Ekwilibrystyka ekologisty Bendyka

Że Julian Tuwim był wielkim poetą, to mniej więcej wiadomo – czy ktoś jest w wieku stosowniejszym do “Ptasiego radia“, czy do “Kwiatów polskich“, praktycznie zawsze można znaleźć w dorobku geniusza z Łodzi coś fascynującego. Nie jest to może do końca stosowne, ale ostatnio – gdy patrzę na umysłową gimnastykę rozmaitych lewaków – kołacze mi się po głowie kultowy fragment z “Lokomotywy”:

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się wytężał,
To nie udźwigną, taki to ciężar.

Jaki ciężar? Walkę z zabobonami w rodzaju katolicyzmu. Próbują małe bękarty Marksa, próbują – i nic. Jak by się nie skręcali, w każdym człowieku siedzi potrzeba czegoś więcej niż zakąska, wypitka i pochędóżka. Co robić, można by spytać wzorem ich idola Włodzimierza L.? Jedni zwalczają religię wyrabiając sobie na jej punkcie obsesję (co jest swego rodzaj wiarą a’rebours, bo intelektualnie uczciwy ateista po prostu ignoruje krucyfiksy etc.), inni fascynują się wampirami, a jeszcze inni odnaleźli religię zastępczą w postaci walki z globalnym ociepleniem.

Jak na religię przystało, są dogmaty (o związku przyczynowo-skutkowym między ociepleniem i emisją CO2), prorocy (Al Gore i jego “Inconvenient Truth”, znane też jako “Al Gore: The Movie” – pozdrowienia dla Woja W.),  liturgia (spędy zmartwionych celebrytów, którzy wysiadając ze swoich odrzutowców i SUV pouczają nas o konieczności oszczędzania paliwa) i apostołowie niosący nowinę w dalekie krainy – na przykład, na polskim podwórku, Edwin Bendyk.

Na pierwszy rzut oka, jego tekst w miarę trzyma się kupy – nie ma ewidentnych przekłamań. Niestety przy bliższym poznaniu okazuje się on kanonicznym przykładem dowodu “przez intuicyjną oczywistość”, jak to się mawiało na moim macierzystym wydziale.

Zaczyna się od dobrych wiadomości: “Czy warto umierać za Kopenhagę? Pytanie nie jest wcale tanim chwytem retorycznym _- od 6 listopada trwa strajk głodowy aktywistów ekologicznych” – ucieszyłbym się z potencjalnego spadku pogłowia lewicowych durniów, ale niestety… Podejrzewam, że jak zwykle w takich przypadkach, akcja zostanie po cichu zakończona a protestujący pójdą do najbliższego McDonalda. Usłyszeć możemy o tym w jednym przypadku: jeśli w ramach spontanicznego gniewu aktywistów postanowią zdemolować przybytek.

Potem też jest kilka sensownych spostrzeżeń o toczącej się za kulisami grze interesów, ubolewanie nad zignorowanym listem biskupa Desmonda Tutu do uczestników, fatalistyczne przekonanie że szczyt nie przyniesie żadnych konkretnych rozstrzygnięć… I tylko jedno mi w całym tym wywodzie nie pasuje: Bendyk zdaje się uważać, że globalne ocieplenie to absolutna oczywistość. Nie ma z czym dyskutować, to jak grawitacja, próba uzasadniania oznaczałaby możliwość dyskusji i podważenia jedynie słusznej opinii… Ale niestety, jak w każdej religii, także i w tym przypadku mamy do czynienia z elementami wywrotowymi, tudzież z podważającymi oficjalną prawdę heretykami. Wnioski po lekturze linka1 i linka2 proszę sobie wyciągnąć samodzielnie (a potem zajrzeć jeszcze TU).

Ciekawe, czy kościoł zmiany klimatycznej doczeka się swojej Reformacji?

Tags: , , , ,

2 Responses to “Ekwilibrystyka ekologisty Bendyka”

  1. Ania Says:

    Przychodzi mi do głowy tylko jeden komentarz:

    🙂

  2. Banan Says:

    Śliczne 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: