Komisarz i stare dowcipy

Czasem myślę sobie, że gdyby brukselskich komisarzy od tego i owego nie było, to polskie rządy musiałyby ich wymyślić. Ludzie o mentalności postkolonialnych sługusów po prostu muszą mieć jakąś centralę, z której przychodzą wytyczne odnośnie tego co dobre, a co złe. Proszę zauważyć, że istnienie brukselskich politruków jest na rękę i opozycji (można wskazywać palcem na złowrogiego reprezentanta ciemnych sił, któremu rząd składa raporty), i rządzącym – którzy zawsze mogą rozłożyć bezradnie ręce i usprawiedliwić każdy idiotyzm zwrotem “Unia każe”… I jedni, i drudzy czują się zwolnieni z konieczności myślenia czy – nie daj Boże! – decydowania.

W dziedzinie kontrolowania konkurencji w eurolandzie tę jakże pożyteczną społecznie funkcję spełnia straszliwy holenderski babochłop nazwiskiem Neelie Kroes. Większość ludzi kojarzy ją z zamieszania wokół polskich stoczni: to jej decyzja uruchomiła procedurę zwrotu pomocy, zakończoną bankructwem zakładów. Jak zwykle w Polsce, zainteresowanie tematem trwało tylko do następnej erupcji walki na sztachety – Grad, arabscy szejkowie z Kataru, wzajemne wygrażanie Trybunałem Stanu, ktoś tam wrzeszczał na Kroes jako symbol wszelkiego unijnego zła…

Czy ten wypindrzony babon nadaje się na symbol ciemnych sił to kwestia dyskusyjna, ale jedno jest ewidentne: przynajmniej jest konsekwentna. Nie zwracając uwagi na swoje pochodzenie, Kroes wsiadła na kark rządowi Holandii, a konkretnie ministrowi finansów Wouterowi Bosowi. Poszło, jak zwykle, o pieniądze.

W styczniu tego roku holenderskie ministerstwo finansów udzieliło bankowi ING gwarancji w celu ratowania płynności – w związku z inwestycjami w trefne instrumenty na amerykańskim rynku nieruchomości, stawką były 22 miliardy euro. Nie zanudzając czytelników szczegółami technicznymi, powiedzmy tylko że z uwagi na doczepione warunki, holenderski podatnik nie wyrzucał pieniędzy w tak całkowite błoto jak w wersji amerykańskiej; rynki finansowe odniosły się do decyzji Bosa z uznaniem, ale w parze z tą łyżeczką miodu idzie beczka dziegciu: zdaniem Kroes, rząd holenderski naruszył w ten sposób zasady wolnej konkurencji. Przez analogię z przypadkiem stoczni, jeśli komisarz postawi na swoim, ciąg dalszy nietrudno sobie wyobrazić.

Drugi ból głowy sympatycznego socjalisty z ministerstwa finansów to sprawa ABN Amro: klejnot w koronie holenderskiej gospodarki został przejęty przez konsorcjum Banco Santander, Fortisa i Royal Bank of Scotland; niestety trójka drapieżców odgryzła więcej, niż była w stanie przetrawić – wskutek kryzysu wpadli w takie tarapaty, że gdyby nie pomoc stosownych rządów byłoby po nich. Holenderski rząd wkroczył do akcji de facto nacjonalizując ABN i holenderską część Fortisa, a potem chciał oba banki połączyć – co nie podoba się pani komisarz, bo powstała w ten sposób firma byłaby za duża.

I całkiem jak przysłowiowy facet, który patrzy jak znienawidzona teściowa leci w przepaść w jego nowym samochodzie, mam cokolwiek mieszane uczucia. Jako podatnik, którego pieniędzmi dysponuje pan Bos, nie jestem specjalnie zadowolony z nacjonalizowania przynoszących straty banków za wspólną kasę – zrodzone w Stanach pojęcie instytucji zbyt dużych, by pozwolić im upaść, to jakiś filozoficzno-etyczny potworek, który ze zdrowymi zasadami wolnego rynku ma tyle wspólnego, co krzesło elektryczne z poczciwym meblem. Z drugiej strony, pani komisarz ma do zasad  konkurencji podejście trącące lekko Orwellem a’rebours: wszystkie państwa unijne podlegają rozporządzeniom, ale niektóre trochę bardziej – jakoś nie słyszałem, by dziarska Holenderka brała na celownik rządy Francji czy Niemiec bez żenady chroniące własny przemysł kosztem zagranicznego (choć może Sarkozy i Merkel mają po prostu bardziej cwanych ekspertów, wyćwiczonych w balansowaniu na krawędzi prawa po zewnętrznej stronie).

W dyskusji dowolnych dwóch ekspertów na temat sposobów wyjścia z kryzysu pojawią się co najmniej trzy opinie, a ja nie mam zamiaru udawać wszechwiedzącego: powrotu do gospodarki napędzanej konsumpcją na kredyt już nie ma, a wprowadzany tylnymi socjalizm tylko pogorszy sprawę. Ale jednego jestem pewien: selektywne stosowanie zasad wolnego rynku i egzekwowanie ich tylko względem niektórych podmiotów wygląda na działanie na polityczne zamówienie – a na pewno nie jest sposobem na wyciągnięcie eurolandu z kłopotów.

Zwłaszcza, że – od czasu “debaty” o deficycie – komunikaty z Brukseli w Polsce straciły rangę prawd objawionych.

Advertisements

Tags: , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: