Nieustanne tango

Na łamach niezbędnika dla ćwierćinteligentów można przeczytać herezje, które do tej pory gościły tylko na mianach oszołomskich gazet: otóż prywatyzacja komu popadnie i za ile popadnie nie jest lekiem na całe zło.

Sektor bankowy powinien być bardziej zrównoważony, jeśli chodzi o udział w nim inwestorów zagranicznych i krajowych

Tako rzecze Jan Krzysztof Bielecki. Nie… Naprawdę? Facet, który zdążył być premierem zaraz po ustąpieniu Tadeusza-Noc-Żywych-Trupów-Mazowieckiego – i nie kapnął się na początku lat 90tych, jakie mogą być skutki przejęcia prawie całkowitej kontroli nad polskim sektorem bankowym przez zagraniczne placówki finansowe?

Kto ma chwilę, może przeczytać sobie na stronach NBP listę operujących w Polsce dużych banków. Właściciele niemieccy, hiszpańscy, włoscy… Tak się dziwnie składa, że mówimy dokładnie o tych krajach, których sektor bankowy jest najbardziej narażony na straty w razie gdyby kac po keynesowskiej imprezie w Grecji czy Hiszpanii skończył się wizytą na detoksie. Oczywiście Komisja Europejska (czytaj: Niemcy i Francja) nie ma zbytniej ochoty na kolejne 750 miliardów wywalonych w błoto, ale w imię ochrony europejskich interesów, stanu wyższej konieczności bla bla bla…

Wyjście z sytuacji? Banki mające siedziby w sercu eurolandu to studnie na pieniądze podatników, a ci – jak dowodzą ostatnie wybory w Nadrenii-Westfalii – mają dość ograniczoną cierpliwość… Więc w ramach wyższej konieczności bla bla, pieniądze z polskich czy węgierskich oddziałów zapewnią płynność finansową w centrali (przynajmniej do najbliższych odbywających się w okolicy wyborów). A Polska? Jeśli ktoś nie uczy się na starych błędach, skazany jest na ich powtarzanie. Życie chłoszcze.

Najśmieszniej będzie, jeśli – w razie przepchnięcia dyrektywy – okaże się, że najlepiej funkcjonujące nad Wisłą placówki bankowe to SKOKi. Nie żeby w jakikolwiek sposób wpływało to na światopogląd Jacka Vincenta: ponieważ jak najszybsze wejście do strefy euro jest konieczne, musimy się dorzucić do pakietu pomocowego (powszechnie wiadomo, że dzieci bankierów przymierają głodem, więc trzeba je ratować). Komu się chce, może porównać koszta olanych (nomen omen) wałów przeciwpowodziowych, wydatki na usuwanie skutków powodzi – i kwotę proponowanej przez Jacka Vincenta dorzutki. No ale jako płatników netto stać nas na to, więc nie ma się czym przejmować.

Myślałem, że zachowanie Rostowskiego to zwykłe zaburzenia, ale teraz zaczynam się zastanawiać: a może to po prostu syndrom sztokholmski?

P.S: Wersja skrócona napisana prostymi (max na 8 liter) słowami – specjalnie dla miłośników obecnego rządu

1. Banki krajów strefy euro mają w rękach ponad 90% banków w Polsce

2. Banki krajów strefy euro wsadziły za dużo kasabubu na południu i teraz boją się strat

3. Jeśli PIIGS trafi szlag, wezmą kasabubu z polskich filii do centrali żeby ratować swoje interesy narodowe.

4. Polski rząd dokłada się do ratowania banków z Francji i Niemiec – chociaż wcale nie musi.

Advertisements

Tags: , , , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: