FFWW: Rewers

Wreszcie znalazłem trochę czasu na nadgonienie filmowych zaległości i dokopałem się w końcu do “Rewersu”. Polski kandydat do Oscara za 2009, obsypany nagrodami, Agata Buzek, “GW” chwali, blablabla… Właściwie wszystkie te elementy pasują do wystękanej przez Wajdę partaniny udającej adaptację “Pana Tadeusza” – więc podchodziłem do tematu z taką pewną nieśmiałością. Jak się okazało, kompletnie niesłusznie.

Fabuła jest prosta: czarne lata 50te, stalinizm u szczytu potęgi, szara myszka Sabina pracuje w wydawnictwie literackim w dziale poezji. Mieszka z matką i babką – obie próbują naszą bohaterkę wyswatać (co kandydat na chłopa to straszniejszy – chyba tylko atmosferze lat 50tych należy przypisać fakt, że po takich doświadczeniach Sabina nie zaczyna flirtować z koleżankami z pracy).

Któregoś dnia wraca z pracy po zmroku, napada na nią dwóch żuli – a w jej obronie bohatersko staje ON. Męski, przystojny, szarmancki… No generalnie, Bronisław (tak ma na imię tajemniczy zbawca w ciemnym prochowcu) wydaje się zbyt idealny, aby mógł być prawdziwy – i, w rzeczy samej, nie jest całkiem tym, kim się wydaje.

Może skończę  z fabułą, bo recenzja nie jest od tego żeby streścić cały film – i prawdę powiedziawszy nie jest trudno przewidzieć zakończenie. Co zresztą trudno uznać za jakąś szczególną wadę, bo siła tego filmu to bohaterowie: kolorowa galeria ludzkich typów – i jak zagrana!

Sabinę gra Agata Buzek  – znerwicowana, chuda, niepewna… Chciałaby innego życia i ewidentnie dusi się w klimacie czarnego stalinizmu. Ale pod pozorami mimozy kryje się twarda i zdecydowana kobieta. To miłe zaskoczenie, bo sporo osób – w tym niżej podpisany – uważało, że pani Buzek filmową karierę zawdzięcza głównie koneksjom tatusia, który wkręcił ją do filmu Wajdy.

Lekko upiorna matka to właściwie samograj, zwłaszcza dla artystki kalibru Krystyny Jandy. Aktorka bawi się rolą, przeskakuje bez wysiłku między słodkim cmokaniem do kolejnego materiału na zięcia, histeryczną reakcją na głupi dowcip – i zimnym opanowaniem, kiedy trzeba pozbyć się trupa w środku bloku pełnego ludzi.

Absztyfikantowi Sabiny Bronisławowi twarz daje Marcin Dorociński – jeden z najzdolniejszych aktorów, którzy wybili się w polskim kinie w ciągu ostatniej dekady (i co ciekawe, mający dość rozsądku żeby trzymać się z dala od komedii romantycznych i podobnego syfu).

Już od pierwszej sceny, gdy ratuje Sabinę przed oprychami, widać jego pomysł na rolę: troszkę charyzmy młodego Lindy (z okresu zanim ten ostatni został parodią samego siebie), czułość przeplatana groźbą, generalnie – fantastyczny psychol manipulujący Boga ducha winną dziewczyną.  Bronisław tak naprawdę nie oszukuje Sabiny – mówi prawdę, tylko że między wierszami – i dopiero po fakcie można zrozumieć prawdziwe znaczenie niektórych z jego lakonicznych fraz

Osobny temat to Anna Polony – tej ikonie polskiego teatru należą się oklaski na stojąco za występ w “Rewersie”. Jako przykuta do łóżka babcia, jej postać wyraża emocje głównie głosem i mimiką. Ale jak wyraża!

Scena, gdy Bronisław zagląda do jej pokoju przekonany, że babcia śpi – a ta obserwuje go spod przymrużonych powiek i podnosi się w pełni przytomna gdy tylko zamkną się za intruzem drzwi… Perełka minimalizmu – ileż  treści niesie to przenikliwe spojrzenie! Klejnotów czarnego humoru, które wychodzą z ust postaci kreowanej przez Polony nie będę cytował, bo to grzech wyrywać je z kontekstu.

Właśnie, humor… Film dzieje się wprawdzie w niewesołych czasach a perypetie bohaterów nawet jeśli mają posmak humoru, to raczej czarnego  – a mimo tego nie sposób oprzeć się wrażeniu, że twórcy dobrze się bawili. Jedną z ich głównych rozrywek – podejrzewam – mogło być pytanie “ile jeszcze wyświechtanych klisz uda nam się tu wstawić”.

Bo i pocałunek w windzie, i ciemna uliczka, w której palący papierosa Bronisław stoi, obserwując świat spod przymrużonych powiek… Kto lubi takie klimaty, będzie się nieźle bawił wychwytując nawiązania.

Przesłanie / morał / odpowiedź na pytanie “o czym jest ten film” tak naprawdę wymyka się łatwym klasyfikacjom. Zaczadzeni kretyni z Czerskiej oczywiście dopatrzyli się tu moralnego wybielenia ubeków, pokochania wroga i temu podobnych bredni – podczas gdy ich lustrzane odpowiedniki zobaczyły w filmie Lankosza jasne przesłanie z przeciwnym znakiem. I jedni, i drudzy się mylą.

Sabina musi w filmie podjąć dwie bardzo ważne decyzje, jedna trudniejsza od drugiej – i mimo sprzeczności tłukących jej się w głowie, piękna ostatnia scena daje jakieś poczucie harmonii.

Warto. Naprawdę warto.

Tags: , , , ,

4 Responses to “FFWW: Rewers”

  1. grześ Says:

    a mnie trochę ta zabawa konwencjami drażniła, znaczy jak dla mnie na siłę chcieli zrobic taki mix komedii, czarnego filmu, filmu obyczajowego, politycznego itd

    Znaczy długo trwało, zanim mnie ten film przestał drażnić, bo chyba pierwsza godzina filmu mnie męczyła, później się wczułem i zaczęło mi się podobać.

    Ale tak naprawdę, gdyby nie Anna Polony i Janda, aż tak wiele by nie zostało.

    pzdr

  2. banan Says:

    No zasadniczo moglbym się zgodzic, ale pominac bawiacego się na maksa konwencja dorocinskiego? Absolutne i fundamentalne nie 🙂

  3. Ania Says:

    Mi się w tym filmie podobalo wiele, jednak nie zakończenie (mam na myśli czasy wspołczesne). Ni z gruchy ni z pietruchy scena tańca i zagranicznego chłopaka i w ogóle homoseksualizmu. Trochę tak, żeby na siłę wprowadzić do filmu trochę “nowoczesności” i “powiewu Zachodu”, a przecież nie o tym był ten film. Poza tym absolutnie drażniąca gęba Dorocińskiego. Zdolny jest i rolę odegrał dobrze, ja jednak nie mogę na niego patrzeć! Poza tym uwielbiam Agatę Buzek, która była gwiazdą komedii (głównie w teatrze) zanim trafiła do Wajdy…

    • Banan Says:

      @Ania: “Trochę tak, żeby na siłę wprowadzić do filmu trochę “nowoczesności” i “powiewu Zachodu”, a przecież nie o tym był ten film” – niby nie, ale jako kontrast z trzeszczącą siermiężnością lat 50tych miało to jakiś sens – choć faktycznie, konieczne nie było i film obroniłby się też bez tego.

      Co do Dorocińskiego – de gustibus… Ja go akurat bardzo lubię, zwłaszcza na tle innych tzw “gwiazdorów”. Taki ciąg ostatnio miałem: “Rewers”, “Ogród Luizy”, “Boisko bezdomnych” – no i “Pitbul” oczywiscie, według mnie jeden z bardziej niedocenionych seriali ostatnich lat.

      A do pani Buzek – baaaardzo powoli – zaczynam się przekonywać. Kto wie, może jeszcze będą z niej ludzie?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: