tak dalej, został potraktowany jak „stado baranów” przez samego premiera Donalda Tuska. Konkretnie chodzi o to, że premier Donald Tusk zapowiedział zmniejszenie składki przekazywanej do Otwartych Funduszy Emerytalnych z 7,3 procent do 2,3 procent. Różnica trafi do ZUS, który najwyraźniej zaczyna robić bokami, mimo pozwolenia emisji własnych obligacji.

Obligacje te jako niby własne, a nie budżetowe, podobnież nie są wliczane do długu publicznego, chociaż w razie czego, to jużci – Skarb Państwa, a nie, dajmy na to pani Fedakowa, będzie musiał beknąć. To znaczy – jaki tam znowu „Skarb Państwa”? Ani „skarb”, który przecież już dawno został rozkradziony, ani „państwa” – bo przecież trudno nazwać „państwem” tę jaskinię zbójców, w którą państwo polskie zmienił Józef Stalin za pośrednictwem swoich agenciaków poprzebieranych za generałów, ministrów i sekretarzy. Więc nie żaden „Skarb Państwa”, tylko zwyczajnie – podatnicy, czyli – jak wdzięcznie powiedział pan prof. Balcerowicz – „stado baranów”.

No dobrze, ale co się stało panu prof. Balcerowiczowi, że nie tylko uruchomił zegar długu publicznego, ale teraz pryncypialnie krytykuje premiera Tuska, że traktuje naród polski, który tak wie… – i tak dalej, jak „stado baranów”? Przecież kiedy pan prof. Balcerowicz był wicepremierem i ministrem finansów w rządzie charyzmatycznego pierwszego niekomunistycznego premiera Tadeusza Mazowieckiego, naród polski, który – i tak dalej – też był traktowany jak stado baranów – czego najlepszą ilustrację stanowiła ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych.

Jak wiadomo, przetrąciła ona kręgosłup zalążkowi polskiej klasy średniej, dzięki czemu razwiedka, przechwytująca kluczowe segmenty gospodarki z sektorem finansowym na czele, nie musiała obawiać się żadnej konkurencji – chyba że ze strony starszych i mądrzejszych, którzy w 1990 roku wyciągnęli z biednej Polski co najmniej 17 miliardów dolarów i nawet chcieli przyznać za to profesoru Balcerowiczu nagrodę Nobla. Dlaczego premier Tusk nie miałby potraktować narodu polskiego, który tak wiele wycierpiał, że jeszcze jedno cierpienie więcej już i tak nie robi mu różnicy – jak „stada baranów”, skoro naród polski, a w każdym razie jego najświatlejsza część, z czytelnikami „Gazety Wyborczej” na czele, cały czas go miłuje i podziwia?

Najwyraźniej naród polski lubi być traktowany jak stado baranów, bo czyż nie został tak samo potraktowany przez charyzmatycznego premiera Buzka, który stanął na czele rządu koalicji AWS-UW i w tym charakterze, z panem prof. Balcerowiczem jako pomocnikiem, wprowadzał wiekopomne reformy – między innymi reformę emerytalną z otwartymi funduszami emerytalnymi, jako tak zwanym „drugim filarem”.

Warto przypomnieć, że wiekopomne reformy charyzmatycznego premiera Buzka miały na celu powprawianie w zewłok Rzeczypospolitej wielkiej liczby klamek, na których mogliby się uwiesić wyposzczone stada naszych Umiłowanych Przywódców, którym wcześniej wszystkie klamki zajęli Umiłowani Przywódcy z Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Otwarte fundusze emerytalne były pomyślane w ten sposób, że ze składki na ZUS wykroi się 7 procent, które OFE będą sobie „inwestowały” w obligacje Skarbu Państwa, a co na tym zarobią, to częściowo wezmą sobie w postaci prowizji, a częściowo wyfutrują zaprzyjaźnione spółki. Oczywiście takie rzeczy mógłby na własną rękę zrobić każdy obywatel, ale co by wtedy mieli z tego nasi Umiłowani Przywódcy i czający się za nimi w tle starsi i mądrzejsi?

Oczywiście ustawodawca w ustawie obwarował działalność towarzystw emerytalnych niezwykle surowymi prawami, niemal tak surowymi, jak surowe prawa stanu wojennego, ale to oczywiście tylko pozór, bo kluczowy dla sprawy jest schowany w tym gąszczu surowości art. 180 ustawy o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych, który stanowi, że pokrycie niedoboru w przypadku, gdy nie może on być pokryty ze środków Funduszu Gwarancyjnego, gwarantuje „Skarb Państwa”.

A ponieważ już wiemy, że żadnego „skarbu państwa” nie ma, bo jest tylko zastaw na przyszłych podatkach, to znaczy, że naród polski, który tak wie… – i tak dalej – został potraktowany jak „stado baranów” już kilkanaście lat wcześniej, nie bez pewnego udziału pana prof. Balcerowicza. No, może bez takiej ostentacji, jak przy okazji rozkradania majątku państwowego przy pomocy tak zwanych narodowych funduszy inwestycyjnych, kiedy to do stręczenia ich „stadu baranów” specjalnie zaangażowano znanego satyryka Pana Jacka Fedorowicza, niemniej jednak.

Ale gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że pan prof. Balcerowicz nie tylko krytykuje premiera Tuska za potraktowanie mniej wartościowego narodu tubylczego jak „stada baranów”, ale – niczym Malapucyusz Chałos z „Bajki o trzech maszynach opowiadających króla Genialona” autorstwa Stanisława Lema – wysuwa również alternatywne propozycje konstruktywne. Skoro rządowi zabrakło pieniędzy, to zamiast przykręcać śrubę otwartym funduszom emerytalnym, podważając w ten sposób wiekopomne reformy charyzmatycznego premiera Buzka, w których przecież maczał palce również prof. Balcerowicz – rząd powinien wydłużyć mniej wartościowemu tubylczemu narodu wiek emerytalny, no i zrównać go tubylczym babom z tubylczymi chłopami. Niech pracują do upadłego – a potem się zobaczy. Znaczy się – doić, strzyc to bydło, tylko dłużej, znacznie dłużej – a kiedy padnie – to co? Ano – zrobić mydło! Że też Towarzysz Szmaciak przewidział to znacznie wcześniej i to bez konieczności wysyłania go na kosztowne stypendia Fulbrighta!

No, ale był w tej samej partii i to wiele wyjaśnia.

Felieton   tygodnik „Najwyższy Czas!”   14 stycznia 2011

Tags:

2 Responses to “Michalkiewicz: Bez mydła się nie obejdzie”

  1. mw Says:

    Nic dodać nic ująć. Ale co ma z tym wspólnego Michalkiewicz?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: