Archive for November, 2009

Na brunatnej Ukrainie – odsłona kolejna 1.12.2009

November 30, 2009

Ukraina oprócz wielu przyjemnych cech ma też sporą wadę – leży tuż obok Polski, wskutek czego jest obecna i w naszej historii, i w bieżącej polityce. Staram się tu, na blogu, dołożyć swoją skromną cegiełkę do toczącej się debaty – o pewnych rzeczach trzeba rozmawiać, niezależnie od tego jak bardzo bolesne są poruszane tematy. Bez względu na opinię Kościoła czy cywilnych “autorytetów moralnych” – tolerując smagłolicego Juszczenkę gloryfikującego rzeźników z UPA, moglibyśmy równie dobrze pluć na groby pomordowanych na Wołyniu Polaków. Oczywiście przy założeniu, że ci ludzie mieliby jakieś groby.

W cyklu “zdarzyło się na Kresach” – oddaję głos Dymitrowi:

Galicja/Wołyń – listopad 1944

1 listopada 1944 r. zmarł greckokatolicki metropolita Lwowa Andrzej Szeptycki – kapłan nazywany mężem stanu, w rzeczywistości polityczny bankrut, który lawirując w wielkiej polityce między Hitlerem i Stalinem (do obu wysyłał listy gratulacyjne) poniósł całkowitą klęskę. Nie stworzył niepodległej Ukrainy, nie przyłączył prawosławia do papiestwa. Ba, po jego śmierci cerkiew greckokatolicka przestała istnieć, zlikwidowana przez Sowietów*.

Podobna klęska w tym czasie zaświeciła w oczy jego rodakom z OUN i UPA. Rozpoczynając wojnę na tyłach Armii Czerwonej nie spodziewali się ukraińscy nacjonaliści tak silnej odpowiedzi Sowietów. W listopadzie 1944 r., zaledwie kilka miesięcy po wkroczeniu Armii Czerwonej do Galicji, dało się widzieć tam pierwsze skutki akcji represyjnych NKWD (zwalczania oddziałów leśnych, aresztowań, wysiedleń zbuntowanych wsi). Jak wskazują dokumenty ukraińskiego nacjonalistycznego podziemia, ich siatkę w niektórych rejonach ogarnął „paniczny strach”. Sowieci rozpoczęli przeczesywanie Czarnego Lasu, matecznika UPA w Galicji. W USSR ogłoszono amnestię a na plenum KC KP(b)U Chruszczow wyrażał zadowolenie z faktu topnienia szeregów UPA.

Niemniej w dalszym ciągu banderowcy kontynuowali to, co potrafili najlepiej – ludobójstwo. Badaczom tego genocydu udało się zgromadzić wiedzę o 1330 ich ofiarach (głównie Polakach) zabitych w listopadzie 1944 r., w tym dla przedwojennych województw:

Tarnopolskie – 856 zabitych
Stanisławowskie – 330 zabitych
Lwowskie – 132 zabitych (w tym ok. 50 osób na obszarze Polski Ludowej, reszta w USSR)
Wołyń – 9 zabitych
Lubelskie – 3 zabitych

Największe ludobójcze akcje:
5.11.1944 – w Nowosielicy (pow. Śniatyn, Stanisławowskie) podszywając się pod Sowietów banderowcy zgromadzili 50 Polaków gotowych do „repatriacji” i spalili ich razem z budynkiem, w którym ci się znajdowali. Ponadto we wsi zamordowano dalszych 10 osób.

11.11.1944 – 85 zabitych w Uścieczku (pow. Zaleszczyki) oraz 50 zabitych w Milnie (pow. Zborów). Obie miejscowości w woj. Tarnopolskiem.

23.11.1944 – napad na kondukt pogrzebowy i wieś Sorocko (pow. trembowelski, Tarnopolskie). Grzebano zabitego przez UPA członka IB, w pogrzebie brało udział kilkunastu „istriebków”. Łącznie UPA zabiła 105 osób w tym księdza Adama Drzyzgę.

Listopad 1944 (data dzienna nie ustalona) – napad na konwój uciekinierów ze wsi Dołhe (pow. stryjski, Stanisławowskie) – 150 zabitych.

Wspomnienia:

„W lecie 1944 r. bandyci z OUN zmusili mnie i moich rówieśników do wstąpienia do bandy UPA, ale od razu uciekłem i cały czas się ukrywałem. O zmroku 29 listopada 1944 r. po kolacji zostałem w domu rodziców, a na noc poszedłem spać do stodoły. Po kilkudziesięciu minutach usłyszałem strzały. (…) Słyszałem płacz babci, wszedłem do domu i zobaczyłem straszny widok. Podłoga i ściany pokoju zalane były krwią, na podłodze, w kałuży krwi, leżeli ojciec i mama z ranami w głowach.” [Marian Jaremkiewicz, Jabłonówka, pow. kamionecki. Jego rodzice zostali zamordowani za dezercję syna]

„W pewnej chwili podnosząc się, otrzymałem postrzał pociskiem rozrywającym w lewe ramię ręki, który zdruzgotał mi kość. Mój karabin również został uszkodzony. Zerwałem się do dalszej ucieczki, podczas której otrzymałem kolejne dwa postrzały, w lewy policzek na wysokości żuchwy i w klatkę piersiową po lewej stronie w dolne żebra. Z nadludzkim wysiłkiem kluczyłem wśród opłotków, starając się zmylić pościg. I wreszcie z nadludzkim wysiłkiem dotarłem do małej stodoły. Byłem całkowicie wyczerpany, cały okrwawiony, z ostatnim granatem w dłoni, który przygotowywałem dla siebie, gdyby dopadli mnie banderowcy.” [ze wspomnień Zygmunta Harca, żołnierza IB w Sorocku, 23.11.1944, uratowany przez kobietę ukraińską, która go ukryła]

„W sobotę 1 listopada 1944 roku późnym wieczorem, od strony Miśkowego Błota, posypały się pociski zapalające. Zaczęły płonąć budynki pokryte słomą. Napastnicy z głośnymi okrzykami zaatakowali wieś. Czuwająca polska samoobrona otworzyła ogień z karabinów i użyła ręcznych granatów. (…) W tym czasie większość mieszkańców zdołała uciec w kierunku osiedla Zagumiaki, następnie na pola i ukryć się w lesie. Moja babcia zabrała ze sobą nawet dwie krowy. Niektórzy ukryli się w różnych kryjówkach w pobliżu zagród. (…) Ja z grupą kilku osób ukryłem się po pobliżu jeziora Szyligowego. Po jakimś czasie wyszliśmy stamtąd na niewielkie wzgórze, skąd było widać naszą wieś. Widok był przerażający. Olbrzymie płomienie ognia strzelały w górę. Słychać było ryk i rżenie palącego się bydła i koni. Bandyci biegli z wiechciami palącej się słomy i podpalali coraz to nowe budynki.” [Adolf Głowacki, Milno]

Walki UPA – Sowieci

W listopadzie 1944 miały miejsce napady UPA na rajcentry (ośrodki administracji) w Wyhodzie, Sołotwinie, Tłumaczu, Bohorodczanach, Łyścu i Strzeliskach Nowych. W Tłumaczu rozbito więzienie NKWD, spośród uwięzionych Ukraińców uwolniono, Polaków zamordowano. W Białym Kamieniu k. Lwowa upowcy przebrani za NKWD rozbroili i rozstrzelali 18 członków IB oraz kilkunastu Rosjan (enkawudzistów, czerwonoarmistów itp.).

15.11.1944 oddział IB i Rosjan z Załoziec (pow. Zborów, Tarnopolskie) rozbił kureń UPA. Walki banderowców z IB były na porządku dziennym.

Walczono także na Wołyniu. Upowcy wykoleili tam kilka pociągów, w tym pasażerski. Były ofiary w ludziach. Miały miejsce dwie większe potyczki. W jednej NKWD straciła 5 zabitych, w drugiej aż 26-ciu.

Niemniej sytuacja UPA pogarszała się. Dezaprobatę z takiego obrotu wypadków widać w rozkazie dowódcy UPA w Galicji „Szełesta” z 25.11.1944 r. Krytykował on dotychczasowe działania jego podkomendnych. Wynikało z niego, że UPA represjonuje „polską masę” i wykrwawia się w walnych bitwach z Sowietami zamiast ochraniać ludność ukraińską przed represjami i toczyć walkę partyzancką z NKWD i IB. „Szełest” nakazywał zmianę taktyki – działanie w mniejszych grupach, unikanie bitew, przestrzeganie zasad konspiracji. W części polskiej rozkaz był chyba propagandową hucpą, ponieważ w najbliższych miesiącach UPA wzmoże jeszcze ludobójstwo Polaków.

UPA vs. Polska Ludowa

W listopadzie 1944 r. nacjonaliści ukraińscy zabili 3 milicjantów i jednego żołnierza LWP (przynajmniej tylu zapamiętano). Atak na posterunek MO w Zatwarnicy (pow. Lesko) 13.11.1944 został odparty, lecz UPA zabiła 9 osób cywilnych.

Kurioza

Podczas napadu UPA na Hnidawę (pow. Zborów, 26.11.1944) pięcioletnią dziewczynkę o imieniu Zofia zmuszono do wypicia krwi jej zabitego ojca. Innej dziewczynce, Hannie, kazano zjeść kawałek ciała rodzica i następnie pozwolono jej żyć „na chwałę Stepana Bandery”. Napadu dokonała sotnia „Bondarenki”. W Wasylkowcach (pow. kopyczyniecki) Pelagię Węgrzynowicz przywiązano do drzewa, wydłubano jej oczy, odcięto język i okaleczono piersi.

W Kurnikach Szlachcinieckich (pow. Tarnopol) sąd doraźny OUN skazał na śmierć Ukraińca Ołeksę Majołowskiego za pomoc Polakom. Zabito także jego kuzyna za to, że odmówił wykonania wyroku na Majołowskim. To samo spotkało Hryhorija Chinija i pięć osób z jego rodziny w Prosowcach (pow. Zbaraż) za piętnowanie mordów dokonywanych na Polakach. Takich przypadków było więcej.

Advertisements

O niezbyt nowej i mało świeckiej tradycji

November 27, 2009

Raduje, ach raduje się moje czarne serce, którego nie mam (ukłony dla autorki tego określenia)… Wpisując się w panującą od stuleci manię kanonizowania typów spod ciemnej gwiazdy, jeśli tylko były przy okazji dostojnikami kościelnymi (czego koronnym przykładem święty Stanisław, patron naszego kraju), Kościół – matka nasza – będzie po raz kolejny wałkował temat kanonizacji Andrzeja Szeptyckiego. Wesoły ów jegomość zapewniał wsparcie duchowe – i nie tylko – bandytom z UPA, dziękował za wyzwolenie (w osobiście pisanych listach) najpierw Hitlerowi, potem Stalinowi… A teraz ma szansę zostać świętym, bo pisał rozprawy teologiczne i uratował grupę Żydów.

Furda polskie, ukraińskie i żydowskie ofiary wśród cywili na Wołyniu – metropolita Szeptycki to tragiczna i skomplikowana postać. “Nie jestem historykiem i nie śmiem oceniać męża stanu, ale chylę głowę przed człowiekiem Kościoła, który wytrwale pracował dla pojednania narodów. Przyszło mu żyć i działać w czasach nieludzkich, okrutnych, a należał do tych, niestety niewystarczająco licznych, którzy rozumieli, że dla pokoju nie ma alternatywy” powiedział o Szeptyckim organizator poświęconej mu konferencji w Krakowie (hm, podróży śladami Bandery ciąg dalszy?), Andrzej Białas z PUA. W ramach dialogu, do udziału w konferencji zaprasza się wnuka Szeptyckiego – a protestujących kresowiaków pod przewodnictwem księdza Zaleskiego wyprowadza ochrona.

Zgodnie z nową świecką tradycją, władze państwowe mają kwestie poruszane przez  Wołyniaków w baaaardzo głębokim poważaniu (w końcu najważniejszy jest nasz strategiczny sojusznik – smagłolicy Juszczenko) – a znając dotychczasowe modus operandi kardynała Stanisława “Kapciowego” Dziwisza, władze kościelne też się specjalnie nie przejmą. Nie ma tego złego: może do niektórych ludzi wreszcie dotrze, że czasy, gdy interes Kościoła i polski interes narodowy się pokrywały, już dawno należą do przeszłości.

Bonus track: tekst Dymitra poświęcony kwestii pojednania i zmianom w debacie na ten temat.

Twarz zamiast mordy

November 27, 2009

Przy wszystkich różnicach między polskimi partiami politycznymi, czy to w opozycji czy w rządzie, łączy ich jedno: Rosja jest groźna, z Rosją trzeba się liczyć, bo Rosja może nam zrobić kuku… Niezależnie od tego, czy ktoś wzorem PiS wymachuje pordzewiałą szabelką, czy śladem PO płaszczy przed lokatorem Kremla, punktem odniesienia jest wyglądająca zza rosyjskiego sztandaru morda. Czasami jest to kałmucki ryj wyłaniający się zza kurka z gazem, czasami – zimne spojrzenie KGBisty, ale synonimem Rosji jest dla wielu ludzi właśnie morda.

A przecież tak być nie musi – i nie żebym wracał zaraz do czasów Hercena. Postawa ludzi takich jak  członkowie stowarzyszenia “Memoriał” pokazuje, że wspaniała tradycja rosyjskiej inteligencji wciąż żyje – mimo wrogości władz i obojętności wielu Rosjan. Zajmowanie się prawami człowieka na Kaukazie, wyczynami neonazistowskiej dziczy albo działaniami sił bezpieczeństwa podczas szturmu na Dubrowkę to nie jest w Rosji zajęcie przedłużające oczekiwaną długość życia: Chołodow, Abaszyłow, Estemirowa, Markiełow i Baburowa, Politkowska… Każdego roku do Księgi Krzywd dopisywane są kolejne nazwiska – i mimo tego, wciąż jeszcze są ludzie, którym zależy. Tacy, którzy mają odwagę przeciwstawiać się złu i mają przy tym świadomość zagrożeń, jakie niesie taka postawa. To są prawdziwi bohaterowie, którzy pokazują twarz Rosji – Rosji, którą chciałoby się szanować, nawet jeśli ta wizja miałaby się nigdy nie zmaterializować.

Jeden z weteranów tej tradycji to Aleksander Podrabinek – oprócz wielu innych grzechów systemu, w ostatnich latach opisał także powrót schizofrenii bezobjawowej jako sposobu radzenia sobie z elementami niepożądanymi. W drugiej połowie listopada uczestniczył w Warszawie konferencji “Drogi wolności” i jako wieloletni dysydent, miał zostać odznaczony przez prezydenta Kaczyńskiego. Niestety, okazało się że w takich przypadkach państwo polskie czeka na zgodę drugiej strony na odznaczenie ich obywatela – a z racji swoich poglądów i działalności, Podrabinek nigdy nie był na liście ulubieńców Kremla, niezależnie od tego, jakiej barwy aparatczyk akurat tam siedzi.

Najlepiej podsumował sytuację sam zainteresowany, który oczywiście zrezygnował z orderu i napisał do prezydenta “Proszę przyjąć wyrazy mojego szczerego współczucia dla narodowej niezależności i suwerenności Polski, skoro wręczenie obcym obywatelom polskich odznaczeń państwowych wymaga zgody dyktatorów i prezydentów, którzy we własnych krajach nie mają społecznej legitymacji“.

Od siebie dodam krótko: że po Tusku nie ma się czego spodziewać, to mniej więcej wiadomo od czasu jego “przełomowej” wizyty w Moskwie. Że Kaczyński kadzi parchatemu bękartowi UPA rządzącemu Ukrainą, plując na groby ofiar Wołynia – też nie nowina. Że obaj instrumentalizują nawet najważniejsze w historii sprawyit’s olds, not news, jak mawia jeden mój znajomy. Ale pytanie prezydenta Rosji o zgodę na odznaczenie kogoś przez polskie władze – to jest jednak pewne novum.

Długie ręce Jurija Władimirowicza

November 26, 2009

Jak powszechnie wiadomo, żyjemy w tolerancyjnej i liberalnej Europie, w której wszelkiej maści skrajne ideologie naruszające nasz dobrostan są tępione z całą stanowczością – i nie obowiązuje tu przedawnienie. Najlepszym przykładem może być tu Michał Kamiński: za młodu bujał się z chłopakami z ONR, tudzież ośmielil się wątpić w podaną do wierzenia wersję wydarzeń w Jedwabnem…

Dla takich ludzi nie ma przebaczenia – i ani chęć marszu na paradę gejów, ani świadectwo moralności wystawione przez rabina Schudricha nie pomogą! Dla każdego oświeconego człowieka oczywistą oczywistością jest fakt, że Kamiński to podły faszysta, antysemita  i nie wprowadza nowych ustaw norymberskich tylko dlatego, że zgubił je w fałdach swojej tuszy.

Rzeczona tusza przysłoniła mu pragatyzm, bo gdyby miał go choć odrobinę, podryfowałby w stronę czerwonego – i byłby dzisiaj nietykalny, a Miller czy Iwiński braliby go w obronę. Najlepszy przykład na skuteczność takiego podejścia to nowa ministra spraw zagranicznych UE – Catherine Ashton.

Według jej rzecznika, pani Ashton “Jak każdy młody człowiek w latach 70 i 80. pani Ashton była zaangażowana w jedną z wielkich kampanii swych czasów” – ciekawe, że na przykład volskdeutsche niespecjalnie byli po wojnie dumni ze swoich wyczynów… No ale nazizm od dawna leży przebity osikowym kołkiem, a komunizm krwawił, jęczał stękał – i niestety nie zdechł, czego skutki właśnie widać. Lata 80te, Sowieci regularnie grożą światu niesieniem płomienia rewolucji – a CND proponuje rządowi Wielkiej Brytanii jednostronne nuklearne rozbrojenie.

Oczywiście z własnej inicjatywy – przecież KGB nie ma nic wspólnego z ludźmi odpowiedzialnymi za aferę Profumo, działalność Piątki z Cambridge czy marsze wielkanocne. Nie, w latach 70tych i 80tych KGB interesowało się już tylko sukcesami polityki odprężenia i ani im w głowie było infiltrowanie istotnych państw NATO. Że niby Andropow autoryzowałby taką operację? To prawie jak sugestia, że Czesław Kiszczak wiedział coś o wyczynach swoich podwładnych – kto ciekaw efektów tychże wyczynów, może zajrzeć do raportu Komisji Rokity.

Nowa wspaniała europejska jedność – kierowana przez pseudopolityka z pseudokraju i prominentną członkinię sowieckiej piątej kolumny. Właściwie w przypadku tej ostatniej pytanie jest tylko jedno: była cyniczną agentką – czy nieświadomą niczego idiotką?

I ta chodząca ilustracja dychotomii Pietrzaka będzie kierować polityką zagraniczną UE. Dobrze, że 2012 już blisko.

Na brunatnej Ukrainie – odsłona kolejna 26.11.2009

November 26, 2009

Zgodnie z obietnicą – i lekkim poślizgiem – krótkie przypomnienie z cyklu “zdarzyło się sześćdziesiąt lat temu”. Przedruk z TXT, za zgodą Autora.

Galicja/Wołyń – październik 1944 (+ Legnica bis)

W październiku 1944 r. Armia Czerwona zajęła Ukrainę Zakarpacką, co oznaczało, że wszystkie tereny leżące w sferze zainteresowań OUN i UPA, znalazły się w rękach Sowietów.
Dla tego okresu badaczom ludobójstwa OUN i UPA udało się zgromadzić wiedzę o co najmniej 1177 zabitych ofiarach (w większości Polakach), w tym terytorialnie (dla przedwojennych województw):

woj. tarnopolskie – 785 osób
woj. stanisławowskie – 257 osób
woj. lwowskie – 95 osób
woj. lubelskie – 32 osoby
woj. wołyńskie – 8 osób
(powyższe liczby nie obejmują szacunków)

Zwraca uwagę wzrost liczby mordów w b. województwie tarnopolskim. Jest to zwiastun eskalacji rzezi na przełomie 1944 i 45 roku.

Z większych napadów należy wymienić:

Biała (pow. Tarnopol) – 94 ofiary (data dzienna nie ustalona)
Trójca (pow. Śniatyn, woj. Stanisławów) – 23.10.1944 – 90 ofiar kurenia „Rizuna”
Torskie (pow. Zaleszczyki, pow. Tarnopol) – 55 ofiar napadu 2-3 sotni UPA (koniec października, data dzienna nie ustalona)
Potoczyska (pow. Horodenka, woj. Stanisławów) – zamordowanie 50 Ukraińców i 5 Polaków za pracę w sowchozie, 10.10.1944

Wspomnienia:
„Wszedłem do domu i spostrzegłem zwalone na siebie ciała starych i młodych mężczyzn, kobiet i dzieci. Na ścianach, na suficie, wszędzie widniała rozbryzgana krew i różowe miazgi mózgu, czyjaś urwana noga leżała obok starego Holika.” [Stanisław Leszczyński, Germakówka]

W nocy z 8 na 9 października 1944 r. [z obawy przed banderowcami] zamierzaliśmy nocować w ogrodzie, wśród kukurydzy. Z uwagi na to, że noce były już zimne, wcześniej przygotowaliśmy tam posłania, zaopatrując je m.in. w pierzyny. [Bronisława Bandura, Skorodyńce]

„…[Banderowcy] otoczyli dom i wyciągnęli rodziców na podwórze. Przed zamordowaniem torturowali ich. Ojca powiesili nogami do góry i wbijali mu w pięty duże gwoździe. Mojej matce pocięli nożami plecy i posypywali solą. Nim oboje skonali, przeżyli straszliwe męczarnie. Ja w tym czasie byłem ukryty na podwórzu i widziałem ten straszliwy mord.” [Mikołaj Balicki, Nosowce]

Większe walki OUN i UPA – Sowieci

10-11.10.1944 – likwidacja sotni „Wjuna” przez NKWD (25 km na zachód od Równego na Wołyniu). Straty sowieckie – 12 zabitych.
18.10.1944 – ataki UPA na kolei, w tym zniszczenie 6 małych mostów kolejowych na trasie Krasnosielcze-Lienosówka, 11 mostów w rejonie Rożniatowa (Stanisławowskie)
21.10.1944 – we wsi Kryweńki (Tarnopolskie) dokonujący wysiedleń enkawudziści zostali zaatakowani przez upowców i stracili trzech ludzi. Następnego dnia oddział Sowietów rozstrzelał 10 mieszkańców wsi i spalił 45 gospodarstw. Przykładów sowieckich represji i gwałtów jest więcej.
27.10.1944 – napad UPA na Bołszowice i zlikwidowanie sowieckich urzędów. Ponadto zamordowano kilku Polaków. W październiku 1944 miało miejsce jeszcze kilka innych ataków na tzw. rajcentry.
27.10.1944 – starcie roty NKWD z UPA we wsi Hołowin (Wołyń). Sowieci stracili 12 zabitych i kilkunastu rannych.

UPA przeciw Polsce Ludowej

W październiku 1944 r. „władza ludowa” zaczęła organizować na zajętych terenach Bieszczad posterunki Milicji Obywatelskiej. Należy pamiętać, że – jak pisał A.Bata – „przynależność do milicji z reguły nie oznaczała opowiedzenia się za określonymi koncepcjami politycznymi. Stanowiła ona przede wszystkim konieczną w ówczesnej sytuacji samoobronę przed terrorem banderowców…” (A.Bata, „Bieszczady w ogniu”). W Piątkowej i Birczy (pow. Dobromil, b.woj. lwowskie) w październiku 1944 r. banderowcy zabili 2 milicjanów. To samo spotkało 3 milicjantów (oraz 6 cywili) w Modryniu (pow. Hrubieszów) 20.10.1944.

Inne wydarzenia godne uwagi:

W październiku 1944 na ziemiach Polski Ludowej rozpoczęto rejestrację Ukraińców celem przesiedlenia do USSR. Akcja przesiedleńcza ożywi UPA, która będzie starała się temu zapobiec.
______________
P.S. Poprzednią notkę podsumowującą zakończyłem informacją o pierwszej w Polsce ulicy Ofiar OUN i UPA (w Legnicy). Okazuje się, że rada tego miasta nie zasypia gruszek w popiele i ostatnio nadała jednej z ulic imię Zygmunta Rumla. Tak trzymać!

Chichot Łysenki

November 25, 2009

Zatruwający świat ustrój powszechnej szczęśliwości miał kilka przykrych cech: mordował, okupował, wpędzał w nędzę i ogólnie – rozpieprzał rękami swoich przedstawicieli wszystko, czego się dotknął. Wprawdzie nauki ścisłe przetrwały ten koszmarny czas w stanie niezbyt naruszonym, ale już na przykład genetyka miała pecha – w postaci Trofima Łysenki.

Polskie bękarty Stalina odżegnują się oczywiście od takich strasznych błędów i wypaczeń, ale powiedzmy sobie szczerze: starego psa nie ma co uczyć nowych sztuczek i nawet jeśli ktoś – jak na przykład Tadeusz Iwiński – uzyska tytuł profesorski (co zresztą w dzisiejszych czasach znaczy coraz mniej), też może raz na jakiś czas palnąć obelżywą bzdurę. Jak mawiał guru starszego pokolenia czerwonych, czyli Wielki Językoznawca, w miarę postępów socjalizmu walka klas się zaostrza. Ponieważ postęp postępuje w postępie iście geometrycznym, więc nic dziwnego, że zacietrzewieni przedstawiciele SLD plotą jeszcze bardziej niż zwykle.

Iwiński Tadeo, bo o nim tu mowa, chciał okazji skrytykować CBA – i określił ustawę powołującą Biuro mianem “potworka z zespołem Downa“. Z jakiegoś powodu lewica robi w Polsce za obrońców mniejszości i tych, którzy nie są w stanie bronić się sami… Uwagi Błochowiak o “pedałach” i Iwińskiego o dzieciach z Downem pokazują po raz kolejny, jak stereotyp ten ma się do rzeczywistości.

Zupełnie jakby rodzice dotkniętych tym problemem dzieci nie mieli dość trosk – tłusty specjalista od macania tłumaczek używa ich jako poręcznej figury retorycznej. Sprawa jest rozpatrywana przez sejmową Komisję Etyki (i oczywiście skończy się jak zwykle), ale jest szansa, ze proces – jeśli nastąpi – wytoczony  przez szefową stowarzyszenia “Graal” może zakończyć się wyrokiem skazującym.

W przypadku takich buców nie ma co liczyć na zdrowy rozsądek czy przyzwoitość – ale uderzenie po kieszeni ma szansę odnieść jakiś skutek.

Ekwilibrystyka ekologisty Bendyka

November 24, 2009

Że Julian Tuwim był wielkim poetą, to mniej więcej wiadomo – czy ktoś jest w wieku stosowniejszym do “Ptasiego radia“, czy do “Kwiatów polskich“, praktycznie zawsze można znaleźć w dorobku geniusza z Łodzi coś fascynującego. Nie jest to może do końca stosowne, ale ostatnio – gdy patrzę na umysłową gimnastykę rozmaitych lewaków – kołacze mi się po głowie kultowy fragment z “Lokomotywy”:

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się wytężał,
To nie udźwigną, taki to ciężar.

Jaki ciężar? Walkę z zabobonami w rodzaju katolicyzmu. Próbują małe bękarty Marksa, próbują – i nic. Jak by się nie skręcali, w każdym człowieku siedzi potrzeba czegoś więcej niż zakąska, wypitka i pochędóżka. Co robić, można by spytać wzorem ich idola Włodzimierza L.? Jedni zwalczają religię wyrabiając sobie na jej punkcie obsesję (co jest swego rodzaj wiarą a’rebours, bo intelektualnie uczciwy ateista po prostu ignoruje krucyfiksy etc.), inni fascynują się wampirami, a jeszcze inni odnaleźli religię zastępczą w postaci walki z globalnym ociepleniem.

Jak na religię przystało, są dogmaty (o związku przyczynowo-skutkowym między ociepleniem i emisją CO2), prorocy (Al Gore i jego “Inconvenient Truth”, znane też jako “Al Gore: The Movie” – pozdrowienia dla Woja W.),  liturgia (spędy zmartwionych celebrytów, którzy wysiadając ze swoich odrzutowców i SUV pouczają nas o konieczności oszczędzania paliwa) i apostołowie niosący nowinę w dalekie krainy – na przykład, na polskim podwórku, Edwin Bendyk.

Na pierwszy rzut oka, jego tekst w miarę trzyma się kupy – nie ma ewidentnych przekłamań. Niestety przy bliższym poznaniu okazuje się on kanonicznym przykładem dowodu “przez intuicyjną oczywistość”, jak to się mawiało na moim macierzystym wydziale.

Zaczyna się od dobrych wiadomości: “Czy warto umierać za Kopenhagę? Pytanie nie jest wcale tanim chwytem retorycznym _- od 6 listopada trwa strajk głodowy aktywistów ekologicznych” – ucieszyłbym się z potencjalnego spadku pogłowia lewicowych durniów, ale niestety… Podejrzewam, że jak zwykle w takich przypadkach, akcja zostanie po cichu zakończona a protestujący pójdą do najbliższego McDonalda. Usłyszeć możemy o tym w jednym przypadku: jeśli w ramach spontanicznego gniewu aktywistów postanowią zdemolować przybytek.

Potem też jest kilka sensownych spostrzeżeń o toczącej się za kulisami grze interesów, ubolewanie nad zignorowanym listem biskupa Desmonda Tutu do uczestników, fatalistyczne przekonanie że szczyt nie przyniesie żadnych konkretnych rozstrzygnięć… I tylko jedno mi w całym tym wywodzie nie pasuje: Bendyk zdaje się uważać, że globalne ocieplenie to absolutna oczywistość. Nie ma z czym dyskutować, to jak grawitacja, próba uzasadniania oznaczałaby możliwość dyskusji i podważenia jedynie słusznej opinii… Ale niestety, jak w każdej religii, także i w tym przypadku mamy do czynienia z elementami wywrotowymi, tudzież z podważającymi oficjalną prawdę heretykami. Wnioski po lekturze linka1 i linka2 proszę sobie wyciągnąć samodzielnie (a potem zajrzeć jeszcze TU).

Ciekawe, czy kościoł zmiany klimatycznej doczeka się swojej Reformacji?

Krew bohaterów

November 23, 2009

Sto osiem lat temu przyszedł na świat Witold Pilecki – jedna z najwspanialszych postaci w polskiej historii. Weteran wojny bolszewickiej, uczestnik kampanii wrześniowej, organizator siatki wywiadowczej AK na terenie Auschwitz, żołnierz Kedywu podczas Powstania Warszawskiego… Jeden z tych ludzi, którzy w skundlonych czasach przypominają nam, jak może wyglądać prawdziwe bohaterstwo – ale im bardziej są bohaterami, tym bardziej są niepotrzebni. Zamordowany w 1948 po parodii procesu, “pochowany” prawdopodobnie obok śmietnika na Powązkach, skazany na zapomnienie – także w III RP, przez ludzi w rodzaju Kwaśniewskiego czy Buzka– dopiero od niedawna zaczyna się przebijać do szerszej świadomości. Jednym z przejawów tej powolnej drogi była inicjatywa wrocławskich radnych, o której opowie dzisiejszy gość Vae Victis. Oddaję głos Rybitzky’emu:

Witold Pilecki przegrał we Wrocławiu. Wstyd mi za moje miasto

Pod koniec XVI wieku do Wrocławia przybył znany architekt Hans Schneider von Lindau. Rada miejska zatrudniła go, by przebudował średniowieczne fortyfikacje, nieprzydatne w warunkach gwałtownego rozwoju broni palnej. W ciągu kilkunastu lat Schneider zastąpił archaiczne mury nowoczesnymi, nawzajem się flankującymi bastionami. Jako osłonę fortyfikacji wykorzystano dawną fosę, której przebieg znacznie jednak zmieniono.

W takim kształcie bastiony i fosa przetrwały dwieście lat. W 1807 roku miasto zostało zajęte przez francuski korpus Hieronima Bonapartego. Inżynierowie Wielkiej Armii przystąpili do rozbiórki wrocławskich fortyfikacji.

Z czasem w miejscu dawnych murów założono park i wytyczono promenadę wzdłuż fosy. Nie miała ona żadnej konkretnej nazwy – ani w czasach niemieckich, ani przez wiele lat PRL. W południowej części promenada ocierała się o plac przed Pałacem Cesarskim. Po II wojnie światowej z rezydencji kajzerów zostały tylko resztki, a teren wokół nich nazwano Placem Wolności.

Kiedy rzeczywiście nadeszła wolność, w parku nad fosą (blisko ulicy Świdnickiej) ustawiono Pomnik Ofiar Stalinizmu (nastąpiło to już 17 września 1989 roku). Po dwudziestu latach wrocławscy radni postanowili nadać fragmentowi promenady (która w międzyczasie uzyskała miano Staromiejskiej) obok pomnika patrona w postaci Witolda Pileckiego.

Początkowo inicjatywę Piotra Kuczyńskiego z klubu radnych PiS popierały wszystkie ugrupowania obecne w radzie miasta (nawet SLD) – poza Platformą Obywatelską. Wydawało się, iż fragmentowi promenady bez problemu zostanie nadana nazwa: Bulwar rotmistrza Pileckiego.

Wówczas do wściekłego ataku przystąpiła lokalna „Gazeta Wyborcza”. Beata Maciejewska (gazetowa ekspertka od historii Wrocławia) zaczęła lamentować, iż szykuje się zamach na historyczne centrum miasta. Nie miało dla niej znaczenia, że przez setki lat teren obecnej promenady znajdował się głęboko pod linią fortyfikacji i trudno go uznać za część średniowiecznego Starego Miasta.

Co więcej, nagle okazało się, iż „promenada Staromiejska” jest tradycyjna niczym „Rynek”, „Świdnicka” lub „Szewska”. Tymczasem taką nazwą zaczęto się posługiwać dopiero w ostatnich latach.

Przerażeni prasową nawałą radni (co świadczy o nich bardzo źle) wycofali się z projektu upamiętnienia Witolda Pileckiego. We Wrocławiu nie będzie więc bulwaru poświęconego wielkiemu polskiemu bohaterowi. Zamiast tego, przy wielkim aplauzie „Gazety Wyborczej”, Hali Ludowej przywrócono nazwę Hali Stulecia (wybudowana w 1913 Jahrhunderthalle – na pamiątkę zwycięskiej dla Prus bitwy pod Lipskiem), a Teatr Muzyczny Śląsk nazwano ponownie Capitol. Rozwaza się również, by ulica Ofiar Oświęcimskich została przemianowana na… ulicę Junkrów.

Na taką dziwną taktykę stosowaną przez wrocławskie elity zwrócił uwagę były wojewoda dolnośląski Krzysztof Grzelczyk. Odniósł się również do kwestii Bulwaru Pileckiego. Beata Maciejewska zamiast podjąć polemikę postanowiła wyśmiać dyskutanta:

Drogi Krzysztofie! Znamy się kilkanaście lat i rozumiem ból, jaki musisz czuć, gdy w piastowskim Wrocławiu odbywa się debata o niemieckiej historii. Rozumiem, że jako wielki polski patriota musisz kłamliwego i podstępnego wroga wytropić, a potem roznieść na szablach. Poddaję się. Nie wezwę na pomoc swych przyjaciół z SS i Wehrmachtu.

Cóż, nie trzeba wzywać SS i Wehrmachtu. „Gazeta Wyborcza” wystarcza w zupełności.

Porządek panuje w Warszawie (i Krakowie też)

November 20, 2009

Jakiś czas temu w Krakowie podniosła głowę PiSowska hydra – wbrew światłej inicjatywie wierchuszki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, pracownicy niższego szczebla zaprotestowali przeciwko uhonorowaniu doktoratem honoris causa Wielkiego Polaka, bojownika o demokrację i światłą europejskość, tępiciela Ciemnogrodu Adama Michnika. Próbując cofnąć Polskę do strasznego czasu kaczystowskiej dyktatury z lat 2005 – 2007, krytykowali ze swoich obskuranckich pozycji zaangażowanie polityczne redaktora Michnika – stało to, ich zdaniem, w sprzeczności z ideą apolityczności uczelni.

Na szczęście niezależne od jakichkolwiek nacisków władze uczelni stłumiły protest i doktorat został przyznany, dzięki czemu wielki Redaktor znalazł się w towarzystwie takich postaci jak kardynał Dziwisz czy ksiądz Tischner – w kontekście obrony pokrzywdzonych przed dziką lustracją, bardzo stosowne towarzystwo. Akt strzelisty wygłosił Janusz Majcherek, wybitny polski socjolog komentujący w ciekawy sposób nasze życie społeczne – na przykład reformę edukacji.

Dopełnieniem szacunku okazywanego redaktorowi Michnikowi jest wyrok warszawskiego sądu w procesie Michnik kontra IPN –  dzięki temu wysyłany jest jasny sygnał, że ręce podniesione na władzę miłości i jej orędowników, niezawisła władza sądownicza (sama z siebie!) odrąbie. Nie można pozwolić, aby pod pozorem badań naukowych podważano relacje ze strategicznymi partnerami i niszczono autorytety. Historia nauczycielką życia – i tak się cieszę, że na straży porządku w Polsce stoi nasz wykształcony historycznie premier.

Porządek panuje w Warszawie
Porządek panuje w Gdańsku
Porządek panuje na Śląsku
Cała Polska taka taka spokojna

Spacer po Via Cloaca

November 20, 2009

Raz na jakiś czas w mediach robi się zbyt cicho: nikt nie macha penisem (gumowym), żaden poseł się nie upije, nawet wymiana ciosów umazanymi gnojówką sztachetami między PO i PiS przycicha… W takich chwilach z rozmaitych kątów wyłażą osobniki i osobnice, których miejsce na ogół jest na ostatniej stronie “Faktu” – między horoskopem a informacją o dwugłowym cielaku porwanym przez wróble.

Tym razem padło na eurodeputowaną Senyszyn, specjalistkę od walki z Kościołem i wymachiwania pejczami na paradzie ciepłych braciszków. Dla czytelników nie kojarzących o kim mowa, zdjęcie – komu już miną mdłości, może poczytać niżej co (oprócz hardcore’owego wyglądu) ma “profesor” Senyszyn do zaoferowania światu.

Ma do zaoferowania przemyślenia – i to jakie! Chce wystąpić o wydanie rozporządzenia w sprawie zdjęcia krzyży w szkołach, ale sama przyznaje: “nie spodziewam się wielkiego sukcesu, ponieważ pani minister Hall jest całkowicie związana z klerem“. Jakbym już kiedyś słyszał taką retorykę – na przykład w latach pięćdziesiątych, w wykonaniu naczelnego zombie III RP, Tadeusza Mazowieckiego.

Zdaniem Senyszyn, “Niestety żyjemy w państwie klerykalnym, ale zgodnie z naszą konstytucją powinniśmy być państwem świeckim“. Machająca pejczem tytanka intelektu jest wprawdzie profesorem, ale niestety – profesorem nauk ekonomicznych. Ta dziedzina wiedzy (bo przecież nie nauki: uznać ekonomistów za naukowców to mniej więcej tak, jakby każdego znachora robić profesorem medycyny) nie wymaga nadmiaru logicznego myślenia i pani Joanna jest tu doskonałym potwierdzeniem tezy. Póki święta kościelne (w rodzaju choćby Bożego Narodzenia) są dniami wolnymi, lewica jest oczywiście za – dziwnym nie jest, w końcu ich specjalnością jest opieprzanie się, najchętniej za cudze pieniądze. Ale krzyże, do których przywiązanie deklaruje większość Polaków, są już niedopuszczalne… Chociaż czego ja wymagam od ludzi, którzy ćwierć wieku temu wykładali z przekonaniem bzdury w rodzaju “ekonomii politycznej socjalizmu“?

Pani “profesor” ma też problem z Komisją Majątkową zajmującą się oddawaniem dóbr Kościołowi: “Wtedy takie działanie było zgodne z ówczesną konstytucją. Natomiast teraz mamy już nową konstytucję i działalność komisji jest z nią niezgodna“. Jak przystało na duchowe dziecko Marksa, Senyszyn stawia właściwe pytania – ale udziela na nie kompletnie niewłaściwych odpowiedzi. Z Komisją  Majątkową owszem jest parę problemów: zaczynając od faktu, że jednym z jej najbardziej zaufanych ludzi jest były ubek, Marek Piotrowski. No, ale osobie pisującej regularnie do “Nie” i “Faktów i Mitów” raczej ubecka przeszłość u nikogo przeszkadzać nie będzie. Ciekawe: czy za czasów, gdy na wszystkich ścianach wieszano portrety czerwonych świętych, Senyszyn też była taka odważna? Pewnie nie, bo koledzy pana Piotrowskiego by jej wytłumaczyli co i jak.

Jak pisał Kundera, naczelną ideą lewicy jest Wielki Marsz – a że ciężko takowy uskuteczniać w pojedynkę, w ślad za Senyszyn wypełzła ze swojej wypełnionej portretami Marksa krypty “profesor” etyki Środa. Liczba kościołów budowanych w Polsce dowodzi “fundamentalistycznego charakteru naszego państwa“. Taliban, panie dzieju – tylko w takim razie,  jakim cudem Środy jeszcze nikt nie ukamienował? Nie dość że fundamentaliści, to jeszcze nieudolni… Ale na szczęście nie tłumi to otchłani Środzinego miłosierdzia: “mając dużo sympatii wobec szeroko rozumianego chrześcijaństwa, myślę sobie, że gdyby Chrystus Pan wiedział, że jego rzecznicy (czy raczej uzurpatorzy) będą wykorzystywali krzyż do obrony tak żałosnej, tak skarlałej wizji chrześcijaństwa i Europy, to zbawiałby jakąś inną część świata, a z pewnością Polskę pana Terlikowskiego ominąłby szerokim łukiem“. No, jeśli chrześcijaństwo w Europie ma więcej takich sympatyków jak Środa, to w sumie można zrozumieć mizerną kondycję europejskiego Kościoła – a już w ustach zatwardziałej lewaczki (propagującej aborcję jako antidotum na wszelkie problemy) powoływanie się na to co myślałby Chrystus jest po prostu niesmaczne.

Jedną z cech wyróżniających lewicę jest totalizm – uważają w swoim zadufaniu, że mają gotowe recepty na wszystko i przy dowolnej okazji po prostu wylewają z siebie słowotok. Nie inaczej było z konferencją prasową Dominatrix Senyszyn, gdzie przypałętał się niejaki Grzegorz Godnek, szef krakowskiego SLD. Zdaniem tego pana “Nie buduje się pomników zdrajcom, którzy za pieniądze obcych państw szpiegowali na ich rzecz i zdradzali polskie ideały” – to o inicjatywie krakowskich radnych, którzy chcą postawić pomnik pułkownikowi Kuklińskiemu. Co to ma wspólnego z krzyżem w szkołach to tak szczerze mówiąc nie wiem, ale od kiedy niby wypowiedzi czerwonych muszą mieć jakiś sens? Logika była tam zawsze uznawana za burżuazyjny przeżytek… Co nie rzutuje na fakt, że dzięki panu Godnkowi wiemy już, jakie sa polskie ideały: komunizm, represje przy użyciu policji politycznej i marsz na zachód w celu niesienia tam płomienia światowej rewolucji. A, i jeszcze sowiecka okupacja.

Mam nadzieję, że najbliższym razem na 22 lipca pan Godnek pójdzie w pochodzie razem z Millerem – a policji nie uda się, wbrew nadziejom Seweryna Blumsztajna,  zablokować ONR i wreszcie ktoś zrobi z tymi niedobitkami komuny porządek.

Bonus track:  W ramach rekompensaty za straty moralne poniesione przez czytelników płci męskiej wskutek obejrzenia zdjęcia Senyszyn, proszę sobie popatrzeć na widoki cokolwiek przyjemniejsze.