Na brunatnej Ukrainie

Tak zwani politycy sprawujący władzę w Polsce to – generalnie rzecz biorąc – banda kłótliwych durniów, którzy są w stanie pożreć się absolutnie o wszystko i kopać nawzajem po kostkach zarówno w kraju, jak i poza jego granicami. Ale jest jedno, co łączy praktycznie wszystkie siły polityczne w kraju – i żeby było zabawniej, jest to zagadnienie z dziedziny polityki zagranicznej. Czy wypowiada się Tusk, Kaczyński, czy Kwaśniewski, jeden temat powraca jak refren: musimy wspierać niepodległość Ukrainy.

O ile twierdzenie takie samo w sobie nie jest przesadnie kontrowersyjne, o tyle jego przełożenie na praktykę – już tak. Z jakiegoś dziwnego powodu, wszyscy chyba sprawujący w Polsce władzę w ciągu ostatnich paru lat czują mietę do Wiktora Juszczenki i partii Nasza Ukraina, utożsamiając wspieranie ukraińskiej niepodległości z bezwarunkowym wsparciem dla tej konkretnej opcji – i dziwnym trafem, nie przeszkadza im majaczące z tylnych rzędów widmo UPA. Juszczenko co rusz fetuje rzeźników spod znaku trójzębu – a polscy politycy uparcie włażą mu bez mydła. Bandera jest otwarcie rehabilitowany i mianowany patronem różnych  imprez – i nic, protestujący w imieniu ofiar ludzie są opluwani przez udeckie żywe trupy w rodzaju Wujca.

W zalewie złej woli z jednej strony i ignorancji z drugiej, tym cenniejsze są głosy tych, którym wciąż jeszcze zależy. Niektórzy zarzucają tej postawie zorientowanie na przeszłość kosztem przyszłości – ale tak naprawdę chodzi o wybór: stajemy po stronie ofiar czy oprawców. Inicjatywy tego rodzaju są zawsze warte wsparcia, więc tu na blogu postaram się dorzucić moją skromną cegiełkę – za uprzejmą zgodą Dymitra, który niestrudzenie przypomina tragiczne losy ofiar UPA na Wołyniu, będę wstawiał jego teksty. Może dzięki temu będzie więcej ludzi pamiętających o tym, co zdarzyło się 65 lat temu na wschodnich terenach II RP.

Rozpisałem się ciut obszerniej niż zamierzałem, więc pora oddać głos Autorowi – zainteresowanych chronologicznym opisem wydarzeń odsyłam do bloga Dymitra TU.

SB – fałszywi bohaterowie

SB – ten skrót kojarzy się Polakom jak najgorzej. Kresowiakom także, lecz z bezpieką nie polską lecz ukraińską – z banderowską Służbą Bezpeky, tajną policją polityczną OUN Bandery.

Służba Bezpeky (Bezpieczeństwa) OUN powstała w 1940 r. Jej kadry Abwehra szkoliła w Zakopanem. Początkowo banderowcy wykorzystywali SB do walk frakcyjnych z melnykowcami. Później miała zajmować się także wykrywaniem i likwidowaniem „zdrajców” we własnych szeregach i rozpracowaniem polskiego podziemia.

SB stanowiła praktycznie osobną organizację w organizacji, wewnętrzną armię. Bojówki SB liczyły od 2 do 15 ludzi. Były lepiej uzbrojone niż UPA – posiadały broń maszynową, jeden-dwa rkm, broń automatyczną, 2 granaty na członka grupy. W razie potrzeby współdziałały z oddziałami UPA.

SB mogła przeprowadzać śledztwa i wydawać wyroki śmierci na „wrogów narodu ukraińskiego”. Definicja wrogów była bardzo szeroka – zaliczano do nich wszystkich Polaków, komunistów bez względu na narodowość oraz Ukraińców, którzy występowali przeciw polityce OUN. Właśnie dlatego chyba jeszcze gorszą sławą cieszyła się SB OUN wśród Ukraińców. W praktyce zabijała nie tylko za udział w sowieckiej władzy czy administracji, lecz choćby za przynależność do kołchozu, wstąpienie na studia, krytykę działań OUNUPA i za pomaganie szukającym ocalenia Polakom.

Uprawnienia SB były wręcz nieograniczone, włącznie z nakładaniem wyroków śmierci. Prowizoryczne procedury nie były poddane praktycznie żadnej kontroli a nawet i ich nie przestrzegano. Praktycznie bojówkarze SB byli panami życia i śmierci swoich ofiar, a także ich rodzin, bowiem stosowano odpowiedzialność zbiorową.

Okrucieństwo i bezwzględność esbistów były tak wielkie, że znajdowały odbicie w ukraińskich wspomnieniach a nawet w upowskich dokumentach:

SB na dole rozstrzeliwuje na prawo i lewo [meldunek UPA z 4.12.1943]

SB pogospodarzyła w Wiśniowcu i jego okolicach, o czym świadczyły pożary. (…) Na saniach płakały błagając miłosierdzia dwie kobiety, jedna całkiem młoda, i troje dzieci w wieku do lat siedmiu. (…) Hroza powiadomił, że trwa likwidacja wrogów Ukrainy. Ale sądu nie było (…). [W.Szczehliuk]

Najbardziej w pamięci nam utkwiła banderowska SB (Służba Bezpeky). Tych dwóch liter nasi ludzie bali się nie mniej jak NKWD czy Gestapo, bo kto trafił do jej rąk, żywym już z niej nie wychodził. [M.Podworniak]

Każdy wojskowy fachowiec, nawet dowódca roja, jeżeli był bezpartyjny (…) miał przy sobie jeśli nie politwychownyka [politycznego wychowawcę – D.B.], który decydował o wszystkim, to wybranego członka SB, których za ich okrucieństwo i tępotę nazywano “Uzbekami” (…) Ten system nadzoru oraz system likwidacji ofiar na podstawie decyzji SB – bez jakiegokolwiek sądu – był haniebny i straszny, ale (…) dawał banderowcom poczucie pełnie władzy. Oni zapędzili opozycję do podziemi. Nikt otwarcie nie odważył się wysłowić jakiejkolwiek krytyki (…) Najgłupszy i najstraszniejszy rozkaz był wykonywany. [M.Skorupśkyj]

Przyszedł rozkaz zniszczyć cały niepewny element, Zaczęła się więc gonitwa za wszystkimi tymi, kto wydawał się temu lub innemu stanicznemu podejrzany. Prokuratorami byli banderowscy staniczni, a nie ktokolwiek inny. Tak więc likwidacja wrogów przeprowadzana była wyłącznie na podstawie partyjnego klucza. (…) Taka sama tragedia rozegrała się z jeńcami z Czerwonej Armii, których tysiące żyło i pracowało po wsiach na Wołyniu (…) W tym celu banderowcy wymyślili taką metodę. Przychodzili w nocy do chaty, brali jeńca, wyprowadzali na dwór i oświadczali, że oni są sowieckimi partyzantami oraz żądali, by jeniec szedł z nimi, bo jeżeli nie, to go zastrzelą. Kto spośród nich w takich warunkach powiedziałby, że nie chce! Prawie wszyscy zgadzali się, mając zamiar uciec potem itp. Takich likwidowano. [M. Skorupśkyj]

Służba Bezpeky brała czynny udział w ludobójstwie ludności polskiej. Także Służba Bezpeky odpowiada za nieznaną bliżej liczbę (ale z pewnością idącą w dziesiątki tysięcy) Ukraińców zabitych przez Ukraińców.

Jak i UPA, tak i SB OUN próbuje się dzisiaj przedstawiać jako bojowników o wolność Ukrainy. Jednym z takich „bojowników” był rejonowy prowidnik SB w Busku i Kamionce Strumiłowej Dmytro Kupiak. Jako szanowany restaurator z Toronto wydał w 1991 r. książkę „Spohady nierozstrilanoho” (Wspomnienia nierozstrzelanego), w której przedstawiał swoją jakoby „narodowowyzwoleńczą” walkę z Sowietami. Tymczasem, jak wynika z książki Bronisława Szeremety pt. „Watażka”, poświęconej właśnie Kupiakowi, jego „walka” polegała głównie na mordowaniu ludności cywilnej. I tak dla przykładu bojówka Kupiaka – „Klija” wymordowała: – rodzinę Czuczmanów za przechowywanie Żydów, – rodziców Jaremkiewicza za dezercję ich syna z UPA, – 10 Polaków w trakcie napadu na przysiółek Wodaje (wieś Grabowa, 17.08.1944) m.in. Eugeniusza Senia odrąbując mu ręce. W napadach, w których brała udział bojówka Kupiaka – „Klija” zginęło ponad 200 ludzi, głównie kobiet i dzieci, zniszczonych zostało kilkanaście wsi.


Dmytro Kupiak – “Klij”

Oczywiście Dmytro Kupiak był tylko trybikiem w banderowskiej machinie, która trupami słała drogę do „samostijnej”. Dzisiaj Ukraina potrzebuje bohaterów większego kalibru. Oto z rządowej strony Ministerstwa Obrony Ukrainy można się dowiedzieć, że organizator i pierwszy szef SB OUN, Mykoła Łebed (notabene jeden z podejrzanych o wywołanie ludobójstwa na Wołyniu), był „twórcą ukraińskich służb specjalnych”. Jeśli takich patronów znajdują sobie organy „strategicznego partnera”, to broń nas Panie Boże przed takim sojusznikiem!

Tags: , , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: