Archive for April, 2010

Uśmiech Keysera Söze

April 27, 2010

Wcielone Zło polskiej polityki, znane także jako Kaczyński Jarosław, kandyduje na prezydenta. Ten fakt przykrył właściwie wszystkie inne wiadomości: staczającą się w gospodarczą otchłań Grecję, walenie w bęby na temat Iranu – i katastrofę w Smoleńsku. Choć właściwie, czy było co przykrywać? Przecież wszystko jest jasne.

Na początek wypowiedział się wszechwiedzący Lech Wałęsa: dla byłego prezydenta oczywiste jest, że winę za upadek samolotu ponosi Lech Kaczyński. Wprawdzie nieśmiało przebijają się do mediów wypowiedzi pilotów twierdzących, że prezydent ich do niczego nie zmuszał, choć latali z nim parokrotnie – ale powiedzmy sobie szczerze, co takie trepy mogą wiedzieć? Jaką wartość ma ich słowo w porównaniu z wypowiedzią człowieka, który obalił komunizm?

Cudownie mnożą się rejestratory dźwięku z rozbitego Tupolewa: trzy, potem cztery – według doniesień z dzisiejszego popołudnia już pięć. Jeszcze trochę, a okaże się, że cały lot był nagrywany na bieżąco, zrzucany do formatu .mp3 i niedługo będzie można go ściągnąć, zasilając w ten sposób kampanię Bronisława “Jamajki” Komorowskiego.

Przez  moment przewinął się wątek wymiany żarówek zaraz po katastrofie – ale, co ciekawe, nie wzbudził specjalnego zainteresowania mediów. W sumie to może i dobrze: nie daj Boże, ktoś mógłby zacząć myśleć – a to, jak wiadomo prowadzić może do wniosków… No, tego byśmy chyba nie chcieli?

Mógłbym długo i namiętnie wyliczać dziury w oficjalnej wersji wydarzeń – Rosjanie nie mogli się doliczyć liczby podejść samolotu do lądowania (dwa? cztery?), sugerowano nieznajomość rosyjskiego u pilotów, brak obeznania z procedurami lądowania (co ciekawe, bo trzy dni wcześniej lądował tam samolot wiozący premiera) – ale nie w tym rzecz. Jak można się dowiedzieć z dzisiejszych doniesień, tak naprawdę nie wiemy nawet dokładnie o której godzinie Tu-154 runął na ziemię… I najwyraźniej nikomu to nie przeszkadza w ferowaniu wyroków.

Rosyjscy śledczy niestrudzenie zbierają i przetwarzają informacje z miejsca tragedii (a polska prokuratura czeka jak proszalny dziad, czy raczą się czymś podzielić), podczas gdy autorytety rozmaitego kalibru – od redaktor Pochanke, poprzez mojego ulubionego Eminencję Życińskiego, po rzecznika rządu Grasia – śpiewają na jedną nutę: nie zadawajmy pytań, cieszmy się pojednaniem, odwdzięczmy się braciom Rosjanom… A kto zadaje pytania, ten sieje nienawiść i spiskowe teorie, na przykład tak jak znany nienawistnik Pospieszalski.

Ponieważ sianie podejrzeń jest rzeczą okropną a spisków nie ma, wszystkim zwolennikom oficjalnej wersji świata polecam następujące cytaty odnoszące się do zgonu Aleksandra Litwinienki. Skąd te złote myśli? Odpowiedź tutaj.

Atmosferę polityczną kraju zatruwały też tajemnicze zabójstwa niezależnych dziennikarzy, wyraźna obojętność, z jaką reagował Putin na zamordowanie głównej przeciwniczki jego polityki w Czeczenii Anny Politkowskiej i publiczne przyznanie Federalnej Służbie Bezpieczeństwa (FSB) prawa do prowadzenia operacji zagranicznych z “licence to kill”, wkrótce po czym doszło w Londynie do szokującego zabójstwa kłopotliwego dezertera z FSB Aleksandra Litwinienki. Wybrana metoda sugeruje chęć zamaskowania zleceniodawców, a zarazem chęć zadania ofierze jak największych cierpień mających być lekcją poglądową dla kandydatów na politycznych zdrajców FSB. To, że wskazany przez Brytyjczyków główny podejrzany o zabójstwo został posłem do Dumy, świadczy wymownie o wielkich zmianach, jakie zaszły przez ostatnie osiem lat w rosyjskiej etyce politycznej.


Film Niekrasowa o Litwinience to rzecz interwencyjna, odważna w odsłanianiu kulis władzy w Rosji. Obejrzawszy “Bunt”, trudno nie zadać sobie podstawowego pytania: Dlaczego właściwie Rosjanie zdecydowali się zabić w Londynie Litwinienkę (jeśli to rzeczywiście oni zrobili)? I to dziś, w czasach gdy media całego świata natychmiast robią z tego typu zdarzenia aferę na cztery fajery. Czy on naprawdę aż tak bardzo zagrażał Rosji? A może jej włodarze mieli po prostu pewność, że Wlk. Brytania (czy szerzej ujmując – Zachód) ograniczy się tylko do protestów dyplomatycznych, a w gruncie rzeczy nie zrobi nic. Nie odważy się zadrzeć z Rosją, bo nazbyt jej zależy na dobrych z nią stosunkach. Mają przecież wspólnie do zrobienia wielkie interesy. I to jest chyba w tym wszystkim najstraszniejsze.


Był więc czy nie był artystą Mikołaj Chochłow, kapitan KGB, który w lutym roku 1954 wyposażony w papierośnicę zamienioną w pistolet z zatrutymi kulami zjawił się we Frankfurcie z misją zamordowania szefa pewnej rosyjskiej organizacji emigracyjnej? Albo był czy nie był artystą Bogdan Stasziński, też oficer KGB, weteran krwawych misji zagranicznych, który trzy lata później zjawił się także w Republice Federalnej i też w celu zabicia rosyjskiego działacza emigracyjnego? Tym razem przy użyciu metalowej rurki zawierającej truciznę, która spowodowała natychmiastową śmierć o symptomach podobnych do ataku serca. (…) No a zabójstwo Litwinienki jest czy nie jest arcydziełem? Człowiek czy też ludzie, którzy go otruli, są czy nie są artystami?

Z jednej strony – snucie hipotez z dziedziny zaawansowanej gdybologii, z drugiej – próba zakneblowania ust ludziom zadającym niewygodne pytania o wypadek, gdzie zginął prezydent RP. Właściwe pytanie brzmi: czego boi się redakcja GW?

Advertisements

Kaczka na gorąco – refleksji kilka

April 26, 2010

No i stało się, stało się to co miało się stać, jak śpiewał kiedyś Kazik Staszewski – Jarosław Kaczyński ogłosił, że będzie kandydował na prezydenta. W przebłysku człowieczeństwa pomyślałem sobie “jak to dobrze że nie zwlekał dłużej”… Jeszcze kilka dni budowania napięcia, a skupieni wokół GWna czy WSI24 komentatorzy ani chybi musieliby się zameldować w szpitalu psychiatrycznym – w końcu ile można się stresować? Z drugiej strony, jak dowodzi przykład jednego z wicemarszałków Sejmu, choroba psychiczna wcale nie musi eliminować człowieka z życia publicznego – ba, nawet na “Lustro Szkła Kontaktowego” można sobie zasłużyć…

Decyzja o kandydowaniu to dla JarKacza ruch ryzykowny – z dwóch powodów. Po pierwsze, pięć lat systematycznego character assasination nie pozostało, delikatnie mówiąc, bez wpływu na rozmiar elektoratu negatywnego. Stosunek do PiS i jego szefa to nie jest pogląd polityczny: to artykuł wiary. Jeśli krytykujesz Kaczorów, to jesteś czlowiekiem młodym, wykształconym i z dużego miasta… Jednym słowem, zaliczasz się do tej lepszej części elektoratu – na przykład takiej, jak wyrażający swój słuszny sprzeciw demonstrantów z Franciszkańskiej. I tego mniemania – odwołującego się do siedzącego w wielu ludziach snobizmu – przeskoczyć nie będzie łatwa. Bardzo dużo będzie zależało od dyscypliny wyborczej w szeregach PiS: jeśli uda się zakneblować paru wyrywnych posłów, jakaś tam szansa istnieje. Ale ze stawianiem dużych pieniędzy bym nie przesadzał.

Problem drugi jest poważniejszy: większość pierwszej ławki PiS ewakuowała się do Brukseli, a szeregi pozostałych w kraju kadr zdziesiątkowała katastrofa w Smoleńsku. Jeśli Kaczyński wygra i zostanie prezydentem, powstanie wyrwa na szpicy PiS – co grozi wojną domową w szeregach tej partii. Skutek? Rozbita opozycja to prosta recepta na to, żeby Partia Miłości zafundowała nam seans uczucia, po którym prędko się nie pozbieramy. Skok na NBP, demolowanie IPN… Podjęte przez Komorowskiego działania to dopiero przedsmak tego, co może nas czekać w przypadku rządu monopartii – w tych kwestiach nawet na prezydenckie weto może już być za późno.

I tu jest tak naprawdę sedno problemu: ktoś musi zatrzymać tryumfalny pochód Platformy po całokształt władzy w państwie. Prezydent, premier, większość w Sejmie, przyjazne media, NBP w roli skarbonki kreatywnego księgowego Jacka Vincenta… A wszystko oczywiście pod hasłem walki z kaczyzmem: im bardziej PiS nie ma u władzy, tym bardziej jesteśmy straszeni jego widmem. Czy zbiorowa nerwica środowisk dziennikarskich to wystarczające kryterium przeciwko? Przypuszczam, że wątpię.

W przeciwieństwie do zakompleksionych lemingów, niespecjalnie przejmuję się opinią “Europy” – jeśli dla kogoś istotnym argumentem przeciw Kaczyńskiemu są głosy prasy francuskiej (popierającej zlewaczałego gnoma z ADHD), włoskiej (Tony Soprano na zmianę z agentami KGB u władzy) czy greckiej (szkoda gadać), to świadczy to tylko o jednym: że teorie przypisujące wielu Polakom mentalność postkolonialną nie są tak niedorzeczne, jak mogłoby się wydawać. Wibrujący kompleks niższości to przypadłość przykra – i raczej nieuleczalna.

Nie powiem, żebym specjalnie mdlał z rozkoszy na myśl o kandydaturze Kaczyńskiego na urząd prezydenta. Głosowałem na PiS w wyborach parlamentarnych w 2005, tudzież na Lecha Kaczyńskiego w prezydenckich – ale przez te pięć lat narastało we mnie  rozczarowanie. Nie umiałem przestawić się na myślenie w kategoriach reprezentowanych przez niektórych znajomych (“no bo jak nie oni, to kto?”), ale wygląda na to, że będę musiał. Alternatywne opcje po prostu wykręcają mi wnętrzności: umoczony w kontakty z WSI hrabia “Jamajka” Komorowski? Broniący Jaruzela Napieralski? Uczesana wersja Łyżwińskiego, czyli Pawlak? Są jeszcze Morawiecki i Jurek – ale realistycznie rzecz biorąc, glos na nich oddany to de facto walkower dla PO.

Od ładnych paru lat marzy mi się, że nie będę musiał wybierać “mniejszego zła” głosując czy to na posłów, czy na prezydenta – ale wygląda na to, że jeszcze trochę przyjdzie mi poczekać. Trudno. Na dzień dzisiejszy Kaczyński może liczyć na mój głos.

Depresja bankiera

April 22, 2010

Że nowa religia pod tytułem “walka ze zmianami klimatu” się rozpowszechnia, to mniej więcej wiadomo – są wyznawcy stateczni, są młodociani fanatycy, ba! jest nawet filmowa ewangelia “Al Gore: The Movie” (serdecznie pozdrawiam Woja, który jest autorem tego tytułu)… Spójności w tych wszystkich spazmach tyle co kot napłakał: najpierw wrzeszczano o globalnym ociepleniu, potem o globalnym ochłodzeniu, teraz zła jest w ogóle każda zmiana – ciekawe, że ci sami ludzie, którzy protestują przeciw zmianie klimatu, masowo sikają po nogach ze szczęścia na widok Czarnego Mesjasza. Nie rzutuje to na fakt, że terror się upowszechnia: linie lotnicze proponują mi dopłatę do biletu (dzięki której zmniejszę skutki mojej emisji CO2), rządy handlują pozwoleniami na emisję tegoż CO2 (dorzynając przy tym – mniej zaawansowane technologicznie – gospodarki krajów rozwijających się), i ogólnie wkoło jest wesoło.

A teraz zaraza dotarła do świata finansów. I nie, nie chodzi o handel limitami na dymienie w powietrze (choć ciekawe: ile musiałyby pracować wszystkie europejskie fabryki żeby wyprodukować chmurę, którą islandzki wulkan o niewymawialnej nazwie wypluł w parę dni) – jeśli wierzyć wewnętrznemu biuletynowi dla pracowników banku, w którym w pocie czoła generuję PKB, moja macierzysta instytucja myśli o zatrudnieniu CGO –  Chief Green Officer – którego powinnością będzie dbanie o to, żeby ING było organizacją “carbon neutral“. Jeśli tak mądre decyzje podejmuje się w firmie, którą w 2008 ocaliło wsparcie finansowe z kieszeni podatników, to co musi się dziać w publicznych przedsiębiorstwach czy urzędach? Pełnomocnicy ds. łapania bryzy od kanału mnożą się pewnie szybciej, niż niektóre mniejszości na południe od Polski…

Dla wszystkich zdołowanych epidemią ekologicznej szajby – porcja zdrowego rozsądku z Antypodów.

Przeciwnikom pochówku na Wawelu – z dedykacją

April 17, 2010

Bolszewicy — pacyfiści.
Wrzaskiem pełnym nienawiści
Drą się, krzyczą raz po raz:
POKÓJ! oraz WALKA KLAS!
WALKA KLAS! i jednym tchem
POKÓJ! POKÓJ! — wsiem wsiem wsiem.
To się wzajem nie wyklucza,
Tak komunizm nas poucza.

Bo sowiecki cel ustroju
W tym jest właśnie, by w pokoju
Można wśród światowych mas
Krzewić krwawą WALKĘ KLAS.

My im, znaczy, spokój dajmy,
W niczym im nie przeszkadzajmy,
Żeby oni WALKĄ KLAS
Mogli rżnąć spokojnie — nas.

U nich w zgodzie hasła oba,
Komu to się nie podoba,
Ten się zara przeistacza
W wojennego podżegacza.

My faszyści, my burżuje,
My nie wiemy, co pacyfizm,
Tak jak go interpretuje
Dialektyczny apokryfizm.

*

Do nauki pacyfizmu
Nam nie trzeba komunizmu.
Bo my wiemy o tym wszystko
Od dwudziestu wieków blisko.

Nam, dwadzieścia wieków temu,
Całą treść i sens problemu
Raz na zawsze, wciąż od nowa,
Objawiły cztery słowa.

My już definicją tą
Nauczeni od przedszkoli.
Owe cztery słowa brzmią:
Pokój ludziom dobrej woli.

Pomyśl tylko — w konsekwencji
Co wynika z tej sentencji?

Ona nas utwierdza trwale
W naszej pokojowej roli.
Mówi: POKÓJ! POKÓJ! — ale
Tylko — ludziom dobrej woli.

Ani więcej, ani mniej,
Prawda prosta, myśl dostojna,
Mówi: Ludziom woli złej —
WOJNA! WOJNA! WIECZNA WOJNA!

*

Z tego sobie wyprorokuj
Pacyfizmu zwięzły skrót:
Jeśli tobie miły POKÓJ,
Dobrą wolę pokaż wprzód.

Odkryj na zielonym stole
Talie swych fałszywych kart.
Pokaż naprzód dobrą wolę,
Gdy ci pokój tyle wart.

Ludziom daj kajdany zzuć,
Niewolnikom wolność zwróć,
Zwróć im wolność dusz i serc,
Rozwal mur więziennych twierdz,
Daj im żyć, jak sami chcą
A nie pod komendą twą,
Daj im zdjąć żałoby kir,
Pokaż, żeś nie zbój i zbir,
Że ci wstrętny grozy dreszcz
I bat nędzy i niedoli!
Potem pełnym gardłem wrzeszcz:
PACE! PEACE! PAIX! FRIEDE! MIR!
POKÓJ —
Ludziom dobrej woli.

*

Na nic paktów hieroglifizm,
Na nic kadr i bomb restrykcja.
Świat to wie, że wasz pacyfizm
Jedna wielka PACYFIKCJA.

Z prahistorii tego świata
Coś przypomnę ci, gieroju:
Kain, po zabiciu brata,
Nigdy nie miał już pokoju.

Potem innej nie znał troski
W swym pacyfistycznym znoju,
Tylko troskę, by gniew Boski
Pozostawił go w spokoju.

Śmiechem szatańskiego roju
Wyła nad nim gawiedź diabla:
Trzeba było chcieć pokoju
Przed zabiciem brata Abla!

Teraz pokój? Po zabiciu?

*

Pokój z wami? Nigdy w życiu.

Marian Hemar, ROZWAŻANIA O PACYFIZMIE (1956)

Przychodzi leming na cmentarz, a tam Kaczor

April 15, 2010

Tak sie jakoś dziwnie składa, że za każdym razem gdy dzieje się w Polsce coś ważnego, głos zabierają – spontanicznie, ma się rozumieć – oburzeni obywatele. Ten numer ćwiczono już wielokrotnie w czasach słusznie minionych: wspomnieć można chociażby pracownice zakładów przemysłowych za Uralem potępiające Sołżenicyna za “Archipelag Gułag” czy klasę robotniczą oburzoną szyderstwami zawartymi w filmach Piwowskiego. Ale czasy się zmieniają i nie można w kółko ogrywać tych samych chwytów – zbyt duże jest ryzyko epifanii u ćwierćinteligentów stanowiących elektorat “Szkła kontaktowego” i “Szymon Majewski przedstawia”…

Na szczęście do dyspozycji jest nowoczesna technologia, dzięki której młodzi wykształceni ludzie z dużych miast mogą się szybko zorganizować i wyrazić swój spontaniczny sprzeciw – rozgrzewką do takich numerów była sławetna akcja “Zabierz babci dowód”, potem poszło z górki… Polska delegacja do Katynia zginęła w sobotę rano, a już w poniedziałek na Facebooku pojawiły się trzy grupy protestujące przeciwko pochowaniu prezydenckiej pary na Wawelu (tudzież nadaniu  Stadionowi Narodowemu imienia zmarłego prezydenta; ciekawe, co nie wzbudziloby protestów – szalet miejski?). Przegląd cytatów z forum na FB dostarcza niezapomnianych wrażeń jeśli chodzi o to, jak mysli mloda polska „elita”.

Zdaniem Piotra Słomkowskiego, ” Jedyne czym Kaczor się zasłużył to to, że dzięki jego śmierci być może będziemy mieli lepsze kontakty z Rosjanami, co On cały czas torpedował i wielokrotnie zaprzepaścił szanse na pojednanie ;]“, co Damian Winter uzupełnia sugerując “a podjazd do stadionu imieniem Marii Kaczyńskiej, srodek boiska im. Przemyslawa Gosiewskiego“. Prawda, jakie perły humoru? Aż boki zrywać, dobrze że ktoś dba o nasze nastroje w ten smutny czas. Zdaniem Agnieszki Buck, “no prosze – a to Polska wlasnie – ktos sie przez przypadek glupio wrabal w drzewo i teraz jest bohaterem narodowym i meczennikiem…” – ani chybi absolwentka socjologii albo innej politologii, bo kto inny snułby tak fenomenalne teorie opisujace naszą narodową psychikę? Do tego trzeba być młodym wykształconym, i koniecznie z dużego miasta. Jest też filozoficzna refleksja Przemysława KupiduryNie wyobrażam sobie patrona innego niż ktoś z dwójki K. Górski, K. Deyna. W takiej kolejności. Mam wrażenie, że mamy w polsce jakąś zbiorową odmianę nekrofilii, podniecamy się śmiercią, ofiarami, trupami. Im kto bardziej efektownie umrze, tym większą staje się postacią. Uczcijmy kogoś, kto zasłużył się życiem.” I jeszcze na deser Anna StuchlikPrezydent Kaczorowski i owszem jak najbardziej na Wawelu moze spocząc ale nie człowiek ktory dla co najmniej połowy społeczeństwa polskiego nie był ich prezydentem.W dodatku decyzje o pochówku na Wawelu podjął człowiek ktory jak brat ma przerost ambicji“. Tyle tytułem pojednania i żałoby narodowej.

Nie rozumiem inteligentnych w miarę ludzi – paru nawet znam – którzy przystępują do takich grup, wiedzeni, czy ja wiem… Instynktem stadnym? Jakims tropizmem, który kaze wrzeszczec „nie” bo ktos kojarzony – nawet bardzo odlegle – z PiS powiedział „tak”? I najwyraźniej nie przeszkadza im Tomir Domański proponujący, żeby pochówek Lecha Kaczyńskiego odbył się “Może razem z braciszkiem?“… Że nie wspomnę o ludziach protestujących w Krakowie na Franciszkańskiej przeciwko bezczeszczeniu Wawelu: według reportażu z TVN24, te przepełnione obywatelską troską twarze wyglądają tak

No, ale Bóg z nimi – czy w co tam sobie młode oświecone komuszki wierzą, choć to ostatnie zależy pewnie od wskazówek z centrali. Gdyby ktoś miał złudzenia co do spontaniczności indywidualnych przemyśleń, to proszę porównać ulotki na zdjęciu poniżej:

Po przeprowadzeniu rozpoznania walką, można było już odwoływać się do wymachujących transparentami gówniarzy jako głosu opinii publicznej: „pochówek na Wawelu dzieli Polaków”, „Internet przeciw Wawelowi”… nagłówki srodowych gazet były pelne takich tytułów. Dobre: rozhisteryzowani użytkownicy FB reprezentuja caly Internet. Czego jak czego, ale profesjonalizmu nie można naszym rodzimym „specjalistom od śpiewu i mas” odmowić – więc w ramach wsparcia artyleryjskiego pojawił się Andrzej Wajda, zasłużony bojownik o demokrację i swobody obywatelskie (zagrożone, ma się rozumieć, przez potworny kaczystowski reżim) i ogłosił, ze jeśli chodzi o pochówek na Wawelu, „decyzja ta wywołuje poważne protesty i może spowodować najgłębsze od odzyskania niepodległości w 1989 roku podziały polskiego społeczeństwa”. Wzruszające, prawda? Ja rozumiem, że pan Wajda jako wielki artysta żyje w swojej własnej, alternatywnej rzeczywistości, ale gdzie ten facet spędził ostatnie dwadzieścia lat? Przecież nawet jego idol Wałęsa – który jeszcze niedawno wyrażał nadzieje na rychły koniec prezydentury Kaczyńskiego, a teraz reklamuje się ze swoim przebaczeniem – powiedział kiedyś, że demokracja to „permanentna wojna wszystkich ze wszystkimi”… Tak nie słuchać proroka ikony? Oj nieładnie, nieładnie…

Na wypadek, gdyby po ciosie prostym (“z artysty między oczy”) ktoś jeszcze ustał na nogach, do akcji wkracza autorytet wielofunkcyjny – kolejny dowód, że absolutnie każdy może być profesorem – Magdalena Środa. I wali hakiem.  Co dziwne, tym razem nie ma demonstracji obsesji na temat Kościoła Katolickiego, natomiast jest zabawa w medium, odczytujące zza grobu intencje zmarłego prezydenta. Do tego – jak przystało na zdeklarowaną ateistkę – mówi nam profesor etyki Środa o świętości Wawelu jako miejsca, by wreszcie wjechać na znajomą nutę: ataku na PiS i Jarkacza pod zarzutem wykorzystywania żaloby. Było? Było. Ja rozumiem, że każdy ma takiego Katona Starszego na jakiego zasłużył – ale jeśli maksimum naszych możliwości stanowi ta nieszczęsna kobieta, to mamy totalnie przechlapane. Jedyny pozytyw calej sytuacji to fakt, że – na razie – zdjęto z widoku publicznego uwielbianego przez lemingi amatora plastikowych penisów. Ale i to pewnie nie na długo.

Kiedy po śmierci Ryszarda Kapuścińskiego – grubo przed publikacją „Kapuściński non-fiction” – ktoś wspomniał o uwikłaniu autora „Cesarza” we współpracę z rozmaitymi służbami jawnymi inaczej, Jerzy Pilch oskarżył autorow tych słów o „pierdzenie do otwartego grobu”. Nic dodać, nic ująć: ten zwrot idealnie opisuje postępaków, którzy wytrzymali całe 48 godzin bez nawalania na niesluszną opcję i wszystko, co z nią związane.

Malo eleganckie? Niewatpliwie. Ale na mówienie trzynastozgłoskowcem do Wajdy, Środy czy – zwłaszcza – hołoty z “protestujących” grup na FB po prostu szkoda czasu.

Epitafium po polsku

April 14, 2010

Naprawdę miałem nie pisać o katastrofie pod Smoleńskiem, w której zginęła polska delegacja na obchody rocznicy mordu katyńskiego – nie było mi po drodze z egzaltacją jednych, a mdliło mnie od fałszywego żalu drugich. We wszystkich mediach czarne wstążki, żałoba – a w tle business as usual. Ciekawiło mnie właściwie tylko jedno: czy przerwa od jazgotu potrwa do pogrzebu, czy jednak nie. No i doczekałem się – stan na środę nad ranem to cztery grupy na Facebooku protestujące przeciwko rozmaitym propozycjom uczczenia pamięci Lecha Kaczyńskiego. Kto ma mocne nerwy, niech zajrzy tutaj: zamiast chwili wyciszenia, w powietrzu latają regularne groźby karalne, za które w normalnym kraju autorem zajęłaby się prokuratura. Ale Polska normalnym krajem niestety nie jest.

Więc zamiast epitafium – tekst przemówienia, które prezydent Kaczyński miał wygłosić w Katyniu w sobotę. Chwila zadumy nad tymi słowami to chyba najlepszy hołd, jaki można oddać pamięci i tych tragicznie zmarłych w ostatnią sobotę – i tych zamordowanych przed siedemdziesięciu laty.

Szanowni Przedstawiciele Rodzin Katyńskich! Szanowni Państwo!W kwietniu 1940 roku ponad 21 tysięcy polskich jeńców z obozów i więzień NKWD zostało zamordowanych. Tej zbrodni ludobójstwa dokonano z woli Stalina, na rozkaz najwyższych władz Związku Sowieckiego. Sojusz III Rzeszy i ZSRR, pakt Ribbentrop-Mołotow i agresja na Polskę 17 września 1939 roku znalazły swoją wstrząsającą kulminację w zbrodni katyńskiej. Nie tylko w lasach Katynia, także w Twerze, Charkowie i w innych, znanych i jeszcze nieznanych miejscach straceń wymordowano obywateli II Rzeczypospolitej, ludzi tworzących podstawę naszej państwowości, nieugiętych w służbie ojczyzny. W tym samym czasie rodziny pomordowanych i tysiące mieszkańców przedwojennych Kresów były zsyłane w głąb Związku Sowieckiego, gdzie ich niewypowiedziane cierpienia znaczyły drogę polskiej Golgoty Wschodu.Najbardziej tragiczną stacją tej drogi był Katyń. Polskich oficerów, duchownych, urzędników, policjantów, funkcjonariuszy straży granicznej i służby więziennej zgładzono bez procesów i wyroków. Byli ofiarami niewypowiedzianej wojny. Zostali zamordowani z pogwałceniem praw i konwencji cywilizowanego świata. Zdeptano ich godność jako żołnierzy, Polaków i ludzi. Doły śmierci na zawsze miały ukryć ciała pomordowanych i prawdę o zbrodni. Świat miał się nigdy nie dowiedzieć. Rodzinom ofiar odebrano prawo do publicznej żałoby, do opłakania i godnego upamiętnienia najbliższych. Ziemia przykryła ślady zbrodni, a kłamstwo miało wymazać ją z ludzkiej pamięci.

Ukrywanie prawdy o Katyniu – efekt decyzji tych, którzy do zbrodni doprowadzili – stało się jednym z fundamentów polityki komunistów w powojennej Polsce: założycielskim kłamstwem PRL. Był to czas, kiedy za pamięć i prawdę o Katyniu płaciło się wysoką cenę. Jednak bliscy pomordowanych i inni odważni ludzie trwali wiernie przy tej pamięci, bronili jej i przekazywali kolejnym pokoleniom Polaków. Przenieśli ją przez czas komunistycznych rządów i powierzyli rodakom w wolnej, niepodległej Polsce. Dlatego im wszystkim, a zwłaszcza Rodzinom Katyńskim, jesteśmy winni szacunek i wdzięczność. W imieniu Rzeczypospolitej składam najgłębsze podziękowanie za to, że broniąc pamięci o swoich bliskich, ocalili Państwo jakże ważny wymiar naszej polskiej świadomości i tożsamości.

Katyń stał się bolesną raną polskiej historii, ale także na długie dziesięciolecia zatruł relacje między Polakami a Rosjanami. Sprawmy, by katyńska rana mogła się wreszcie w pełni zagoić i zabliźnić. Jesteśmy już na tej drodze. My, Polacy, doceniamy działania Rosjan z ostatnich lat. Tą drogą, która zbliża nasze narody, powinniśmy iść dalej, nie zatrzymując się na niej ani nie cofając.

Wszystkie okoliczności zbrodni katyńskiej muszą zostać do końca zbadane i wyjaśnione. Ważne jest, by została potwierdzona prawnie niewinność ofiar, by ujawnione zostały wszystkie dokumenty dotyczące tej zbrodni. Aby kłamstwo katyńskie zniknęło na zawsze z przestrzeni publicznej. Domagamy się tych działań przede wszystkim ze względu na pamięć ofiar i szacunek dla cierpienia ich rodzin. Ale domagamy się ich także w imię wspólnych wartości, które muszą tworzyć fundament zaufania i partnerstwa pomiędzy sąsiednimi narodami w całej Europie.

Oddajmy wspólnie hołd pomordowanym i pomódlmy się nad ich głowami. Chwała bohaterom! Cześć Ich pamięci!