Ja bardzo Cię przepraszam, czyli o szczuciu Szczuką

B: A miało być tak pięknie: Janusz Kochanowski przypomniał sobie, że ma kręgosłup i powiedział głośno to, co wielu myśli po cichu: feministki tak naprawdę nie lubią kobiet (osobiście widzę tu analogię z komunistycznymi obrońcami klasy robotniczej, którzy szczerze gardzili górnikami czy hutnikami). Czytając wypowiedź RPO uśmiechnąłem się, że ktoś wreszcie daje głośno odpór koszmarnym babochłopom w typie Środy i Nowickiej (wyjątek to Szczuka, która jako jedyna wygląda jak kobieta) nazywając sprawy po imieniu: sprawa Alicji Tysiąc to dla “aktywistek” pretekst do nagłośnienia swoich obsesji odnośnie prezerwatyw i aborcji.

A: Może i Kochanowski przypomniał sobie, że ma kręgosłup (krzywy, ale zawsze własny), tylko szkoda, że zapomniał, iż jako Rzecznik Praw Obywatelskich powinien ważyć słowa, a nie pleść co mu ślina na język przyniesie. Z racji sprawowanej funkcji, jego wypowiedzi nie są przecież traktowane jako osobiste poglądy – odbierane są one jako oficjalne stanowisko przedstawiciela organu władzy państwowej. Mam świadomość, że Janusz Kochanowski nie jest jedynym, który myśli w ten sposób (nawet Nelli Rokita zdaje sobie sprawę z tego, że “to jest opinia wielu mężczyzn”), ale jako RPO ma on za zadanie stać na straży wolności i praw każdego, a nie działać na rzecz części społeczeństwa kierującej się stereotypami w stylu: kobiety powinny być miłe, ładne, i umilać nam życie, a feministki nie lubią kobiet i czują się niespełnione w normalnych (tzn. jakich?) rolach.

B: Krzywy kręgosłup to w tym wieku norma, jeśli dożyjemy, to – przy siedzącym trybie życia – raczej nie będziemy w dużo lepszej formie. A co do samego wątku: ja się osobiście cieszę, że przedstawiciel władzy państwowej miał, przynajmniej przez moment, odwagę przeciwstawić się wściekle ideologicznej, utrzymywanej za pieniądze podatników grupie takiej jak feministki.Te babony z jednej strony skomlą o prześladowaniu przez patriarchat i domagają się państwa neutralnego światopoglądowo (jakby coś takiego było możliwe w rzeczywistości), z drugiej: narzucają wszystkim swoją wizję rzeczywistości, cenzurując język – polecam panią Dunin, która otwartym tekstem mówi, że ich celem jest usunięcie pewnych pojęć z debaty publicznej… Przecież to śmierdzi Orwellem na kilometr.

A: A mnie ten cały ambaras z Januszem Kochanowskim w ogóle nie cieszy, właśnie przez tę jego momentaryczność, tę łatwość w zmienianiu zdania, gdy tylko spotka się ono ze zbyt ostrą krytyką. Jeżeli Kochanowski naprawdę nie lubi feministek, to powinien mieć odwagę bronić swoich nie(popularnych) poglądów a nie wycofywać się i przepraszać chwilę po tym, jak na niego nakrzyczą. Bo to tylko pokazuje, że Janusz Kochanowski bardziej ceni stanowisko od honoru. A jeżeli rzeczywiście jest tak, że było to bardzo niefortunne stwierdzenie, za które obecny Rzecznik Praw Obywatelskich czuje się w obowiązku przeprosić, to szkoda, że nie potrafił zachować klasy w czasie swojego wystąpienia w “Kropce nad i” i nie powstrzymał się od wypowiedzenia tych wszystkich niefortunnych słów.

B: A tu się, ku swemu własnemu zaskoczeniu, zgadzam – przeprosiny ewidentnie dowodzą, że pan Kochanowski może i jest przywiązany do swoich poglądów, ale bez przesady (a w każdym razie mniej niż do stołka). Nie żeby był tu jakimś szczególnym wyjątkiem – w sensie braku kręgosłupa – ale jednak trochę szkoda, bo miałem o nim lepsze zdanie. Co do samych “słów” – ja bym ich jednak mianem niefortunnych nie określał, bo moim zdaniem ma rację, a takie poglądy też mają prawo zaistnieć w debacie publicznej. I skończmy wreszcie z fikcją pt bezpartyjność wszystkich urzędników państwowych: podejmowane decyzje to jedno i tu neutralności trzeba i można oczekiwać, ale w wypowiedziach? Bez żartów.

A: “Niefortunne” to określenie użyte przez Janusza Kochanowskiego w jego oświadczeniu, który tym razem ostrożniej już dobierał słowa, żeby przeprosić, ale nie za bardzo. No i musimy rozróżnić tu dwie kwestie. Pierwsza to czy Kochanowski, jak twierdzisz, ma rację. Otóż nie każdy się z Tobą zgodzi, więc ta racja nie jest taka pewna. Druga dotyczy tego, czy takie poglądy mogą się pojawiać w debacie publicznej. Tutaj moja odpowiedź jest: oczywiście, że mogą, ale nie z ust RPO.

B: Czy ma rację to chwilowo nieistotne – natomiast dalej nie rozumiem, czemu kategoryczne poglądy wolno wypowiadać różnym ludziom, a RPO nie. Rozmaitej maści pełnomocniczki do spraw siedmiu boleści – w rodzaju Jarugi-Nowackiej czy Środy mogły się produkować i to było OK, bo miały słuszne poglądy – a druga strona barykady ma szlaban? Zwierzęta są równe, ale niektóre równiejsze?

A: Przecież Jarudze-Nowackiej czy Środzie cały czas się dostaje za ich poglądy, tylko najwyraźniej albo nie ma wystarczającej presji ani zbyt dotkliwych sankcji, którymi można by im pogrozić i zmusić do przeprosin, albo one wcale nie czują, że powinny kogokolwiek przepraszać i trwają twardo przy swoich poglądach. A co do bezpartyjności urzędników państwowych, to pozwól że zacytuję konstytucję: “Rzecznik Praw Obywatelskich nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z godnością jego urzędu.” A gdy piastuje się takie stanowisko, słowa są nie mniej ważne niż podejmowane decyzje. Mówić jedno, a robić coś zupełnie odwrotnego, to szczyt hipokryzji, a jednocześnie niżej nie da się już upaść.

B: Primo – oj da się, da… Można na przykład być pedofilem albo socjalista, więc zachowajmy może jakieś proporcje. Secundo – nie zgadzam się, że słowa są równie ważne. Najprostszy przykład obecny rząd nie robi nic na temat liberalizacji rynku usług prawnych, choć propaganda leje się wszędzie – a poprzedni walczył z korporacjami zawodowymi, choć w reklamowaniu własnych działań był tragicznie beznadziejny.

A: Oj, nie dość precyzyjnie to wyjaśniłam. Chodziło mi o to, że zarówno za słowa jak i za czyny trzeba brać odpowiedzialność. Nie można uważać, że skoro robi się wiele dobrego, to można wygadywać rzeczy krzywdzące innych i oczekiwać, że nikt nam tego nie wytknie, podobnie jak nie można liczyć na to, że skoro się jest „wielkim artystą”, to stoi się ponad prawem, ale to temat na osobną dyskusję.

Bonus track 1: O Szczuce, krytyce i kontrargumentach „a faceci…”
B: No i język Szczuki: “Pan Kochanowski nie zauważył chyba, że świat się zmienia i nie można już tak bezkarnie obrażać środowisk kobiecych” – żadnych? Z racji bycia grupą kobiecą, wojujące femifaszystki (dalej: ff) są poza krytyką? Przyznawanie im wyjątkowych praw w debacie publicznej prowadzi do takich potworków umysłowych jak wypowiedź pani Żakowskiej:

A potem w ciążę zaszła moja przyjaciółka. Kiedy zadałam jej idiotyczne, ale odruchowe pytanie – czy chciałaby chłopca, czy dziewczynkę? Odpowiedziała: “Marzę o chłopcu i żeby był gejem, bo do końca życia będzie miał ze mną silną emocjonalną więź, jak w filmach Almodóvara”. Była to odpowiedź szczera, ale nie takiej się spodziewałam. Poprawna brzmi przecież: “Wszystko jedno, ważne, żeby dziecko było zdrowe”. Okolicznością łagodzącą może być to, że przyjaciółka jest pół-Francuzką, a więc wychowała się w kraju, w którym słowo “homofobia” wyszło już w zasadzie z użycia.”

A: Szczuka nie użyła słowa “krytykować” tylko “obrażać” i sądzę, że ma ona świadomość różnicy znaczeniowej. A co do zdolności produkowania, jak to zgrabnie ująłeś, “potworków umysłowych”, kobiety nie odbiegają tu zbytnio od mężczyzn, ale ten cytat (wyrwany zupełnie z kontekstu; całość tutaj: http://www.adpublik.pl/2009/07/31/a-jesli-moj-syn-bedzie-gejem.html) do takich potworków nie należy. Koszmarkiem jest raczej przytoczona przez Żakowską egoistyczna odpowiedź przyjaciółki.

B: Na świadomość Szczuki w jakiejkolwiek kwestii – może poza znajomością słusznej literatury i świadomością klasową – nie postawiłbym złamanego grosza, ale każdy ma prawo do złudzeń. A już przywoływanie facetów jako kontrargumentu to klasyczne Radio Erewań.

A: Chyba właśnie z racji wykształcenia Kazimiery Szczuki możemy chyba założyć, że potrafi operować językiem polskim całkiem sprawnie. I dlaczego przywoływanie facetów jako kontrargumentu jest niewłaściwe? Czyżby stwierdzenie, że pod pewnymi względami kobiety i mężczyźni są podobni, było nieprawdziwe? Gdzie się doszukałeś tego Radia Erewań?

B: Radio Erewań słyszę w kontrowaniu metodą “a faceci…” – ale wpadamy w dyskusję o formie, a to raczej donikąd nas nie zaprowadzi.

Bonus track 2: O prezerwatywach i aborcji

A: A co do tych “obsesji odnośnie prezerwatyw i aborcji”, to nie przyszło Ci może do głowy, że nie jest to wyłącznie pogląd garstki feministek-babochłopów, ale że więcej jest ludzi (bo nie tylko kobiet) mających podobne poglądy.

B: Co do obsesji prezerwatyw: każdy, dla kogo prezerwatywy, aborcja i rola KK to najważniejsze problemy w Polsce, jest frustratem ogarniętym obsesją, a jego miejsce jest na kozetce u psychiatry – vide choćby wypowiedzi Teresy Jakubowskiej albo mojej ulubionej posłanki Senyszyn (choć w przypadku tej ostatniej to chyba syndrom psa ogrodnika).

A: Nie do końca wiem, czego symbolem są te prezerwatywy, ale problemy związane z aborcją (legalizacja/utrzymanie status quo/dalsze zaostrzenie; istnienie podziemia aborcyjnego, etc), nawet jeżeli nie są najważniejszymi problemami w Polsce, są problemami rzeczywistymi, a nie czymś co uroiło się w głowach garstki feministek i dobrze, że są ludzie, którzy nie pozwalają zamieść tego problemu pod dywan i udawać, że nie istnieje. Już nawet wolę ich obsesję, niż zabawy poważnych polityków w piaskownicę i wrzeszczenie, że ktoś komuś znów zabrał łopatkę albo rozwalił babkę z piasku, którym poświęcają więcej uwagi niż tym najważniejszym problemom w Polsce.

B: Ja też nie wiem, czego symbolem są prezerwatywy, ale z jakiegoś powodu wypływają w wypowiedziach babsztyli z tego grona z regularnością szwajcarskiego zegarka – czyżby diagnoza z “Seksmisji” miała zastosowanie także w tym przypadku? Byłby to ciekawy przykład na ponadczasowość filmowej satyry.Aborcja problemem jest jak najbardziej, ale jeśli ktoś chce z tego robić cyrk – vide sprawa Alicji Trzydzieści-Tysięcy – to niestety musi się liczyć z krytycznymi i dosadnymi ocenami.

A: Jeśli ktoś chce robić cyrk z czegokolwiek, to niestety musi się liczyć z krytycznymi i dosadnymi ocenami, bez względu na to, czy tym czymkolwiek jest aborcja, czy cokolwiek innego.

B: Znowu się zgadzam. Nuda. A co do piaskownicy – i nawet nie przyczepię się do demonstrowanej przez Ciebie wyniosłości i dystansu – oświeć mnie, w czym niby przelewająca z pustego w próżne Szczuka czy Środa są lepsze od Tuska z Kaczyńskim? Aborcja owszem, jest tematem poważnym – ale debata w tej kwestii wrzała przez całe lata 90te i ja mam juz osobiście dość. Najchętniej zasugerowałbym wszystkim jej uczestnikom wykonanie aborcji poporodowej na sobie samych, ale to zdaje się marzenie ściętej głowy…

A: Już w samej słodkiej obietnicy nie przyczepiania się udało Ci się przyczepić. Doskonały przykład rozdźwięku między słowami a czynami. A Szczuka i Środa nawet jeśli nie są lepsze od Tuska z Kaczyńskim (chociaż tak naprawdę, moja wypowiedź nie ograniczała się do tej dwójki), to nie są też od nich gorsze, a wobec Tuska i Kaczyńskiego mam jednak dużo wyższe oczekiwania, z racji piastowanych przez nich urzędów.

B: Zwrócenie przez Ciebie uwagi na rozdźwięk sugeruje, że słowa nie są jednak równie ważne jak czyny 🙂 Co do Środy i Szczuki: z różnicy w sprawowanych urzędach wynika coś innego – odpowiedzialność. Kaczyńskiego i Tuska rozliczą prędzej czy później wyborcy, a kto rozlicza Sz & Ś z ciągnietych z budżetu pieniędzy? Mają przywileje i żadnego bata nad głową – niespecjalnie zdrowa sytuacja, według mnie. Chcą uczestniczyć w debacie i brać pieniądze podatników, muszą się poddać osądowi ludzi płacacych im te pieniądze. Chyba że, jak to lewica ma w zwyczaju, chcą mieć prawa bez obowiażków.

A: Jakie pieniądze ciągnięte z budżetu? Jakie przywileje? Ale wracając do ustawy antyaborcyjnej – ja też mam dość słuchania o niej, bo pomimo że tyle się o niej mówiło i wciąż się mówi, to nic się nie dzieje. Ani politycy, ani społeczeństwo nie są w stanie dojść do zgodnego stanowiska. Ale czy to oznacza, że mamy przestać próbować?

B: Mówiąc ordynarnie, tak – aktualny kompromis jako-tako działa, podobno liczba nielegalnych aborcji (trochę) spadła. Nakręcanie tej debaty od nowa to temat zastępczy, który silnie polaryzuje opinie – odwracając przy tym uwagę od innych rzeczy, w rodzaju zasyfionej ponad wszelkie wyobrażenie sytuacji gospodarczej.

A: Więc czemu w ogóle na ten temat rozmawiamy, a nie dyskutujemy o obecnej sytuacji gospodarczej?

B: A o tym w następnym odcinku naszego serialu pt. „B próbuje namówić A na pisanie, chce jak najlepiej, idzie mu jak zwykle”. Dobranoc Państwu.

Tags: , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: