FFWW: Devil’s whore

Anglicy mają kilka sportów narodowych: oczywiście futbol, poza tym picie piwa w pubach, zadymy po meczach, jedzenie straszliwie wyglądających porcji biomasy (black pudding etc.)… a do mniej więcej połowy siedemnastego wieku także wojny domowe. Jak nie Elżbieta rywalizująca z Marią Stuart, to wojna Dwóch Róż, którą można uznać za matkę większości późniejszych zadym. Jeden z bardziej dramatycznych przykładów tego angielskiego hobby to Wojna Domowa z lat 1642 – 51 i na jej tle rozgrywa się akcja telewizyjnego arcydzieła: miniserialu “Devil’s whore”.

Czasy, nie da się ukryć, były niestety dość ciekawe – jak ktoś ma ochotę na trzyminutowe streszczenie, to wyśpiewał je Jacek Kaczmarski. Ten blog to nie podręcznik historii, więc tak skrótowo: parlament zbuntował się przeciw słabemu monarsze Karolowi I, po brutalnej wojnie domowej (przegranej przez rojalistów) król został ścięty, dyktatorską władzę objął Oliver Cromwell, po śmierci którego nastąpiła restauracja monarchii pod berłem Karola II – wylano morze krwi i zmieniono wszystko po to aby, tak naprawdę zmieniło się bardzo niewiele.

Dość jasne – nawet z powyższego zwięzłego opisu – jest to, że mamy do czynienia z Historią maszerującą ludziom po głowach, ale twórców znacznie bardziej interesują zaplątani w tę Historię ludzie. Na pierwszym planie Angelica (Andrea Riseborough), jedyna fikcyjna postać wśród głównych bohaterów: inteligentna, przebojowa młoda kobieta. Straumatyzowana religijną manią matki, która porzuciwszy rodzinę odeszła do klasztoru, Angelica zobaczyła diabła – i echo tamtego koszmaru powraca w jej życiu jak refren w co cięższych momentach (a tych, niestety, w życiu zgrabnej brunetki nie brakuje).

Nie mając za bardzo innego wyjścia, wychodzi za przyjaciela / przybranego kuzyna – ale że właśnie wybucha wojna, małżonek nie jest najwaleczniejszym żołnierzem Anglii a król jest idiotą maskującym słabość atakami wściekłości, Angelica szybko wdowieje i ląduje na ulicy. Z rynsztoka na chwilę wyciąga ją wieprzowaty szlachcic (czego chce w zamian za wikt – chyba oczywiste), potem jest krótki etap bandyterki, miłość do rewolucyjnego radykała zakończona tragedią, ucieczka w dziwne sekciarski klimaty proto-hipisów… A w końcu uczucie do człowieka który nadaje się na kilka rzeczy, ale na romantycznego kochanka niespecjalnie.

Najemnik Edward Sexby, bo to on zamyka listę miłości Angeliki, to kolejna postać, której John Simm – tak naprawdę używając bardzo prostych środków – daje wiarygodność. Mam do tego aktora słabość od czasu “Life On Mars” i w „Devil’s Whore” nie zawodzi: Sexby właśnie wrócił z „kontraktu” w Niemczech w ojczyste strony. Nostalgia? Sentyment? Nie on po prostu nie umie już żyć bez zabijania – a nieomylny instynkt podpowiada mu, że w konflikcie między rojalistami i parlamentem w końcu komuś puszczą nerwy. Poleje się krew, zacznie się mordowanie: ludzie tacy jak on znów będą potrzebni.

Sexby zna wszystkie główne figury dramatu (w szczególności Cromwella i Rainsborough) i choć z początku stoi z boku, z czasem daje się wciągnąć w walkę za ideały, a nie twardą gotówkę – i jak to zwykle w takich przypadkach bywa, żaden dobry uczynek nie pozostaje bez kary. Wygnany, wróci – żeby pomścić przyjaciela i zdradę ideałów, dla których pozbył się na chwilę cynizmu.

Rainsborough, grany przez Michaela Fassbendera, to właściwie najbardziej szlachetna postać w całej obsadzie. Owszem, jak wszyscy uczestnicy buntu ma krew na rękach – ale w jego przypadku można mieć choć złudzenie, że za słowami pójdą czyny. Z dzisiejszej perspektywy pomysły Levellersów trącą utopijnym socjalizmem, ale da się zrozumieć, że z perspektywy XVII-wiecznej Anglii mogły przekonywać.

Rainsborough wierzy w swoją sprawę, nie waha się ryzykować życiem, ale poza wojną to człowiek, który kocha i chce być kochany (że nie wspomnę o stosunku do kobiet, który wyprzedza swoją epokę o lata świetlne). Mogło wyjść papierowo a’la Skrzetuski, ale dzięki charyzmie Fassbendera, Thomas Rainsborough to pełnokrwista postać pełna dramatyzmu.

Ale jak bym się nie zachwycał grą pozostałej części obsady, na największe oklaski na stojąco zasługuje Dominic West jako Oliver Cromwell. Właściwie najprostszy sposób na rozkręcenie historycznej dyskusji na (uogólnionych) Wyspach Brytyjskich to powiedzieć coś na temat późniejszego Lorda Protektora: jeden Anglik będzie chwalił jako bojownika o wolność, inny sklnie jako królobójcę i tyrana, a znowu Irlandczyk wyrwie się do bitki, bo na Zielonej Wyspie Cromwell to symbol zła wszelakiego (nawet w Polsce Stalin czy Hitler nie przeszli do języka potocznego jako przekleństwa, na równych prawach z “k…” czy “ch…” – a Cromwell w Irlandii owszem).

I West świetnie wydobywa różne cechy Cromwella. Na początku mamy rewolucjonistę, który w brudnej piwnicy ślęczy nad kolejnym pamfletem – nie chce rewolucji, tylko przestrzegania istniejących już praw przez monarchę. Oszukany przez króla, radykalizuje swoje poglądy (chce przykryć wcześniejszą kompromitację, gdy dał się oszukać wypudrowanemu wydze), doprowadzając do egzekucji Karola I – nic szczególnego z perspektywy XXI wieku, ale w połowie XVII to był niespotykany wcześniej precedens.

Czyli co, było wołanie o pokój jak tylko wygramy tę wojnę – to teraz już miecze na lemiesze, radość i powszechna szczęśliwość? Nie, bo byli towarzysze broni są zbyt radykalni i trzeba się ich pozbyć – przeszkadzają w kompromisie z siłami starego porządku i mają jakieś urojenia o powszechnej równości wobec prawa. A znowu inni to idealiści, nie ma w nich praktycznego podejścia – przecież władza Parlamentu to nie monarchia, żeby można było ją krytykować w pamfletach.

Zresztą, co to za parlament, po co nam ta banda kłótliwych durniów? W kraju głód, kryzys, bieda – nie ma czasu na idealistyczne dysputy, trzeba rządów twardej ręki – a czyja ręka jest lepsza niż ta należąca do Lorda Protektora?

I w ostatnim odcinku na twarzy Cromwella (serial trzyma się realiów historycznych, więc niczego tu nie zdradzam) widać tę świadomość przegranego w pewnym sensie życia, kiedy pyta jednego ze swoich gwardzistów, weterana wojny przeciw Karolowi I: wyobrażałeś sobie, że taki dzień nadejdzie? Cromwell skończył jako absolutny władca Anglii – oprócz korony, niczym nie rożniący się od absolutnego monarchy, przeciw któremu pomógł wzniecić bunt.

Świetny serial historyczny. Dramat o ludziach zaplątanych w wybory, które tak często ich przerastają. Moralitet o demoralizacji płynącej z władzy absolutnej i zderzenia ideałów z rzeczywistością – a do tego przejmująca historia miłości w strasznych czasach. Czego chcieć więcej od czterech odcinków telewizyjnej produkcji?

Warto. Naprawdę warto.

Tags: , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: