Ziemkiewicz: K(om)uszenie Kaczyńskiego

Porąbało was? Mówię do tych wszystkich, którzy mejlowo, esemesowo czy wpisami na różnych portalach internetowych sugerują, że głośna wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o postkomunistach − to znaczy właśnie już nie postkomunistach tylko lewicy średnio starszego pokolenia − w jakikolwiek sposób mnie dotyczy i powinienem się wobec niej określać. A dlaczego niby?

Insynuacja, że miałbym zmieniać zdanie dlatego, że prezes PiS powiedział co powiedział, jest w oczywisty sposób obraźliwa. I nic poza tym. Kiedy występuje z nią wiadoma młodzieżówka, względnie bliżej niezidentyfikowane pospolite ruszenie szalikowców salonu, to rzecz jest oczywista − ot, jeszcze jeden bluzg z tego samego towarzystwa, które bulgocze pod kreską różnymi niesiołkami w stylu „lizusa”, „tłuściocha” czy „pisowskiej wuwuzeli” (to ostatnie akurat w miarę dowcipne) i kolportuje brednie o rzekomej pracy w „Agorze” czy żonie z BCC. Wcale ich zresztą do tego nie zniechęcam. Ja jestem, gdyby jeszcze kto nie wiedział, chłop z Mazowsza rodem, skórę mam grubą i bluzgi jej nie uszkadzają, a każde odnotowane w statystykach wejście na stronę to dla mnie wymierna korzyść, także i wtedy, gdy ktoś klika, by mnie bezsilnie lżyć.

Mniej zrozumiałe jest, gdy z pytaniem „i co ty na to?” występują zwolennicy tych paru prostych prawd, o które się swoją pisaniną upominam. Mogę im z czystym sercem powiedzieć: samiście sobie winni. Na tym świecie to, co jest na sprzedaż, ma zawsze większą wartość od tego, co już zostało sprzedane. Trzeba było, jak namawiałem, cenić swój głos, nie dodawać go od razu do głównego plebiscytu, wesprzeć w pierwszej turze któregoś z bardziej wyrazistych kandydatów. Gdybyście najpierw zagłosowali w przyzwoitej liczbie na Morawieckiego, Jurka czy Korwina, to teraz Kaczyński musiałby się o wasze głosy starać i udowadniać swój antykomunizm, katolicyzm oraz prawicowość. A skoro już mu je oddaliście, to się od tych cnót dystansuje, by walczyć o głosy Napieralskiego. Takie są wilcze prawa demokracji.

Osobna rozmowa, czy w tym zdystansowaniu Kaczyński nie przegiął i nie pomógł niechcący swoim wrogom. Zagrożeniem dla niego nie jest to, że jego umizgi do komuchów zniechęcą doń jakąś znaczącą część elektoratu prawicowego. Jak już pisałem, II tura to wybór mniejszego zła, i nawet z lekka skomuszały Kaczyński (powiem więcej − nawet bardziej niż z lekka, bo prawdziwe komuszenie to zobaczymy dopiero po wygranych wyborach) i tak dla zwolenników prawicy pozostanie mniejszym złem niż rządy monopartii z michnikowszczyzną i byłymi dowódcami WSI na zapleczu. Zagrożeniem jest to, że przeginając z retoryką pojednania może Kaczyński uwiarygodnić wysiłki przeciwników, których głównym staraniem jest odebrać mu wiarygodność w oczach szerokiej rzeszy niezdecydowanych. Jeśli znaczącej części tych Polaków, którzy „nie interesują się polityką”, czyli mają w głowach dziwaczną sieczkę, międloną z jednej strony przez telewizje, a drugiej przez sensacyjne wieści i bon-moty przyniesione z magla, uda się zaszczepić obraz Kaczyńskiego jako makiawelicznego oszusta − jego nadzieję runą.

Nie umiem oczywiście wyważyć, na ile szarpanie wizerunkiem szkodzi w tej kwestii Kaczyńskiemu, a na ile wyborcy „środka” (w historiach rewolucji francuskiej zwanego uprzejmie „bagnem”) gotowi są przyjąć uzasadnienie zmiany wstrząsem po katastrofie smoleńskiej. Co o tym sądzę jako komentator polityczny, pisałem już wczoraj. A co o tym sądzę jako ja?

Jako ja, to pozwolę sobie przypomnieć, że obstawałem przy pewnych sprawach znacznie wcześniej, niż zaczął o nich mówić Kaczyński. Politycy, jak wielokrotnie tłumaczyłem, nie kreują społecznych podziałów, oni tylko obstawiają jedną ze stron, „obsługują” ją − i Kaczyński oraz Tusk nie są tu wyjątkami. Polska współczesna rozdarta jest, jak każdy kraj postkolonialny, pomiędzy tubylców i kreoli. Pomiędzy miejscowych, którzy słabo sobie uświadamiają „czym tobie być, o czym tobie marzyć, śnić” − i różnych takich Różyców, których straszliwie boli, że nie urodzili się we Francji, Niemczech czy Belgii, tylko, niech to szlag, na tym polskim zadupiu.

„Nasz naród jak lawa” − ci na wierzchu nie tworzą elity, tylko szumowinę. Nie tworzą żadnych idei, nie są w stanie narodu nigdzie prowadzić, bo go szczerze nienawidzą i jedyny tytuł do szlachectwa widzą w intensywnym przeżywaniu swego poczucia wyższości nad „starszymi, gorzej wykształconymi i z małych miasteczek”. Ci spod spodu są „durni, zapalni i łzawi”, mają mnóstwo irytujących, pańszczyźnianych wad i prawdę mówiąc, czasem chciałoby się im dać tęgiego kopa w dupsko − ale jest w nich ten ogień, którego „sto lat nie wyziębi”. Naród pozbawiony historycznym nieszczęściem elity może wytworzyć nową. Elita, odcinająca się w pogardzie od własnego narodu, przyszłości nie ma. Tak uważam, choć być może racjonalizuję tylko swe głębokie emocje, bo, fakt − „wolę polskie gówno w polu, niźli fiołki w Neapolu”.

Jarosław Kaczyński toczy z Bronisławem Komorowski bój o władzę. W obecnej sytuacji, gdy grożą nam rządy monopartii, a wręcz monomafii, pierwszego uważam za zdecydowanie mniejsze zło niż drugiego. To kwestia bieżąca. Jako Polak, obywatel, wyborca i pisarz nie unikam zajmowania stanowiska w tym sporze. I może się tak zdarzyć, że za czas jakiś uznam za mniejsze zło Platformę, albo partię Ojca Rydzyka, albo jeszcze jakąś inną.

Ale ten spór, który mnie najbardziej zajmuje, jest inny, głębszy i ważniejszy. Z innego świata niż polityka. Dotyczy spraw zasadniczych. Naszej kulturowej i narodowej tożsamości. Nie należy mylić tych dwóch spraw, starcia polityków, którzy walczą o władzę, i starcia Polski z anty-Polską. A jeśli ktoś myli, to co ja mogę powiedzieć?

Że chyba go porąbało.

Advertisements

Tags: , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: