Oszalały ekumenizm – reaktywacja

Im dłużej mieszkam w Krainie Wiatraków, tym więcej dostrzegam podobieństw z Polską – co można wytłumaczyć na dwa sposoby: albo europejski tygiel się pomału ujednolica, albo rację mają Amerykanie twierdzący, że gdy masz tylko młotek, wszystko jest dla ciebie gwoździem. Bo i bezsensowne nawalanki w parlamencie, pozbawione krztyny treści, wyglądają znajomo, i państwo wpieprzające się w coraz więcej dziedzin życia… A ostatnio zauważyłem nawet lokalny klon znanego hierarchy Józefa Ż. w postaci emerytowanego biskupa Bredy Muskensa. Wprawdzie nic mi nie wiadomo o tym, aby jego eminencję – podobnie jak TW “Filozofa” – zarejestrowano gdzieś “bez jego wiedzy i zgody”, ale może po prostu jest to tak oczywista oczywistość, że nikomu nie chce się szukać.

Ekumeniczny bełkot, który wylewa z siebie siwowłosa eminencja, godzien jest doprawdy upublicznienia – choćby po to by uświadomić sobie, jak nisko może stoczyć się katolickie duchowieństwo w religijnym kiedyś kraju. O “Tiny” Muskensie usłyszałem po raz pierwszy gdy zwierzał się mediom ze swojej ekumenicznej szajby: jego zdaniem chrześcijanie powinni zacząć zwracać się do Boga imieniem Allah, bo ułatwiłoby to zbliżenie z naszymi braćmi w turbanach, a Najwyższemu i tak jest obojętne jakich słów używamy… Potem przez jakiś czas było cicho, a teraz postanowił o sobie przypomnieć dzieląc się przemyśleniami na temat dialogu międzyreligijnego.

Nie żeby jakoś szczególnie dużo miejsca zajmowało w tych rozważaniach wyznanie religijne, którego Muskens jest – jak nie patrzeć – dość jednak prominentnym przedstawicielem. Eminencję bardzo zajmuje zagadnienie ewolucji, zarówno w sensie biologicznym jak i społecznym (Richard Dawkins pewnie sika ze szczęścia po nogach mając takiego sojusznika). Dzięki tej ewolucji odmienne spojrzenia na Boga – wynikające z różnic kulturowych i cywilizacyjnych – zbiegną się w końcu w jedną, taki religijny odpowiednik teorii strun (znanej też jako ogólna teoria wszystkiego). Religie nie są samoistne – wszystko zależy od wszystkiego… A nikt przecież tak naprawdę nie wie co powiedział Mahomet, ani nikt nie znał Jezusa – więc zamiast pojęcia dialogu międzyreligijnego powinniśmy mówić o dialogu między cywilizacjami.

No, to tak w telegraficznym skrócie wygląda zestaw przemyśleń wysokiego rangą przedstawiciela holenderskiego duchowieństwa. Bardzo pouczająca lektura dla wszystkich zaniepokojonych pierdolcem na punkcie dialogu uskutecznianym od trzech prawie dekad przez polski Kościół: tak właśnie, drodzy bracia i siostry w Chrystusie, wyglądać może następne stadium. Kiedyś nawet jeśli konkretny ksiądz nie wierzył już w Zmartwychwstanie, wypadało przynajmniej udawać – a teraz ścisłe przestrzeganie katechizmu uznajemy za “radykalizm”, bo najważniejsze jest, żebyśmy się kochali – a na spotkaniach w rodzaju Asyżu w Krakowie można przecież wypić i zakąsić na cudzy koszt, co zawsze jest mile widziane.

Pasterze dusz, taka ich owaka.

Advertisements

Tags: , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: