Szepty i krzyki

A miało być tak pieknie: przywrócone zaufanie do euro, Grecja uratowana, atak złych spekulantów powstrzymany… Niestety rzeczywistość, zwłaszcza finansowa, ma to do siebie, że jeśli coś wydaje się zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe, to na ogół prawdziwe nie jest – i nie inaczej jest z opisywanym przez media jako wielki sukces bailoutem.

W fenomenalnej konstrukcji wypichconej pod duchowym przywództwem męża Carli Bruni jest kilka dziur, a o dwóch z nich napisał ostatnio The Telegraph: jeden kruczek jest prawny, a jeden finansowy.  Jeżeli obecny bailout narusza klauzulę zakazującą bezpośrednich interwencji na rynku, zostaje wycofany ze skutkiem natychmiastowym. W tej chwili uzasadnienie prawne polega na nadzwyczajności sytuacji – niestety (albo i stety) Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe nie jest specjalnie znany z przejmowania się zachciankami eurodygnitarzy, a że ma do rozpatrzenia dwa pozwy przeciwne całemu pakietowi, różnie może być.

Jeśli chodzi o aspekt finansowy, to Grecja dostaje “pożyczkę” (przepraszam za cudzysłów, ale to słowo implikuje wiarę w odzyskanie pożyczonych środków pewnego dnia) na 5 procent. Ale rządy państw zrzucających się skądś muszą te pieniądze wziąć, co przy obecnym stanie finansów publicznych w Europie oznacza konieczność ich pożyczenia. Jeśli nie uda im się tego zrobić na niższy procent niż 5 (czyli mówiąc po ludzku: jeśli miałyby do tego interesu dopłacić), mogą zrezygnować z udziału w całej imprezie.

Jak się tak chwilę zastanowić, to – co rzadkie w przypadku ogólnounijnych inicjatyw – jest w tym odrobina rozsądku. Jak mawiali starożytni Słowianie “wiódł ślepy kulawego”: skoro Hiszpania, Portugalia czy Irlandia same przędą dosyć cienko (a problemy ze sprzedażą obligacji zaczynają mieć nawet Niemcy), to pomysł pomocy niesionej przez te państwa Grecji zaczyna trącić absurdem.

Jakby tego było mało, wierzgać zaczynają Francuzi: w udzielonym “Financial Times” wywiadzie francuski minister do spraw europejskich Pierre Lellouche de facto przyznaje, że cały projekt ratowania Grecji opiera się na łamaniu prawa i zmianie zasad traktatu z Maastricht (patrz wyżej). Jestem przekonany, że Angela Merkel popłacze się ze szczęścia czytając te słowa: ledwo niemiecki rząd zgodził się na tę operację, płacąc polityczną cenę w postaci utraty większości w Bundestagu, a tu druga połówka żabio-teutońskiego duetu zaczyna wydawać typowe dla siebie eunusze jęki.

Nie żeby treść rzeczonych jęków była przesadnie odkrywcza: zdaniem pana ministra kraj jest zjednoczony jeśli chodzi o pomoc Grecji, natomiast w dziedzinie powszechnej zgody na uporządkowanie francuskich finansów publicznych (i wiążącego się z tym zaciskania pasa) występują, powiedzmy, pewne niedociągnięcia.

Skutek całego tego bajzlu jest jeden: kurs euro do dolara systematycznie zniżkuje od przynajmniej miesiąca, acz zdarzają się krótkotrwałe skoki w górę (dzięki którym media mogą trąbić o końcu kryzysu). Najnowszy skok zawdzięczamy Chińcykom, którzy jak na razie tsymają się mocno – chińscy oficjele zdementowali pogłoski, jakoby zamierzali krytycznie przyjrzeć się swoim demoninowanym w euro rezerwom. Na razie rynki finansowe im wierzą, głównie z powodu nieznajomości starej prawdy o zaufaniu do zdementowanych informacji. Na razie.

A w tym czasie “w Polsce, czyli nigdzie” PO prezydenta wikiBronek zapowiedział, że powoła na szefa NBP Marka Belkę. Słusznie: trzeba przecież co prędzej zatroszczyć się o tę ważną instytucję odzyskaną z łap pisowskich hord. A Belka to wybitny fachowiec i nie ma się co czepiać, że doradzał rządowi w sprawie prywatyzacji PZU (z ramienia ABN AMRO), uczestniczył w tejże prywatyzacji jako członek rady nadzorczej banku Milennium i nadzorował całość jako premier polskiego rządu… Przecież nie robił tego równocześnie, a kto podejrzewa konflikt interesów, ten jest pisowskim nienawistnikiem!

Czemu wspominam o wikiBronku i jego nominacie z doświadczeniem irackim? Bo ku memu ogromnemu zdziwieniu, wąsaty myśliwy K. powiedział coś sensownego – podważając sens wchodzenia do strefy euro w najbliższym możliwym terminie. Wprawdzie Jacek Vincent jest innego zdania, ale taka rozbieżność daje pewną nadzieję, że mieniący się specjalistami od gospodarki POlitycy nie zdołają spieprzyć absolutnie wszystkiego.

A w każdym razie – niezbyt szybko.

Advertisements

Tags: , , , , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: