Nasz przytulny kurwidołek

Dawno temu, za rzekami… Powiedziałbym jeszcze “za górami”, ale rzecz miała się w Holandii, więc taka uwaga byłaby nie na miejscu. W każdym razie, w pięknym (zdaniem niektórych) holenderskim mieście Maastricht podpisano traktat powołujący do życia wspólną europejską walutę: euro. Czego tam nie było! I obietnice gospodarczej solidarności, i plany harmonijnego rozwoju, i wymagania dyscypliny budżetowej… No, jednym słowem pomyślność, powszechna szczęśliwość, pokój na świecie i kwiatki w każdym wazonie.

Ale to było dawno i od tamtej pory mnóstwo się na świecie zmieniło. Przyszedł kryzys, Grecja de facto zbankrutowała, Hiszpania i Irlandia kolebią się na krawędzi przepaści – a przytrzymują ich głównie Niemcy. Wprawdzie traktat z Maastricht zabrania pomocy udzielanej w formie tego typu pożyczek celowych – no, ale panie dzieju, to jest sytuacja wyjątkowa (ciekawe: opieprzających się Greków można ratować, ale już na polskie stocznie nosem kręci pani komisarz Kroes). Europejski Bank Centralny jest tak zaciekle niezależny, że de facto skupuje obligacje skarbowe PIIGS, co delikatnie mówiąc, niespecjalnie ma się do jego celów statutowych.

Nic dziwnego, że finansującym tę zabawę w europejską jedność Niemcom w końcu się znudziło – prośbą czy groźbą, ale zmusili rządy południowych nierobów do zaczęcia porządków w stajni Augiasza zwanej dla niepoznaki hiszpańskimi (czy greckimi) finansami publicznymi. Rząd premiera Papandreou spacyfikował kierowców ciężarówek paraliżujących kraj, a hiszpański Jaś Fasola zapowiedział reformy. Atak zdrowego rozsądku? Niestety nie…

Uspokojony dobrymi wynikami sprzedaży obligacji (mówiąc po ludzku: Hiszpania dalej będzie się zadłużać i bardzo się cieszy, że ktoś jeszcze chce jej pożyczać pieniądze – co w okolicach marca / kwietnia wcale nie było takie pewne), Zapatero stwierdza, że właściwie to nie należy przesadzać z tymi reformami i małe kroki, niezbyt bolesne, wystarczą do przeprowadzenia gospodarki przez kryzys (hm, czy ja już tego gdzieś nie słyszałem).

Niemcy pewnie by się wściekli, ale Komisja Europejska wykonała manewr wyprzedzający. Otóż banki, które nie przeszły “stress testów” przechodzą na garnuszek państwa – w praktyce, ich bilanse powiększają deficyt kraju, w którym operują. W przypadku Niemiec, WestLB i Hypo Real Estate wystarczą, żeby stosunek długu do PKB skoczył z 79 na 90%…

I wtedy ci cholerni Niemcy nie będą już mogli szczycić się finansowym zdyscyplinowaniem, patrzeć z góry na resztę Europy i pouczać! Dobrze im tak, faszystom cholernym i zarozumialcom – tylko by pracowali i oszczędzali, podli ludzie, zamiast konsumować i w ten sposób rozkręcać gospodarkę!

Jak powiedział w 2007 premier Luksemburga:  “We all know what to do, but we don’t know how to get re-elected once we have done it“.  Innymi słowy: ukisimy się, ale obowiązującego modelu socjalistycznego rozdawnictwa bronić będziemy jak niepodległości jak prawa do aborcji na żądanie i gejowskich ślubów razem wziętych! Tak nam dopomóż Marks!

Tags: , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: