Jesienna deprecha (budżetowa)

Im dłużej patrzę na zachowania koronowanych głów w Europie – czy to w Zjednoczonym Królestwie, czy w Holandii – tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że eksterminacja rodów królewskich to jeden z lepszych pomysłów, na które wpadli przywódcy Rewolucji Francuskiej. Wprawdzie musimy czasem oglądać knoty w rodzaju filmu “Maria Antonina” (którym zachwycają się różne pretensjonalne idiotki), ale per saldo nie jest źle.

Jeden ze świeższych dowodów to debata, która odbyła się ostatnio w holenderskim parlamencie. Tutejszy następca tronu jest potwornie wymęczony  swoimi obowiązkami – w końcu płodzenie dzieci, machanie na paradach i spotykanie się z różnymi ważnymi ludźmi to zajęcia naprawdę wyczerpujące – więc postanowił sobie wybudować wakacyjną rezydencję w Mozambiku. Warty miliard euro projekt ma przynieść – oprócz ulgi wycienczonemu Willemowi – także rozliczne pożytki okolicznej populacji, bo w pakiecie jest także szkoła i szpital.

I wszystko byłoby pięknie (posiadanie wypoczętego i uśmiechniętego następcy tronu to niezbywalne prawo każdego mieszkańca Niderlandów), gdyby nie dwa drobne problemy. Po pierwsze, uporczywie pojawiają się doniesienia o wywłaszczanych w ekspresowym tempie autochtonach. Można by jeszcze przejść nad tym do porządku dziennego: uważna lektura holenderskiej historii uczy, że nie takie numery uchodziły (choćby i nominalnym) władcom tego kraju na sucho. Ale pojawia się problem numer dwa: część pieniędzy, którymi dysponuje rodzina królewska, pochodzi z kieszeni holenderskiego podatnika – a na tym punkcie Holendrzy są mocno przeczuleni.

Wprawdzie rządzący tym wesołym krajem Harry Potter (znany czasem jako premier Balkenende – z bohaterem J.K. Rowling łączy go mina, okulary i skłonność do opowiadania niestworzonych historii, na przykład podczas debaty budżetowej) bronił zamiarów błękitnokrwistych i zarzekał się, że nie ma mowy o żadnych nieprawidłowościach – ale co niby miał robić? Zwłaszcza w sytuacji, gdy socjalistyczna opozycja poczuła krew.

I Bogiem a prawdą, ciężko im się dziwić: sympatia do tradycji reprezentowanej przez królową Beatrix z przyległościami to jedno, a budżet w kryzysie drugie. Połączenie dwóch informacji – w 2010 kieszonkowe dla rodziny królewskiej ma wzrosnąć, a rząd obetnie wydatki publiczne o 20% – może rozjuszyć nawet najciężej myślących Jipa i Janneke. A sondaże są nieubłagane: 40% ankietowanych chce zamrożenia pieniędzy dla rodziny królewskiej, 30 – redukcji kwot (same wydatki na koszta podróży to ponad 600 tysięcy euro rocznie)…

Czytam te doniesienia, przypominam sobie niedawny skandal w Anglii z finansami parlamentarzystów tudzież wybryki naszych rodzimych wybrańców – i myślę sobie, że przy wszystkich jej wadach, demokracja jednak nie jest takim złym ustrojem. W najgorszym razie, przekręcających publiczną kasę posłów można posłać w następnych wyborach na zieloną trawkę…

Tags: , ,

4 Responses to “Jesienna deprecha (budżetowa)”

  1. michal Says:

    Eee, myślałem, że napiszesz coś o nagrodzie nobla. Tej najbardziej kontrowersyjnej. Z chemii oczywiście.

  2. Kr1s Says:

    Z drugiej strony rodzina krolewska jest tylko jedna, a u nas pare setek poslow kombinuje jakby tu te rezydencje postawic 😉

    • Banan Says:

      Ale posłów łatwiej wywalić – na przykład poszczuć ich prokuraturą można. Albo konkurencyjna partia coś im wyciągnie… A na królewskich bata nie ma. I to nie jest zdrowe.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: