Brokuły, obciach i Europejski Nakaz Aresztowania

Jak wiadomo, sprawiedliwość jest ostoją Rzeczypospolitej: z regularnością szwajcarskiego zegarka media informują o człowieku poszczutym komornikiem za niedopłacone pięćdziesiąt groszy, pani z ksero, na której skarbówka ćwiczyła prowokacje dziennikarskie (ewidentnie jakieś gnojki naoglądały się za dużo WSI24) albo o podłym piekarzu, co to podatku nie płacił… Wskutek paskudnego uzależnienia od informacji, czytam wiadomości regularnie i coraz bardziej się dziwię, że żaden obywatel się jeszcze nie zawiesił (nie wiedzących o co chodzi odsyłam do opowiadania Rafała Kosika pod takim tytułem)… Zwłaszcza w czasie, gdy rozmaici lepkopalcy ludzie z wierchuszki co i rusz wywijają się od odpowiedzialności karnej z uwagi na znikomą szkodliwość społeczną czynu albo – bardzo dogodnie i selektywnie – ginące dokumenty tudzież zapadające terminy proceduralnych przedawnień.

Zacząłem tak pesymistycznie, a przecież chciałem napisać o czymś radosnym i pozytywnym – mianowicie jak nasze dzielne służby prawa i porządku wcielają swoje pomysły w życie na forum europejskim inspirując swoich zachodnich kolegów. A Unia Europejska to nie nasz przytulny zaścianek, więc kwoty muszą być wyższe, prawda? W końcu, jak mawia pan premier, nie możemy się narażać na wstyd w oczach Europy…

I tak, zamiast kilkudziesięciu groszy lub braku faktury, dojechano ostatnio człowieka za sto złotych – w przeliczeniu na euro, po aktualnym kursie jakieś dwadzieścia dwa pięćdziesiąt. Z uwagi na zobowiązanie na taką kwotę pan Essen, obywatel holenderski, zostanie przekazany polskiemu wymiarowi sprawiedliwości na podstawie decyzji stosownej sekcji amsterdamskiego sądu. Chyba, że się skutecznie odwoła…

Cała sprawa wygląda w telegraficznym skrócie tak: między majem 2002 a kwietniem 2003 pan Essen, razem z dwoma wspólnikami, prowadził w Polsce biznes – wspólnie hodowali i sprzedawali brokuły. Jaki klimat panuje w Polsce to mniej więcej wiadomo, więc hodowla nie wypaliła, a biznes padł. Partnerzy wrócili nad Amstel, a pan Essen został w Polsce żeby dopilnować zamykania interesu, papierkowej roboty i wszystkich z tym związanych radości. Jakiś czas później Essen został aresztowany pod zarzutem malwersacji i demolowania wyposażenia (w międzyczasie zajętego przez skarbówkę na poczet długów), w areszcie wplątał się w idiotyczną historię z pseudołapówką dla strażnika – żona przesłała mu sto złotych, posiadanie gotówki nie jest legalne w więzieniu, za pośrednictwem strażnika osadzony próbował coś tam kupić…

Odpowiadał z wolnej stopy (wyszedł za kaucją), ale uzasadnienia wyroku nigdy nie dostał – bo nikt nie znał jego holenderskiego adresu. W dodatku podejrzenie nie wystarczy do wydania nakazu, więc prowadzący w Polsce sprawę prokurator wygrzebał historię z klawiszem – Essen dostał w nos zarzutem próby przekupstwa funkcjonariusza państwowego.W maju tego roku facet został aresztowany na lotnisku w Amsterdamie na podstawie ślicznego i poprawnego ENA: jeśli sąd wyższej instancji odrzuci siedemnastego sierpnia jego skargę, zostanie odesłany do Polski.

Nie znam wszystkich detali dotyczących sprawy – prasa olała, a gdyby nie blogi (zwłaszcza nieoceniony www.boublog.nl) w życiu bym o tym nie usłyszał. Kilka faktów pozostaje jednak bezspornych: oprócz słabo udokumentowanego zarzutu próby korupcji (a pieniądze się w końcu znalazły) niczego konkretnego facetowi nie zarzucono, nikt nie wspomniał o żadnej kwocie poważniejszej niż te nieszczęsne sto złotych, luki prawne wydają się oczywiste nawet laikowi takiemu jak ja… Jedno co pociesza – choć marna to radość – to fakt, że polski aparat sprawiedliwości nie ma monopolu na tego rodzaju obsuwy i w stosownym holenderskim sądzie siedzą dokładnie tacy sami durnie. Ale co z tego? Nadęte buce uważają za stosowne marnować czas i pieniądz aparatu opłacanego z naszej podatniczej krwawicy – żeby się wykazać wiernością procedurom. Przeraża nieco fakt, że ani po polskiej, ani po holenderskiej stronie nikt nie wykazał się nawet odrobiną zdrowego rozsądku.

I takie przypadki, panie premierze / prezydencie / marszałku / bando postępowych durniów – to dopiero jest prawdziwy wstyd dla Polski. Nie jakieś tam Kaczory w gazetach z Jamajki: państwo polskie, które ściga człowieka Europejskim Nakazem Aresztowania za kwotę równą cenie butelki dobrej whisky, a nie potrafi ustalić gdzie jest kasa z FOZZ – to jest dopiero obciach i kompromitacja.

Ale co was to, durnie, obchodzi? Przecież z tego nie da się zrobić retorycznej pałki do pyskówki przed kamerą…

Advertisements

Tags: , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s


%d bloggers like this: