Krew bohaterów

Sto osiem lat temu przyszedł na świat Witold Pilecki – jedna z najwspanialszych postaci w polskiej historii. Weteran wojny bolszewickiej, uczestnik kampanii wrześniowej, organizator siatki wywiadowczej AK na terenie Auschwitz, żołnierz Kedywu podczas Powstania Warszawskiego… Jeden z tych ludzi, którzy w skundlonych czasach przypominają nam, jak może wyglądać prawdziwe bohaterstwo – ale im bardziej są bohaterami, tym bardziej są niepotrzebni. Zamordowany w 1948 po parodii procesu, “pochowany” prawdopodobnie obok śmietnika na Powązkach, skazany na zapomnienie – także w III RP, przez ludzi w rodzaju Kwaśniewskiego czy Buzka– dopiero od niedawna zaczyna się przebijać do szerszej świadomości. Jednym z przejawów tej powolnej drogi była inicjatywa wrocławskich radnych, o której opowie dzisiejszy gość Vae Victis. Oddaję głos Rybitzky’emu:

Witold Pilecki przegrał we Wrocławiu. Wstyd mi za moje miasto

Pod koniec XVI wieku do Wrocławia przybył znany architekt Hans Schneider von Lindau. Rada miejska zatrudniła go, by przebudował średniowieczne fortyfikacje, nieprzydatne w warunkach gwałtownego rozwoju broni palnej. W ciągu kilkunastu lat Schneider zastąpił archaiczne mury nowoczesnymi, nawzajem się flankującymi bastionami. Jako osłonę fortyfikacji wykorzystano dawną fosę, której przebieg znacznie jednak zmieniono.

W takim kształcie bastiony i fosa przetrwały dwieście lat. W 1807 roku miasto zostało zajęte przez francuski korpus Hieronima Bonapartego. Inżynierowie Wielkiej Armii przystąpili do rozbiórki wrocławskich fortyfikacji.

Z czasem w miejscu dawnych murów założono park i wytyczono promenadę wzdłuż fosy. Nie miała ona żadnej konkretnej nazwy – ani w czasach niemieckich, ani przez wiele lat PRL. W południowej części promenada ocierała się o plac przed Pałacem Cesarskim. Po II wojnie światowej z rezydencji kajzerów zostały tylko resztki, a teren wokół nich nazwano Placem Wolności.

Kiedy rzeczywiście nadeszła wolność, w parku nad fosą (blisko ulicy Świdnickiej) ustawiono Pomnik Ofiar Stalinizmu (nastąpiło to już 17 września 1989 roku). Po dwudziestu latach wrocławscy radni postanowili nadać fragmentowi promenady (która w międzyczasie uzyskała miano Staromiejskiej) obok pomnika patrona w postaci Witolda Pileckiego.

Początkowo inicjatywę Piotra Kuczyńskiego z klubu radnych PiS popierały wszystkie ugrupowania obecne w radzie miasta (nawet SLD) – poza Platformą Obywatelską. Wydawało się, iż fragmentowi promenady bez problemu zostanie nadana nazwa: Bulwar rotmistrza Pileckiego.

Wówczas do wściekłego ataku przystąpiła lokalna „Gazeta Wyborcza”. Beata Maciejewska (gazetowa ekspertka od historii Wrocławia) zaczęła lamentować, iż szykuje się zamach na historyczne centrum miasta. Nie miało dla niej znaczenia, że przez setki lat teren obecnej promenady znajdował się głęboko pod linią fortyfikacji i trudno go uznać za część średniowiecznego Starego Miasta.

Co więcej, nagle okazało się, iż „promenada Staromiejska” jest tradycyjna niczym „Rynek”, „Świdnicka” lub „Szewska”. Tymczasem taką nazwą zaczęto się posługiwać dopiero w ostatnich latach.

Przerażeni prasową nawałą radni (co świadczy o nich bardzo źle) wycofali się z projektu upamiętnienia Witolda Pileckiego. We Wrocławiu nie będzie więc bulwaru poświęconego wielkiemu polskiemu bohaterowi. Zamiast tego, przy wielkim aplauzie „Gazety Wyborczej”, Hali Ludowej przywrócono nazwę Hali Stulecia (wybudowana w 1913 Jahrhunderthalle – na pamiątkę zwycięskiej dla Prus bitwy pod Lipskiem), a Teatr Muzyczny Śląsk nazwano ponownie Capitol. Rozwaza się również, by ulica Ofiar Oświęcimskich została przemianowana na… ulicę Junkrów.

Na taką dziwną taktykę stosowaną przez wrocławskie elity zwrócił uwagę były wojewoda dolnośląski Krzysztof Grzelczyk. Odniósł się również do kwestii Bulwaru Pileckiego. Beata Maciejewska zamiast podjąć polemikę postanowiła wyśmiać dyskutanta:

Drogi Krzysztofie! Znamy się kilkanaście lat i rozumiem ból, jaki musisz czuć, gdy w piastowskim Wrocławiu odbywa się debata o niemieckiej historii. Rozumiem, że jako wielki polski patriota musisz kłamliwego i podstępnego wroga wytropić, a potem roznieść na szablach. Poddaję się. Nie wezwę na pomoc swych przyjaciół z SS i Wehrmachtu.

Cóż, nie trzeba wzywać SS i Wehrmachtu. „Gazeta Wyborcza” wystarcza w zupełności.

Advertisements

Tags: , , , , , ,

4 Responses to “Krew bohaterów”

  1. Kr1s Says:

    Jedyne komentarze jakie przychodza mi do glowy nie nadaja sie do powtorzenia.

    • Banan Says:

      Ależ nie krępuj się – przypuszczalnie zgodzimy się w każdym słowie. Żeby Cię dobić: przeciw rezolucji w PE w sprawie Pileckiego głosowała też posłanka Lidia CośTam de CośTam, zdaniem której “Wrocław” brzmi prowincjonalnie, a “Breslau” – europejsko.

  2. Ania Says:

    Lidia Coś tam de Odenberg 🙂 mówiła, że “Wrocław” jest za trudny do wymówienia dla obcokrajowców (sic!), nie było nic o prowincjonalności… 🙂 My też mówimy Rzym, a nie Roma. Zresztą, jej pomysł został (słusznie) zdruzgotany, nie ma więc o czym gadać 🙂

    • Banan Says:

      Lidia de Cośtam była jedną z bladzi głosujących przeciwko upamiętnieniu rotmistrza Pileckiego, więc jest na liście do ostrzału – i nie usprawiedliwia jej absolutnie nic i w niczym. Cytując “Autostopem przez galaktykę”: będzie wśród tych, którzy jako pierwsi pójdą pod ścianę kiedy nadejdzie rewolucja 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: