FSOM: Lebowski “Cinematic”

Lebowski – z czym wam się kojarzy to nazwisko? Jeśli ktoś nie spędził ostatnich dwudziestu lat na Marsie, to z genialnym filmem braci Coen – “the Dude abides“, “We’ll cut off your johnson! Just think about that, Lebowski“… Losowy kwadrans z “Big Lebowski” zawiera więcej dobrych dialogów, niż wszystkie polskie “komedie” “romantyczne” razem wzięte – i nic dziwnego, że mnóstwo ludzi uśmiecha się na samo wspomnienie.

Wśród tych ludzi jest też czterech panów grających… no, powiedzmy że progresywnego rocka – w końcu Robert Fripp stwierdził kiedyś, że wszystko co zechcesz może być rockiem. I po pięciu latach pracy, panowie przedstawili światu swoje debiutanckie dzieło “Cinematic”: muzyka filmowa do obrazu, którego nie ma.

Nowatorski koncept? Niespecjalnie – w końcu przedtem byli the Cinematics z “The man with a movie camera” czy Ulver z “Perdition city”. Jeśli miałbym do czegoś “Cinematic” porównać, do właśnie do tej drugiej płyty: nawet nie tyle w sensie stylistyki (zresztą: czy Ulvera da się w ogóle do czegoś porównać), ile pomysłu: każdy z utworów ma opowiedzieć jakąś historię, wplecione są wokalizy czy deklamacje…

I tu zaczyna się robić ciekawie, bo dla znających kino jest gratka: rozpoznać filmy, z których zaczerpnięte są cytaty wplecione w poszczególne utwory. Rozrzut spory, bo z jednej strony polskie kino z lat 50tych, z drugiej – współczesne francuskie fantasy / horror.

Głównym atutem “Cinematic” jest nastrój, więc nie będę się tu rozpisywał nad listą utworów. Jakie skojarzenia latają przy słuchaniu płyty? Na pewno Riverside – zwłaszcza, kiedy pod łagodnym klawiszowym pejzażem zaczyna powarkiwać metalizująca gitara. Porcupine Tree, ale takie bardziej zwięzłe (czytaj: po wywaleniu dłużyzn).

Troszkę jazzu – jakby lekki Komeda w tle przemyka? Udawane  (chyba udawanane – na klawiszach, nie jestem pewien) smyczki i plumkająca gitara – jakby Camel? Generalnie słychać tu dużo progresywnego rocka, i to zarówno z lat 70tych jak i bardziej nowoczesnego.

Fajna płyta – na luzie, bez napięcia tworzy swój własny urokliwy klimat. Można tego słuchać w tle, można przy niej odpocząć i dać myślom pobujać gdzieś daleko. Niby nic nadzwyczajnego: nie ma tu fajerwerków, solówek ani wgniatającej w ziemię ściany dźwięku – ale czepia się ta muzyka głowy i nie chce puścić. Słucham tego z niewielkimi przerwami od tygodnia i ciągle nie mam dosyć.

I jak przystało na album z muzyką filmową – nawet jeśli tego filmu nie ma – jest zwiastun:

PS. Dodatkowy plus jest taki, że zespół zadbał o dostępność: nie trzeba ganiać po sklepach licząc na kumatego sprzedawcę (gatunek rzadszy niż 15-letnia dziewica w show biznesie), bo można kulturalnie i legalnie kupić płytę w mp3.

Tags: , ,

2 Responses to “FSOM: Lebowski “Cinematic””

  1. Marty Says:

    Tu jest trailer bez literówki🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: