Czas apokalipsy 2010 (1)

Tyle się ostatnio dzieje – Smoleńsk, wybory prezydenckie, bulgocząca przy wybrzeżu USA ropa… Kto by tam miał głowę do gospodarki? Właściwie jedyny moment w ciągu ostatniego miesiąca, kiedy pieniądze przebiły się na czołówki polskich mediów, to zadyma wokół NBP: Sławomir Skrzypek nie żyje, kilku członków RPP przypomniało sobie, skąd im nogi wyrastają – więc raczej nic już nie powstrzyma Jacka Vincenta przed skokiem na kasę banku. Kilka lat temu przebąkiwał o podobnym numerze Lepper i wtedy był to dowód ekonomicznego barbarzyństwa, no ale Mulat nie był wykształconym w Anglii specjalistą… Polska to taki kraj, że od tego co jest robione, znacznie ważniejsze jest kto to robi – wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze.

I trochę szkoda, że polskie media rozumują w myśl zasady “nasza chata z kraja“, bo w Europie dzieją się aktualnie rzeczy dość ciekawe. Problem jest dość rozległy, ale właściwie wszystkie jego główne aspekty można obejrzeć w kontekście tego, co właśnie wyprawia się w Grecji.

Żeby zrozumieć źródła obecnego zamieszania, trzeba się cofnąć w czasie – konkretnie do 2002 roku, kiedy to Grecja weszła do strefy euro (w końcu, jeśli wierzyć orłom zarządzającym polską gospodarką, wspólna waluta to remedium na wszystkie problemy, prawda?). Ojczyzna Evi Adam znana jest z paru rzeczy, ale pracowitość mieszkańców i zdyscyplinowane finanse publiczne nie zaliczają się do tej listy – wskutek czego nie było najmniejszych szans na to, żeby Grecja spełniła kryteria wyznaczone w traktacie z Maastricht… Ale to była kwestia polityczna i prestiżowa, więc liczby sobie, a kiełbasa wyborcza sobie (hmf, czy ja już gdzieś tej mantry nie słyszałem?) – co robić?

Gdyby to nie był wpis na blogu tylko film, w tym momencie powinna rozbrzmieć dramatyczna muzyka – bo na scenę wkraczają przedstawiciele banku Goldman Sachs (serdeczne pozdrowienia dla byłego premiera Marcinkiewicza). I, jak mają w zwyczaju filmowe czarne charaktery, proponują rozwiązanie problemu – w tym konretnym przypadku, transakcję typu currency swap. Szczegóły techniczne są cokolwiek zamotane (zresztą – przy jakim lewym interesie jest inaczej?), dużym skrócie rzecz sprowadza się do tego, że manipulując stopami procentowymi przypisanymi do strumieni płatności, Grecja mogła pożyczyć pieniądze nie wykazując takiego długu w oficjalnym bilansie płatniczym. Nie żeby było tu coś szczególnie podejrzanego (takich zabaw dopuszcza się wiele banków centralnych), ale tutaj problem polegał na tym, że “syntentycznych” stóp procentowych, na które opiewała umowa, tak naprawdę nigdzie na rynku nie ma – więc Bóg jeden raczy wiedzieć, ile w 2010 będzie spłacała kolebka demokracji… Cokolwiek bardziej techniczny opis można znaleźć tutaj i tutaj.

Owocna współpraca z czyniącymi dzieło Boże bankierami to nie jest oczywiście jedyna – ani nawet główna – przyczyna kłopotów finansowych Grecji, ale dobrze pokazuje mechanizmy, którymi rządzi się strefa euro: jeden wielki pokaz kreatywnej księgowości. Według oficjalnych wymogów traktatu z Maastricht, parametry makroekonomiczne wymagane od krajów w strefie euro to m.in. odpowiednio niski deficyt budżetowy. Cóż, poniższy wykres mówi właściwie sam za siebie:

Tags: , , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: