Porządek panuje w Korei

To znaczy na północ od 38 równoleżnika może nie do końca, bo szalony kurdupel znowu grozi reszcie świata, ale za to na południu – miodzio. W południowokoreańskim mieście Busan spotkali się najważniejsi ludzie z G-20 (z wyjątkiem Czarnego Mesjasza, który przysłał swojego sekretarza skarbu Geithnera) – i działy się tam rzeczy dość ciekawe z gospodarczego punktu widzenia.

Na początek produkował się Timothy Geithner – choć ciężko w to uwierzyć, facet kuma jeszcze mniej od Jacka Vincenta (na nieszczęście dla świata, kierując największą gospodarką na planecie Timmy G. może narobić znacznie więcej głupot niż Rostowski). Timmy zaczął od ostrzeżenia reszty świata, że nie może w dalszym ciągu polegać na amerykańskiej konsumpcji jako sposobie na ożywienie handlu międzynarodowego – i sugerował, że inne kraje powinny zadbać same o siebie.

Sam w sobie nie jest ten pomysł zły, niestety amerykańską gospodarką rządzą intelektualni nekrofile, zdaniem których odpowiedź na wszystkie gospodarcze wyzwania zawarta jest w pismach Keynesa: w razie problemów pożyczmy / wydrukujmy jeszcze trochę pieniędzy, to problem się rozwiąże. Czyli, po ludzku mówiąc, ograbmy swoich obywateli: albo tych żyjących teraz (poprzez inflację wynikającą z drukowania) albo przyszłe pokolenia (ktoś w końcu za ten rozdęty deficyt musi zapłacić).

Dziarskiego Timmy’ego popiera szef IMF Strauss – Kahn, co jest potencjalnie złą wiadomością: według znaków na niebie i ziemi ten pan może startować w przyszłym roku w wyborach prezydenckich we Francji, więc w razie klęski Sarkozy’ego połowa kierującego UE duetu nadal byłaby zarządzana przez chorego umysłowo socjalistę.

Na szczęście nie wszystkim Francuzom amputuje się przy urodzeniu zdrowy rozsądek na tematy ekonomiczne (ichniejszy odpowiednik chrztu i obrzezania naraz) i szef ECB nie zgodził się ze swoim rodakiem zakwaterowanym z drugiej strony Atlantyku. W swoim wystąpieniu Trichet podkreślił, że UE powinna kłaść nacisk na cięcia budżetowe i uporządkowanie finansów publicznych – i co ważne, mówi tu jednym głosem z kanclerz Merkel.

A Polska, sire jak pytała klęcząc przed Napoleonem pani Walewska? Dla Polski wieści z Korei są pomyślne zasadniczo z dwóch powodów. Po pierwsze, kanclerz Merkel minęła pomroczność jasna skutkująca słuchaniem podszeptów męża Carli Bruni i oddawaniem kasy podatników bankom (nadzieja na interwencję Trybunału w Karlsruhe wciąż jeszcze nie umarła). Z uwagi na to, że o gospodarczej polityce UE de facto decydują Niemcy – finansujące zabawę w europejską jedność już od dłuższego czasu – to dobra wiadomość, bo skoro już mamy wspólne szefostwo od pieniędzy, lepiej żeby nie był nim zidiociały wyznawca Keynesa.

Po drugie, jest szansa na koniec zabawy w zamiatanie deficytów pod dywan i zmuszenie rządów państw członkowskich do zaprzestania wywalania pieniędzy w błoto. Skoro w oczach rządzących Polską ekonomicznych kretynów każde słowo z Brukseli ma rangę przykazania, jest szansa,  że Rostowski z Tuskiem nie zdążą zbyt wiele napsuć przed końcem kadencji.

Zawsze coś.

Advertisements

Tags: , , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: