Hegel w wydaniu tureckim

Czasami człowieka dopada konfrontacja z jego własnymi wartościami – a ściślej ich deptaniem – w cokolwiek niespodziewanych okolicznościach. W ramach wakacyjnych przeżyć w Turcji, otarłem się o ichniejszą cenzurę i powiem tak: o ile z zasady jestem przeciwny wszelkim ograniczeniom wolności słowa, w tym przypadku brutalna prostota stróżujących prawomyślności wzbudziła we mnie pewnego rodzaju niechętny  podziw.

Najpopularniejszy model ograniczania dostępu do informacji w sieci to podejście chińskie: szukając fraz takich jak Tienanmen, Falun Gong czy Tybet, po prostu nic nie znajdziemy – we współpracy z Google (tą samą firmą, która szczyci się maksymą “don’t be evil” i w ogóle jest fajna, przyjazna i trendy) zablokowano dostęp do stron zawierających podejrzane treści. Nie ma ich. Zero. Nada.

W praktyce, oczywiście, nie załatwia to problemu tak do końca: idąc po śladach “nieistniejących” tematów, odpowiedni wnikliwy internauta może wyciągnąć pewne wnioski (jeśli oczywiście sam nie zostanie przez stróżów prawa i porządku wyciągnięty w ustronne miejsce). Dlatego tureccy admini poszli w innym kierunku: przy próbie wejścia na stronę z podejrzanymi treściami, dostaje się stosowny komunikat. Ja na przykład zobaczyłem na ekranie coś takiego:

Siteye Erişim Engellenmiştir.

URL: http://ongezellig.wordpress.com/

Engellenmiş ifadelerin limiti aşıldı: 200 : 378 ((incest, fuck)+(orgy, teen)+(orgy, fuck)+(virgin, fuck)+ gay + orgy + sex + shit +bitch+free sex +fuck+homosexual+incest+playboy)

– : 192.168.1.125

Pornography

Najlepsze jest to, że może i któreś z tych słów na stronie się faktycznie pojawia – ale nie ma tego jak sprawdzić, ani jak obronić się przed zarzutem o porno. Każdy, kto zbyt namolnie upominałby się o wyjaśnienia, zostanie momentalnie uznany za rozpowszechniającego niemoralne treści dewianta i cześć.

Całą sprawę można by skwitować lekceważącym uśmieszkiem gdyby nie fakt, że tego rodzaju pomysły zaczynają się też na lokalnym podwórku – i to zarówno oddolnie, jak i odgórnie. Z jednej strony, mamy salonowe autorytety w rodzaju Jacka Żakowskiego, które są oburzone ilością wulgaryzmów i  możliwością bezkarnego pomiatania autorytetami – a jak wiadomo, jeśli prorok mniejszy sugeruje że “coś trzeba zrobić”, to sugestia raczej nie jest tylko jego prywatnym poglądem (zakładając, że politruk w ogóle może mieć własne poglądy).

Z drugiej strony, krynica mądrości wszelakiej, czyli biurokracja brukselska, przyjęła Pakiet Telekomunikacyjny – jeśli tylko będzie to odpowiednie, proporcjonalne i niezbędne w społeczeństwie demokratycznym, będzie można ograniczać indywidualnym użytkownikom dostęp do internetu. Bo tak. Biorąc poprawkę na kreatywność polskich sądów w dziedzinie semantyki, mam dziwne podejrzenie, że na przykład Lewica Bez Cenzury będzie działać bez problemu, za to stronom podważającym (kolejne) wersje historii wg. Ministerstwa Prawdy nie wróżę specjalnie świetlanej przyszłości.

Autorytety moralne kręcą nosami, metropolia cywilizacyjna też – cóż pozostaje kacykom rządzącym Polską oprócz dostosowania się do nowego trendu? Co też skwapliwie czynią, wprowadzając nowy projekt prawa telekomunikacyjnego – na czarnej liście, kontrolowanej przez UKE, byłyby strony z hazardem, pedofilskie i faszystowskie (komunistyczne – oczywiście nie, bo Leszkowi Millerowi mogłoby się zrobić przykro). Docenić trzeba szczerość przedstawiciela Ministerstwa Finansów, który otwartym tekstem powiedział: Myślimy nad wprowadzeniem trybu odwołania się od decyzji UKE. Ale wprowadzenie sądu wydłużyłoby procedury w nieskończoność. Rząd chce twojego dobra, obywatelu, i nie ma czasu zawracać sobie głowy jakimiś duperałami w rodzaju prawa do odwołania się od decyzji stosownego organu. Jak dotąd ludzi oskarżających kastę urzędniczą o taki sposób myślenia wyzywano od oszołomów a tu proszę: oficjalne potwierdzenie, któremu nawet nikt nie próbuje zaprzeczać. Ciekawe, czy ktoś przeprosi Michalkiewicza albo Korwina?

Wprawdzie przewidywanie jest z reguły trudne, zwłaszcza w odniesieniu do przyszłości, ale zaryzykuję: przepis wejdzie w życie, wprowadzony tylnymi drzwiami do jakiejś głośnej medialnie ustawy (chroniącej nas przed hazardem albo czymś w tym stylu), następnie jakiś oficjel powie, że uczciwi obywatele nie mają przecież podstaw obawiać się kontroli dostępu przez dostawcę internetu, a sondaże wykażą miażdżącą przewagę zwolenników nowego rozwiązania nad malkontentami (inspirowanymi przez PiS i Radio Maryja). W końcu wolność to uświadomiona konieczność…

I pomyśleć, że są jeszcze politycy mający czelność twierdzić, że Turcja nie pasuje do UE? Zwykła zazdrość tępaków, których ktoś wyprzedził w promowaniu rozwiązań  profilujących obywateli w jedynie słusznym kierunku…

Tags: , , , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: