Nieznośna lekkość CO2

Przez Polskę przelewa się powódź, rząd dziarsko z nią walczy, premier Tusk demonstruje machismo na miarę naszych możliwości, ogólnie: historia się powtarza. Na razie wściekłość ofiar urzędniczej bezmyślności nie przełożyła się na wynik wyborów (jak w 1997, kiedy “powódź tysiąclecia” zmiotła Cimoszewicza), ale poczekajmy parę tygodni. Co potem? Osobiście obstawiam, że ze swoich karaluszych nor powyłazi lewactwo mieniące się ekologami i zacznie gęgać, że klęska żywiołowa to skutek ocieplenia, ochłodzenia lub zmiany klimatu (“mądrość etapu” w wykonaniu zielonych oszołomów zmienia się na tyle często, że doprawdy ciężko czasem nadążyć).

Jeżeli mowa o zmianie klimatu to oczywiście jest jeden główny podejrzany: emitowany do atmosfery dwutlenek węgla. Ponieważ zmiana klimatu jest zła, emitowanie CO2 też jest złe i trzeba je redukować, bo tak – niestety, jak do tej pory lewica nie chce dać dobrego przykładu eliminując swoją emisję z ogólnej puli (na przykład poprzez eutanazję na sobie samych). To byłoby rozwiązanie najlepsze, no ale nie wymagajmy od małych brunatnych (zieleń plus czerwień) ekologów logiki i konsekwencji. Zostają dwa rozwiązania: jedno świetne, a drugie jeszcze lepsze.

Bazowy pomysł czerwonych to oczywiście opodatkowanie wszystkiego co się rusza i nie może uciec do raju podatkowego – najlepiej podsumował to dawno temu Ronald Reagan: The government’s view of the economy could be summed up in a few short phrases: If it moves, tax it. If it keeps moving, regulate it. And if it stops moving, subsidize it. Jak na razie koncepcja opodatkowania nie bardzo przeradza się w praktykę (choć mąż Carli Bruni od czasu do czasu coś przebąkuje), więc wprowadzany jest plan B – pozwolenia na handel emisjami. W dużym skrócie pomysł wygląda tak: Komisja Europejska ustala, ile dwutlenku węgla mają prawo emitować poszczególne państwa Wspólnoty, rządy państw członkowskich coś kumają albo i nie (w przypadku rządu polskiego, ze wskazaniem na “nie”) i potem zaczyna się – teoretycznie – wolny rynek: państwa trujące więcej muszą dokupić pozwolenia, czystsi i bardziej oszczędni mogą jej sprzedać, zarabiając na tym jacy są porządni i pro-ekologiczni.

Brzmi uroczo, prawda? Efektywne, wolnorynkowe, z pozytywnym efektem dla środowiska… Niestety, jak się człowiek przyjrzy trochę bliżej, rzeczywistość nie jest tak różowa. Niespecjalnie wiążące doniesienia na temat handlu emisjami pojawiały się już od jakiegoś czasu, ale że dochodziły z kręgów czerwono-zielonych, raczej nikt ich nie słuchał. Ale zepsuty zegar też wskazuje poprawną godzinę dwa razy na dobę i okazuje się, że coś jednak było na rzeczy: skomplikowany system przydziału pozwoleń tudzież związane z nimi zamotane regulacje podatkowe skończyły się tak, jak się skończyć musiały – ktoś postanowił pójść na skróty i zarobić na przekręcie. Jak na razie aresztowania miały miejsce w Wielkiej Brytanii, europejskim mateczniku broni masowej (finansowej) zagłady. Jeśli wierzyć informacjom belgijskich prokuratorów, nawet 90% transakcji w EMS mogło mieć miejsce z naruszeniem prawa – tylko czy można wierzyć Belgom?

Limity przydzielane wedle uznania brukselskich biurokratów, skomplikowane przepisy podatkowe… Jak mawiał Stefan Kisielewski, to nie kryzys, to rezultat.

Tags: , , ,

2 Responses to “Nieznośna lekkość CO2”

  1. grześ Says:

    Hm, a powodzie i ich częstotliwość nie ma wg ciebie związku ze zmianami klimatu?

    Dziwne, moim zdaniem:), twierdzenie.

    I niestety mam wrżenie, że akurat sugestie ekologów (np. choćby o tworzeniu naturalnych terenów zalewowych/polderów) maj więcej sensu niż budowanie coraz to wyższych i nowych wałów, które i tak w któryms miejscu przerwie albo zanim się zdąży je wybudować przyjdzie nastepna powódź.

    Niestety, regulacja rzek na maksa jest niemożliwa i mam wrażenie, że akurat z natura tu człowiek nie wygra.

    • Banan Says:

      Grzesiu: realistyczne cele to podstawa. Budujmy wały, wyznaczajmy tereny zalewowe – bo o CO2 to można pieprzyć do skutku i nic z tego nie wynika (sami ekolodzy nie wiedzą, czy jest ocieplenie,
      oziębienie, czy zmiana klimatu w ogóle). w Holandii, która ma sporą część terenu pod poziomem morza, jakoś dało się zirygować cały kraj do tego stopnia, że o powodziach to chyba tu nikt nie słyszał
      – choć leje regularnie, i to sporo.

      A bredzenie ekologów służy głównie wyciąganiu dotacji, moim zdaniem.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: