Ronnie James Dio 1942- 2010

Mały wielki człowiek – tak najkrócej można było opisać Ronniego Jamesa Dio jako osobowość sceniczną. Wyglądał trochę jak gnom z kart powieści Tolkiena, ale gdy zaczynał śpiewać… Drżyjcie, bramy Mordoru. Zawsze mnie zastanawiało: gdzie w tym drobnym facecie mieści się tak potężny głos?

Szersza publiczność usłyszała o nim po raz pierwszy kiedy dołączył do tworzonego właśnie Rainbow: Blackmore znowu pokłócił się z kolegami z Deep Purple i zabrał swoje zabawki. Ritchie B. miał w życiu i lepsze, i gorsze pomysły artystyczne – ale zatrudnienie Dio zdecydowanie zalicza się do tej pierwszej kategorii. Dlaczego? Ano na przykład dlatego:

Ponieważ z Blackmore’m jeszcze nikt na dłuższą metę nie wytrzymał, po trzech płytach Dio sobie poszedł (a Rainbow rozpoczęło długą drogę w dół). Nie pałętał się luzem specjalnie długo, bo już w 1979 chłopcy z Black Sabbath mieli dość narkotykowych odjazdów Ozzy’ego i na stanowisku wokalisty zrobił się wakat. Efekt? Ostatnia absolutnie klasyczna płyta Black Sabbath.

W Sabbath też długo nie zagrzał miejsca – może dwie osobowości tak silne jak Dio i Iommi to troszkę za dużo na jeden zespół… Niezależnie od przyczyn, w 1983 wszyscy miłośnicy talentu faceta z armatą w gardle doczekali się debiutu pod własnym szyldem. Z tego początkowego okresu działalności zespołu Dio ja osobiście najbardziej lubię płytę “Dream Evil” – więc teraz, jak mawia pan Kaczkowski, “strona pierwsza, utwór czwarty”

Przez następne dwie dekady bywało różnie – były i płyty lepsze (“Magica”!), i ciut słabsze (niestety, od wielkich wymaga się więcej niż od debiutantów). Ale Ronnie James cały czas był sobą: znalazł czas na założenie fundacji pomagającej dzieciom na życiowym zakręcie, płytę ze starymi znajomymi z Black Sabbath

i występ w “Tenacious D” pokazujący, że mimo statusu ikony gatunku, nie stracił dystansu do samego siebie.

Szesnastego maja 2010 Ronnie James Dio przegrał walkę z nowotworem i odszedł na drugą stronę tęczy. Będzie go brakować, ale na szczęście zostały nam wspaniałe płyty – i w mroku wszechobecnej tandety będzie świecić światełko.

Advertisements

Tags: , , , , ,

2 Responses to “Ronnie James Dio 1942- 2010”

  1. grześ Says:

    Świetna muza, właśnie sobie słuchłem przed chwilą wszystkich kawałków, głos mił, no:).

    W sumie to poza utworem “heaven nd hell” (eh, klasyka, gdzieś to kiedyś z Trójki na jaką kasetę zgrywałem lata temu) nawet reszty nie znałem zbyt, ale kawał dobrej muzy.

    I świetny tekst.

    A tych rockowych twórców ciekawych coraz mniej, najpierw Peter Style z Type O”negative, teraz Ronnie James Dio.

    pzdr

    • Banan Says:

      Tak w skrócie – jak chcesz RJD w pigułce – to płyty warte polecenia:

      1. Raibow – “Rising” i ew. debiut

      2. B.Sab – “H & H”, “Mob rules”

      3. Dio – “Dream Evil”, “Holy Diver”, “Magica” i ew. “Strange Highways”

      i oczywiście “Devil you know” Heaven and Hell

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: