Archive for October, 2010

Michalkiewicz: Faszyści się budzą

October 20, 2010

Czym się różni ustrój faszystowski od ustroju wolnościowego? Niektórzy, zwłaszcza tak zwani „młodzi wykształceni z dużych miast”, czyli inaczej mówiąc – półinteligenci, co to swoją „intelektualną zupę” chlipią z „Głosu Cadyka”, czyli żydowskiej gazety dla Polaków, myślą, że faszyzm polega na prześladowaniu Żydów. Najwyraźniej nie wiedzą, bo i skąd, że wśród faszystów było całkiem sporo Żydów i na przykład w słynnym „marszu na Rzym” urządzonym w 1922 roku przez Benito Mussoliniego, wśród 40 tysięcy faszystów było 230 Żydów.

Aldo Fizzi był nawet członkiem Wielkiej Rady Faszystowskiej, a organem prasowym Żydów – faszystów była „La Nostra Bandiera”. Antysemityzm nie jest więc wcale immanentną właściwością faszyzmu, tylko przypadłością incydentalną, podobnie zresztą, jak w komunizmie: raz Żydzi mają okres dobrego fartu, a innym razem – gorszego.

Na przykład w 1940 roku na Kresach przyłączonych do sowieckiej Białorusi popularny był anonimowy wierszyk: „Hop, naszy hreczanniki, usie Żydy naczalniki, usie Paliaki na wywoz, Biełarusy – w kołchoz!” Kiedy jednak w wielkiej polityce Związek Sowiecki postawił na kraje arabskie, to nie tylko natychmiast stracił reputację, ale Żydom skończył się też poprzedni dobry fart. W tej incydentalności można zresztą dopatrzeć się pewnego cyklu, który zauważył i opisał jeszcze w Średniowieczu pewien niemiecki książę. Żydzi – powiadał – są jak gąbka. Kiedy już dobrze nasiąkną, to my ich wyciskamy. Otóż to! Teraz, ma się rozumieć, znajdujemy się jeszcze na etapie nasiąkania, o czym świadczy choćby impreza, jaka z inicjatywy stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita” odbyła się w Teatrze Polskim w Warszawie.

Panie Agnieszka Graff i Agnieszka Holland oraz panowie Paweł Huelle i Jarosław Gugała doszli do wniosku, że nie powinno być wolności dla wrogów wolności, zaś bezpieczeństwo, a nawet dobre samopoczucie mniejszości żydowskiej, jest ważniejsze od wolności słowa. Nawiasem mówiąc, tak samo było za Stalina, więc tylko patrzeć, jak ci płomienni szermierze wolności zaczną nienawistników pakować do lochu, a jeśli i to nie pomoże, to kto wie – może nawet i do gazu? Ale mniejsza z tym, bo przecież chodzi o faszyzm – co stanowi jego istotę, jego – jak to się mówi – najtwardsze jądro? Wydaje się, że istotę faszyzmu najlepiej wyraża faszystowski slogan propagandowy: „Wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciw państwu!

Zasada ustroju wolnościowego głosi, że co nie jest zakazane – jest dozwolone. Tymczasem zasada ustroju faszystowskiego jest odwrotna; dozwolone jest tylko to, co jest dozwolone. Wprawdzie z zacytowanego propagandowego sloganu to expressis verbis nie wynika , ale pośrednio – jak najbardziej. W jaki sposób działa państwo? Państwo – jak zauważył generał de Gaulle – nie wysuwa propozycji, tylko wydaje rozkazy. Nie odnosi się to oczywiście do współczesnej Polski, bo to nie jest prawdziwe państwo, tylko jego tandetna imitacja, ale w przypadku prawdziwych, poważnych państw, tak właśnie jest. Zatem jeśli „wszystko” ma być „w państwie”, a nic – „poza państwem”, nie mówiąc już o tym, żeby cokolwiek „przeciw”, to znaczy, że niczego nie wypada, a nawet więcej – niczego nie wolno uczynić bez wyraźnej woli „państwa”, a więc – bez rozkazu, a przynajmniej – pozwolenia.

Zatem – dozwolone jest tylko to, co zostało dozwolone. I to właśnie jest najważniejsza różnica między ustrojem wolnościowym, a faszyzmem, a nie żadni tam Żydzi, czy cykliści. Faszyzm Benito Mussoliniego był popularny nie tylko we Włoszech, ale na całym świecie. Jego entuzjastą był nie tylko Mahatma Gandhi, ale nawet – Winston Churchill. W tej sytuacji trudno się dziwić, że i w Polsce, gdzie dominującym nurtem kulturowym była i jest skłonność do snobistycznego i powierzchownego naśladownictwa, ideologia faszystowska znajdowała entuzjastów zarówno w ruchu narodowym, jak i socjalistycznym – bo nie możemy zapominać, że faszyzm jest ideologią jeśli nie socjalistyczną, ze wszystkimi jej wynalazkami, to na pewno – etatystyczną, co wynika już z zacytowanego sloganu.

Znalazło to wreszcie wyraz w art. 4 konstytucji kwietniowej z 1935 roku, który w punkcie 1 głosił, że „W ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”, zaś w punkcie 2 – że „Państwo zapewnia mu swobodny rozwój, a gdy dobro powszechne wymaga, nadaje mu kierunek lub normuje jego warunki”. Niepodobna nie zauważyć podobieństwa, a właściwie identyczności tych zapisów konstytucji kwietniowej ze sloganem propagandowym włoskich faszystów. „W ramach państwa” to przecież nic innego, jak „wszystko w państwie”. Z kolei – „w oparciu o nie”, to nic innego, jak „nic poza państwem”. Wreszcie punkt 2 artykułu 4, a zwłaszcza stwierdzenie, że gdy dobro powszechne wymaga, to państwo „nadaje mu (tj. społeczeństwu – SM) kierunek lub normuje jego warunki”, to inaczej, tzn. bardziej rozwlekle powiedziane „nic przeciw państwu”.

Zwróćmy też uwagę na wewnętrznie sprzeczne sformułowanie punktu 2, że „państwo” z jednej strony zapewnia społeczeństwu „swobodny rozwój”, ale jednocześnie „nadaje mu kierunek” lub „normuje jego warunki” – oczywiście nie zawsze, tylko w momencie, „gdy dobro powszechne tego wymaga”. Jednak – powiedzmy sobie szczerze – czy jest kiedykolwiek taki moment, gdy dobro powszechne tego nie wymaga? Takiego momentu nie ma. Zawsze dobro powszechne – d’abord – więc jest rzeczą oczywistą, iż „swobodny rozwój” społeczeństwa tak naprawdę jest zdalnie, albo nawet i ręcznie kierowany, że „społeczeństwo” może się rozwijać wyłącznie w kierunku mu „nadanym”, a uwarunkowanym wymaganiami „dobra powszechnego”.

A kto wie, jakie są te wymagania? A któż by inny, jeśli nie „państwo”, czyli ci, którzy państwem kierują? W tej sytuacji nie dziwi nas, że faszyści włoscy jako rzecz oczywistą przyjęli zasadę: „Duce ha sempre ragione” (Wódz ma zawsze rację), którą później, tzn. w roku 1934 w postaci Fuhrerprinzip (zasady wodzostwa), jako podstawy systemu prawnego III Rzeszy sformułował Hans Frank. Oczywiście z powodu obfitości pięknych kobiet i wina, faszyzm włoski nie był tak demoniczny, jak niemiecki, nie mówiąc już o jego polskiej karykaturze – bo u nas nic nie dzieje się naprawdę, tylko mamy do czynienia z mniej lub bardziej udanymi imitacjami. Co do zasad jednak – to wszystko się zgadza.

Dlaczego to wszystko przypominam? Ano dlatego, że reliktem okresu recepcji faszystowskich idei do Polski w latach międzywojennych, jest ustawa z 15 marca 1933 roku o zbiórkach publicznych, stanowiąca, iż przeprowadzenie publicznej zbiórki pieniędzy jest możliwe wyłącznie za zezwoleniem władz, które decydują też, czy jej cel jest nie tylko zgodny z prawem, ale i „godny poparcia”. Nie tylko zresztą ona, bo na przykład podobnie faszystowska z gruntu jest ustawa o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, a zwłaszcza – jej postanowienia o koncesjonowaniu rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych.

Zwróćmy uwagę, iż zasada koncesjonowania wynika z absurdalnego i oczywiście wrogiego swobodzie wypowiedzi przekonania, że jeśli jeden człowiek chce coś powiedzieć drugiemu człowiekowi, to musi uprzednio uzyskać pozwolenie od trzeciego człowieka – urzędnika państwowego. Jestem pewien, że nasi faszyści chętnie udzielaliby takich pozwoleń nawet gdyby nie dotyczyły one przekazywania wiadomości za pośrednictwem urządzeń elektronicznych, tylko bezpośrednio – tylko trochę wstydzą się jeszcze do tego przyznać, a po drugie – nie wymyślili jeszcze sposobu kontrolowania takich niedozwolonych przekazów. Podobnie jest w przypadku zbiórek publicznych.

Zwróćmy uwagę, że chodzi o sytuację, gdy jeden człowiek dobrowolnie chce podarować drugiemu człowiekowi własne pieniądze z dochodów już wcześniej przez państwo opodatkowanych. Co państwu do tego? Na dobry porządek – nic, ale przecież nie o logikę tu chodzi, tylko o podporządkowanie obywateli faszystowskiej zasadzie, że „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciw państwu”. I dlatego policja w Toruniu zamierza – jak czytam – pociągnąć do odpowiedzialności przed niezawisłym sądem dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka, bo organizując publiczną zbiórkę „złamał prawo”.

Taki nagły przypływ wrażliwości policjantów na praworządność mógłby nawet cieszyć, ale – jak już wspomniałem – u nas nic nie dzieje się naprawdę, więc i ten skokowy przypływ jurydycznej wrażliwości wynika, jak sadzę, z decyzji władających nami faszystów, by z toruńską rozgłośnią „zrobić porządek”. Jestem pewien, że wielu durniów przyjmie to z entuzjazmem dlatego, że, jako durnie, nie potrafią przewidzieć, iż później przyjdzie kolej również na nich, bo 20-letnia pieriedyszka najwyraźniej ma się ku końcowi.

 

Felieton   Gazeta internetowa „Super-Nowa” (www.super-nowa.pl)   20 października 2010. Przedruk za zgodą Autora.

Advertisements

Niewiadomski na miarę naszych możliwości

October 19, 2010

Dużo ostatnio się nasłuchaliśmy o tym, jak to PiS zagraża demokracji: co autorytet, to jakieś twórcze porównanie. Szerokie spektrum opinii dowodzi, że Polska jest naprawdę krajem pluralistycznym: według Cezarego Michalskiego Kaczyński to (dupowaty) Hitler, Adam Michnik porównuje PiS do KPP (z uwagi na wyczyny swojego tatusia tudzież braciszka, należy uznać że OberAutorytet wie, o czym mówi), Marcin Król chce stawiać Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu za krytykę Komorowskiego…

Prawda, że pełny wybór? Z jakiego paragrafu nie chcielibysmy się przyczepić do niesłusznej opcji, zawsze znajdzie się “autorytet” (niestety, nie nie jestem w stanie pisać tego słowa na serio), którego zdaniem można się podeprzeć. A co leming głosujący na PO zrobi bez autorytetu? Bezradny jest i nieszczęśliwy…

Tak się jednak jakoś składa, że “młodzi wykształceni etc.” bardzo lubią sobie pobluzgać na kompromitujące nas przed Europą Kaczory. To nic, że jeden nie żyje a drugi przestał być premierem trzy lata temu – wygodnie jest mieć wroga, który odpowiada za wszystko, co jest w ich żałosnej lemingowej egzystencji nieudane. Ale na gadaniu się kończy: maksimum możliwości tego towarzystwa jest nabijanie się z modlących się pod krzyżem babć, a czołowy przedstawiciel to niejaki towarzysz Taras (próbka intelektu – dla ludzi o mocnych nerwach i żołądkach).

Nic więc dziwnego, że kiedy trzeba zrobić coś konkretnego, do roboty musi brać się starsze pokolenie. Co dziwne, ludzie powyżej 60tego roku życia nie są głównym targetem TVN albo Kuby Wojewódzkiego – a jednak to starszy pan z Częstochowy przystąpił dzisiaj po południu do eliminacji PiS z życia publicznego. Wielka dziejowa misja, o której mówili i Palikot, i Kutz, i w ogóle wszyscy święci…

Chciał dobrze, wyszło jak zwykle – ale chwała mu i cześć. Teraz, kiedy przetarte zostały szlaki pokazujące realne możliwości w walce z kaczyzmem, zbliżamy się coraz szybciej do ideału powszechnej szczęśliwości. Jeszcze tylko przepisać historię “znikając” Lecha Kaczyńskiego i może wreszcie nastąpi obiecana przez premiera Tuska Irlandia.

Północna.